Sushi w Białymstoku

18

Qrkoko.pl - Sushi w Białymstoku

Walentynki nie są przez nas obchodzone z jakimś pietyzmem, ale zawsze chętnie wykorzystujemy je na jakieś fanaberie, na które normalnie byłoby nam szkoda pieniędzy.

Po poprzednich doświadczeniach z imitacją sushi z galerii, wybraliśmy się na prawdziwe do sushi baru.


Miejsce wybraliśmy wcześniej, ale w praktyce nie mogliśmy się na nic zdecydować. Albo lokal był schowany w bocznych uliczkach daleko od cywilizacji albo w środku oprócz obsługi nie było nikogo, a my nie lubimy jak patrzy się nam na ręce.

Byliśmy tak wściekli, że chcieliśmy iść na hamburgery. Prawie doszło do rozwodu i podziału kotów, jednak twardo ustaliliśmy, że nie będziemy jeść martwych krów skoro możemy jeść surowe ryby!

Zdecydowaliśmy się na Tanoshii sushi.

 

Pierwsze wrażenie:

Ładny i przestronny lokal, z dodatkową salą na półpiętrze. Główna sala podzielona na dwie części: w jednej był bar, przy którym robiono sushi – można było usiąść i im patrzeć na ręce (a tego nie lubimy). Druga – same stoliki elegancko zastawione. Przywitała nas pani w kimonie. Całość psuł fakt, że miała balerinki, a podkolanówki opadły jej do kostek.

 

Wystrój:

Delikatny i pasujący. Beże i brązy dobrze się komponowały z całością. Wydawało się, że nawet kolor pudełeczka, w jakim przyniesiono nam rachunek nie był przypadkowy.

Smak:

Ładna karta, ale dla kogoś, kto sushi do tej pory jadł tylko z plastikowego pojemniczka, kompletnie nieczytelna. Poprosiliśmy panią o pomoc. Umiała polecić tylko wodę aloesową do picia. W końcu w męczarniach zdecydowaliśmy się na Torch Sushi – krewetka, łosoś  i tuńczyk  (Agata) i Kamo Futo Maki – kaczka i migdały (Wojtek). Tak, w sushi barze Wojtek zamówił kaczkę.

Smak mnie zaskoczył. Obawiałam się, że będzie jak w galerii, tylko dziesięć razy drożej. Było pysznie. Moja wersja była delikatna i chrupiąca. Sosy były świetnie dobrane, a całość idealnie współgrała. Cudo! Wojtka sushi z KACZKĄ z kolei było bardziej sycące i cięższe. Mimo tego wciąż bardzo smaczne i chrupiące. Przy smaku nie mam nic do zarzucenia!

 

Obsługa:

Jak już pisałam wcześniej są trochę niekonsekwentni w mundurkach. Japoneczka w balerinkach (pewnie kupionych u „chińczyka”) jako jedyna miała kimono. Pozostałe trzy kelnerki miały krótkie spódniczki, fartuszki i zwykłe bluzeczki. Za to każda miała kok i wymalowane kreski na powiece.

Co mi się nie podobało? Po podaniu nam karty, bez chwili wytchnienia pani upierała się, żeby napoje zamówić od razu. Nie umiała nam streścić, jakie mają w ofercie, bo skończyła tylko na wodzie aloesowej. Szkoda tylko, że mogę ją kupić w każdej chwili, bez chodzenia do sushi baru. Na namysł dostaliśmy kilka minut. Odsyłaliśmy panią dwa razy zanim podjęliśmy decyzję. Sushi nie jest tanie i zwłaszcza przy pierwszym kontakcie z tym daniem wolę się chwilę zastanowić. Nie chciałam skończyć z talerzem żywej ośmiornicy podanej na surowych wodorostach. Widziałam za dużo japońskich filmów żeby nie wiedzieć jak to się skończy.

Na sushi czekaliśmy dosyć długo, ale w granicach normy (jak w innych restauracjach). Nie podobało mi się to, że pani podchodziła co chwilę pytać czy smakuje, czy podać deser, poprawić śliniaczek i uczesać chłopaka. W końcu zabrała mi szklankę nie pytając czy skończyłam. Po talerz przysłała już koleżankę, bo chyba zauważyła, że była dość upierdliwa. Chyba to był fast sushi bar, bo fakt, że skończyłam od Wojtka wcześniej przypłaciłam siedzeniem z pustymi rękoma przy stole.

 

Podsumowanie:

Jeżeli ktoś (jak Wojtek) nie umie jeść pałeczkami, to podchodząca co chwilę kelnerka bardzo go zestresuje. W efekcie Wojtek swoją kaczkę utopił w sosie sojowym. Ja natomiast odruchowo ułożyłam pałeczki jak do dziergania. Ceny są adekwatne do smaku i wrażeń. Nie liczcie jednak, że za 50 zł będziecie mieli cały zestaw obiadowy dla dwóch osób. To nie Podlasiak :)

Miejsce jest bardzo kameralne. Goście sami sobie nie przeszkadzają. Ceny odstraszają gimbusów, których pełno w KFC, więc kulturalne towarzystwo macie tam zapewnione. Dobre miejsce na okazjonalne świętowanie, biznes lunche czy wyrywanie dziewczyn na wykwintniejsze dania od tortilli u Greka.

Nie wyobrażam sobie jeść sushi częściej niż raz w miesiącu. Jednak teraz wiem, że w ten dzień pójdę do Tanoshii.

A teraz idę się dopchać kanapkami :)

PS. Wasabi wypali Wam mózg.

 

PLUSY:

– dobre miejsce na poznanie nowych smaków

– nie musisz dzwonić do Providenta żeby zjeść egzotyczne danie

MINUSY:

– palcami nie pojesz

– nadpobudliwa obsługa najchętniej wyrwałaby Ci pałeczki z rąk

 

Qrkoko.pl - Sushi w Białymstoku

8.0 Polecam

Niby surowa ryba, a dobre.

  • Pierwsze wrażenie 8
  • Wystrój 9
  • Smak 9
  • Obsługa 6
  • eva-ice

    Po Twoim niezbyt entuzjastycznym opisie spodziewałam się niższej oceny, ale skoro sushi bar dostał tak wysoką notę, to ląduje na mojej liście miejsc do odwiedzenia.

    • Może trafisz na inną kelnerkę. Jedzenie jest zdecydowanie warte odwiedzin, zwłaszcza jeżeli będzie to Twój pierwszy kontakt z sushi, to nie powinnaś się zawieść.

      • eva-ice

        Pierwszy raz. Do tej pory unikałam, ale zdecydowanie chcę to zmienić.
        Prawdopodobnie w tym roku spędzę wakacje w Polsce, a z rodzinnego miasta mam niedaleko do Białego. Zdam relację. :)

        • Koniecznie zdaj relację, bo jestem ciekawa czy tylko my mieliśmy pecha w stosunku do obsługi.

  • embargo

    jak kiedyś bedę w białymstoku to się chyba tam wybiorę

  • Marakuja

    Aż naszła mnie ochota :) Chętnie tam zajrzę

  • NIKA

    Nie wiem czy mnie na to stać ale może kiedyś starego wyciągne :PP

    • Głodna

      Też byłam i również polecam. Warto naprawdę raz się szarpnąć na takie coś!

  • GiMiMoni

    Wielką fanką takich smaków nie jestem, ale skoro tak zachęcasz to może się skusze:) Pozdrawiam.

  • Lampanocna

    Szkoda, że taka wysoka cena no ale w końcu za jakość trzeba płacić. Niestety częste odwiedziny w moim przypadku odpadają ;(

  • Anka

    Wygląda ciekawie :)

  • Sase

    Najwyższy czas nauczyć się jeść pałeczkami i w droge!

  • AniaKujak

    Mam nadzieje, że jak się już tak wybiorę nie będzie nadpobudliwej obsługi :D

  • Maciek

    Znajomy też był i właśnie mówił, że cena przekłada się na smak, a obsługę da się znieść.

  • czerwona

    Chciałabym tam zjeść, może kiedyś się uda :)

  • Karolina

    AAA sama bym zjadła!

  • Karolina

    Ja uwielbiam Tanoshii. Według mnie najlepszy sushi bar w Białymstoku. Jadłam jeszcze w koku i futu – w ogóle się nie umywają do tanoshii, zarówno przez estyke z jaką jest podane, jak i smakowo. Fakt, kelnerki trochę natrętne, ale jedzenie przepyszne. Często biorę na wynos – wtedy po problemie :D

  • Pingback: SPHINX w Białymstoku | Qrkoko.pl()