Szczęśliwie obojętni na nieszczęście

7

Qrkoko.pl - Szczęśliwie obojętni na nieszczęście

Odkąd pierwszy raz otworzyliśmy oczy widzimy otaczające nas tragedie, choroby i kataklizmy. Ludzkie nieszczęścia przeszły do naszej codzienności jak śniadanie, obiad i kolacja, choć wciąż te ostatnie to dla wielu osób nieznane pojęcia. Podczas czytania tego tekstu ktoś właśnie stracił dach nad głową, umiera z głodu lub wypowiada swoje ostatnie słowa. Codziennie świat kończy się dla wielu ludzi, a nas to nic nie obchodzi. I słusznie.

Każdy ma swoje życie i własne problemy. Przez to nie starcza nam czasu i chęci, by do naszego muru nieszczęść dokładać cudze cegiełki. Mało kto budzi się co rano z myślą „komu by dzisiaj pomóc?” i jest to całkowicie normalne. Inaczej skończylibyśmy jak Kordian i równie bezsensownie cierpielibyśmy za miliony. Tylko nic by z tego nie wynikło, a na naszych łzach nie skorzystałby nikt prócz koncernów higienicznych. Żeby nie zwariować we współczesnym świecie musimy być obojętni na ludzkie tragedie. Co nie znaczy, że mamy być bezradni. Kiedy człowiek upada na dno nie oczekuje poklepywania po plecach i słów otuchy „jakoś to będzie”. Wolałby chwycić tą dłoń i spróbować się podnieść. Kiedy widzimy, że ktoś potrzebuje pomocy nie gadajmy o tym – po prostu to róbmy. Nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, tylko pomóżmy je posprzątać i kupić drugie. Problem rodzi się wtedy, gdy z tragedii powstaje cała droga mleczna, a my musimy wybrać kto dostanie od nas jeden mały kartonik.

PISZĘ W NIETYPOWEJ SPRAWIE

Nie ma dnia, w którym nie dostałabym wiadomości z prośbą o wsparcie finansowe. Najczęściej są to zbiórki na leczenie chorych dzieci. Najgorsze w tym jest to, że tego jest cała masa. Jestem zmuszona do selekcji lub wyrobienia w sobie odruchu ignorowania takich próśb, bo gdybym pomogła wszystkim to sama wkrótce rozsyłałabym podobne wiadomości z prośbą o pieniądze. Buduję w głowie zaporę chroniącą przed załamaniem nerwowym, choć podświadomie wiem, że z każdą wiadomością wrzuconą do kosza odbieram komuś część szansy na ratunek. W końcu dochodzę do momentu, w którym podchodzę do nich całkowicie obojętnie i stawiam je na równi ze spamem próśb o głosy na koleżankę startującą w Miss Zadupia Dolnego czy udostępnienie zdjęcia na konkurs „mój pies wygląda tak samo jak tysiąc innych”. I czuję się wtedy okropnie. Mam z tą pomocą ogromny problem, bo nie jestem wstanie wesprzeć każdego, a nie potrafię zdecydować czyja tragedia jest ważniejsza.

TRAGEDIA JEDNEGO AKTORA

Jak byłam mała to nie potrafiłam w spokoju skończyć śniadania, bo ciągle miałam w głowie pytania „jak ktoś mógł urządzić strzelaninę w szkole?”, „czemu ktoś wleciał samolotem w budynek?”, „dlaczego Matka Natura zabiła tyle osób przez Tsunami?”. Do tego dochodziły osobiste tragedie jak choroby i śmierć w rodzinie. Spędzałam wiele godzin starając sobie wszystko uporządkować i zastanawiając się jak mogę pomóc. Wściekałam się kiedy dochodziłam do wniosku, że to stracone godziny, bo nie jestem w stanie uratować wszystkich.

Teraz dorosłam i siedzę przy stole, gdzie do obiadu w tle przygrywają mi wiadomości. Śmierć, porwania, bieda, domowe wojny. Nie jestem już zszokowana. Nie krztuszę się jedzeniem z wrażenia. Prócz jego smaku nie czuję wtedy nic. Teraz o tragediach tylko słuchamy. Nic poza tym. Wmawiamy sobie, że cudze nieszczęście nas nie dotyczy.

To nie nasza wina, więc to nie nasza sprawa

Dodatkowo nie chcemy pomagać, nauczeni doświadczeniami z przeszłości, kiedy daliśmy biednemu pieniądze żeby go nakarmić, a on okazał się cudotwórcą i zamienił chleb w wino. Ludzka znieczulica nie powinna nas ogarniać do stopnia pogardy, kiedy to widząc chwiejącego się bezdomnego naszą pierwszą myślą jest – pijak. Sam sobie na to zasłużył i zamiast zabrać się do roboty przepił całe życie. Zapominamy, że ten człowiek był kiedyś taki jak my. I my kiedyś możemy być tacy jak on.

TO MOGŁAM BYĆ JA

Pomoc drugiemu człowiekowi powinna być naszym odruchem bezwarunkowym, ale niestety tak nie jest. Nie interesuje nas los innych i nie przejmujemy się ich tragediami, póki nas osobiście nie dotyczą. To normalne, że tak robimy, bo inaczej dawno byśmy zwariowali. Jednak trzeba czasami przypomnieć sobie o tych, którzy mają gorzej i uświadomić sobie, że z dnia na dzień sami możemy zająć ich miejsce. A wtedy nie chcielibyśmy żeby inni myśleli o nas tak jak my kiedyś o innych.

Nie chodzi o to żeby co rano budzić się z depresją i cierpieć katusze. Nie chodzi o to żeby na każdy wywieszony plakat o zaginionym samochodzie, zwierzaku czy dziecku reagować powodzią łez. To nie zmieni niczyjego losu. Nie myśl o cudzych tragediach. Po prostu działaj.

Nie powinniśmy być zmuszani do wyboru – pomóc jednostce lub nie pomóc nikomu. Niestety życie nie daje nam tego przywileju, przez co często pod presją zwyczajnie rezygnujemy z pomocy. Są jednak organizacje, które zdejmują z nas to jarzmo niewygodnego wyboru i pozwalają pomóc w najprostszy i najwygodniejszy dla naszej psychiki sposób.

Nie myśl o ludzkiej tragedii. Nie rozprawiaj o niej ze znajomymi. Przewijając wall z tragicznymi newsami nie lamentuj o tym jak inni mają ciężko. Zamiast gadać o tym – reaguj na to. Pomóż, bo chcesz, nie bo musisz.

POMÓŻ, BO MOŻESZ

  • Adam

    http://i.imgur.com/SUNjCSC.png

    Jeden wypad na piwo w weekend mogę sobie odpuścić :)

  • Kaszanqa

    Świetny post Agata, daję do myślenia

  • Jak tu nie uwielbiać Qrkoko? Masz bardzo podobne opinie do moich, tylko dużo lepiej ubierasz je w słowa :D

  • Wydaje mi się, że ta ogólna znieczulica wynika właśnie z treści, które pojawiają się w mediach. Jak człowiek codziennie słyszy i czyta o śmierci, widzi katastrofy, wojny i resztę tego ścieku, w końcu się do niego przyzwyczaja i przestaje reagować emocjonalnie. To naturalne następstwo, tak jak patomorfolog oswaja się z widokiem zwłok i po pewnym czasie grzebie w nich bez mrugnięcia okiem. Nie można jednak popadać w zupełne odrętwienie. Trzeba pomagać na miarę naszych możliwości. Fakt, całego świata tym nie zbawimy, ale nawet dla jego maleńkiego fragmentu – warto.

  • kasia

    właśnie dlatego uwielbiam Cię czytać bo nie owijasz w bawełnę i potrafisz sprowadzić na ziemię

  • kamilqa

    „Dodatkowo nie chcemy pomagać, nauczeni doświadczeniami z przeszłości, kiedy daliśmy biednemu pieniądze żeby go nakarmić, a on okazał się cudotwórcą i zamienił chleb w wino. Ludzka znieczulica nie powinna nas ogarniać do stopnia pogardy, kiedy to widząc chwiejącego się bezdomnego naszą pierwszą myślą jest – pijak. Sam sobie na to zasłużył i zamiast zabrać się do roboty przepił całe życie. Zapominamy, że ten człowiek był kiedyś taki jak my. I my kiedyś możemy być tacy jak on.”

    Dokładnie! Mega mnie irytuje to generalizowanie jak ktoś widzi gorzej ubranego i brzydko pachnącego faceta, który leży na ziemi i myśli sobie ‚e, pewnie pijak, nie ruszam’. Tak, bo każdy kto leży na ziemi jest od razu pijany. Przecież nie mógł zwyczajnie zasłabnąć czy zemdleć, to na pewno pijak! Po co od razu dzwonić na pogotowie czy spróbować pomóc. Wytrzeźwieje to sam wstanie. ARGGGHHH!

  • Bardzo dobrze piszesz.Chodzi nie tylko o treść, ale o formę.
    Tak, można zadawać sobie tysiące pytań o nieszczęście, a gdy w nich ugrzęźniemy, nie zrobimy kompletnie nic. Mało tego: gdy sami nad sobą będziemy się roztkliwiać, uważając się za ofiary tych nieszczęść, wyjdzie na to samo: również niczego nie zrobimy.
    Nie uratujemy wszystkich zwierząt na przykład, ale pomagając jednemu (np.adoptując je) zmieniamy całkowicie jego świat.

    W kwestiach pomagania mam święty spokój. Nie lubię używać co prawda tego określenia, bo to brzmi tak , jakbym powiedziała, że trzymam się z daleka. Ale kierują się ….Biblią i słowami Jezusa w tym względzie, który mówi np. że mamy ludzi KOCHAĆ. Że mamy dobrze czynić np. okazywać współczucie, serdeczność, dzielić się, bo wtedy to się nam zwróci w dwójnasób.
    Ja tego wszystkiego doświadczam od lat i potwierdzam: tak jest. Te słowa są prawdą.
    Finansowo… jest również powiedziane, by dawać 1/10 swoich zarobków >na dobrą sprawę<. I tak czynię właśnie. A jaka to dobra sprawa? Można się tego dowiadywać na bieżąco, mając relację z Autorem :)
    Również dzięki temu, można nie dzielić ludzi na tych "potrzebujących" i "pijaków"; pijak też jest potrzebujący, bo jest nieszczęśliwy. Widać to na pierwszy rzut oka. Często nie wiemy, JAK pomóc komuś takiemu; a no można dac coś do jedzenia, pieniędzy nie. To ważne, by alkoholikom i Romom nie dawać pieniędzy bo nic się nie zmieni przez to na lepsze. No i można zrobić coś jeszcze dodatkowego: porozmawiać. Ja się często z pijakami na ulicy po prostu modliłam, błogosławiłam im. Wielu z nich pod wpływem miłości drugiego, obcego człowieka (która również oznacza: nieobojętności) sukcesywnie zmienia swój los, a znam takich historii mnóstwo! Chcecie zobaczyć, gdzie to się dzieje "jawnie"? :) proszę:
    http://kosciolulicznygdansk.org
    http://www.koscioluliczny.pl
    http://jadlodajnia.org
    To jest praktykowanie miłości, co z kolei daje dużo osobistej wolności :) Polecam!!:)