Uczono nas żeby pytać, aby nie błądzić. Jednak nikt nie powiedział jak nie zbłądzić pytając.

Żyjemy w „otyłych” czasach, gdzie konsumujemy coraz większe ilości napływających treści. Już od wczesnych godzin karmimy się informacjami z telewizji śniadaniowych, w trakcie dnia pożeramy Internet, radio, gazety i miejskie billboardy, a wracając do domu dostajemy deserem w twarz wyciągając ulotki reklamowe ze skrzynki pocztowej. Wszystkie media zabiegają o naszą uwagę podtykając nam swoje menu, a my tylko wybieramy, co smaczniejsze kąski. To nas bardzo rozleniwiło. Do tego stopnia, że kiedy samemu musimy znaleźć to, co chcemy „zjeść” to oczekujemy, że ktoś poda nam to na tacy.

Szybko przyzwyczailiśmy się do tego, że każdą informację mamy na wyciągnięcie ręki. Wszelkie media bombardujące nas swoimi treściami skutecznie nas utuczyły, bo wykształciły w nas nawyk, że wystarczy otworzyć buzię, a samolocik sam wleci. Problem zaczyna się w momencie, gdy w naszym kierunku nie leci nic, co by nas interesowało i trzeba samodzielnie to znaleźć. Wtedy zbieramy w sobie całą zmagazynowaną energię i z wielkim wysiłkiem wchodzimy na jeden schodek – wpisujemy hasło w Google. Niestety nie zawsze wypluty wynik jest tym, czego oczekiwaliśmy, dlatego trzeba pójść o krok dalej. I co wtedy robimy? Nie drążymy tematu, nie szukamy innych źródeł wiedzy czy broń Boże nie idziemy do biblioteki lub innych tego typu przybytków, bo na to nie starcza nam sił. Wybieramy najmniejszą linię oporu i zadajemy pytanie. A potem ślepo wierzymy w pierwszą otrzymaną odpowiedź. I to mnie trochę przeraża, że wystarczy nam tylko jeden krok wzwyż, by szybko opaść w dół z intelektualnego przemęczenia.

NIE CHCE NAM SIĘ

Nie ma nic złego w zadawaniu pytania, jeżeli ma ono posłużyć do uzupełnienia samodzielnie zebranej już wiedzy. Jednak coraz częściej pytamy tak naprawdę nie dlatego, że czegoś nie wiemy, ale dlatego, że nam się nie chce na własną rękę tego dowiedzieć. Tylko pod naszą przykrywką chęci zaoszczędzenia czasu kryje się zupełnie co innego – zwykłe lenistwo.

Podam przykłady z mojego Rękodzielniczego podwórka. Często dostaję pytania o to, kiedy nakręcę kolejny tutorial na daną technikę. Wiecie jaka jest moja najczęstsza odpowiedź? „Taki film jest już na moim kanale”. Wystarczyłoby poświęcić kilka sekund i samemu przejrzeć udostępnione filmy. Przejdźmy do ogródka obok, czyli rękodzielniczych grup na Facebooku. W większości takich miejsc do dzisiaj trwa przekonanie, że prawo autorskie w Rękodziele nie istnieje i jak wrzucasz coś do Sieci to automatycznie zgadzasz się na powielanie. Gdyby ktoś z takich grup sam poszukał informacji to prawdopodobnie już po kilku sekundach trafiłby na mój artykuł, który tym bzdurom przeczy – http://qrkoko.pl/prawo-autorskie-w-rekodziele/

Jednak ta nieświadomość się szerzy. Dlaczego? Bo przez nasze lenistwo pytamy o coś zbyt szybko, przez co zbyt łatwo wierzymy w otrzymane informacje, których potem nie weryfikujemy. A do czego doprowadza nas takie lenistwo? Na własne życzenie tracimy umysłową kondycję. Ja mogłabym dla żartu powiedzieć, że tutoriala nie nagram nigdy i ktoś odszedłby w nieświadomości, że film miał pod nosem. Jedna osoba na rękodzielniczej grupie palnie głupotę, że zdjęcie wrzucone do Sieci traci pierwotnego autora, a potem cała reszta w to wierzy latami. I nikomu nie przychodzi do głowy, by to zakwestionować.

KTO PIERWSZY TEN MĄDRZEJSZY

Naszymi autorytetami stają się osoby lub media, które najszybciej zaspokoją naszą ciekawość, niezależnie od tego czy mają rację. Przestaje nas interesować to czy usłyszymy prawdę, bo wierzymy w pierwszą otrzymaną odpowiedź. I utwierdzamy się w przekonaniu, że to prawda, jeżeli odpowiednio wiele osób zaczyna ją powtarzać. Skoro cały świat boi się glutenu to zaczynamy go unikać. Nawet jeżeli nic nie wskazuje na to, że powinniśmy, a sam autor teorii o jego szkodliwości po latach zmienia zdanie. Zastanawiamy się czy na pewno powinniśmy szczepić nasze dzieci, chociaż nasza wiedza medyczna ogranicza się do kilku sezonów Dr. House’a, a sami do dziś wspominamy jak po mięśniaku krzyczeliśmy „ała, nie w szczepionkę!”. Wiedza przestaje mieć dla nas wartość, bo oddaliśmy nasze zaufanie w ręce masowych mediów czy samozwańczych mędrców bez autentycznej wiedzy, którzy mówią nam co mamy myśleć, zanim jeszcze o to spytamy.

ZJEDZ JESZCZE KAWAŁEK (TYLKO NIE WNIKAJ CO TO)

Żyjemy w „otyłych” czasach, bo z własnej wygody pozwalamy karmić się przetworzoną papką, zamiast samemu sporządzić sobie pełnoprawny posiłek. Media kuszą nas sloganami „tu zjesz szybko i smacznie”, a my to łykamy nie wnikając w składniki. Nasze rozleniwienie naprawdę mnie przeraża, bo prowadzi nie tylko do tego, że stajemy się głupsi, ale też coraz bardziej uzależnieni od mediów serwujących nam informacje. Sądzimy, że jak czegoś nie ma w Google to to nie istnieje. Jak przeczytamy coś w gazecie, a sąsiad to potwierdzi no to musi być prawda. To co mówią w telewizji jest świętością. A potem stawiamy znicze żyjącym aktorom, bo nekrolog w brukowcu okazał się plotką.

Szybkie życie i mnogość informacji skutecznie nas rozleniwiły. Oczekujemy nie tylko gotowych rozwiązań, ale też gotowych wniosków, byśmy wiedzieli co mamy myśleć. Coraz mniej w nas chęci zdobywania wiedzy, a coraz więcej potrzeby otrzymywania szybkich i łatwych odpowiedzi. Nie chce nam się szukać informacji. Nie chce nam się ich weryfikować. Nie chce się nam się ich pogłębiać. Czekamy aż same do nas trafią, nieistotne z jakiego źródła.

Pochłaniamy to co dostajemy na tacy, ale nie zdajemy sobie sprawy, że kiedyś ten informacyjny fast food wyjdzie nam bokiem. Zamiast samodzielnie myśleć stajemy się podatni na manipulację, szerzenie dezinformacji, powielanie bzdur i plotek. Zamiast przekonać się co sami o czymś sądzimy czekamy na to co ludzie o tym powiedzą. Kiedy czegoś nie wiemy to naszą pierwszą myślą nie jest „gdzie mogę się tego dowiedzieć?”  tylko „kto pierwszy mi na to odpowie?”.

I przez to im częściej pytamy tym częściej błądzimy. Wyczekujemy odpowiedzi, w którą ślepo uwierzymy, choć sami moglibyśmy po nią sięgnąć. Tylko, że nam już się nie chce.

.