Starszy fan to lepszy fan!

11

Qrkoko.pl - Starszy fan to lepszy fan

ZSRR i Stany Zjednoczone spierające się o kosmos. Fani Pieśni Lodu i Ognia ścinający głowy fanom Gry o Tron. Ex-partnerzy dziewczyny, która wmówiła obojgu, że jest dziewicą. Ich wszystkich łączy jedno – kłócą się o to, kto był tutaj pierwszy.

Dziś przyjrzymy się tej drugiej grupie społecznej. Osobom, które sekundy po tym jak przeczytały ostatnią stronę, przesłuchały ostatnią piosenkę czy zobaczyły ostatnią scenę filmu, pędzą na złamanie karku w kierunku grup dyskusyjnych, by tam paść zaślinionym na ziemię, ostatkami sił wbić swą flagę fana i niczym komentatorzy z YouTuba wysapać zdyszanym – pierwszy! To im wystarczy, by mianować się prawowitymi fanami, którzy jako jedyni mają prawo do podziwiania twórczości. Każdy kto na fali popularności autora przyszedł po nich nie jest godzien być fanem.

OSTATNI BĘDĄ GORSZYMI

Z twórczością mniej znanych autorów jest trochę jak z jabłkami. Od zawsze miały grupkę swoich zwolenników, ale dla ogółu nie wydawały się zbytnio atrakcyjne, więc większość czasu spędzały w hermetycznie zamkniętych środowiskach. Dopiero, gdy z jabłek uczyniono przedmiot walki politycznej zyskały one na popularności i z obskurnych skrzynek czy lodówek powędrowały wprost na wystawy i ulice. Jednak pozostawione na otwartym powietrzu przyciągnęły za sobą owocowe muszki. I według grupki pierwotnych zwolenników owoców pracy autora takimi muszkami dla jego twórczości są nowi fani, którzy przylecieli za unoszącym się aromatem nagłej popularności.

Przykładów dotyczących tego zjawiska można już nie tylko mnożyć, ale nawet podnosić do potęgi. Nie ważne czy chodzi o modę na hiphop po filmie o Paktofonice, zwiększenie popularności dzieł R.R. Martina po serialu z HBO czy wojny nastolatek o to, która pierwsza miała mokry sen z Edwardem, kiedy do grona jego czytelniczych fanatyczek dołączyły te z kin. Zawsze w tym gronie znajdą się osoby, które roszczą sobie większe prawa do określania siebie „fanem” tylko dlatego, że znali twórczość autora wcześniej od innych.

Tacy ludzie mogliby z powodzeniem zagrać w reklamie nowego leku działającego jednocześnie na hemoroidy i Alzheimera, bo mają wielki ból dupy, ale sami zapominają tak naprawdę o co. Osoby, które mają problem z napływem nowych fanów najczęściej są marzycielami, którzy chcieliby stworzyć coś równie przyciągającego widownię, ale niestety ich głowy ścinane są przez kata zwanego „Brakus Talentus”. Jednak za upuszczoną krwią nie spłynęła niespełniona ambicja, a zamiast tego przerodziła się w żółć nienawiści. Nienawiści do tego, że jedyne co im wtedy pozostało, czyli indywidualny gust zostaje im odebrany przez tłum nowych fanów, ich nisza zainteresowań staje się masowa, a ich truchło zostaje wrzucone do czarnego worka z podpisem „lubił to co wszyscy”.

Qrkoko.pl - Starszy fan to lepszy fan

Co śmieszniejsze – doskonale rozumiem burzliwe reakcje takich osób. Nie każdemu jest dane coś stworzyć, więc swoją osobowość mogli wyrażać przez specyficzne dzieła. Niestety w chwili, gdy dane dzieło zyskuje na popularności, to dla nich traci na wartości. Wychodzą z założenia, że jeżeli coś stało się przystępne dla wszystkich to dla nich stało się do niczego, a twórczość, z którą mogli się kiedyś identyfikować teraz oznacza dla nich jedynie „to jest fajne, bo stało się modne”. Kiedyś trafiając na mało znanego autora czuli się jak headhunterzy łowiący talent czy Piraci z Karaibów, którzy odnaleźli swój skarb. Kiedy autor zyskał sławę i nowych fanów ci starszy czują się jakby Alibaba otwierał ich sezam i wpuszczał tam 40 rozbójników. Wmawiają sobie, że wszyscy nowi fani, którzy trafili na twórczość autora dzięki jego najpopularniejszemu dziełu przychodzą sobie „na gotowe”, podczas gdy oni jako pierwsi studiowali zapiski twórcy do szuflady i przez to są „prawdziwymi fanami”. Zachowują się jak pies ogrodnika, który dokopał się do szkieletu dinozaura i chociaż wystarczy mu jedna kostka to nie pozwoli nikomu się do niego zbliżyć skoro on znalazł to pierwszy. Zapominają tylko, że wydrążyli dziurę na cudzym podwórku.

SZYŁAM ZANIM TO BYŁO MODNE

W świecie rękodzieła, które przeżywa swój renesans ta sytuacja również występuje. Co jakiś czas zostaje odkopana starsza technika. Chociażby haft soutache, który kilka lat temu został zapożyczony do biżuterii. Obecnie kiedy natrafiam na takie prace najczęściej towarzyszą jej dyskusję „kto już tak szył jako pierwszy” lub „czyj pierwotnie był to pomysł”. Niczyj i nikt nie szył tego jako pierwszy. Wszystkie obecnie znane nam techniki zostały już kiedyś wymyślone. Wykłócanie się o to kto w Polsce jest pionierem przestrzennego haftu traci sens, jeżeli na zagranicznych stronach zdjęcia z tą techniką już dawno wygasły, bo hosting niczym Pedobear uznał, że są zbyt stare. Kiedy pierwszy raz sięgnęłam po czółenko do frywolitki już po kilku wiązaniach do moich drzwi zaczęły się dobijać tłumy. Tylko tym razem zamiast Świadków Jehowy zastałam tam wściekłe „rękodzielniczki” chcące udowodnić, że jako pierwsze wymyśliły tworzenie biżuterii tą koronką. Masa osób zgubiła sens Tworzenia i zapomniała, że rękodzieło to nie sprint, w którym zwycięża pierwsza osoba próbująca nowej techniki, w nagrodę otrzymując na nią patent. Rękodzieło to maraton, w którym zwyciężamy jako drużyna, a naszą nagrodą jest nasz wzajemny rozwój.

NIE WAŻNE KTO ZACZĄŁ

Tak jak zdemolowane mieszkanie jest naturalną reakcją kota na pozostawienie go z włóczką sam na sam, tak napływ nowych fanów jest naturalną reakcją na zwiększającą się popularność danej twórczości. Wykłócając się o to, że przez swój większy staż stajesz się bardziej wartościowym fanem od tego, który z autorem styka się po raz pierwszy, dla wielu osób przypominasz Hodora odpowiadającego na każdy argument słowem „pierwszy, pierwszy, pierwszy…”. Nie ma znaczenia czy pierwszy wypłakiwałeś oczy nad Młodym Wilkiem. To, że ktoś zrobi to samo po Tobie nie oznacza, że zabiera Ci tym miejsce zasłużonego weterana Westeros. Jeżeli ktoś zaczął tworzyć w technice, na której zjadłeś zęby nie oznacza, że jest kimś gorszym. To tak jak z Loom Bands. Czy wszystkie dzieci, które na fali popularności się nimi zainteresowały powinny zostać przełożone przez kolano, bo ktoś zaplatał gumki przed nimi zanim to było modne? Nie, bo tak jak każdy ma prawo do bycia fanem, tak każdy ma prawo spróbować techniki niezależnie od momentu, w którym ją odkrywa.

Jest wiele książek, filmów i seriali, które zostaną zasłużenie docenione dopiero po medialnym szumie. Niezależnie od tego czy będzie to skandal, ekranizacja czy zwykła moda – sztuka potrzebuje takiego bodźca rozruchowego, aby docierać do szerszego grona i dzięki temu się rozwijać. Nawet najstarsze rękodzielnicze techniki powinny być odgrzebywane z popiołów, a każdy młody rękodzielnik, który próbuje tchnąć w nie powiew świeżości i ugryźć je na inny sposób powinien spotkać się z aplauzem, a nie wygwizdaniem i okrzykami „Po co się tego tykasz? Ja już dawno w tym tworzyłam i nic innego z tym nie zrobisz”.

Nie zapominajcie dlaczego stając się fanami oddaliście czemuś kawałek serca i wolnego czasu. Zrobiliście to bo byliście pod wrażeniem czyjejś twórczości. Dlatego jeżeli dalej chcecie być pozytywnie zaskakiwani nie wychodźcie z założenia, że przez zasiedzenie stajecie się elitą fanów bez dostępu dla „świeżaków”. Zamiast skupiać się nad tym kto ma większe prawo nosić koszulkę „Team Jacob”, przypinkę z Wilkorem czy broszkę z szydełkiem, uświadomcie sobie, że to również Wy wpływacie na rozwój i popularność wśród nowych fanów. Więc zadbajcie by dobrze się wśród Was czuli, bo inaczej skażecie siebie na powrót do czasów, gdzie każda twórczość wędrowała do szuflady, a Wy narzekaliście, że nic nowego się nie dzieje.

Polub post →

 

  • marlen

    Warto wspomnieć o fanach serialu Walking Dead, którzy są oskarżani o brak gustu, no bo przecież komiks jest tak bardzo świetny, że serial go wręcz ZBESZCZEŚCIŁ i każdy kto go ogląda musi być ślepy albo głupi. A ja tam lubię ten serial, nawet jak się nie trzyma kupy i nie jest wierny odwzorowaniem komiksu. Jednak otwarcie się przyznawać do tego przy fanach komiksu to strach :P

    • Mam nadzieję, że twój nick jest fałszywy, bo możesz czuć już na plecach oddech fanów komiksu!
      Ale tak szczerze to komiks i serial lubię w podobnym stopniu jednak za zupełnie różne rzeczy.
      Oprócz Lori. Nikt nie lubi Lori.

  • KamaHandmade

    Ojjjj takich wojen to ja już wiele widziałam. Jak po seansie pierwszej części Harrego Pottera trafiłam na fanowskie forum to zostałam tam mega chłodno przyjęta i oskarżona o to, że pewnie nawet książek nie czytałam i o HP dowiedziałam się dopiero po filmie. No i nie powiem, poczuła,m się gorsza

    • O wielu książkach nigdy nie dowiedziałabym się gdyby nie seriale czy filmy na ich podstawie. Dziwnie być oskarżonym o gorszego fana, bo się nie trafiło na nie przypadkiem w księgarni, bibliotece czy nie podwędziło z półki znajomego :)

  • Pobruszka

    Zgłasza się ofiara Paktofoniki haha :) Tzn. przyznaje się, że o tym zespole dowiedziałam się dopiero po filmie, a wiem, że przed filmem była jeszcze książka no i sam zespół miał już swoje lata no ale kurcze nie znałam. No i tak ich poznałam i zaczęłam słuchać ich muzyki to zostałam obskoczona przez znajomych, że dopiero teraz ich znam, bo jest na nich moda. To lepiej żebym ich w ogóle miała nie znać czy lepiej żebym się nie przyznawała bo jak znam ich dopiero teraz to jestem gorsza? Nie rozumiem logiki takich ludzi, zamiast sie cieszyć że ich idol zdobywa popularność coraż większą to mają pretensje do nowych fanów że też im się podoba to co im samym. Zagrożeni się czują? :D

  • P.

    O, nawiązanie do sutaszu bardzo trafne! W grupach sutaszowych co chwilę jest wojna pt. „W ten sposób szyła już Pani-Taka-a-taka…”. Kiedy chodzi o żywcem zerżnięty wzór – super, ale gdy zaczynają się czepiać każdego zawijaska to już strach cokolwiek szyć… :/

    • W innych dziedzinach również, chociaż sutaszowe najbardziej rzucają się w oko i najgorliwiej wykłócają się właśnie o te zawijaski, o których napisałaś. :)

  • Niki

    Masz całkowitą rację. Nie raz po odkryciu nowego dla mnie zespołu słyszałam ‚ja go słuchałam zanim się zrobił modny, teraz to już nic tylko pseudo fani tego słuchają’. Usłyszałam ten zespól później więc jestem gorsza? Nie, dzięki, postoję.

    • muka

      Spotkało mnie to samo, a nawet z dwóch frontów. Od długiego czasu słuchałam indie
      rocka, nu-metalu i ogólnie alternatywnego rocka. Jak nastała „moda na emo” to
      nie dość, że wszyscy im zarzucali, że są pseudofanami to nigdy wcześniej nie
      znali tych zespołów to w dodatku sami nazwajem zaczęli po sobie jeździć kto
      słuchał tej muzyki od zawsze, a kto zaczął wraz z modą emo. Nikt się nie rodzi
      z wybranym gustem, które w dodatku z czasem mogą się zmieniać, więc ciśnięcie
      komuś, że jest nowym fanem jest zwyczajnie chore.

  • Nitka

    jedna z prawd góralskich – Świnto prawda ! Tak mnie drażni, że niektórzy są tak niesamowicie zazdrośni o swoje umiejętności, że na każdym kroku wręcz odczuwam, co myślą (pewnie zaraz będzie robić to co ja). A tymczasem mnie cieszy jak ktoś zgłebia wiedzę i trenuje umiejętności, zawsze chętnie uczę (choć mam mało okazji…). Bardzo mądre masz teksty, mam nadzieję, że zmienisz nieco obraz naszego polskiego światka rękodzielniczego :)

    • KamaHandmade

      myślę, że Agata już wiele zmieniła w wizerunku rękodzieła :)