Czy poprawne nazwy pomogą ci w nauce rękodzieła?

Czy poprawne nazwy pomogą ci w nauce rękodzieła?

Nazewnictwo w świecie handmade od zawsze sprawiało kłopot. Skomplikowane nazwy technik czy materiałów potrafią niektórym połamać język. Dlatego wiele osób postanawia wtedy odpuścić znajomość oficjalnego nazewnictwa i wymyśla własne określenia. I kiedy stosują je w rozmowie powstaje z tego istna wieża Babel.

Wiem, że nie każdy odczuwa potrzebę samorozwoju i podwyższania swoich kwalifikacji. Dlatego omijają szerokim łukiem temat poprawnego nazywania technik, materiałów, półproduktów czy ściegów. Problem przychodzi wtedy, kiedy potrzebują pomocy i starają się wyjaśnić, z czym konkretnie. Choć celują łukiem w dziesiątkę, to strzelają określeniami na oślep.

Zamiast „bigle” mówią: „haczyki”.
Zmieniają „podkówki” na: „koniki”.
Ich „Toho Treasures” to: „te maleństwa takie małe, no!”.

Nie mam pretensji do osób, które nie znają właściwych określeń. Każdy kiedyś zaczynał, a na naukę nigdy nie jest za późno. Najważniejsze, żeby taka osoba chciała poszerzać swoją wiedzę. W takich przypadkach wystarczy najczęściej jedno skorygowanie błędu i po kłopocie. Gorzej, jeżeli dana osoba mimo wielokrotnego upominania i poprawiania, wciąż idzie w zaparte i twierdzi, że lepiej jej określać techniki czy materiały po swojemu.

DLACZEGO WARTO ZNAĆ POPRAWNE NAZEWNICTWO?

1. Odciążasz swój mózg

Kiedy ktoś przychodzi do mnie z problemem np. nauki nowego ściegu koralikowego, to zawsze najwięcej czasu marnuje na tym, by wytłumaczyć mi, o jaki w ogóle ścieg chodzi. Zamiast od razu powiedzieć mi, że to np. Peyote, to muszę nasłuchać się pokrętnych wyjaśnień, popartych wymachiwaniem rąk i puszczaniem znaków dymnych. A kiedy deszyfracja skończy się niepowodzeniem, to rozmowa kończy się fochem z przytupem „bo nie wiem, o co chodzi!”. Przestańcie tłumaczyć jak naprawić dynks wihajstrem i ułatwcie sobie życie. Jeżeli nauczycie się poprawnych nazw produktów, technik czy właśnie ściegów, to Wasz mózg skataloguje całą wiedzę i nie będzie się przegrzewać w krytycznych momentach.

2. Oszczędzasz czas porządkując myśli

Ucząc się nowej techniki warto poświęcić dłuższą chwilę nazewnictwu, bo to zaowocuje w przyszłości. Przy ostatnim naszyjniku wiedziałam, że kaboszony obrobię peyotem, a całość zaszyję w CRAW. Brzmi głupio? Gdybym chciała rozpisać swój plan na papierze, to powyższe dwa określenia musiałabym zastąpić taką sentencją:

Kolorowe szkiełka bez oczek obszyję dookoła koralikami, przyszywając co drugi, tak żeby wyszły mi takie schodki. Później resztę przyszyję do siebie takim czymś, co się najpierw nabiera 4 koraliki, później 2 razy po 3, a później 1 pamiętając, żeby przejść do góry.

Kiedy opanujesz nazewnictwo, to zaczniesz myśleć schematami i łatwiej zapanujesz nad tym, co właśnie tworzysz, bo nie musisz dokładnie rozpisywać wszystkich czynności krok po kroku. Wystarczą słowa klucze, z których po zapisaniu będziesz czytać, jak z otwartej księgi, a postronnym osobom będą przypominać hieroglify z Matrixa.

3. Łatwiej wyszukasz produkty oraz informacje

Jeżeli uczysz się nowej techniki, ale nie znasz nawet jej nazwy, to później będzie Ci trudniej szukać rozwiązań ewentualnego problemu. Wiedząc, że uczę się ściegu warkoczowego, w przypadku blokady szybko wstukam nazwę w wyszukiwarkę i znajdę rozwiązanie. Kiedy tej wiedzy o nazewnictwie nie posiadam, to muszę najpierw wyjaśnić wujkowi Google, o co mi w ogóle chodzi.

Podobnie jest z szukaniem półproduktów. Wiele sklepów ma posegregowane kategorie według technik. Szybciej znajdę potrzebny mi produkt, jeżeli wiem, że np. moje prace z koralików, to beading. Bez tego muszę przekopywać się przez wiele stron, zanim znajdę, to czego szukam. Skoro Wy nie wiecie, co chcecie dostać, to nikt nie dowie się tego za Was.

4. Prościej się komunikujesz

Wyobraź sobie taką sytuację — skończyła Ci się włóczka przy projekcie, który potrzebujesz na wczoraj. Pędzisz do pobliskiej pasmanterii, ale nie masz ze sobą próbki materiału, ani nawet pracy. Nie znasz nazwy czy składu i nawet nie jesteś pewna, co tak naprawdę zużyłaś. Zaczynasz się gorączkować przy kasie, bo za Tobą robi się kolejka, a Ty błądzisz wzrokiem po sklepowych półkach, nie potrafiąc wytłumaczyć, czego potrzebujesz.

Znajomość nazw, nawet podstawowych, ułatwi nie tylko zakupy, ale także komunikację z innymi Twórcami. W przypadku problemu, konsultacji czy zwyczajnych ploteczek, nie będziecie tracić energii na niepotrzebne przekrzykiwanie się i złoszczenie, żeby wyjaśnić sobie, o czym w ogóle mówicie. Zwłaszcza że wiele nazw jest międzynarodowych i na stałe weszło do rękodzielniczego esperanto.

5. Zaczynasz zachowywać się jak profesjonalista

Wielu Twórców aspiruje o miano artystów czy profesjonalistów, ale kiedy nie chcą poznać nawet podstaw nazewnictwa ich działalności, to profesjonalne sprawiają tylko wrażenie. Pamiętam dziewczynę, na którą trafiłam w Białymstoku. Chociaż to ona do mnie przyszła, to była zbyt dumna, by mi się przedstawić, więc określiła się tylko „światowej sławy sutaszystką”. Rozmawiało mi się z nią bardzo ciężko, ale nie dlatego, że na każdym kroku podkreślała, jak ważną jest personą, tylko, że kompletnie nie znała poprawnych nazw i nie potrafiłam jej pomóc. Na sznurki uparcie mówiła rzemienie, na linkę stalową „żyłka”, a jak doszło do omawiania kamieni, to nie umiała odróżnić szkła od agatów.

Nie twierdzę, że każdy ma być profesjonalistą czy znać na pamięć wszystkie zagraniczne określenia będąc wybudzonym w środku nocy. Sama, kiedy kilka lat temu zaczynałam z beadingiem, to na Rivoli mówiłam Rivioli, ale jak zostałam poprawiona, to zaśmiewałam się sama z siebie. Chodzi o to, że znajomość nazw nie tylko ułatwi Wam pracę, ale świadczy też o Waszym poważnym podejściu do Pasji.

Posługiwanie się mową Rękodzieła można porównać do nauki języka obcego. Wiele osób ma z tym trudność, ponieważ boi się popełniać błędy, aby nie zostać wyśmianym. Absolutnie o tym tak nie myślcie. Trzeba mówić bardzo dużo, dziękować, kiedy ktoś poprawia i nie traktować wtedy tego, jak ujmę na honorze. Każdy się kiedyś uczył i każdemu zdarza się popełniać błędy. Najważniejsze to w ogóle zacząć je popełniać i chcieć je naprawiać.

Warto przełamać swój strach i zacząć zgłębiać wiedzę o poprawnym nazewnictwie. Nie kosztuje to wiele wysiłku, a każdemu wyjdzie na dobre. Bo uwierzcie, że czasami brakuje już sił, by kolejnej osobie powtarzać – „TOHO to nie Tako, a na drutach się dzierga, a nie szyje” 🙂

(wszystkie przytoczone przykłady złego używania nazw są prawdziwe)