Tajemnica mętnej wody

0

Tajemnica mętnej wody jest opowiadaniem, które napisałam na konkurs literacki U nas za stodołą, o którym możecie więcej przeczytać TUTAJ

Samo opowiadanie możecie przeczytać niżej, po prostu omińcie następny akapit :)

Jednak wiem, że wiele osób ciekawiło skąd nagle pomysł na to, aby napisać coś więcej niż poradnik rękodzielniczy, więc postanowiłam trochę przybliżyć wam historię Kaśki i jej ciotki.

JAK TO SIĘ STAŁO?

Tak naprawdę od dzieciaka dużo czytałam i pisałam. Brałam też wiele razy udział w konkursach literackich, pisałam wiersze (i wygrywałam nimi!), ogólnie świetnie się bawiłam. Kiedy podrosłam mogliście mnie poznać od strony blogowej, ale nie wiecie, że też o kilku lat pracuję i dorabiam jako m.in. copywriter i ghostwriter. Moje teksty możecie znać z reklam, artykułów, opowiadań czy nawet billboardów. Od roku pracuję też w wydawnictwie (w dziale marketingu) i na wielu książkach to właśnie moje teksty możecie przeczytać na 4 stronie okładki :)

ALE JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE OPOWIADANIE POWSTAŁO?

Mówiłam, że umiem rymować!

Na Wielkanoc 2018 pojechałam do swojej rodziny na Dolny Śląsk. Tak się zdarzyło, że razem z moimi ciotkami i kuzynami napiłam się bardzo mętnej herbaty. Ciotka Biała (pozdrawiam serdecznie Gabrielę!) rozpoczęła ciekawą i długą rozmowę na temat słowa „klarowny”, a mi dymiła czaszka, bo kopnęło mnie natchnienie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, jaki najdziwniejszy może być powód owej mętnej wody i mętnej herbaty. Usiadłam do pisania. Nie miałam przy sobie komputera, a na telefonie ciężko mi się pisze długie teksty. W moim notatniku powstawały pierwsze szkice tekstu i zalążki historii.

Kiedy w internecie natrafiłam na informację o konkursie, zaczęłam pisać więcej i szybciej. Zdążyłam na czas :) Tekst jest po korekcie (pozdrawiam serdecznie Gosię!) i podobno czyta się go nieźle. Klimatem jest zupełnie inny od tego, co możecie znaleźć na tym blogu. Jednak podobno byliście ciekawi… więc smacznego!

 

Tajemnica mętnej wody

autor: Agata Garbowska
Opowiadanie zajęło III miejsce w konkursie literackim U nas za stodołą
(każdy kto skopiuje je bez mojej zgody będzie mieć do czynienia z ciotką)

Mojej nieustannej inspiracji, która nigdy nie odmawia mi herbaty.

Kaśka nie należała do najbystrzejszych dzieci w swojej szkole, ale dzielnie starała się to nadrobić. Można by powiedzieć, że charakterem, ale dziewczyna była jak kawałek pękniętego krzywego zwierciadła. Nieudolnie próbowała upodobnić się do tej osoby, która akurat wydała jej się ciekawa. Dlatego często jej zachowanie było dziwne – czasami, kiedy zapatrzyła się na ojca, przeklinała jak szewc, a po chwili spędzonej z matką i jej koleżankami stawała się strasznie złośliwa i głośna.

Sama charakteru nie miała. Niestety.

Jednak nic sobie z tego nie robiła, bo jej starsza siostra, Karolina, miała wszystko to, czego jej brakowało. Najpiękniejsze ubrania, najwyższe stopnie i miłość rodziców, którzy ubóstwiali Karolinę ponad wszystko. I wszystkich. Kaśka ją uwielbiała. Jej siostra była jej drugim ulubionym człowiekiem na ziemi.

Pierwszym była ciotka dziewczynek, chociaż tak po prawdzie nie było pomiędzy nimi pokrewieństwa. Nikt do końca nie wiedział, skąd wzięła się ciotka. To znaczy, ktoś pewnie wiedział, ale Kaśce nie powiedział. Dziewczyna wiedziała tylko, że ciotka nie jest siostrą ani mamy, ani taty. Po prostu jest.

Jest piękna, chłodna i taka niezwykła!

Ciotka Kaśki rzadko ją odwiedzała, a jeszcze rzadziej zapraszała kogoś do siebie. Mieszkała w ostatnim domu na wsi, zaraz przed znakiem, który ogłaszał, że właśnie wyjeżdżasz z tego zapomnianego przez Boga zakątka Polski. Kiedyś, po pogrzebie Drugiego Męża, ciotka pozwoliła Kaśce wejść do swojego domu, bo mała strasznie musiała iść do łazienki. Ale tak strasznie, strasznie, że o niczym innym nie mogła myśleć.

To był piękny dzień. Pomijając oczywiście fakt pochowania Wujka Numer Dwa.

Kaśka załatwiła wszystko, co musiała, i pozwoliła sobie chwilę pochodzić po królestwie ubóstwianej ciotki. Dom był wielki jak zamek lub pałac albo pałaco-zamek. Tylko było w nim tak strasznie dużo kurzu. Pył osiadał wszędzie i wchodził dziewczynce do gardła. Wydawało się, że osiada jej na oczach i sprawia, że robi się senna.

Kurz świetnie tłumił kroki, chociaż przy każdym ruchu wzbijały się małe chmurki pyłu. Kaśka chwilę oglądała skarby ciotki, zachwycając się jej kolekcją kamiennych figur. W równym rządku ktoś poukładał idealne odlewy dłoni, takich, co czasami służą za stojaki na pierścionki. Jej mama miała taką jedną miniaturową rączkę z porcelany. Te należące do ciotki były duże i wyglądały jak prawdziwe ręce. Tylko zrobione z kamienia. Kaśka zauważyła, że nie było na nich kurzu. Może dzisiaj ciotka ściągnęła z nich pierścionki i dlatego rączki były czyste?

Już chciała sięgnąć po jedną z dłoni, kiedy usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się i wybiegła z domu. Nie zauważyła, że na wielkim zakurzonym dywanie idealnie odbiły się ślady małych dziecięcych bucików.

***

Lata mijały. Karolina skończyła szkołę z wyróżnieniem, a Kaśka ledwo przechodziła z klasy do klasy. Na szczęście nikt jej nie zaczepiał, chociaż kiedyś sąsiadka powiedziała, że dziewczyna jest powolna. Strasznie to Kaśkę wkurzyło, bo wszyscy w szkole wiedzieli, że biega najszybciej z dziewczyn. Zaczęła więc szybko okrążać podwórko, aby udowodnić babie, że ta nie wie, o czym mówi. Sąsiadka tylko zaczęła się śmiać, a mama kazała Kaśce schować się do domu.

Kaśka nie jest powolna. Kaśka potrzebuje tylko trochę więcej czasu, aby sobie wszystko poukładać w głowie.

Dziewczyna rzadko widziała swoją ukochaną ciotkę. Najczęściej na pogrzebach jej kolejnych mężów albo uroczystościach rodzinnych. Kiedy Karolina brała ślub, ciotka była już przy Mężu Numer Cztery. Podczas chrztu pierwszej siostrzenicy Kaśka nosiła jeszcze żałobę po wujku. Wiedziała, że w sumie nie musi, ale Wujek Numer Cztery był dla niej taki miły. Zawsze chciał, żeby siadała mu na kolanach, i naprawdę słuchał tego, co miała do powiedzenia. Nie lubiła tego, że ją dotykał po całym ciele, ale widziała kiedyś, że koleżanki z klasy pozwalają na to chłopakom, więc musiało to być normalne. Ciotka też to widziała i nic nie mówiła. Ale później wujek nagle umarł i nikogo już nie obchodziły problemy dziewczyny.

Teraz Kaśka była już duża i czasami zastanawiała się nad tym, czy sama kiedyś będzie mieć męża. Nie chciałaby, żeby to był ktoś, kogo zna. Chłopcy w jej wieku strasznie się pocili i byli tacy niemili. Do tego musieli nosić niewygodne spodnie, bo jak tylko Kaśka pracowała w polu, to zawsze jakiś chłopak chował się w krzakach i ciągle się TAM poprawiał.

Bez sensu. Lepiej nosić sukienki albo pracować w samych majtkach i koszulce, tak jak lubiła Kaśka. Ale chłopcy są dziwni, dlatego dziewczynie nie śpieszyło się do ślubu. Jej siostra też mówiła, że facetom chodzi tylko o jedno i ona już nie ma na to siły. Ale o co? Karolina niedługo będzie miała drugie dziecko, też dziewczynkę. Może chłopcom chodzi tylko o to? To nie dla Kaśki. Jej siostra była ciągle zmęczona, a od ciąży robiły jej się siniaki na całym ciele, a raz to nawet miała podbite oko! Dzieci są fajne, ale żeby tak się dla nich poświęcać? Może Kaśka nie była najmądrzejsza, ale nie chciała, żeby dziecko kopało tak mocno, aż od środka zrobi jej śliwkę. Karolina tak się wstydziła, że nie pokazywała się w domu rodziców i tylko siostra mogła ją odwiedzać, dopóki wszystko się nie zagoiło.

Dobrze, że mieszkała niedaleko. Może i Kaśka miała już dwadzieścia lat, ale nie mogła sama za daleko wychodzić. Czasami, w tajemnicy przed rodzicami, stawała na drodze prowadzącej do miasta i zastanawiała się, czy jest tam ktoś dla niej, kto nie będzie chciał dzieci, ale będzie chciał Kaśkę. Nawet powolną i bez charakteru. Z tego miejsca widziała dom ciotki. W pokoju na piętrze, w którym się kiedyś bawiła, zawsze świeciło się światło. Dziewczyna lubiła myśleć, że w ten sposób jej ciotka mówi „dobranoc”.

***

Po śmierci Czwartego Męża ciotka długo się nie pokazywała. Pewnie było jej bardzo smutno. Co z tego, że była taka piękna, skoro jednocześnie była taka samotna? Kaśka często o niej myślała i czasami nocą przykładała czoło do okna w swoim pokoju, wyobrażając sobie, że to ciotka ją tuli do snu. Kobieta była chłodna nie tylko z charakteru. Miała też bardzo zimne dłonie, które zazwyczaj chowała w kieszeniach. Kaśka uważała, że te dłonie są bardzo piękne i kiedy tylko mogła, mówiła o tym ciotce. Wtedy ta głaskała ją po głowie i mówiła, że Kaśka to bardzo wyjątkowa i mądra dziewczynka.

Ciotka była fajna. Kiedy Kaśka dorośnie, też będzie taka jak ona. Ale bez tych wszystkich mężów i kurzu.

Na chrzcinach drugiej siostrzenicy Kaśki ciotka wyglądała prawie na tak zmęczoną, jak Karolina. Miała siwe, jakby przyprószone czymś włosy i sprawiała wrażenie, jakby spoglądało się na nią przez bardzo brudną szybę. Nie była już młoda. Podobno niedługo miała skończyć sześćdziesiąt lat. Nie mówiła też nic o tym, czy będzie Mąż Numer Pięć, więc może po prostu to smutek odciskał piętno na jej twarzy? Karolina też była zmęczona, chociaż mówiła, że każda świeżo upieczona matka tak ma. W tajemnicy powiedziała Kaśce, że znowu będzie dzidzia i oby tym razem urodził się chłopczyk, bo inaczej może tego nie przeżyć.

Kaśka tego nie zrozumiała. Czy z każdą kolejną ciążą dzieci kopią mocniej i Karolina bała się, że teraz też tak będzie? Czy można umrzeć od siniaków i podbitego oka? Dziewczyna bardzo się wystraszyła, chciała nawet porozmawiać z mężem swojej siostry, żeby jej to wyjaśnił. Znalazła go za domem, jak robił coś dziwnego z jedną z kuzynek swojej żony. Kaśce chciało się rzygać od tego, co widziała. Nie do końca to rozumiała, ale wiedziała, że nie powinno się tego robić, kiedy ma się żonę. Jej szwagier też ją zauważył, ale nie oderwał się od kuzynki. Patrzył na Kaśkę, aż skończył. Po wszystkim nawet nie podciągnął dobrze spodni i kazał jej przyjść do siebie. Dziewczyna uciekła. Biegła długo, aż wpadła na swoją ciotkę. Czuła, jakby zderzyła się z posągiem, ale zimna dłoń kobiety złapała ją w ostatniej chwili, chroniąc przed upadkiem. Kaśka zaczęła płakać. Była taka zagubiona i wystraszona. Co oni tam robili i dlaczego to robili? To nie miało sensu. Powiedziała o wszystkim ciotce, a ta tylko głaskała ją po policzku, sprawiając, że kojący chłód jej dłoni przegonił wszystkie smutki i troski.

– Zajmę się tym – obiecała i odprowadziła dziewczynę do siostry.

Do końca chrzcin Kaśka bała się odejść o krok od Karoliny. Inne ciotki śmiały się, że zazdrości jej dziecka, ale dziewczyna bała się, że wpadnie na szwagra. Bała się też, że dziecko, które znowu jest w brzuchu jej siostry, zacznie kopać i robić Karolinie siniaki. Może jak Kaśka będzie obok, to maluch się nie odważy?

Mąż jej siostry nigdzie się nie pojawiał, ale za to wróciła kuzynka. Wyglądała na zadowoloną i tak złośliwie patrzyła na siostry. Karolina też to zauważyła i zaczęła płakać. Powiedziała, że to coś z hormonami, i uciekła, zabierając ze sobą dzieci.

Kaśka została sama przy stole i pomyślała sobie, że kuzynka jest głupia, tak samo jak hormony. Czymkolwiek one są.

Wtedy zauważył ją szwagier i zaczął do niej iść.

Nie miała jak uciec. Z jednej strony stołu był porzucony wózek, który blokował przejście, a z drugiej był on. Dziewczyna zamknęła oczy i zakryła je dłońmi. Robiła tak w dzieciństwie, kiedy bardzo się bała. Wierzyła, że jeżeli ona nie widzi tego, co jej zagraża, to sama będzie niewidoczna dla zagrożenia. Starała się uspokoić oddech, jednocześnie nasłuchując, czy mąż jej siostry jest już niedaleko. Niczego nie słyszała. Już miała otworzyć oczy, aby sprawdzić, czy jest bezpieczna, kiedy ktoś złapał ją za ręce.

Krzyknęła wystraszona.

Na szczęście była to tylko ciotka.

– Idziesz ze mną – powiedziała i puściła dziewczynę.

Kaśka rozejrzała się po wynajętej sali. Ani siostry, ani jej męża nigdzie nie było.

– Gdzie mam iść? – zapytała. Miała pomóc w kuchni? A może Karolina potrzebuje pomocy przy dzieciach?

– Oczywiście, że do mnie. Jestem coraz starsza i potrzebuję pomocy w domu.

– Mama wie?

– Co ma do tego twoja matka? Na litość boską, jesteś dorosłą kobietą, możesz sama decydować o swoim życiu!

Może? Przecież wszyscy mówili Kaśce, co ma robić. I nagle ona sama może wybrać? Ale mama chyba musi wiedzieć. I Karolina. Musi powiedzieć Karolinie i zabrać ją ze sobą.

– Twoja siostra musi zostać – powiedziała ciotka, jakby czytała jej w myślach. – A z Twoimi rodzicami sama to załatwię. Nie musisz się pakować, wszystko mam na miejscu, a jak czegoś ci zabraknie, to sklep jest niedaleko.

Mama Kaśki nie była zadowolona. Krzyczała na ciotkę, coś o tym, że jak ona będzie stara, to kto się nią zajmie, i że ciotka mogła sobie robić własne dzieci, a nie teraz kraść cudze. Dziewczyna trzymała kciuki ze wszystkich sił, żeby mama się zgodziła. Tak bardzo chciała pójść do ciotki. Nie lubiła domu, w którym żyła, tej głupiej sąsiadki i męża swojej siostry, który mieszkał niedaleko. Nie lubiła kamienia, o który się zawsze potykała, sklepu, w którym jej zawsze źle wydawali resztę, i krzaków, z których zawsze ktoś ją podglądał. Nie lubiła pracować w polu i nie lubiła tego, że nie wiedziała, co zrobić ze swoim życiem. Ale ciotkę lubiła i chciała z nią mieszkać, nawet jeżeli oznaczało to przeprowadzkę tylko na drugi koniec wsi. Dla niej to jak wyjazd za granicę albo lepiej! Jak wyjazd na dożynki do wsi obok.

Ciotka uderzyła mamę. Raz. W policzek. Jak w tych serialach, które Kaśka ogląda w tajemnicy. Ślad na twarzy mamy był duży i czerwony. Jakby oberwała kamieniem albo czymś takim. Już miała coś odpowiedzieć, kiedy wtrącił się ojciec.

– Niech jedzie, ale miej na nią oko. Ona potrzebuje pomocy – powiedział.

– To Karolina potrzebuje pomocy. Naprawdę jesteś tak ślepy, że tego nie widzisz? – Ciotka nie brzmiała na zdenerwowaną. Nigdy się nie unosiła. Jej głos był chłodny i śliski, jak kamień, który za długo leżał w wodzie.

– Jak śmiesz – zaczęła matka, trzymając się za policzek. – To najmądrzejsza i najpiękniejsza dziewczyna w całej wsi!

– A mimo to mąż ją leje, chyba że akurat obraca którąś z wiejskich dziwek. Myślisz, że ludzie o tym nie gadają? Twoja córka wygląda jak worek treningowy, a ty tego nie widzisz. Co z ciebie za matka?

Tym razem to mama się zamachnęła, żeby uderzyć ciotkę. Trafiła w jej twarz, ale to ona zawyła z bólu. Ciotka się nawet nie poruszyła.

– Przynajmniej mam dziecko. Ty widocznie nie tylko serce masz z kamienia, ale i cipkę, skoro nie udało ci się niczego urodzić.

Kaśka nie chciała już dalej słuchać. Chciała uciec jak najdalej. Zwłaszcza że ciotka kłamała. Przecież to dzieci biły Karolinę jak były w brzuszku, a nie jej mąż. To od razu widać, prawda?

Schowała się w swoim pokoju, który jednocześnie pełnił funkcję schowka na graty. Naciągnęła na siebie koc i udawała, że jest bardzo daleko stąd.

Usłyszała, jak otwierają się drzwi, a kiedy ktoś zdarł z niej tkaninę, na chwilę oślepiło ją światło.

To była matka. Na policzku miała wielki ślad odbitej dłoni. Za nią stała ciotka, której twarz była nienaruszona. Lekko się uśmiechała, jak porcelanowe lalki, które czasami można zobaczyć na wystawie sklepu.

– Pakuj się – powiedziała matka, nawet na nią nie patrząc.

– Nie musisz – odpowiedziała ciotka. Wyciągnęła do Kaśki dłoń, zapraszając ją do jej nowego życia. – U mnie dostaniesz wszystko, czego potrzebujesz.

Matka już chciała coś powiedzieć, ale tylko złapała się za obolałe miejsce, jakby przypomniała sobie ból.

Kaśka wyszła z łóżka i złapała rękę ciotki. Była taka jak zawsze. Chłodna i w tym chłodzie bezpieczna.

***

Ciotka mieszkała tylko kilka minut drogi od domu Kaśki. W idealnej odległości od głośnej matki i posiniaczonej Karoliny. Miała duży dom z jeszcze większym ogrodem. Ale nie takim warzywnym, w którym matka kazała Kaśce pracować. Takim z kwiatami, krzewami i kilkoma figurami z kamienia.

Kaśka dostała swój pokój, telefon (pierwszy w życiu) i całą szafę ubrań. Miała też dostawać 100 złotych tygodniowo na swoje wydatki, a jakby potrzebowała czegoś więcej, to w każdej chwili mogła poprosić.

Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć. Czuła się jak księżniczka. Nigdy nie miała telefonu, a ubrania nosiła po siostrze. Kaśka była bardziej biuściasta, więc wszystkie bluzeczki ją cisnęły, za to Karolina była szeroka w biodrach, przez co wszystkie spodnie musiała spinać agrafkami w pasie, aby pasowały.

Tutaj miała całą szafę ubrań i większość z nich pasowała. Niektóre wydawały się dość stare i wszystko było przykurzone, ale i tak dziewczyna czuła się, jakby brała udział w jakimś programie z metamorfozami.

Ciotka wyglądała na zadowoloną z siebie. Powiedziała, że do zadań Kaśki będzie należało sprzątanie domu, robienie obiadów i pilnowanie, aby ciotce niczego nie zabrakło. Zakupy robił sąsiad, wystarczyło napisać na kartce, czego jej potrzeba. Nie mogła tylko wchodzić do pokoju swojej gospodyni i zaglądać do studni. A poza tym cały dom i ogród były do jej dyspozycji. Teraz miała zrobić kolację dla siebie i ciotki i zaparzyć im herbaty.

Kaśka chodziła po domu jak urzeczona. Niewiele zmienił się od czasu, kiedy widziała go po raz ostatni. Co prawda teraz wydawał się mniejszy, ale to może po prostu ona urosła?

Jej nowe zadania były bardzo łatwe. Zawsze sprzątała domy rodziców i swojej siostry i zajmowała się gotowaniem. Tutaj nie musiała chociaż pracować w polu, co ją bardzo cieszyło, bo miała dosyć spoconych chłopców, którzy ją podglądali.

Szybko znalazła kuchnię i przekonała się, że też jest zakurzona. Na szczęście lodówka była pełna, więc mogła od razu zabrać się za gotowanie. Chciała zrobić makaron z sosem grzybowym, taki jak widziała w telewizji, ale kiedy napełniła garnek wodą, zauważyła, że ta jest bardzo mętna. Wylała ją. Umyła naczynie i napełniła je ponownie.

To samo. Mętna woda.

Wzruszyła ramionami. Widocznie coś nie tak z kranem. Zajmie się tym później, ciotka nie może czekać. Kiedy makaron się gotował, a sos wesoło bulgotał na gazie, dziewczyna zaczęła ścierać kurze. Ktoś od dawna nie sprzątał w tym pomieszczeniu!

Zajęło jej to dobre pół godziny, a i tak wydawało jej się, że pył ponownie osiada na wszystkich blatach, skrywając pod sobą tajemnice tego domu.

Kaśka chciała zmyć go z rąk, ale za każdym razem wydawało jej się, że w mętnej wodzie jest go coraz więcej i więcej. I że osiada na jej dłoniach, barwiąc je na biało, jak w jednej z figur ciotki. Dziewczyna potrząsnęła szybko głową i widziadło zniknęło. Kuchnia była czysta, woda dalej mętna, ale dziewczyna miała ręce normalnego koloru.

Kaśka skończyła kolację, zaparzyła herbatę (zrobiła ją w ciemnych kubkach, aby ciotka nie widziała, że coś jest nie tak z wodą) i wszystko zaniosła do jadalni.

Zjadły w ciszy.

Kaśce to nie przeszkadzało. W domu i tak nikt z nią nie rozmawiał. Chociaż nie była sama, to była bardzo samotna. Przyzwyczaiła się do tego. Czasami ktoś coś do niej mówił. Raczej nie mówił, ale wydawał kolejne polecenia. Jednak zawsze jadła sama, jeszcze w kuchni, albo kończyła to, czego nie zjedli inni.

Miło było dla odmiany posiedzieć na krześle (też zakurzonym) i zjeść w towarzystwie.

Makaron trochę skrzypiał pomiędzy zębami. Jakby kurz dostał się do wody. Ciotka nic nie mówiła, więc i Kaśka nie poruszała tematu.

Po wszystkim umyła naczynia, starła blaty i zaczęła szykować się do snu. Mogła skorzystać z jednej w wielu łazienek, ale wybrała tę najmniejszą, którą znalazła na drugim końcu domu. Wydawała się taka przytulna. Może gdyby w rogu nie stała wielka figura młodej dziewczyny, która robiła za wieszak na ręczniki, wrażenie byłoby głębsze. Ale i tak było miło.

Pierwszy dzień w nowym miejscu powoli się kończył. Kaśka leżała już w swoim nowym pokoju, który był cały jej. Dziwnie się czuła, bo nie był zagracony i pełny starych krzeseł i rowerów, ale jeżeli się nie przyzwyczai, to najwyżej poznosi coś z domu. Już powoli zasypiała, kiedy usłyszała stłumione kroki na korytarzu. Pewnie ciotka sprawdza, czy wszystko zamknięte. Kroki oddaliły się w stronę pokoju kobiety. Ale tam nie wolno Kaśce zaglądać. Kaśka jest grzeczną dziewczyną, więc się posłucha. Ona zawsze chce dobrze.

Z tą myślą zasnęła.

***

Dni mijają szybko, kiedy ma się dużo pracy. Wysprzątanie całego domu zajęło Kaśce kilka tygodni. Nie należała do leniwych, ale lubiła wszystko robić bardzo dokładnie i bardzo powoli. Niestety, kiedy posprzątała pokoje na piętrze (oprócz pokoju ciotki, tam jej nie wolno wchodzić!) i zaczęła zajmować się tymi na parterze, to te na górze znowu były brudne. Kaśka aż fukała ze wściekłości i tupała nogą, sprawiając, że tumany kurzu wznosiły się wysoko i dokładnie ją otaczały. Do sklepu nie musiała wychodzić, bo sąsiad, którego co prawda nigdy nie widziała, zawsze kupował wszystko z listy. Zostawiał to na stole w kuchni, zanim jeszcze Kaśka wstała robić śniadanie. Kiedyś obudzi się bardzo wcześnie, żeby zobaczyć, który to. Pewnie wygląda jak Mikołaj. Czy jej ciotka zna Mikołaja? Jest prawie tak stara jak on, chociaż wyglądała dużo lepiej, jakby odmłodniała. Dziewczyna nawet zastanawiała się, czy w tajemnicy nie przefarbowała włosów, bo wrócił ich głęboki odcień czerni. Jednak w siatce od sąsiada nie było nigdy farby. Widocznie Kaśka dobrze się nią zajmowała i domowe jedzenie zdziałało cuda. Dziewczyna była z siebie dumna! Zadzwoniłaby do siostry, żeby się pochwalić, ale przypomniała sobie, że nie znała jej numeru. Telefon, który dostała od ciotki, leżał rozładowany na dnie szuflady. Kaśka nie miała do kogo dzwonić i nikt nie dzwonił do niej. Nikt też jej nie odwiedzał, jakby rodzina zapomniała o tym końcu wioski.

Nie czuła się jednak samotna, nie tak jak w domu rodziców. Kiedy cisza jej doskwierała, zamykała się w małej łazience i rozmawiała z posągiem dziewczyny. Nazwała ją Matylda na cześć swojej młodszej siostrzenicy i mówiła jej o wszystkim. Opowiedziała o swoim dzieciństwie, o rodzicach, o siostrze i jej mężu. Kiedy wspomniała o tym, co on zrobił na chrzcinach ich drugiego dziecka (tego, po którym posąg dostał imię), coś skapnęło z sufitu i wyglądało, jakby Matylda uroniła łzę. Kaśka pozwoliła jej spłynąć i mówiła dalej. Już opowiadała o tym, jak jej dobrze u ciotki, tylko męczy ją ten cały kurz i mętna woda, kiedy znowu coś skapnęło na posąg. 

„Muszę powiedzieć ciotce, że dach przecieka” – powiedziała na głos i pożegnała się z Matyldą.

Przy kolacji wspomniała o tajemniczych kroplach, które spadły z sufitu w małej łazience. Ciotka spojrzała na nią dziwnie, jakby do końca nie wiedziała, o czym dziewczyna mówi.

– Korzystasz z tej klitki, chociaż masz łazienkę obok swojego pokoju? – zapytała chłodno i od razu przestała jeść.

Kaśka się lekko zdenerwowała. Czy zrobiła coś złego? Spuściła wzrok na swoje dłonie, które zapewne od sprzątania zrobiły się lekko chropowate i wyblakłe. Czy powinna przeprosić?

– Podnieś głowę – powiedziała ciotka. Dziewczyna od razu usłuchała. – Nie jestem na ciebie zła. Jestem zdziwiona. Łazienka bliżej ciebie jest dużo wygodniejsza.

– Ale nie ma tam Matyldy – wypaliła Kaśka, zanim pomyślała.

– Matyldy?

– Tego posągu dziewczyny, który tam stoi.

Ciotka tylko zacisnęła usta, co sprawiło, że sama wyglądała jak figura wyrzeźbiona z kamienia. Nie odezwała się do końca kolacji.

Następnego dnia Matylda zniknęła, więc Kaśka zaczęła korzystać z łazienki, która znajdowała się obok jej pokoju. Znowu czuła się samotna.

***

Ciotka znikała na cały dzień, aby robić rzeczy, które robią dorośli. Kaśka nie wiedziała, co to za rzeczy, ale to musiało być coś bardzo ciekawego, skoro zajmowało to tak dużo czasu. Dziewczyna przyzwyczaiła się już do kurzu, czasami udawała, że te największe kłębki to kotki, z którymi się zaprzyjaźnia. Jednak za każdym razem, kiedy próbowała je pogłaskać, kurz nie wytrzymywał naporu jej dłoni i rozpadał się na jej oczach.

Kaśka czuła się coraz gorzej. Czasami myślała o tym, co mówiła głupia sąsiadka jej rodziców. O tym, że jest powolna. Teraz nie mogła już tak szybko biegać, ale to pewnie przez to, że tak dużo pracuje. To wciąż była lżejsza robota niż w polu, ale taka monotonna. Z każdej strony otaczał ją kurz, który wdychała, połykała, zbierała ze swoich włosów i wcierała w dłonie. Pewnie osiadł jej na kościach i przez to tak ciężko podnieść jej czasami dłoń.

***

Na podwórku robiło się już ciepło. Niedługo powinno urodzić się trzecie dziecko Karoliny. Kaśka nie wiedziała, czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Chociaż mieszkała dalej w tej samej wsi, co reszta jej rodziny, nikt się do niej nie odzywał. Dzisiaj postanowiła, że poprosi ciotkę o to, aby ta wypuściła ją do rodziców. Do końca nie wiedziała, czy będzie mogła iść. Czy ciotka sobie bez niej poradzi?

Kaśka skierowała swoje powolne kroki w stronę schodów. Ciotki nigdzie nie było, więc pewnie siedziała w swoim pokoju i pracowała. Dziewczyna była u jej drzwi. Już podnosiła swoją ciężką białą od pracy dłoń, by zapukać, kiedy te się uchyliły. Piękne i chłodne oblicze ciotki spoglądało bez wyrazu na zdziwiona Kaśkę.

– Twoja siostra urodziła, a twój szwagier zaginął – powiedziała to tak, jakby oznajmiała, że ma ochotę na ciastko. – Idź do rodziców, ale wróć najpóźniej jutro.

Dziewczyna stała chwilę skamieniała. Czuła, jak w środku niej myśli zaczynają gnać bez porządku. Z jednej strony cieszyła się, że nie ma już męża Karoliny (ciekawe, co się z nim stało?), a z drugiej bała się o siostrę. Chociaż poruszała się już bardzo powoli, to udało jej się trafić do domu rodziców. Było tam bardzo cicho i bardzo nieswojo. Po chwili dotarło do niej, że to przez kurz. A raczej jego brak. Było tam tak czysto. Kaśka zaczęła zaglądać do różnych zakątków, szukając kogokolwiek. Znalazła ich wszystkich w starym pokoju jej siostry. Karolina leżała blada w łóżku. Matka trzymała ją za dłoń, a ojciec pilnował swoich dwóch wnuczek. Wszyscy się odwrócili, kiedy zaskrzypiały drzwi.

– Gdzie dziecko? – zapytała Kaśka.

– Nie ma – opowiedziała jej matka, nawet nie siląc się na wyjaśnienia.

– Nie ma?

Zamiast odpowiedzieć, kobieta wstała i wyszła. Ojciec spojrzał przepraszająco na swoją młodszą córkę i podążył za żoną. Dziewczynki zabrał ze sobą. Były takie ciche. I takie blade.

Kaśka podeszła do łóżka siostry i zajęła miejsce swojej matki. Bała się dotknąć kruchego ciała, które ktoś przykrył licznymi kocami. Karolina jednak musiała wyczuć ją obecność. Podniosła powoli powieki i spojrzała na nią zupełnie suchymi oczami.

– Kitka – wyszeptała. Zawsze tak na nią mówiła, kiedy któraś z nich się czegoś bała.

– Gdzie dziecko?

– Nie ma.

– Jak to nie ma? Ciotka mówiła, że urodziłaś.

– Urodziłam.

– To gdzie dziecko? Chcę je zobaczyć.

– Nie ma. Urodziło się, ale już nie żyło. Zabrali mi je. Moją malutką córeczkę.

Kaśka nie wiedziała, co myśleć. Jak to nie żyło? To dzieci mogą się rodzić i nie żyć? Chciała o to zapytać, ale usłyszała, że pod drzwiami coś się dzieje. To matka. Znowu krzyczała.

– Widzisz, jak ona wygląda? Zupełnie jak twoja siostra. Cała blada i taka sztywna!

– To nie jest moja siostra! – Ojciec brzmiał na strasznie zdenerwowanego. – Mówiłem ci, że nie jesteśmy spokrewnieni.

– To skąd się wzięła?! Mów mi teraz, nigdy nie chciałeś mówić!

– Po prostu się pojawiła. Po wojnie żydzi wracali i była z nimi ona, taka mała i cicha. Moi rodzice ją wzięli, bo to sierotka, a za opiekę nad sierotkami i to żydowskimi wójt dawał świnię.

– I tak ją po prostu wychowali? Bez papierów i niczego?

– Kto by się po wojnie papierami przejmował. Ludzie się cieszyli, że żyli i że świnia była. A rąk do pracy zawsze było za mało. Wzięli ją, to innych im nie wcisnęli do domu.

Kaśka starała się skupić jak najmocniej. Nigdy nie słyszała, skąd wzięła się ciotka.

– I to nic, że była u nas tydzień temu i po tym zniknął twój zięć?

– Lepiej dla niego, że uciekł jak tchórz. Widziałaś, co zrobił Karolinie?

Dziewczyna spojrzała na siostrę, która teraz spała. Spod bladości jej skóry gdzieniegdzie wykwitały siniak i krwiak, które wyglądały jak kwiaty złożone na jednym z grobów.

– A to, że twoja wnuczka nie żyje, to też przypadek? – Matka nie ustępowała.

– Bywa.

– Nie widziałeś jej – syknęła kobieta. – Kamień! To dziecko było sztywne jak posąg! I twoja siostrunia je zabrała!

Kaśka dłużej nie wytrzymała. Wstała i zaczęła iść. Musiała uciec z tego miejsca. Matka kłamała i Karolina pewnie też. Dzieci nie rodzą się martwe. Jej nową siostrzenicę musiał zabrać szwagier. Uciekł z nią, a oni próbują wrobić w to ukochaną ciotkę. Jej ciotkę!

Rodzice nie zatrzymywali Kaśki. Patrzyli, jak powoli kieruje się ku drzwiom i wychodzi w mrok. Biel jej skóry odcinała się na tle ciemności, która otoczyła jej rodzinny dom.

***

Dziewczyna wróciła do ciotki nad ranem. Powoli wdrapała się na piętro i otworzyła drzwi do pokoju gospodyni bez pukania. Bała się, ale potrzebowała odpowiedzi.

Pokój wyglądał tak, jak go zapamiętała. Nawet gipsowe dłonie stały w tym samym porządku. Zauważyła na ziemi wyraźnie odbite dziecięce ślady, jakby przed chwilą przebiegała tędy mała dziewczynka. Kurz odkładał się tutaj grubą warstwą. Dlatego nie usłyszała ciotki, która pojawiła się po jej lewej stronie.

Kobieta trzymała w ramionach małe dziecko. Jeszcze niemowlę. Można było wziąć je za posąg, gdyby nie to, że poruszało rączkami, wyraźnie pokazując, że żyje. Było tak strasznie blade, że zlewało się w jedno z ciałem ciotki. Kaśka nie wiedziała skąd, ale miała pewność, że to jej siostrzenica.

Musi iść do Karoliny. Powiedzieć jej, że mała jest tutaj, cała i zdrowa. Jednak nie mogła się odwrócić. Robiła to tak powoli, że praktycznie się nie ruszała. Za to ciotka znalazła się przy niej błyskawicznie. Tak szybko, że nawet nie odbiła swoich kroków na dywanie pokrytym kurzem. Kaśka chciała krzyknąć, ale zabrakło jej głosu. Chciała dotknąć gardła, aby sprawdzić, czy jest na swoim miejscu, ale nie mogła unieść rąk. Mogła tylko patrzeć, jak ciotka odkłada dziecko i na jego miejsce w ramiona bierze ją. Jakby obie ważył tyle samo. Dziewczyna nie mogła się ruszyć i była zmuszona spoglądać w sufit. Ciotka zniosła ją po schodach, a potem wyniosła na dwór. Przez chwilę myślała, że wróci do domu. Jednak kobieta skierowała się na tyły i zatrzymała dopiero przed studnią. Tą samą, do której Kaśka nie mogła podchodzić. Jednym kopnięciem odrzuciła właz. Po raz ostatni spojrzała na dziewczynę, którą dalej tuliła w ramionach. Złożyła zimny pocałunek na jej otwartych w przerażeniu ustach i wrzuciła ją do środka.

Kaśka nie leciała długo. Studnia miała dużo wody. Spadła na coś twardego. Nie mogła poruszyć głową, ale nie musiała. Tuż przed sobą miała Matyldę. Za nią w cieniu skrywał się szwagier. Tylko był strasznie blady i się nie ruszał. Rozejrzała się na tyle, na ile pozwalały jej zmęczone oczy, i zobaczyła dużo więcej posągów. W studni był Wujek Numer Cztery, sąsiadka, która nazwała kiedyś ciotkę wiedźmą, i kilka dziewczyn ze wsi, które podobno uciekły do miasta za pracą. Wszyscy spoglądali na Kaśkę. Wszyscy płakali. Perłowe łzy skapywały do wody i sprawiały, że ta stawała się mętna. Kaśka też zapłakała. Zastanawiała się, kiedy woda się przeleje, a oni wszyscy stąd uciekną.

***

Kilka dni później wieś huczała od plotek. Podobno Kaśka uciekła ze swoim szwagrem i zostawiła biedną ciotkę bez opieki. I żeby tak odbić siostrze męża! Przynajmniej chłop się znalazł, ale lepiej, żeby żadne z nich się nie pojawiło we wsi, bo pogonią ich widłami. Dla nich oboje przepadli jak kamień w wodę.

***

Kiedy kapryśna wiosna zamieniła się w upalne lato na progu domu rodziców Kaśki pojawiła się ciotka. Nie wyglądała dobrze. Miała dużo siwych włosów i sprawiała wrażenie, jakby patrzyło się na nią przez brudną szybę. Przyszła po Karolinę, która też strasznie się postarzała w ciągu tych kilku miesięcy. Dziewczyna musi jej pomóc, ciotka jest już stara i potrzebuje opieki. Może zabrać córki ze sobą, w domu jest dużo miejsca. Nie, nie musi się pakować, wszystko jest gotowe. Niech tylko nikt nie zagląda do studni i pokoju na górze.

 

Agata Garbowska – twórczyni bloga Qrkoko.pl i kanału YouTube QrkokoTV

Od wielu lat Rękodzielnik z zamiłowaniem do szydełkowania i koralikowania. Qrkoko.pl - Kurs SzydełkowaniaKurs, który stworzyła pomoże ludziom nauczyć się podstaw szydełkowania, formowania dzianiny i innych zagadnień związanych z dzierganiem. Jej tutoriale zostały okrzyknięte najlepiej wyjaśnionymi lekcjami w polskim Internecie, gdzie wiedza przekazywana jest w przystępny i zabawny sposób.

 

 

Pacnij lajka jak tekst się podobał!

 
Polub mnie to nie przegapisz nowych postów

 

.