Strzeżone osiedle obok blokowiska

0

Mam dopiero 24 lata, ale już powoli dziergam sobie posłanie na bujany fotel, bo weekend spędzam spokojnie. Tak samo jak spędzałam je w czasach szkolnych. Nie byłam wtedy duszą towarzystwa, bo zamiast gnać za tłumem w kierunku domówek i dyskotek, ja zbaczałam z drogi do bibliotek, gdzie nie było żywej duszy. Od tamtej pory minęło kilka lat, świadectwo szkolne zamieniłam na świadectwo pracy, ale przyzwyczajenia zostały te same.

Teraz przeważnie chodzę tylko na spacery. Choć myślę, że jest w tym doza szaleństwa, bo idę tam, gdzie poniosą mnie oczy, a mam astygmatyzm. W ostatnią sobotę tak się zamyśliłam, że tylko szurałam nogami po ziemi i szłam przed siebie, a myśli plątały mi się na zmianę ze sznurówkami. W końcu zorientowałam się, że starłam całą podeszwę trampek i znowu w sklepie będą mi wmawiać, że jestem cyborgiem, bo robię uszkodzenia mechaniczne. Musiałam się w końcu zatrzymać i zobaczyć gdzie jestem. W ten sposób dotarłam na ulicę Yin i yang – ulicę oddzielającą blokowiska od strzeżonych osiedli.

Z jednej strony tynk, który odpadał ze ścian, a z drugiej nowoczesne budownictwo, od którego opadała szczęka. Z jednej strony widzę dziurawe majtki suszące się na linkach przewiązanych przez drzewa, bo nie ma balkonu. Z drugiej strony przez dziurę w żywopłocie dostrzegam taras wielkości mojej kawalerki. Ta sama ulica, a dwa zupełnie różne środowiska. Słyszę, że w blokowisku życie aż kipi, bo rozmowy, kłótnie, śmiechy, odgłosy pralek i telewizorów przebijają się aż na ulice. Na strzeżonym osiedlu nie mam okazji niczego posłuchać, bo żeby się do kogoś przebić trzeba znać PIN, PESEL, tajne hasło i datę urodzin ochroniarza.

Zastanawiam się co ci ludzie o sobie myślą? Czy dwa odmienne poziomy życia przeszkadzają im do tego stopnia, że wzajemnie sobą gardzą? Czy może są ponad podziałami i stanowią zgrane sąsiedztwo? W sumie to ta sama ulica, tylko z jednej strony mieszkają ludzie strzeżeni przed domofony i płoty pod napięciem, a z drugiej ludzie strzegący siebie sami, o ile wcześniej nie mieli jakiegoś spięcia. W końcu dochodzę do końca ulicy, gdzie dostrzegam wspólny śmietnik. Śmietnik, który rozwiał moje wszelkie wątpliwości osiedlowych różnic. Może to są dwa skrajnie różne osiedla, gdzie mieszkają zupełnie inni ludzie, ale jedno łączy ich na pewno – wszyscy wyrzucają szkło do kontenera na plastik :)

.