Pamiętam czasy, kiedy w moim domu jedynym oknem na świat był telewizor. Później do drzwi zapukał Internet i rozgościł się na dobre, bo wielu z nas świata poza nim nie widzi. Internet, telewizja, wszelkie nowe technologie – to wszystko nie odgrywa w moim życiu najważniejszej roli, ale w pełni rozumiem tych, którzy bez tego nie wyobrażają sobie swojego życia. Bo czasy się zmieniły, a role się odwróciły.

Jeśli chodzi o mój kontakt z wszelkimi technologiami to czuję się jak w więzieniu o zaostrzonym rygorze, bo widzenia z nimi mam ograniczone. Tej karze poddałam się dobrowolnie. Wiem, że gdybym pozostała na wolności z tymi wszystkimi cudami techniki to prędzej czy później umarłabym z głodu po tym jak wyczyściłabym swoje konto źle wypełniając internetowy przelew lub wywołałabym wojnę atomową próbując zmienić ustawienia w swoim telefonie i czekałabym na rychłą śmierć przeglądając zdjęcia śmiesznych kotów. Dlatego zwykle w takich sprawach wyręczam się Przedmężem. On dzięki mojej nieporadności przygotowuje się do funkcji odpowiedzialnego ojca, mówiąc mi czego mam nie dotykać, czego nie jeść i których kabelków nie przecinać, a ja sama przez to jestem dość skutecznie oderwana od wirtualnej rzeczywistości. Jednak mimo to jakiś starszy pan oskarżył mnie o to, że nie widzę innego świata poza tym składającym się z jedynek i zer, a ja zaczęłam się zastanawiać co byłoby w tym złego, gdyby miał rację?

TA DZISIEJSZA MŁODZIEŻ

Pojechaliśmy niedawno z Przedmężem do Gdańska. Jak to bywa w każdym nowym mieście dopełniliśmy tradycji i zabłądziliśmy. Mój życiowy partner jest w 100% samcem-wojownikiem, który o poranku wita mnie świeżo upolowanym dzikiem, a zimą naciera się smalcem, dlatego zamiast spytać kogoś o drogę jak człowiek to woli zorientować się w terenie szukając mchu. Chociaż ja nie byłam od niego lepsza, bo z początku próbowałam wyostrzyć swój kurczakowy zmysł, który przypadkiem doprowadził nas do kilku lumpeksów, pasmanterii i targu staroci. Zanim zdążyliśmy wyciągnąć mapę i skompromitować się do końca nie mogąc ustalić gdzie jest północ, postanowiliśmy w końcu skierować się na właściwy tor i pójść po rozum do głowy. Skoro nasza inteligencja nas zawiodła pozostało nam zaufać tej sztucznej – włączyliśmy w telefonie nawigację.

Życie mi ucieka przez palce na dotykowym ekranie

Od tamtej pory szliśmy według elektronicznych wskazówek. Przez cały czas wpatrywałam się w ekran, co raz tylko zerkając czy Przedmąż nie ma podrygów męskości i nie próbuje znaleźć żadnego skrótu. Droga do celu przebiegała bez większych problemów do momentu, w którym zastąpił nam ją jakiś dziadek, który na mój widok wypalił tylko:

– Idzie taka przyklejona do tego telefonu i świata nie widzi! Te dzieciaki tylko w komputerach siedzą, a życie im ucieka.

Pomijam już fakt, że kąśliwa uwaga o uzależnieniu od technologii została wycelowana w osobę, która na wszelki wypadek czyta nawet instrukcję obsługi czajnika elektrycznego. Jednak nawet gdybym była tym dzieciakiem, który nie widzi świata poza telefonem to co w tym złego? Bo ja uważam, że dzisiaj świat wirtualny jest równie ważny co ten realny.

CZASY SIĘ ZMIENIŁY, A ROLE SIĘ ODWRÓCIŁY

Nowe technologie rozwijają się coraz szybciej, a starsze pokolenia nadążają za nimi coraz wolniej. Są wśród nich ludzie, którzy uważają, że ten świat zbyt pędzi do przodu i skoro wynaleziono już radio oraz telewizor to postęp powinien zatrzymać się na truchcie. A młodzież, która chce dotrzymać tempa według nich popełnia falstart, bo przegania „prawdziwe życie”. Ja uważam, że robią bardzo dobrze, bo Ci którzy poznają nowe technologie już od najmłodszych lat dostosowują się do „prawdziwego życia” lepiej niż Ci, którzy na widok zmian zasłaniają oczy.

Można się z tym nie zgadzać, krzyczeć i tupać nogami, ale nowe czasy zaczynają kopać w tyłek wszystkie osoby z manualnymi zdolnościami. Prace fizyczne powoli są spychane na margines, a pierwsze strony okupują zawody z technologią oraz Internetem. Komputery, telefony – to wszystko przestało służyć tylko do prostej komunikacji czy prymitywnych gier, a coraz częściej stają się narzędziami pracy. W dodatku w zawodach, które dopiero się wytworzyły i nie miałyby racji bytu, gdyby nie rozwój technologii.

Często się słyszy ze strony starszych osób, że młode pokolenie nam mizernieje, bo nie spędza tyle czasu na trzepakach i boiskach co oni kiedyś. Mówią, że ich dzieciństwo nie będzie tak szczęśliwe jak ich własne, bo zamiast urządzać wyścigi kropel na oknie czy zawody w szermierce patykami to wolą korzystać z dobrodziejstw nauki, których oni w swoich czasach nie mieli. I według mnie postępują słusznie, bo technologia i wirtualny świat odgrywają w naszym życiu coraz ważniejszą rolę. Nie widzę powodu, którego mielibyśmy traktować je jak zło wcielone, odcinać się od nich i udawać, że postęp nigdy nie nastąpił. Oczywiście we wszystkim ważny jest umiar, bo nie chcemy zmienić się w roboty, które bez dostępu do Internetu nie potrafią ze sobą rozmawiać, a bez klawiatury pisać, ale nie możemy też przechodzić ze skrajności w skrajność i kropić wodą święconą na wszystkie komputery i telefony, które nie mają tarczy lub klawiszy, bo jest to dla nas coś nieznanego i strasznego. Czasy się zmieniły, bo…

NASZ KONTAKT Z TECHNOLOGIĄ JEST NIEUNIKNIONY

Chociaż jest mnóstwo elektronicznych kalendarzy i organizerów to ja wciąż wolę robić notatki w swoim małym zeszyciku. Piorę wszystko w jednym trybie, bo gubię się przy programatorze pralki. Nie jestem na czasie z Internetowymi trendami, bo jak znajduję coś zabawnego to szybko okazuje się, że śmiali się z tego moi przodkowie. A jak myszka ma więcej niż 3 przyciski to ze strachu napuszczam na nią swoje koty. Ale z każdym dniem się przełamuję, bo wiem, że technologiczne zaległości niczemu mi nie przysłużą. Świat poszedł do przodu i nie ma zamiaru zawracać. A ja nie sądzę żeby powinien. Gdyby nie dostęp do komputera, smartfona czy Internetu nie poznawałabym wielu niesamowitych ludzi, nie zakochałabym się w Przedmężu, nie zaadoptowałabym kotów, nie znalazłabym pracy i nie wynajęłabym mieszkania. Wolę się przełamać do nowych cybernetycznych czasów, niż liczyć na to, że będzie jak wcześniej. Chyba nie chcę wracać do czasów, gdzie mój priorytet mógł zaginąć, bo ktoś odstrzelił mi gołębia.

.