Syndrom sztokholmski rękodzielnika

15

Qrkoko.pl - Syndrom sztokholmski rękodzielnikaCzasami bywa  tak, że jakaś technika mnie zniewoli.

Porwie na wiele godzin i dni z dala od obowiązków, rodziny i świata. Zostaję uwięziona w otchłani jej własnych praw i zwyczajów. Nie ma wtedy ze mną kontaktu. Dzisiaj podzielę się z Wami moją historią z przed wielu lat, kiedy zostałam uprowadzona przez Frywolitkę.

ZACZYNA SIĘ NIEWINNIE

Dałam się łatwo złapać, niczym małe dziecko na cukierka. Wiele osób mówiło mi żebym jej nie ufała. Taka ładna, zwiewna, z poetycką nazwą. Długo kręciła się wokół mnie. Obiecywała cuda wianki i małe frywolitkowe kotki w piwnicy. Trafiałam na nią na każdym kroku. Każdy kolejny blog miał jakąś frywolitkową pracę, frywolitkową wzmiankę czy frywolitkowy wzór. Nawet nie zauważyłam kiedy w mojej dłoni wylądowało pierwsze czółenko.

KOCHAM CIĘ TAK, ŻE CIĘ NIENAWIDZĘ

Frywolitka wiedziała jak do mnie dotrzeć. Udawała trudno dostępną. Brakowało dobrych tutoriali, w internecie były zaledwie zalążki źle zmontowanych materiałów, a w lokalnej księgarni na półce z książkami do rękodzieła wieczne braki. Złapałam się w jej sieć jak początkujący amator. Połknęłam pierwszą darmową działkę w formie kupionych kolczyków i potem chciałam więcej, więcej i więcej. Kupiłam trzy czółenka i masę nici. Ostatnie pieniądze wydawałam na gazetki ze wzorami. Nauka do matury poszła w kąt. Wabiona obietnicą okrągłych kształtów koronki frywolitkowej dałam się zapędzić w kozi róg i porwać na dobre. Im bardziej mi niewychodziło tym bardziej zawzięcie broniłam tej techniki. W pewnym momencie nie wiedziałam czy ją jeszcze kocham czy już jej nienawidzę.

Qrkoko.pl - Syndrom sztokholmski rękodzielnika

NAJWAŻNIEJSZE TO ZMYLIĆ BLISKICH

Mania frywolitkowa opanowała mnie do tego stopnia, że przeglądałam masę durnych porad, które opóźniały moją naukę. Czułam się tłamszona przez tą technikę. Zupełnie mnie zdominowała, pokazując kto tutaj rządzi. Może byłoby ze mną lepiej gdybym od razu trafiła na dobre tutoriale lub ktoś zaoferowałby mi kurs? Frywolitka była dla mnie trudna i surowa, ale rozumiałam jej motywy. To nie technika dla każdego, a błędne informacje w internecie, na forach i blogach próbowały mnie od niej odciągnąć utrudniając naukę.

Nie widziałam możliwości ucieczki od niej. Wszystkie zarobione pieniądze wydałam na materiały i miałam je tak zostawić? Nigdy w życiu! Co jakiś czas Frywolitka rzucała mi małe ochłapy radości i docenienia. Wychodził mi jakiś element, albo wszystkie pikotki były równe. Rodzina i znajomi próbowali mnie uwolnić, ale nie rozumieli naszej miłości i więzi jaka łączyła mnie z Frywolitką. Byłyśmy sobie przeznaczone, ale musiałyśmy o to walczyć. Więc kiedy mówili mi „zostaw to” wtedy udawałam, że tak robię. A pod osłoną nocy machałam zawzięcie czółenkiem. Dopiero kiedy Przedmąż kupił mi książkę o koronce frywolitkowej zobaczyłam, że jest to łatwiejsze niż myślałam, a tutoriale w internecie były złe lub niepotrzebnie zawiłe. Wtedy wszystko zaczęło mi wychodzić. Frywolitka straciła swoją tajemniczość, a mi opadły klapki z oczu. Dopiero kiedy to ja byłam jej Panią zobaczyłam jak bardzo mnie zniewoliła.

SYNDROM SZTOKHOLMSKI RĘKODZIELNIKA

Trafiam czasami na taką technikę, w której się zakochuję. To, że z początku coś mi w niej nie wychodzi sprawia, że zakręcam się na jej punkcie coraz bardziej. Kiedy ktoś mi mówi, że to nie dla mnie lub trafiam na adnotację „nie dla początkujących” zapieram się i chcę udowodnić jak bardzo się mylą. Można porównać to do toksycznej miłości lub syndromu sztokholmskiego.

Niektóre techniki mogą mnie porządnie stłamsić:

  • Psychicznie, zwłaszcza kiedy mi długo nie wychodzi. Zaczynam wtedy wierzyć, że to ze mną jest coś nie tak, jeśli nie umiem tego pojąć.
  • Fizycznie, kiedy ponownie wbijam sobie narzędzie w kolejną część ciała, jakby i ono było przeciwko mnie.
  • Finansowo, gdy jestem gotowa nakupić towaru za połowę wypłaty wierząc, że napewno mi wyjdzie.

Najgorsze jest to, że ja takich technik bronię. Zamiast rzucić to gdzieś w kąt, przekonuję siebie i wszystkich dookoła, że ten ból jaki mi zadaje poznanie techniki nie jest bezcelowy. Z frywolitką męczyłam się trzy miesiące natrafiając na coraz głupsze porady w internecie. Kiedy wzięłam książkę do ręki pierwsze kolczyki zrobiłam w trzy godziny.

Czasami niektóre techniki wydają się trudniejsze niż powinny, dlatego, że za przekazywanie o nich wiedzy biorą się niewłaściwe osoby. Niechcący lub celowo utrudniając ich naukę. Rzadko się zdarza, że coś nie jest dla konkretnego człowieka. Kiedy ktoś ma talent manualny poznanie nowych rozwiązań czy materiałów jest kwestią czasu. Obojętnie czy jesteś artystą czy odtwórcą. Bez minimalnych zdolności nie brałbyś się za rękodzieło. Dlatego zakręcając się na jakimś punkcie nie biorę sobie do serca słów „to nie dla Ciebie”.

Syndrom sztokholmski rękodzielnika zauważyłam też u wielu moich znajomych. Najwięcej ofiar zbiera sznur szydełkowo-koralikowy, który pobija rekordy popularności w moim otoczeniu. Nic nie potrafi tak zniechęcić i zakochać w sobie jednocześnie jak te żmijki. Powstaje prawdziwy kult kobiet, które zarzucają sprzątanie, sen czy wydatki na inne przyjemności, by spędzić jeszcze chwilę ze swoim oprawcą – szydełkiem.

I wiecie co? One wszystkie, kiedy trzymają w rękach swoją pierworodną bransoletkę  mówią, że było warto.

Polub post →

 

  • KamaHandmade

    Czyli nie tylko ja tak samo zaczynałam przygodę z frywolitką :D Kapryśna to technika. Z jakiej książki się uczyłaś?

  • Pobruszka

    Moja nauka wygląda podobnie. Im bardziej mi nie idzie tym bardziej się wciągam aż nie opanuję w 100% ;)

  • Maria

    Dopisuje się do listy :) Też miałam tak samo kiedy uczyłam się szydełkowania. Znienawidziłam to tak bardzo, że na długi czas rzuciłam szydełko w kąt, ale powoli do niego wracam. To silniejsze ode mnie :)

    • Prawdziwe uzależnienie :) Czasami taki chwilowy odpoczynek bardzo pomaga. Pozwala się uspokoić i później wszystko idzie łatwiej.

  • rarfel

    Fajny artykuł. Tak z ciekawości to ile czasu uczyłaś się frywolitkować?

    • Bardzo długo, zwłaszcza, że kolejne lekcje były dodawane na blogu, z którego się uczyłam „partiami”. Dopiero kiedy dostałam książkę wszystko zaskoczyło i wszystko zaczęło wychodzić. Ciężko określić ile dokładnie mogłaby mi zająć nauka. Same wiązanie podstawowe nie jest trudne i przy dobrym nauczycielu można je szybko załapać :)

  • Genialne, trafiłaś w sam środek tarczy: Syndrom sztokholmski rękodzielnika. Nie tylko techniki potrafią uzależnić, same robótki także. Nie ma spania, nie ma jedzenia, jest robótkowanie :)

    • Niektóre robótki też potrafią nieźle zajść za skórę :)

  • Ja również uczyłem się z Internetu. W sieci można znaleźć wszystko, acz jednak…. Znaleźliście tutorial/poradnik, w którym autor tłumaczy to w taki sposób że odbiorca – mimo, że już wie o
    co chodzi w technice – dochodzi do konkluzji o jej pozostawieniu? Ja znalazłem takich (filmów) kilkadziesiąt i wystrzegam się autorów.
    Nadmienię też, że są i takie gdzie autor/ka wyjaśnia jak uczyć ludzi na szkoleniach, a jak szybko samemu to wykonywać. Uczyć aby nie nauczyć. To dopiero kwiatki…. znaczy się tutki ;)

    • Takich cudów to nie znalazłam :) Ale będę mieć oczy szeroko otwarte.

    • Piotr

      To zupełnie jak mechanicy z Usterki, którzy naprawiają samochód do tego stopnia żeby ten szybko do niego wrócił. I zarobek się kręci :)

  • tatsu

    Pamiętam, jak uczyłam się tkać krajki na tabliczkach. Kombinowałam, jak koń pod górę, korzystając z angielskojęzycznych materiałów skąpo okraszonych informacjami pomocnymi w zrozumieniu techniki, za to pełnymi historii „od stworzenia świata”. Metodą prób i błędów nauczyłam się oznaczeń we wzorach i jaki jest wpływ obrotu tabliczek w tę czy inną stronę na końcowy efekt.
    Ale nie odpuściłam. Nadal kocham to robić i potrafię siedzieć przy krosenku i tkać godzinami, nawet nie czując, że mój kręgosłup, przebywając w jednej pozycji i to niekoniecznie odpowiedniej, zaczyna dawać znaki, że za chwilę będzie problem z poruszaniem się jakimkolwiek. ;)
    To samo tyczy innych średniowiecznych technik rękodzielniczych. Po prostu muszę mieć czymś zajęte ręce i umysł. Żeby nie zwariować :P

  • Świetnie napisany tekst, baaardzo mi się podoba!

  • Kama

    Świetny tekst! Trafiłam na niego szukając książki do nauki frywolitki ;) Z „pomocą” tutoriali internetowych uczyłam się szydełkować, a że początkujący zazwyczaj jest nieświadomy, to nawet nie zdawałam sobie sprawy, że chłonę jakieś kompletne bzdury. Tak naprawdę, jak mogę ocenić czy tutorial jest w porządku, skoro nie mam pojęcia o technice? Ci, którzy już potrafią coś zrobić, nie wchodzą na nie, bo i po co, więc nawet autor kursu pewnie nie wie, że robi coś źle i jeszcze tę wiedzę rozsyła…