„To proste! Szydełko dla początkujących”

czyli kopnięcie prosto między motki.

„Szydełko dla początkujących” od Mollie – niestety to będzie bolesna recenzja. Szydełkowanie jest moją ukochaną techniką i zawsze chętnie uczę się o niej czegoś nowego. Kiedy dowiedziałam się w sierpniu, że zostanie wypuszczony polski przedruk wydania specjalnego Mollie Potrafi o szydełkowaniu byłam wniebowzięta! W końcu rok temu recenzowałam podobny dodatek specjalny o drutach (link) i byłam nim zachwycona. Chciałam nawet pobiec do bukmachera i postawić wszystkie swoje włóczki na murowany sukces tej gazety, no bo co mogłoby pójść nie tak? Okazało się, że bardzo dużo, a ja o mały splot nie skończyłabym pod mostem z resztką akrylu i dwoma kotami na utrzymaniu.

Jestem zła, bo dopiero po zakupie gazety „Szydełko dla początkujących” zorientowałam się, że powinnam drastycznie obniżyć swoje oczekiwania, aby rozczarowanie nie było aż tak wielkie. Niestety na to już za późno. Na własnej skórze i portfelu przekonałam się, że kolejna część „To proste!” nie utrzymała wysokiego poziomu swojego siostrzanego wydania o robótkach na drutach. W przypadku gazety „Szydełko dla początkujących” wszystko co dało się tutaj zepsuć zostało zniszczone. Próbowałam napisać recenzję w oparciu o mój standardowy schemat, w którym wyliczam zarówno dobre jak i złe strony. Zupełnie mi się to nie udało. Jedynym plusem jaki znalazłam w tym wydaniu jest poruszony temat szydełkowania dla leworęcznych. No i dość szczegółowe wyjaśnienie oczek, półsłupków oraz słupków. To w zasadzie tyle.

Chcieliście kupić niedrogą, ciekawą i przydatną gazetkę o szydełkowaniu? Bezboleśnie przejść przez podstawy tej pięknej techniki? Za chwilę dowiecie się dlaczego tą gazetą nie jest „Szydełko dla początkujących”. A jeżeli nacięliście się tak samo jak ja i zakup macie z głowy to przejdźmy przez naszą żałobę razem.

 

DO NIENAWIŚCI JEDEN KROK

Jak piękna okładka wodziła mnie na pokuszenie, tak jej wnętrze zupełnie nie zachęciło mnie do zerwania zakazanego owocu. Zdjęcia w tym wydaniu są bardzo złej jakości. Widać na nich jakieś dziwne cienie, które z początku wzięłam za plamy wątrobowe na dłoniach, a miejscami trafiają się jakieś stygmaty z kosmosu. No z tego to ja nawet konfitur na zimę nie ukręcę.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Kosmici?!

Jeśli odważycie się zacząć czytać treść to już od pierwszych stron zrozumiecie swój błąd. Wszędzie literówki, błędy stylistyczne czy logiczne. Gazeta „Szydełko dla początkujących”  ukazała się jesienią, a w liście do redakcji czytamy, że latem podczas urlopów mamy więcej czasu na szydełkowanie. To zaledwie wierzchołek góry lodowej, z którą na własne życzenie zamierzam się zderzyć i żadne drzwi mnie nie uratują. Zabieram się za kartkowanie i wytykanie kolejnych błędów żebyście Wy już nie musieli.

 

TO JE SZYDEŁKO. TEGO LOGICZNIE NIE OGARNIESZ

Do takiego wniosku musiała dojść redakcja podczas składania gazety do kupy. Zamiast logicznego rozmieszczenia wiedzy i stopniowania poziomu trudności oni do serca wzięli sobie stwierdzenie „dla początkujących” i cofnęli się do samych początków – kiedy był tylko chaos. Mam nadzieję, że lubicie jogging, bo już tekst ze strony 10 zawiera adnotację, że dalsze informacje znajdziecie dopiero na stronie 142. Takie praktyki są tu na porządku dziennym. Nic tu nie jest logiczne ułożone i osoba początkująca pogubi się już po pierwszych stronach opisujących włóczki czy ich specyfikację. Na samym początku gazety od razu jesteśmy witani lekcją teoretyczną o czytaniu wzorów. Jeszcze przed przedstawieniem podstawowych splotów i ściegów.

Oczywiście umiejętność czytania wzorów jest bardzo ważna, ale na niewiele mi się przyda czytanie o pęczkach, słupkach, oczkach i innych cudach, kiedy nawet nie wiem czym one są! Można się kłócić, że taką lekcję wystarczy ominąć i wrócić do niej później. Tylko mam nadzieję, że macie dobre szorty do biegania, bo pierwsze wzmianki o niej znajdują się na stronach 26-27. A jej kontynuację znajdziemy dopiero na stronach 150-151.

Cieszę się, że w gazecie znalazł się również słowniczek pojęć, który jest bardzo przydatny podczas nauki. Szkoda tylko, że nie znajdziemy go na końcu gazety, tylko na 28-29 stronie ze 160. Ktoś tu robi z logiki pannę lekkich obyczajów.

Na stronie 41 mamy fajny wstęp dotyczący początków robótki i wprowadzenia do oczek łańcuszka. Co prawda ciężko się go czytało przez brak korekty (o czym będzie później), ale przynajmniej jako całość był wypełniony dobrymi radami i wiedzą. Niestety potem znowu się zasmuciłam, bo na kolejnej stronie pokazano nam jak zrobić bransoletkę używając półsłupków, których jeszcze nie znamy. Gdybym była początkującą osobą to miałabym duży mętlik w głowie. Czytajam o zakończeniu robótki, pracy na okrążeniach i półsłupkach, kiedy ja dopiero co potrafię złapać za szydełko i robić oczko łańcuszka. Chyba, że jest to gazeta DIY, a ja powinnam powyrywać wszystkie strony i układać po kolei w klaserze.

Nie tylko artykuły poświęcone podstawom teoretycznym nie wynikają same z siebie. Również te, w których zaczynają się lekcje praktyczne wyglądają jakby ktoś robił to za karę. Dlaczego najpierw mamy tekst o ściegu półsłupkowym i polecenie zrobienia go na jednej stronie, a dopiero dwie strony dalej mamy wyjaśnione czym są półsłupki? To tak jakby powiedzieć „idź wygraj Toure de Pologne” osobie, która dopiero co opanowała rowerek trójkołowy i już się nie boi jak tata puszcza kijek. Nie umknął mi również fakt, że na tym etapie pokazano już maskotki amigurumi i stwierdzono „eee, zrobisz se takie”. No kurczaki nie, może od razu bez trzymanki mam pojechać?

Dalej mamy dwa artykuły, których nagłówki są dokładnie takie same – ścieg półsłupkowy. Tylko, że nikt jasno tam nie wyjaśnia czym różni się ścieg półsłupkowy ze strony 44 od tego ze strony 46. Osoba bardziej doświadczona potrafi wydedukować to z opisu, ale nowicjusz (do którego skierowane jest to wydanie) pomyśli tylko „ej, ja już tędy chyba jechałem”. Później to samo spotka go np. przy ściegu słupkowym. A przecież oba teksty dało się połączyć w spójną całość.

Jedziemy dalej. Gazeta „Szydełko dla początkujących”  bardzo chce namieszać początkującym w głowach. Przy nauce ściegu półsłupkowego na zdjęciu widnieje dzianina zrobiona na okręgu lub taka, której rząd za każdym razem kończono i zaczynano od nowa, na tej samej stronie. W przypadku nauki szydełkowania osoba początkująca najpierw będzie robić dzianinę obracając ją po każdym rządku. Kiedy porówna swoją pracę z tym, co widzi na obrazku będzie bardzo zdziwiona, że trzyma w dłoniach coś innego.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Nie wiesz, że kwadraty są na czasie? To Ci przypomnimy 5 razy!

Na stronie 58 znajdziemy trochę przydatnej wiedzy. Artykuł o łańcuszkach zwrotnych dosyć sprawnie przybliża to zagadnienie i płynnie spina ze sobą poprzednie lekcje. Nie wiem tylko, dlaczego lekcje o nich czy o próbce znajdują się w środku sekcji poświęconej słupkom, ale to widocznie moja wina, bo zapomniałam kupić sobie ten klaser i trochę powyrywać.

Jesteście już zmęczeni? Ja z nerwów na pewno straciłam sporo kalorii, a nie jesteśmy nawet w połowie. Zróbcie sobie kanapki na drogę i jedziemy dalej.

Później powtórka z rozrywki. Za pierwszym razem myślałam, ze lekcje poświęcone słupkom zamykają jeden rozdział, bo po nich rozpoczęły się artykuły uzupełniające o modelowaniu, pracy na okręgu itp. Jednak później wracamy do dzianin i uczymy się ponownie o półsłupkach z narzutem, słupkach podwójnych i potrójnych. Tym dwóm ostatnim łącznie poświęcono aż 12 stron! A różnią się między sobą tylko ilością narzutów. Coś co dało się dokładnie wyjaśnić na połówce strony zajęło ich zdecydowanie za dużo, marnując miejsce na ważniejsze zagadnienia. A do marnowania objętości (no zgadnijcie…) jeszcze wrócimy.

Strona 134. Czas na chwilę wytchnienia, bo rozruszamy mięśnie brzucha od śmiechu. Trafimy tu na dość zabawny fragment nazwany „bądź profesjonalistką do samego końca”. Czemu mnie rozbawił? Po lekcjach naprawdę przydatnych poświęconych blokowaniu (czyli naciąganiu i nadawaniu finalnego kształtu robótce) czy wyrabianiu dziurek na guziki, nagle pojawiają się niesamowicie istotne lekcje o… przyszywaniu guzika, robieniu pomponów, chwostów, frędzli czy praniu!

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Kolejne zmarnowane strony, na których mogły się znaleźć naprawdę ważniejsze tematy odnoszące się np. do pęczków, pikotek, słupków reliefowych (których symbol możemy znaleźć w gazecie) czy chociażby technice C2C (corner to corner). Widocznie ważniejsza była cała strona wyjaśniająca symbole używane w praniu :)

Tak, to nie był żart na rozluźnienie. Żartem niech będzie reklama ze strony 8. Zamiast namiarów na dobrą pasmanterię z włóczkami i szydełkami dostajemy tam reklamę czasopisma „Dziecko najlepsza inwestycja” z artykułami o męskich afrodyzjakach i naturalnych metodach indukcji porodu. Przecież wszyscy rękodzielnicy to ciężarne kobiety, które kupując gazetę o szydełkowaniu chciałyby trafić na reklamę czasopisma o wystawianiu swoich pociech na giełdę po korzystnym kursie. Pośmiali się? To w drogę.

 

POLSKI JĘZYK TRUDNY JĘZYK

Nie jest tajemnicą, że dodatek specjalny o szydełkowaniu jest przedrukiem zagranicznego wydania. Natomiast wielką zagadką dla mnie jest to, dlaczego przetłumaczono go tak nieudolnie. Ciągle mam nadzieję, że po prostu zrzucono to na barki Google translatora, bo nie wierzę, że żywy człowiek mógł odwalić taką chałturę. Już pomijam nawet to, że w jednym artykule ze strony 6 jego autor miał słowo „szydełko” na szybkim wybieraniu, a w kolejnym ze strony 10 nie mógł się rozstać ze słowem „włóczka”.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

To są detale w obliczu tego, że gazeta została wyłącznie przetłumaczona na nasz ojczysty język, ale już nie dostosowana do naszego rynku. A co to oznacza? A to, że olano wielu cudownych polskich twórców, którzy zawodowo zajmują się projektowaniem dzianin, szydełkowaniem czy prowadzeniem pasmanterii i zamiast nich przetłumaczono tylko wypowiedzi zagranicznych blogerek. W końcu tak bliskie naszemu sercu są słowa jednej z nich „podróż z Londynu do Leeds”. To piękny polski akcent, prawda? Tak samo polski jak polecane w gazecie pasmanterie i sklepy, wśród których znajdziemy te szwajcarskie czy węgierskie. Ach, prawie czuję bociany w powietrzu.

Jasne, ciężko szukać polskich odpowiedników w przypadku jedynych producentów czy dystrybutorów włóczek, którzy są za granicą, ale tutaj nikt nawet się nie wysilił, by znaleźć cokolwiek. W przypadku wydania o robótkach na drutach, które też było przedrukiem jakoś dało się uzupełnić je o polskie akcenty. A tutaj redakcja radzi mi zadzwonić pod numer 01484 681881 jak chcę sobie zamówić włóczkę od zagranicznej firmy Patons. Co będzie podwójnie trudne, bo numer jest nieaktualny.

Przejdźmy na stronę 109, gdzie mamy niezwykle potrzebną reklamę… worków na buty dla przedszkolaka. Żeby nie było znowu tak jednostronnie ciążowo to jest on reklamowany jako „poręczny woreczek idealny na szydełkowy projekt”. Oczywiście żaden ze sklepów nie jest polską marką, bo widocznie w Polsce nikt nie szyje, a podane ceny są w funtach, bo widocznie trochę przespaliśmy i teraz to jest nasza waluta.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

To kolejna zmarnowana strona, którą można było poświecić na coś bardziej związanego z szydełkowaniem. Żadna reklama w gazecie „Szydełko dla początkujących”  nie odnosi się do polskiego rynku. Dostajemy jedynie zagraniczne adresy i zagraniczne numery telefonów. Gazeta wypuszczona na polski rynek zamiast go wspierać to każe mi moim łamanym angielskim rozmawiać z jakimś przedstawicielem sklepu z Anglii czy Ameryki i próbować opisać jaki dokładnie woreczek na buty potrzebuję dla swojej robótki szydełkowej i gdzie na mapie świata jest Białystok.

Bo wiecie, ja do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że muszę posiadać swój poręczny woreczek żeby mieć szydełkowy projekt zawsze przy sobie, ale dzięki gazecie o szydełkowaniu dla początkujących zrozumiałam, że nie mogę go trzymać w jakimś niedizajnerskim woreczku lub co gorsza w reklamówce czy szufladzie jak jakiś barbarzyńca. Czy wspomniałam, że taki woreczek możemy kupić za jedyne kilkanaście funtów? Przeliczcie sobie ile to jest na te Wasze polskie złotówki jak już musicie.

 

POCZĄTKUJĄCA TO DO DOMU

Zebranie słów „to proste” i „dla początkujących” na jednej stronie głównej uznałam za niesmaczny żart. Z gazetą „Szydełko dla początkujących”  nic nie jest proste, a tym bardziej dla początkujących. To co miało być wyczerpująco opisanym tematem modelowania dzianin, maskotek amigurumi czy pracy na okręgu jest jedynie pobieżnie liźniętym wprowadzeniem. Więcej początkujący dziewiarz lub dziewiarka wydedukuje sam. Kiedy udało mi się doczytać artykuły poświęcone maskotkom miałam nadzieję, że wzrok płata mi figle. Tak źle, pobieżnie i niechlujnie wyjaśnionych lekcji nie widziałam od czasu mojej nauki w liceum, kiedy na lekcji chemii zastępstwo miał pan od wuefu.

Na stronie 64 przy szydełkowaniu na okrągło obiecują nam, że wszystkiego się tu dowiemy. Potem dowiadujemy się, że to ponownie przetłumaczony tekst (autorstwa Becky Skuse), który jedynie pobieżnie przybliża nas do tematu.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Jak chcemy więcej sposobów to „znajdziemy je w Internecie”. Ciężko mi wymagać od gazety, która ma nas jedynie wprowadzić w świat szydełkowania, aby wyczerpała temat, ale nazywając coś „wszystko o…” wypadałoby choć trochę wymęczyć czytelnika wiedzą. To widocznie przypadłość Becky, bo w kolejnych artykułach, które od niej tłumaczono dostajemy obietnicę dowiedzenia się wszystkiego o kolorze, modelowaniu czy amigurumi. Oczywiście wszystkiego się nie dowiemy, bo lekcje zostały potraktowane bardzo pobieżnie, np. przy modelowaniu dzianin pokazano nam jedynie sposób na naddawanie i odejmowanie oczek (oraz słupków i półsłupków) całkowicie pomijając inne techniki.

Strona 84. Ponownie gromkie brawa dla tłumaczy, którzy granny square przetłumaczyli dosłownie jako „kwadraty babuni”. To już nieistotne. Bardziej zabolało mnie to, że pominięto wprowadzenie do granny stitch, które naturalnie wpasowuje się w temat lekcji. Jednak to też nie jest wielkim grzechem. Już większym jest wydrukowanie skróconego linku z bit.ly, który nawet nie jest spersonalizowany. Zamiast linku np. bit.ly/MollieAplikacja dostajemy coś takiego:

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Spróbujcie to przedyktować koleżance przez telefon. Dopiero za drugim razem przepisałam go poprawnie żeby sprawdzić czy chociaż link jest dalej aktywny. Jest! I przenosi nas do strony magazynu Simplycrochet, który nie jest łatwo dostępny w Polsce i występuje jedynie po angielsku. Nie chciałabym zobaczyć miny osoby początkującej, która zwabiona obietnicą „aplikacji” Mollie Potrafi znajduje się nagle na stronie zagranicznego magazynu, która nie jest nawet przetłumaczona na polski.

Strona 153. Ocieram pot z czoła. Na szczęście już bliżej jak dalej. Znajduję tutaj kilka pomysłów odnośnie urozmaicenia swojej robótki szydełkowej. W tym jedna bardzo zagmatwana porada odnośnie projektowania. Ogólnie część lekcji jest wyjaśniona dość pokrętnie, co może utrudnić naukę, ale co ważniejsze – na tej stronie znajdziemy aż dwie nieprawdziwe informacje! Pierwsza odnosi się do wydania „Szydełkowanie dla zaawansowanych”, które zwyczajnie nie istnieje. A druga do tego, że więcej na temat projektowania dowiemy się na stronie 160, na której znajduje się schemat na „kwadraty babuni”. Chyba osoba, która to składała trzymała w ręku zupełnie inną gazetę niż ja.

Qrkoko.pl - Szydełko dla początkujących - dodatek specjalny Mollie Potrafi

Od strony 153 dostajemy pobieżne przybliżenia różnych technik szydełkowych i okołoszydełkowych, które mogłyby spokojnie zapełnić miejsce zupełnie niepotrzebnych i niedopasowanych reklam czy artykułów, o których pisałam wcześniej. Przez taką formę podania wyglądają jedynie jak wtrącenie, które ma za zadanie zwiększyć ilość stron w gazecie i zachować pozory pełnego poradnika.

 

JEST COŚ DOBREGO?

Wspominałam już o wstawce dla osób leworęcznych co jest bardzo ciekawą opcją. Podoba mi się to, że nie każde zdjęcie jest tylko odbiciem lustrzanym, ale zostało przygotowane z myślą o osobach, które na co dzień są mańkutami. To spore ułatwienie, bo nawet w moim najbliższym otoczeniu jest bardzo wielu leworęcznych rękodzielników.

Na stronie 144 znajdziemy przydatną lekcję dotycząca kilku sposobów blokowania. O dziwo jest dość prosto wyjaśniona i zawiera ważne uwagi (np. żeby używać szpilek nierdzewnych).

Artykuł o rodzajach włóczek też był ok. Więcej nie będę pisać. Staram się traktować to wydanie jako osobny byt, niepowiązany z wydaniem o róbótkach na drutach. Jednak kiedy sięgnęłam po mój egzemplarz tego drugiego, okazało się, że wprowadzenie włóczkowe i rozpiska podstawowych materiałów była dokładnie tymi samymi tekstami z dodatku specjalnego o drutach. Oczywiście, że wiele materiałów szydełkowych i drutowych jest zbieżna, ale w przypadku „kopiuj-wklej” z innego wydania na tej samej licencji, wydawnictwo mogło się chociaż postarać o poprawność stylistyczną. Kurde, znowu zaczynam narzekać, a to miały być plusy. Uciekam stąd.

 

PODSUMOWANIE ROZPACZY

Nawet kiedy obniżyłam swoje oczekiwania i pogodziłam się z myślą, że „Szydełko dla początkujących” nie będzie tak dobre jak „Czas na Druty” to wciąż miałam nadzieję, że gazeta faktycznie nauczy kogokolwiek tych podstaw. W końcu to obiecuje na okładce. To jednak obietnica bez pokrycia, a zdanie z ostatnich stron „teraz jesteś mistrzynią szydełka” brzmi jak obelga.

Wszystko jest wyjaśnione bardzo pokrętnie, lekcje nie są przemyślane i nie są rozplanowane logicznie. Wiele artykułów jest sztucznie rozciągnięta, jakby tylko po to, aby można było się pochwalić ilością stron. To nie są podstawy szydełkowania. To wprowadzenie do podstaw szydełkowania. Coś co robi się, kiedy ktoś zgarnie Cię z ulicy i każe na szybko prowadzić warsztaty dla rozwrzeszczanego tłumu.

Zdjęcia są kiepskiej jakości, a tłumaczenia nie przeszły redaktorskiej ani mentorskiej korekty. Cała gazeta „Szydełko dla początkujących”  nie jest dopasowana do polskiego odbiorcy, bo zarówno reklamy, wypowiedzi doświadczonych rękodzielników jak i odnośniki do popkultury wskazują na to, że to zwykłe tłumaczenie i nic poza tym. Prócz masy literówek, powtórzeń, błędów logicznych czy interpunkcyjnych gazeta stawia na rozchwianie płciowe. Raz zwraca się do odbiorcy jak do mężczyzny (zacząłeś, jesteś praworęczny), a potem przechodzą do rodzaju żeńskiego (zrobiłaś, pominęłaś, powinnaś). Już pomijam fakt, że rękodzieło jest unisex, więc weź się redakcjo zdecyduj, ale to zwyczajnie świadczy o lenistwie i braku szacunku do czytelnika, który wydał na to swoje pieniądze.

Wydaje mi się, że cała para poszła tutaj w graficzne bajery typu kolorowe okienka, rameczki z szydełek, strzałeczki i kolorki, a potem ktoś zorientował się, że brakuje kasy na specjalistów od rękodzieła, którzy potrafiliby przeredagować gazetę, uporządkować wiedzę i dostosować ją do polskich realiów. Z przykrością stwierdzam, że „Szydełko dla początkujących”  to jedno z najgorszych wydań specjalnych Mollie i nie jest warte swojej ceny. Jeśli jeszcze go nie kupiłaś to możesz sobie pogratulować. Jeśli już to zrobiłaś to mam nadzieję, że zostało Ci coś z drobnych na chusteczki i jakoś się trzymasz.

– Liczne literówki, błędy logiczne i niechlujne tłumaczenia.
– Powielanie treści – przykład z kwadratami.
– Oszukanie odbiorcy w artykule wprowadzającym o szydełkach – to tekst o drutach, w którym pozamieniano niektóre słowa.
– Pobieżnie wyjaśnione zagadnienia, które nawet nie dobiegają do podstaw szydełkowania. Marnowanie stron na niepotrzebne artykuły.
– Brak odnośników do polskich sklepów czy dopasowanych reklam.
– Wciskanie nam reklam niepotrzebnych rzeczy np. worków do butów.
– Nieaktualne numery, odnośniki do nieistniejących wydań dodatków czy zagranicznych stron.
– Zakłamania w lekcjach, w których zdjęcie czasami pokazuje coś innego niż kurs.
– Nieznajomość polskiego rynku dziewiarskiego, brak próby wgryzienia się w temat.
– Źle złożony numer, przez co lekcje nie następują po sobie.
Pacnij lajka jak tekst się podobał!

 
Polub mnie to nie przegapisz nowych postów

 

  • Dominika Sz.

    Na początku, kochana Kurko, przecinek sobie przestaw w zdaniu „Tak samo polski jak polecane w gazecie pasmanterie i sklepy wśród, których znajdziemy te szwajcarskie czy węgierskie.”, między sklepy a wśród ;*
    Kupiłam kiedyś książkę o szydełkowaniu… I w sumie zastanawiam się, jak Ty byś ją zrecenzowała. Nie wiem, może miałaś z nią styczność: „Szydełkowanie – 300 wskazówek, technik i tajników” pana Jana Eatona. Brzmi podobnie w kwestii „pomieszanie z poplątaniem” – chociaż wszystko zawiera się w tematycznych rozdziałach i jest nawet dobrze wytłumaczone (w końcu to z niej się uczyłam podstawy podstaw), to wydaje mi się, że mogłyby być one trochę inaczej ułożone, bo też trzeba skakać i szukać ;)
    Cieszę się, że nie widziałam nigdzie tej gazety, bo jeszcze bym ją kupiła i byłabym zawiedziona… Dzięki za kolejną, świetną recenzję! :D

    • Dzięki za uwagę, przecinek już poprawiony ;) Tej książki nie znam, ale jak na nią trafię to na pewno kupię i coś o niej napiszę ;) Dzięki za miłe słowa :)

  • Demonika Lobermajer

    Droga Qrkoko, takie mam pytanie na pograniczu językoznawczego ;) Piszesz: „Ponownie gromkie brawa dla tłumaczy, którzy granny square przetłumaczyli dosłownie jako kwadraty babuni”. A jak Ty je nazywasz? Bo ja znam je właśnie pod taką nazwą i zdziwiłam się, że Ty się zdziwiłaś :)

    Jestem dosyć nowa na Twoim blogu, to jeszcze nie zdążyłam się w pełni zapoznać z Twoją terminologią, ale za to zdążyłam się już w Tobie i tej stronie zakochać!

    • Używam terminologii „granny square”, bez tłumaczenia ;) Dlatego, że tłumaczenie zagranicznych nazw często mija się z celem i dla mnie urocze „granny square” przetłumaczone na „kwadraty babuni” brzmi źle. Zwłaszcza, że podstawowy ścieg, którym są one wykonane najczęściej nie ma nazwy lub określa się go mianem np. wachlarzy (spotkałam się też w książce z lat ’90 z nazwą „ścieg popularny”). Oczywiście nazywanie tych kwadratów w ten sposób nie jest wielkim błędem, zwłaszcza w porównaniu z innymi kwiatkami, które można znaleźć w wydaniu, ale mi to jakoś rzuciło się w oczy :P

  • Zamówiłam w przedsprzedaży gotowa na zgłębianie najdrobniejszych ciekawostek znanej mi już dobrze techniki. Po przejrzeniu gazetki ustawiłam ją ładnie na półce i stoi sobie koło tej o drutach. Kompletna porażka.

    • Ja też zamówiłam w przedsprzedaży i grzecznie czekałam na wydanie papierowe, pomimo tego, że wcześniej przeglądałam wersję PDF i kręciłam nosem. No niestety, nie było warto czekać :(

  • Rosee Ka

    Dzięki za ostrzeżenie! Pieniądze zaoszczędzone na gazecie wydam na….koraliki <3 :-D

    • Szanuję i popieram :D

  • Szukam takiego zdolnego mańkuta, który nie bał by się kamery :)
    Dla leworęcznych znam tylko zagraniczne kanały. Np.
    https://www.youtube.com/watch?v=vM-d8WjfN8M

    • MsBarka

      Dobre i to, dzięki. Co prawda u siostry z angielskim jeszcze słabo, ale może dzięki dzierganiu złapie motywację… Swoją drogą, ja dopiero niedawno znalazłam sobie rozszyfrowanie angielskich skrótów i szaleję na międzynarodowych patternach :D

  • Decyzję już zostawiam dla Ciebie :)
    Jestem jednak zdania, że jeżeli ktoś wydaje cokolwiek co w całości jest poświęcone rękodziełu i robi to regularnie, na wielu rynkach i reklamuje się jako „pierwszy polski magazyn handmade” (przemilczmy już fakt, że w tym urywku są dwa kłamstwa) to musi trzymać poziom, i przechodzić korekty (lub chociaż jedną – mentorską), zwłaszcza, kiedy finalny efekt nie jest darmowy.

    Co do sklepów to mi głównie przeszkadza to, że mamy potężny rynek, w którym tysiące osób ma zatrudnienie, mocne marki, świetnych, znanych na cały świat twórców, a wszystko zostało zepchnięte na bok z lenistwa :( Wiem, że żadna gazeta nie może obejść się bez reklam, ale nie wyobrażam sobie jak ktoś początkujący, opierając się na polskich opisach, próbuje zamówić cokolwiek z polecanych sklepów!

  • Oj… widzę, że dobrze, że jakaś wewnętrzna siła hamuje mnie przed przedwczesnym rzucaniem się na takie „kwiatki” jak ta gazetka… ;)

  • Małgorzata Białek

    Ja zamówiłam z przyzwyczajenia na zniżkę prenumeratora, jednak twoja recenzja potwierdza to co zauważyłam z pół roku temu, gdy zmienil się redaktor naczelny Mollie. W jednym numerze była informacja że nowy redaktor i nowa „bardziej przystępna forma” co dla mnie jest żartem ponieważ w tym samym numerze był tutorial na … uwaga …. pióropusz z papieru kolorowego lub bibuły …… brawo za pomysłowość. Od tego numeru każdy kolejny wcale nie jest lepszy. Wcześniej magazyn był na wysokim poziomie, były ciekawe tutorials nie tylko dla początkujących ale i bardziej doświadczonych rekodzielinków tera przypomina to magazyn dla nastolatki lub jakiejś gimbazy. Przez to wszystko zaczęłam się na poważnie zastanawiać czy przedłużenie prenumeratę bo z każdym kolejnym numerem jestem zawiedziona. Sądzę że słaby poziom nowego dodatku jest i skutkiem zmiany redaktora i pewnie chodzi o pieniądze. Po co płacić za nowy artykuł czy opinie skoro mogą przedrukowac to za co już i tak zapłacili. Niestety wszystko jest naszym kosztem a szkoda bo Mollie była naprawdę fajna gazeta a tak pewnie straci wielu czytelników no bo sorry ale pióropusz?

    • Kojarzę ten tutorial, zdaje się, że to był pierwszy numer, którego zdecydowałam się nie kupować, bo po przejrzeniu jego w sklepie doszłam do wniosku, że nie ma tam nic ciekawego. Kiedyś kupowałam wszystkie numery jak leci i zawsze polecałam Mollie dla wszystkich początkujących rękodzielników, ale teraz nie mogę już tego zrobić. To samo dotyczy dodatków specjalnych – ten o drutach polecałam w ciemno, a ten o szydełku polecam omijać jak ciemne zaułki :(

  • a ja wybaczam te wszystkie „wpadki” i uważam, że w tej cenie 19.90 zł, to naprawdę dobra pozycja dla początkujących w szydełkowaniu – wszystko w jednym miejscu (przynajmniej to, co dla szydełkujących najistotniejsze – podstawowe ściegi szydełkowe) Zupełnie nie przeszkadza mi kropeczka na wydrukowanym zdjęciu, czy inne skazy w druku (znacznie więcej ich na stronach www uczących szydełkowania – o jakości zdjęć nie wspomnę). Żałuję, że jak ja zaczynałam swoją przygodę z szydełkowaniem nie było tego typu książek. :)

    • Cieszę się, że Ci się podoba :) Jednak nie zgodzę się co do stwierdzenia o jakości zdjęć.
      W przypadku stron w internecie, do których mamy darmowy dostęp ciężko mieć wymogi odnośnie np. wspomnianej przez Ciebie jakości zdjęć :) Ktoś to robi po godzinach, za darmo i na tym co ma, więc super, że w ogóle nieodpłatnie chce się dzielić swoją wiedzą.
      Jednak w przypadku wielkich wydawnictw i magazynów, które mają do dyspozycji profesjonalne studia i fotografów, a za gotowy materiał biorą pieniądze to wtedy jakość powinna być wysoka. Bez plam, rozmazanych zdjęć itd :)

      Sama żałuję, że obecnie na nowoczesnym rynku wydawniczym w Polsce nie ma książki o szydełkowaniu, wydanej w ciągu ostatnich 5 lat, wartej wydania pieniędzy. Przynajmniej na tym rynku mainstreamowym, bo pewnie gdzieś jakieś niszowe publikacje się znajdą, najczęściej drogie.
      Na szczęście można jeszcze dostać stare książki o szydełkowaniu, wydane jeszcze 20-30 lat temu :) Trzeba grzebać na allegro lub w antykwariatach, ale warto!