To był tylko żart

0

Qrkoko.pl - To był tylko żart

Telewizje całego świata przerwały nieistotne informacje o nieustającym głodzie, biedzie i wojnach na świecie, po to by podać łamiący komunikat. YouTuber z Polski strasząc przechodniów psem w przebraniu pająka bije rekordy popularności! I kiedy licznik wyświetleń leci w górę niczym dług publiczny, a wszyscy ubawieni nie widzą nic złego w tych niewinnych żartach, ja zadaję sobie pytanie „co by było gdyby?”

Internetowe pranki od czasu kiedy nazywanie ich żartami stało się passé przekraczają cienką granicę między nieszkodliwym żartem, a nieodpowiedzialnym wygłupem. Nowa era internetowego humoru coraz częściej opiera się na zabawie cudzym kosztem. I czy chodzi tu o wyczekiwanie jak najagresywniejszej reakcji po zadaniu prowokacyjnego pytania czy sprawdzenie wytrzymałości rozruszników serca podczas straszenia, cel jest ten sam. Cudze cierpienie ma nas rozbawić.

Patrząc na liczbę wyświetleń takich filmów można wywnioskować, że żartownisie wspięli się już na Kilimandżaro dowcipu. Ja jednak uważam humor tego typu za niedojrzały do tego stopnia, że nie wpuszczono by go nawet na ściankę wspinaczkową. Twórcy „straszących żartów” nie skupiają się nad coraz ciekawszymi pomysłami mogącymi rozbawić każdego ich uczestnika. Zwiększa się tylko budżetu ich numeru, gwarantujący urzeczywistnienie strachu, przez zmianę prześcieradeł imitujących duchy na stroje psychopatycznych morderców. Skoro taki humor nam wystarcza i uciekający w panice przerażeni ludzie stanowią dla nas idealne źródło rozrywki to przez chwilę zastanówmy się nad jednym. Czy mając ubaw z ludzi przestraszonych na śmierć będzie nam do śmiechu jeśli faktycznie ją wywołamy?

YouTubowi pranksterzy sami zawiesili sobie poprzeczkę, której nie potrafią przeskoczyć. Napędzani liczbą wyświetleń z poprzednich filmów są zmotywowani do zapewnienia rozrywki swojej publiczności nie zważając na okoliczności. I nie zmieniając jej formy.

Prankser z YouTube:
Nie ma sensu naprawiać czegoś co nie jest zepsute

Twórcy żartów idą na łatwiznę i jeżeli straszenie staruszek w parku spotkało się z tak pozytywnym odzewem, to następnym razem udadzą się z wizytą do domu spokojnej starości. W przebraniu Ponurego Żniwiarza. Wyskakiwanie z liści w środku nocy w masce potwora przyprawiło ludzi o zawał serca? Wykorzystajmy do tego jeszcze psa – może powie o tym telewizja. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że zachętą do tworzenia kolejnych takich produkcji jesteśmy my, bo chcemy to oglądać. Bawi nas cudzy strach czy złość wiedząc, że możemy to obserwować bezpiecznie zza ekranu komputera. Nie myślimy o tym co się stanie po takim dowcipie. Sami autorzy również nie zadają sobie tego pytania, przez co nie zawsze żart kończy się po ich myśli.

Póki przy coraz niebezpieczniejszych i nieodpowiedzialnych żartach cierpią sami ich autorzy, nikt z oglądających nie zadaje pytań czy to nie powinno mieć swojej granicy. Zastanówmy się jednak kto byłby winny w przypadku gdyby ucierpiała ofiara żartu? Co by było gdyby osoba uciekająca przed morderczym klaunem wpadła pod samochód? Albo w obawie o swoje życie zabiłaby klauna tłumacząc się obroną własną? Bawią nas tego typu filmiki, bo nie postrzegamy ofiar tych żartów jako pokrzywdzonych. Nie widzimy nic złego w uciekających w przerażeniu osobach, bo przecież my wiemy, że to były tylko żarty. Zapominamy jednak, że oni tego nie wiedzieli.

Jestem pewna, że Wardęga publikując swój film nie chciał nikogo skrzywdzić, a pomysł wykorzystania psa w przebraniu pająka wydał mu się kreatywny, nieszkodliwy i zabawny. Mimo tego posiadając tak bujną wyobraźnię powinien zadać sobie pytanie co jeśli ktoś ze strachu tego psa skopie lub uciekając sam uszkodzi swoje zdrowie. Nie wspominając już o urazach psychicznych u osób o słabych nerwach. Chociaż uwielbiamy się śmiać to postarajmy się by nie odbywało się to cudzym kosztem, bo udzielając społecznego przyzwolenia na „miejskie straszaki video” szkodzimy nie tylko ofiarom żartów, ale również samym sobie – widzom. To krótka droga do upośledzenia instynktu samozachowawczego do tego stopnia, że na widok biegnącego w naszą stronę wariata z maczetą pomyślimy tylko „meh, kolejny prankster”.

Mam również prośbę do wszystkich obecnych jak i przyszłych twórców obmyślających kolejne żarty doprowadzające do łez śmiechu i strachu. Przestańcie na chwilę myśleć o Waszych przyszłych wyświetleniach, a zacznijcie o ludziach, którzy swoim kosztem Wam je zapewnią. Idąc dalej tą drogą i przekraczając kolejne granice w końcu spowodujecie tragedię, a wtedy nie będzie już tak śmiesznie. Bo to przestanie być już tylko żart.

SKOMENTUJ

.