To nie książka – kreatywność dla opornych

6

Qrkoko.pl - To nie książka - kreatywność dla opornych

Nie jestem fanką kreatywności podanej na talerzu. Kiedy na rynek trafił „Zniszcz ten dziennik” darowałam sobie pełną degustacją, bo nabawiłam się czkawki od samej przystawki, czyli przekartkowania go w księgarni.

W końcu pojawiła się kontynuacja książki, która stanowczo zaprzeczała, że nią jest, a ja zaczęłam się zastanawiać czy jej autorka poszła na łatwiznę i zaserwowała odgrzewany kotlet czy może pokusiła się o nową recepturę. Skusił mnie zapach ciekawości, więc postanowiłam przekonać się o tym własnoręcznie. Niestety ciekawość była moim pierwszy stopniem do znudzenia, a żal po straconych pieniądzach odbija mi się do dzisiaj.

PIERWSZE WRAŻENIE

„To nie książkę” zamówiłam w preorderze i planowałam wykorzystać ją w zabawny sposób przy okazji jakiegoś wpisu. Niestety kiedy do mnie dotarła to jedyną zabawną rzeczą jaką miałam ochotę z nią zrobić to udawać przed kurierem, że nie ma mnie w domu, chichocząc przy tym siedząc pod drzwiami. Choć książka startowała u mnie z czystą kartą to ubrudziła się już po pierwszym zakręcie kartki. Lepiej by wyszła na tym gdyby pozostała niezapisana, zamiast podtykać mi pod nos wskazówki jak mam wykorzystać swoją wyobraźnię. Była dokładnie takim prowadzeniem po sznurku za jaką ją uważałam i przy pierwszym kontakcie nie miałam nawet ochoty dowiedzieć się co jest na jego końcu. Książkę odłożyłam na półkę i wróciłam do niej po tygodniu. Przecież coś w niej musi być skoro pół świata oszalało na punkcie pierwszej części. Drugie podejście utwierdziło mnie w przekonaniu, że to nie była masowa fascynacja tylko opętanie.

Qrkoko.pl - To nie książka - kreatywność dla opornych

WOLNOŚĆ WEDŁUG PRZYKAZAŃ

Dzieciństwo było naszą sumą nakazów i zakazów, gdzie każdy dzień nie mógł się obyć bez formułek „siedź prosto, nie garb się, tego nie jedz, a jak już jesz to nie siorb”. To samo dotyczyło książek – „nie zaginaj rogów”, „nie pisz po książce, bo atrament Ci zaszkodzi jak ją zjesz”. Od małego byliśmy nauczeni, by szanować każdą nową rzecz. Nagle nadeszła rewolucja, bo pojawiła się książka, której jedynymi nakazami są „pisz po mnie, sklej mnie, wyrwij i rób ze mną sprośne rzeczy, od których bibliotekarki mdleją i odmawiają zdrowaśki”. Pojawiła się książka, która wraz z niewielkim pokładem kreatywności oferuje namiastkę ułomnej wolności.

Qrkoko.pl - To nie książka - kreatywność dla opornych

Każdy posiadany przeze mnie egzemplarz książki jest naznaczony, jeśli jestem pewna, że to stały związek, a nie przygoda na jedną noc. Na marginesach notuję notatki, podkreślam fragmenty i zaginam rogi na wyjątkowych stronach. I ani razu nie poczułam się przy tym jak rebeliantka. Kupując produkcje typu „To nie książka” może nam się wydawać, że nagle robimy to czego od zawsze nam zakazywano. Szkopuł tkwi w tym, że dziecięce zakazy są tylko w naszych głowach i nie trzeba wydawać pieniędzy by się ich pozbyć. „To nie książka” nie zapewnia wolności. Podsuwa kolejne nakazy typu: narysuj kółko, potem wytnij kwadrat, trzymaj go wysoko nad głową, aż nie zemdlejesz z przemęczenia. Nie zachęca do korzystania z wyobraźni poza przyjęte przez siebie normy, bo jeśli już pozwala na dowolność to idzie na łatwiznę i przechodzi ze skrajności w skrajność. Tak jak wcześniej w swych zadaniach książka kazała trzymać się głupich konkretów, tak przy niektórych eliminuje je kompletnie pozostawiając samą głupotę typu „a teraz weź tę nie-książkę i zrób z nią co chcesz”.

KREATYWNOŚĆ W FORMIE INSTANT

Kojarzycie zestawy początkowe dla artystów, gdzie dostajemy kartkę papieru i pola ponumerowane tak byśmy wiedzieli jak je pokolorować? Taką kreatywność oferuje „To nie książka”. Ludzie zachwycają się, że pozwala myśleć nieszablonowo, ale przy każdym zadaniu, które miało to oferować dostajemy podpowiedź jak je wykonać.

Qrkoko.pl - To nie książka - kreatywność dla opornych

Nie tylko pozostajemy w sztywnych ramach, od których chcieliśmy uciec, ale dodatkowo jesteśmy nimi podduszani. Przejrzałam kilkadziesiąt filmów i zdjęć jak użytkownicy „To-nie-książki” z niej korzystają i praktycznie wszyscy robili jak po sznurku to co kazała im autorka, dając się pochłonąć złudnemu odczuciu wyjątkowości. Ta książka w żadnej sposób nie inspirowała do eksperymentowania z własną kreatywnością, bo jej konstrukcja z góry mówi czytelnikowi – zalej zupkę w proszku wrzątkiem, bo to wystarczy by stać się kucharzem.

ZNISZCZONY POTENCJAŁ PO ZNISZCZONYM DZIENNIKU

„To nie książka” miała w sobie duży potencjał. Była czymś więcej niż papierowym żartem jak w przypadku „Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach”. Jednak zabiła ją jej własna sława, bo po pierwszej części oczekiwania wzrosły, ale formuła nie została rozbudowana i wyszła z tego słabsza kopia „Zniszcz ten dziennik”. Oprócz ładnej oprawy graficznej i okropnej jakości papieru książka niczym się nie różni od poprzedniczki. Nie ma w niej ani jednej strony, która zmieniłaby moje postrzeganie rzeczywistości czy uwolniła drzemiącą kreatywność. Za to jest mnóstwo stron, które przypominają mi o zmarnowanym czasie i pieniądzach.

DLA KOGO JEST TA KSIĄŻKA?

Jeśli jesteś osobą, która miała już w swych rękach „Zniszcz ten dziennik” to kupując jego drugą część będziesz pluskać się w tej samej rzece. Nie ma w niej żadnych nowych i niestandardowych zadań – ot, znów będziesz przed kamerką pluć, rwać i używać resztek z obiadu jako zakładki do swojej nie-książki. Jak rajcuje Cię fakt, że znów postoisz w brodziku to książkę kup, ale miej świadomość, że pod prąd z nią raczej nie popłyniesz.

Jeśli „To nie książkę” po raz pierwszy widzisz na oczy to nie radzę przymykać ich na jej wady. Ona nie pomoże Ci przełamać swoich barier, bo np. zadania, które mają przezwyciężyć nieśmiałość są zrealizowane na zasadzie „a teraz idź i przestań być nieśmiała”. Kreatywności też dzięki niej nie rozwiniesz, bo jedyne co będziesz robić to przeskakiwać z zadania na zadanie spełniając kolejne polecenia i przykazy. Jak podoba Ci się taka forma to poczekaj z kilka lat jak dorośniesz i pójdziesz do pracy to za podobną fuchę Ci jeszcze zapłacą.

Qrkoko.pl - To nie książka - kreatywność dla opornych

Zawiodłam się na „To nie książce”. Obawiałam się, że jej forma mogła się już przejeść po pierwszej części dlatego miałam nadzieję, że w menu pojawi się zupełnie inne danie, a nie kolejna dokładka tego samego. Kreatywność to śliska sprawa, bo nie każdemu jest dane tworzyć świetne rzeczy i wymyślać nowe koło. Tam gdzie jednych satysfakcjonuje dopiero figurowa jazda na lodzie inni znajdą uciechę w ślizganiu się po nim na tyłku.

„To nie książka” daje złudzenie nieszablonowego myślenia i taka namiastka wolności i kreatywności wielu ludziom odpowiada. W końcu mogą gdzieś wpisać swoje największe pragnienia i potrzeby oraz dać ujście resztkom wyobraźni. Szczegół tkwi w tym, że aby to zrobić nie musieli wcale biec do Empików z kieszonkowym od rodziców, bo wystarczyło skoczyć do najbliższego kiosku, za resztę ze śniadania kupić normalny zeszyt i stworzyć własną wersję To-nie-książki. I jeżeli serio ktoś nie wpadł na takie rozwiązanie, to w jego wyobraźni wyraźnie coś nie zadziałało i książka z destrukcyjnymi zadaniami raczej tego nie naprawi.

Qrkoko.pl

Patrz jakie ładne! Kliknij!

  • Kama

    To nie książka to słabizna straszna. Tak jak na Zniszcz ten dziennik można było jeszcze zerknąć, bo choć nie było to nic dobrego ani nadzwyczajnego to było to w jakimś stopniu nowatorskie. W przypadku tej nie-książki to tak jak piszesz – dostaliśny odgrzewany kotlet, który z patelni zrobił skok na kasę.

  • andrea

    Za nic w świecie nie wydałabym kasy na książkę, która mówi mi jak być kreatywną. To już lepiej kupić czysty zeszyt i samemu zrobić swoją własną nie książkę :)

  • Dziękuję, właśnie wczoraj chciałam ją kupić, tak z ciekawości. Po przeczytaniu Twojej recenzji cieszę się że nie straciłam tak bezsensownie 30 zł ☺

  • Chyba jednak wolę książki czytać niż je niszczyć w narzucony mi sposób.

  • Pingback: PoniedziałkowePolecamTO! [odcinek 13] | Obsesja czytania()

  • Dookola Swiata

    Tak samo jak pierwsza czesc, rowniez i druga bedzie miec swoich fanow i przeciwnikow. Jedni mowia glupota, bezsens, a drudzy beda sie swietnie przy niej bawic. Ja nie mam w planach kupna Nie-ksiazki, ale jesli kiedys dostane ja, to nie pogardze :P

    Pozdrawiam