Zmiana fryzury nie zmieni Twego życia

21

Qrkoko.pl - Zmiana fryzury nie zmieni Twego życia

Tyle razy słuchałam teorii o kobiecych metamorfozach i tym, że zmiana fryzury zapoczątkuje nowe życie, aż w końcu sama się na to skusiłam. Przefarbowałam włosy z ciemno brązowych na jasne. Następnego dnia musiałam wstać godzinę wcześniej żeby je ujarzmić, bo po wczorajszej stylizacji zostało tylko wspomnienie. W drodze do pracy spóźniłam się na autobus, wracając z niej stałam w kolejce po zakupy, posprzątałam w mieszkaniu, przysmakiem z puszki nakarmiłam swoją miłość, a Przedmężowi zrobiłam kanapkę. Usiadłam wieczorem przed lustrem i przeczesując swoją nową fryzurę uświadomiłam sobie jedno. Prócz 200 złotych mniej w portfelu moje życie wcale się nie zmieniło.

MUSZĘ ZMIENIĆ SWOJE ŻYCIE – ZACZNĘ OD PAZNOKCI

Ostatnio zalewa nas fala programów o metamorfozach. Poznajemy tragiczne losy kobiet, które nie radzą sobie z życiem, bo mają zrośnięte brwi lub krzywe zęby. Po pierwszych objawach trądziku na twarzy nabrały depresji, a każda nowa fałda tłuszczu to kolejny supeł na stryczku. Do czasu aż przybędą bohaterscy stomatolodzy ze szlifierkami i dermatolodzy z gładziami gipsowymi. Po całkowitej zmianie wyglądu cały świat się odmienia. Dzieci w końcu okazują szacunek, w pracy dają podwyżkę, mąż pamięta o urodzinach, na świecie nie ma biedy, a z Naszej Klasy usunęli Śledzika. I to tylko dlatego, że w końcu nie są brzydkie.

PASZTETY NA WYSTAWIE

Przyczyna kiepskiego bytu tych kobiet nie tkwi w ich urodzie, a w życiowej nieporadności. A te programy wcale tej zaradności nie nauczą tylko zapewnią im przykre doświadczenie – po raz kolejny w ich życiu wystawią je na pośmiewisko. Tego typu programy przypominają zakup pasztetu w sklepie spożywczym. Z początku jesteśmy przyciągani pięknym zapachem i widokiem zza sklepowych witryn. Tak samo jak zaciekawiają nas zwiastuny odcinka, w którym śmiga nam ładna pani. Kiedy podchodzimy bliżej, BAM!, dostajemy liścia w policzek. Pasztet w rzeczywistości okazuje się brzydki tak samo jak pani, która jeszcze przed chwilą była śliczna. Następuje faza płaczu – widzimy cenę pasztetu oraz wysłuchujemy smutnej historii o tym jak pani czuje się samotna siedząc w kawalerce na bezrobociu i to wszystko wina żylaków na nogach. W ostatniej fazie „skoro tu jestem to wezmę” w końcu kupujemy ten pasztet i zajadamy się nim oglądając głupi program, bo na wszystkich innych lecą reklamy.

Qrkoko.pl - Zmiana fryzury nie zmieni Twego życia

Programy z metamorfozami mają tylko jeden cel. Włożyć ich uczestnikom rękę w tyłek i przez cały odcinek sterować niczym marionetką w teatrze lalek. Przebieg i finał programu zawsze jest ten sam. Najpierw wzruszająca historia nieudacznicy, która nie widzi już sensu życia. Potem wkracza ekipa ratunkowa wizażystów i chirurgów. Piłą tarczową i dłutem pozbywają się wszystkich żyjących na ciele obcych organizmów. Kobieta może teraz wyjść na miasto bez narażenia przechodniów na wypalenie oczu. Szczęśliwy finał – kobieta wygrała życie.

NIE SZATA ZDOBI CZŁOWIEKA?

Kim jest przeciętny widz takiego programu? Czy to osoby, których faktycznie interesuje los uczestników? Otóż nie. Połowa widzów chce się dowartościować widząc, że jest ktoś kto ma gorszą sytuację finansową i więcej pryszczy od nich samych, a połowa jest ciekawa jak daleko zaszła genetyka, że z paszczurozaura może powstać człowiek. Nikt nie wnika czy ta metamorfoza faktycznie odmieniła życie, więc nic ich do niej nie motywuje. Po wyłączeniu programu zapominamy jak ich bohaterzy mieli na imię, pamiętamy tylko, że jeden z nich miał trzy sutki. Tak naprawdę w ekspresowych przemianach nie ma nic motywującego. Fundują kobiecie parę markowych ubrań, flakon perfum i trzygodzinną wizytę u fryzjera, by w końcu wyglądała jak człowiek. Wszystko o wartości jej rocznego dochodu. Po paru tygodniach flakonik jest pusty, ubrania znoszone, a z fryzury zostały tylko odrosty. Brzydula wraca do starego życia.

SZARP ŻYCIE ZA WŁOSY

Zmiany nigdy nie są łatwe, dlatego nie są procesem krótkotrwałym. Należy je wprowadzać stopniowo, a co najważniejsze samodzielnie. Tylko wtedy będziemy przygotowani psychicznie, by radykalnie zmienić swoje życie, zwłaszcza, jeżeli chcemy to zrobić w każdym jego aspekcie.

Wszyscy oczekujemy szybkiego i łatwego efektu. Zamiast znaleźć w sobie determinację i z własnej woli rzucić palenie wolimy sobie przykleić plasterek i liczyć na cud. Kiedy narzekamy na nadwagę pierwszą rzeczą jaką robimy jest telefon do Mango po wibrujący pas, zamiast do siłowni po karnet. Tak samo jest z metamorfozami. To, że włosy same odrastają nie znaczy, że same zmienią za nas życie.

W oczekiwaniu na wybawienie nie zwalajmy swego życiowego niepowodzenia na krzywe nogi. Wina tkwi w nas samych. Gdyby każda brzydka osoba miała przez to przegrane życie to połowa kraju popełniłaby samobójstwo. Jeżeli masz jakieś zdolności i coś sobą reprezentujesz to ludzie będą się z Tobą liczyć nawet mimo Twojej wątpliwej urody. Dobry wygląd tylko ułatwia start. Potem musisz mieć czym się utrzymać w powietrzu. Będąc tylko piękną szybko zaliczysz awaryjne lądowanie.

W życiu nie chodzi o to, by codziennie nosić drogą biżuterię, ciuchy od projektantów i mieć stylistów na wyciągnięcie ręki. Chodzi o to by mieć siłę mu sprostać, kiedy nie masz czasu się umalować, a niebotycznie wysokie szpilki zamieniasz z powrotem na trampki.


Jeden lajk, a tak wiele zmieni!

  • Mania

    Ten wpis jest bardziej motywacyjny do zmian w swoim życiu niż większość tych programów telewizyjnych. Dzięki za niego!

    • Problem tych programów polega na tym, że zamiast motywować i pomagać nastawiają się na zysk z oglądalności. Tym samym oczekują jak najpaskudniejszych uczestników z jak najbardziej naciąganą, ckliwą i wzruszającą historią przegranego życia.

  • Pobruszka

    Zgadzam się z Tobą w 10000% procentach. Jak widzę te kobiety, które użalają się nad swoim życiem z którym sobie nie radzą bo są brzydkie to aż mnie skręca. Kobieto, jak masz takie niskie poczucie wartości to nie wynika to tylko z tego względu że jesteś brzydka. Po prostu jesteś beznadziejna i do niczego się nie nadajesz, bo jakbyś była w czymś dobra to znałabyś swoją wartość. Wiedziałabyś – ok jestem brzydka, ale jestem w czymś dobra, moje życie jest ok. A tak to zwykłe biadolenie i wołanie o pomoc do TV. Przyjedźcie do mnie i m

    • jakbyś była w czymś dobra to znałabyś swoją wartość

      Trafiłaś w sedno :)

  • Artur B.

    Rozumiem jeżeli do takich programów zgłaszają się ludzie np. ze zdeformowaną twarzą. Wtedy faktycznie może mieć małe szanse na miłość, pracę i akceptację społeczeństwa i życie jest dla niego cięzkie. Ale jak widzę babska co nie czują się atrakcyjne dla mężusia więc zróbcie ze mnie hot MILFA to budzi to tylko zażenowanie. Daję plusa za wpis i na pewno będę częściej obserwował.

    • Programy, które polegają ludziom zdeformowanym są jak najbardziej ok. Zwłaszcza, że zazwyczaj tych ludzi nie stać na operację. Za to takie programy są słabo oglądalne, więc cieszą się mniejszą popularnością. Programy, w których chodzi tylko o zmianę ciuchów na markowe czy nałożenie makijażu od sponsora budzą we mnie niesmak.

  • Masz 100% racji, w tym co napisałaś. Zróbmy kolorowy program, w cudowny sposób „uratujmy” jakąś pindzię, której jedynym celem życiowym jest leżeń i pachnieć i będzie oglądalność. Z jednej strony witki opadają, a z drugiej mamy żądną takich obrazów widownię. Tak, jak piszesz w odpowiedzi do @Artur B. gdyby to były programy o pomocy ludziom faktycznie potrzebującym i pokrzywdzonym przez los – osoby po wypadkach, z deformacjami, etc. – oglądalność nie byłaby zadowalająca dla producentów.

    • Jest jakiś taki program. Zbliżony, bo pan robi operacje plastyczne, często dla osób, które faktycznie ich potrzebują, a nie po prostu „chcą”. Nie daję rady go oglądać, bo pokazane są operacje, proces gojenia się ran (ropa, strupy ect.) i cała ta niemiła otoczka. Program nie jest aż tak popularny jak te wszystkie: „policja modowa” „10 lat mniej” itd.
      W polskich programach widziałam jak pracującej kobiecie z dwójką dzieci na codzień kazali biegać w odsłoniętym brzuszku – bo miała ładny – i wysokich szpilkach.
      Nie wiem dlaczego zawsze upierają się przy tych obcasach :) Nie wyobrażam sobie 10 godzin w czymś takim na nogach.

  • Z tymi metamorfozami jest jak z rewitalizacją starych, zaniedbanych dzielnic biedy w miastach. Nie wystarczy odnowić fasady

    • Wrzuciłam twój komentarz na samą górę. Twoje słowa to dokładnie to o co mi chodziło :)

    • Mania

      100 % racji. Te programy nie skupiają się na realnej pomocy poszkodowanym ludziom, bo wtedy załatwiliby im personalnego trenera, pomoc psychologa, czy nawet robotę po znajomości. A tak ludzi z problemami przywdziewają w sukieneczkę i jak marionetkę wypychają na głęboką wodę, wśród gapiących się na nią telewidzów.

      • Są zagraniczne programy, w których pracuje się nad człowiekiem dłużej niż kilka godzin. To są miesiące treningów pod okiem profesjonalistów. Takie metamorfozy są bardzo dobre i potrzebne, chociaż wolę je podziwiać bez otoczki mediów.

  • Silna Ona

    Zgadzam się z Tobą. Nie miałam super rodziców, którzy klepali mnie po pleckach i chwalili za każdy rysnek. Jak dorosłam to powiedziałam sobie, że tak nie będzie i sama zaczęłam nad sobą pracować. Marzyły mi się takie programy, bo byłoby łatwiej. Ale zobaczyłam jak te kobiety są tam traktowane. Niby przyjazna atmosfera, ale w domyśle „pokaż mi jakąś tragedię”. Nie chciałabym tego.
    Teraz jestem zupełnie innym człowiekiem i to tylko dzięki mojej sile.
    „Mój ból. Mój trening. Moje łzy. Ale twoja zazdrość” ;]

  • W. M.

    Nie lubię takich programów. Ci ludzie w większośći powinni isć do psychologa, a nie do fryzjera. Co mi pomogą pasemka jak w siebie nie wierzę? Te programy udowadniają, że nie ma brzydkich kobiet, tylko makijażu brak. Ale co z tego jak rano one się bez tej tapety obudzą, a włosy znów będą potargane? Wtedy jest jeszcze gorzej, bo w pamięci ma szopkę z telewizji. Jak się wcześniej za siebie nie wzięła i o siebie nie dbała to później nie będzie. Wiem to z autopsji.

  • Ja tak miałam kiedyś po rozstaniu. Ścięłam trochę włosów, przefarbowałam je, a któregoś dnia obudziłam się i pomyślałam „oho, to nadal ja”. Trzeba działać od środka, też jestem zdania, że zmiana fryzury raczej nie wpływa na zmianę życia ot tak :)

  • Nie oglądam tego typu programów, między innymi będąc świadoma wymienionych przez ciebie powodów. Zresztą, ostatnio zrezygnowaliśmy z tv…
    Z jednym się nie zgodzę. Uważam, że fryzura może dużo zmienić. Sama od jakiegoś czasu wydaję więcej na fryzjera ale jestem zadowolona, bo i ładniej wyglądam i wreszcie trafiłam na kogoś, kto mi tak obetnie włosy, że później same mi się układają. To dla mnie ważne, bo umiem jedynie posługiwać się suszarką :p

    • później same mi się układają

      Wybrałaś rozsądną fryzurę, którą jesteś wstanie samodzielnie utrzymać i nie potrzebujesz do tego sztabu wizażystów i sponsorowanych kosmetyków.

      Fryzura może dużo zmienić jeżeli nie jest ostatnią deską ratunku, a jedynie kropką nad I w zmianach jakie zaprowadziłaś lub planujesz wprowadzisz w swoim życiu. Nie tylko tych zewnętrznych.

  • Lore Art

    Ja również nie oglądam tego typu programów i zgadzam się fryzura życia nie zmieni- ale może zmienić nastawienie do niego, a to dobry początek. Wczoraj byłam u fryzjera, wyszłam bardzo zadowolona z włosami krótszymi o dobre 30cm i usłyszałam dziesiątki komplementów (co samo w sobie jest budujące ;)), z lekką głową (bo włosy trochę ważą:)) czuję się lepiej, swobodniej, bardziej pewna siebie, bo choć ociupinę odmieniona. Ładny wygląd dodaje pewności siebie, a to pierwszy krok do wyjścia z cienia w życiu :) Czy brzydka osoba może być pewna siebie i tryskać optymizmem? Nawet z ogromnymi żylakami! Ale czy brzydka osoba, po metamorfozie będzie choć w tej strefie jej życia prywatnego szczęśliwsza nawet jeżeli mąż ciągle zapomina o urodzinach, a podwyżki nie ma? Moim zdaniem tak.

  • Moje życie się zmieniło ze zmianą fryzury. Mogę pospać z godzinę dłużej i nie muszę się martwić, że krzywo zaplotłam włosy. I tak od 10 lat. No i szybciej schną, chociaż przy mojej ilości włosów „szybko” to rzecz względna.

  • Tak czytam i się zastanawiam i jeśli mówimy o konwencji programów ‚metamorfozowych’ to i faktycznie, problemy często wyolbrzymione, historie kreowane pod publikę bo i trudno się dziwić, w końcu program ma się po prostu sprzedać. Jednak z prezentowanym sposobem podejścia do poruszanej kwestii zmiany i było nie było jakości samooceny, do końca zgodzić się nie mogę. Czasem ‚fasadowa’ zmiana jest jedynym na co można się zdobyć, powoli, małymi krokami. Kiedyś spotkałam taką panią po krótkim szkoleniu z wizażu dla bezrobotnych, twierdziła, że to był przełomowy moment w jej życiu, moment, w którym poczuła się ze sobą dobrze i uwierzyła, że może żyć inaczej, co później bardzo zaprocentowało. Mimo, że wróciła do starej fryzury ;)