Refleksje po filmie „Teoria wszystkiego”

5

Qrkoko.pl - Refleksje po filmie "Teoria wszystkiego"

Film o Stephenie Hawkingu nie był filmem o Stephenie Hawkingu.

A dokładniej mówiąc to nie był film stricte o nim. Jeżeli ktoś do tej pory kojarzył tego pana wyłącznie z gagów w Big Bang Theory i chciał pójść na seans żeby się doedukować to lepiej wydałby pieniądze kupując poradnik Science For Dummies. Film nie poświęca całej uwagi uzdolnionemu naukowcowi, który zachorował, ale skupia się również na jego otoczeniu. Przedstawia sytuację z perspektywy żony czy przyjaciół i stara się przy tym zmotywować widza do działania. „Teoria wszystkiego” to historia człowieka, który z pomocą ukochanej kobiety pokazał światu, że ciężka choroba to słaby powód, by się poddać. Człowieka, który w facebookowej rubryczce relacji spokojnie mógłby wstawić status „to skomplikowane”.

GDZIE ZACZYNA SIĘ CZAS?

Chciałam iść na nowe Pingwiny. Przedmaż uparł się, że idziemy na Teorię i kupując mi duży popcorn cudem uniknął rozwodu. Wchodząc do sali kinowej miałam mieszane uczucia, bo spodziewałam się peanów na cześć Hawkinga i paczki chusteczek przy każdym siedzeniu, które przydadzą się podczas 123 minutowego substytutu krojonej cebuli. Chciałam obejrzeć nowe Pingwiny. Cieszę się, że tego nie zrobiłam.

„Teoria wszystkiego” to nie jest motywacyjny kopniak, tylko mocny prawy sierpowy.

Przesłanie filmu jest proste i Hawking mówi je w swojej ostatniej kwestii: „dopóki jest życie, jest nadzieja”. Nie jest to jednak bezczelny kobiecy wyciskacz łez, po którym producenci chusteczek, czekoladek i tanich romansideł na zmianę zacierają ręcę i przybijają sobie piątki. Film nie korzysta z tanich zagrywek i nie wciska widzowi na siłę smutnych scen ze smutną muzyką i wielkim napisem na prompterze „TERAZ PŁACZCIE”. Cała historia jest dobrze wyważona i umiejętnie dawkuje zarówno radosne jak i dramatyczne momenty z życia Hawkinga, tak by nikt się nimi przesadnie nie zachłysnął.

Co nie znaczy, że film jest lekki, bo nie omija trudnych w życiu Stephena momentów. Na szczęście nie ogrywa ich do granic możliwości, poświęcając na dramatyczny wątek 20 minut, by wydusić z widza wszystkie emocje i upewnić się, że każdy zdążył się wypłakać. Jak jest pięknie to przez chwilę, jak jest smutno to przez moment. Bez zbędnego naciągania i przeciągania. I co najważniejsze – film te momenty odpowiednio buduje i do nich przygotowuje, tak by widz nagle nie dostał nimi w twarz i nie popadł w depresję. Nawiązywanie do postępującej choroby Stephena zaczyna się już od pierwszych scen, gdy widzimy zbliżenia na jego zdrowe nogi, kiedy bohater ściga się rowerem. Potem stopniowo podsuwane nam są urywki takich ujęć jak trudności z podnoszeniem długopisu, potknięcie się w drodze na pociąg czy krzywe pismo. Qrkoko.pl - Refleksje po filmie "Teoria wszystkiego" Gdy docieramy do wątku wygasającej miłości nie uświadczymy tam kłótni z latającymi talerzami, płakania w poduszkę i fochów z przytupem (szczególnie, że Stephen miałby z tym lekki problem). Możemy za to wywnioskować, że żona Hawkinga powoli traci radość z faktu przebywania z mężem po samej jej mimice. Kiedy coraz bardziej musi się nim opiekować, a rutynowe obowiązki pożerają jej prywatne życie po prostu ze sceny na scenę z jej twarzy niknie uśmiech, a w jego miejsce pojawia się grymas irytacji, zmęczenia i tęsknoty. To wszystko trwa sekundy przez co pozwala widzowi się przygotować na dramatyczne sceny, ale jednocześnie nie czyni z nich pierwszych skrzypiec filmu.

CO CI W DUSZY GRA?

„Teoria wszystkiego” jest biografią Stephena Hawkinga tylko w teorii. W praktyce historia pokazana jest z perspektywy jego żony i często to na jej odczuciach skupia się film, a Stephen służy tam tylko za podstawę do ich wywołania. Postać Jane jest tak dobrze napisana i zagrana, że wywoływała u mnie mieszane uczucia. Nie da się tej kobiety jednoznacznie ocenić, bo kiedy para ostatecznie się rozstała to złość była ostatnim uczuciem, które towarzyszyło mi podczas tej sceny. Na pierwszy plan wybijało się zrozumienie. Jane była archetypem kobiety kochającej, troskliwej i niesamowicie przy tym samotnej. Miała na głowie nie tylko trójkę dzieci i chorego męża, ale również oceniającą ją rodzinę. Zupełnie się im poświęciła, rezygnując z kariery, przyjaciół czy kościoła, który był dla niej ważny. W imię miłości pozwoliła wchłonąć się w świat nauki męża i to do tego stopnia, że sama potrafiła w przystępny sposób wypowiadać się na temat fizyki. Qrkoko.pl - Refleksje po filmie "Teoria wszystkiego"Film dobrze przedstawia przemianę mentalną bohaterki np. sceną, w której Jane próbuje się uczyć, a w tym czasie jej mąż bawi się z dziećmi urządzając w pokoju Destruction Derby. Widz rozumie wtedy, że kobieta czuje ciężar sławy męża i sama chce coś osiągnąć, a nie ciągle żyć w jego cieniu. Nie jest to dla niej łatwe kiedy w nielicznych momentach wolnych od opieki nad dziećmi i chorym partnerem jej kariera jest bagatelizowana. Dlatego kiedy na horyzoncie pojawia się wątek romansu widz nie wydaje jednoznacznego wyroku wobec Jane „poszła do niego, bo nie musi się nim opiekować”, ale wie, że tu chodziło o coś więcej.


WHILE THERE’S LIFE, THERE IS HOPE

Hawking dążył do odkrycia jednego równiania będącego odpowiedzią na wszystkie pytania. Film jest przeciwieństwem jego założenia, bo zostawia widza z otwartymi wątkami i mnoży pytania. Historia Stephena jest tylko pretekstem do zmotywowania ludzi. Pokazuje, że każdy może osiągnąć swój cel, niezależnie od tego jak ma ciężko. Sam Hawking ma w tym przesłaniu swój wkład, kiedy podczas sceny, gdy dowiaduje się, że zostały mu 2 lata życia pyta tylko doktora czy ma to wpływ na mózg i decyduje się ostatnie chwile poświęcić nauce.

„Teoria wszystkiego” ukazuje walkę mężczyzny, na którym wszyscy postawili kreskę i walkę kobiety, która mu w tym pomaga i stara się przy tym znaleźć własny sposób na szczęście. To nie jest biografia, ani melodramat. Nie ma tu hollywoodzkich scen, konkretnej akcji czy MOMENTÓW. To gadany film pełen brytyjskiego klimatu, który trzeba czytać, interpretować i rozumieć.

Na pewno nie jest to film dla każdego. Ma parę ciekawych rozwiązań jak pokazywanie upływu czasu przez rosnące dzieci bohaterów i kilka tych mniej jak Instagramowe filtry mające nadać scenom specyficznego klimatu. Fanatycy Hawkinga podczas seansu będą marudzić, bo to nie on jest tam główną postacią. Za to Ci, którzy się jego życiorysem nigdy przesadnie nie interesowali nie zanudzą się technicznym żargonem, bo tego w filmie praktycznie nie ma. Jest za to mnóstwo motywacyjnych scen, które pozytywnie wpłynął na obie grupy odbiorców.

Jeśli chodzi o wiedzę – ten film na pewno nie będzie wyjściem na prywatną uczelnię. Raczej wycieczką do Parku Nauki. Jeśli chodzi o odczucia – „Teoria” nie zapewni Wam emocjonalnego Roller Coaster’a. Będzie raczej jak spokojny spacer po lesie, ale na pewno warto w jej kierunku pójść.

Qrkoko.pl

Patrz jakie ładne! Kliknij!

  • JadziaHM

    To był piękny film. Kilka razy się popłakałam, ale chętnie obejrzę go raz jeszcze. zgadzam się ze wszystkim co napisałaś…

  • Pobruszka

    Zasanawiałam się czy iść na to do kina, bo też wolałam pingwiny z madagaskaru. Ale po takim opisie pójdę!!!
    ps. super wygląda blog po przebudowie :))

  • karolk

    Mi się film podobał właśnie z tego względu, że nie był tylko o Hawkingu ale też o walce z przeciwnościami i nie poddawaniu się. Podobało mi się też to, że film był prowadzony tak delikatnie i nikt nie robił tu dramatycznych momentów, że płakało się przez pół filmu. Było tak jak w życiu – jest tragedia, ale świat toczy się dalej, tak samo w filmie :)

  • kamil lot

    Chociaż po filmie miałem mieszane uczucia to bardzo mi się podobała gra aktorska, szczególnie Jane

  • Kaszanqa

    Filmu jeszcze nie widziałam. TEmatyka średnio mnie interesuje ale jak mówisz, że fajnie poprowadzony film to może się przejdę :D