Politycy pozwolili sprzedawać własnoręcznie wypieczony chlebek bez konieczności zakładania firmy. Tylko czy faktycznie z tej mąki zmian będzie chleb? A co ważniejsze – czy nowe przepisy mają szansę stać się wodą na nasz rękodzielniczy młyn?

Osoby, które zajmują się zdrową żywnością przywitały nowy rok dobrą wiadomością. Jeżeli nie mają własnych fabryk i nie zatrudniają osób do pomocy to będą mogły sprzedawać swoje wyroby bez konieczności zakładania działalności gospodarczej.

Ustawa z dnia 9 kwietnia 2015 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw została ogłoszona w dniu 20 maja 2015 r. w Dzienniku Ustaw pod poz. 699.

Rozwiązania w niej zawarte wchodzą w życie z dniem 1 stycznia 2016 r.

Ustawa porządkuje formalny status osób, które zajmują się działalnością polegającą na przetwarzaniu w sposób inny niż przemysłowy i sprzedaży produktów rolnych pochodzących z własnej uprawy lub hodowli np. pieczywa, wędlin, dżemów.

Przychody ze sprzedaży przetworzonych w sposób inny niż przemysłowy produktów roślinnych i zwierzęcych pochodzących z własnej uprawy, hodowli lub chowu, będą uznawane za przychody z tzw. innych źródeł. Do produktów roślinnych pochodzących z własnej uprawy została zaliczona również mąka wytworzona ze zboża pochodzącego z własnej uprawy. Oznacza to, że dla celów podatku dochodowego od osób fizycznych, przychody ze sprzedaży takich produktów nie będą zaliczane do przychodów z działalności gospodarczej.

Oczywiście nie ma co w akcie wdzięczności za tak cudowną zmianę rzucać się do całowania stóp naszych polityków, bo jak to zwykle w naszym ukochanym kraju bywa najpierw należy spełnić wszystkie narzucone wymogi. Po raz kolejny deszyfracja prawniczych hieroglifów nas nie ominie:

 

Zmiana jest dosyć świeża, więc nie wiadomo jeszcze jak to sprawdzi się w praktyce, ani jak długo taki stan rzeczy potrwa. Wiadomo jedno – powoli w naszym kraju zaczyna się zmieniać podejście do własnoręcznie wykonanych produktów. A ja się zastanawiam czy jest szansa na taką zmianę w Rękodziele?

SPRZEDAŻ RĘKODZIEŁA BEZ DZIAŁALNOŚCI – PLUSY I MINUSY

W tym momencie prowadzenie firmy na sprzedaż Rękodzieła wiąże się z ogromnymi kosztami. Ma to zarówno swoje wady i zalety. Wadą niewątpliwie jest posyłanie pieniędzy w próżnię zwaną ZUSem, gdzie można byłoby je spożytkować w znacznie lepszy sposób. Natomiast te wysokie koszty potrafią być też zaletą – motywują Rękodzielników (co prawda pod przymusem) do utrzymywania wysokiej jakości prac oraz odpowiednio wysokich cen, aby utrzymać przy sobie klienta oraz swoją firmę. Dzięki temu cała branża handmade się stabilizuje, bo powoli znikają z rynku produkty niskiej jakości sprzedawane po kosztach, które nigdy nie powinny być identyfikowane z Rękodziełem. A teraz pomyślmy, że tej firmy nie trzeba byłoby mieć. Co by to zmieniło?

Na pewno zwiększyłaby się sprzedaż prac. Tylko niekoniecznie wzrósłby poziom ich wykonania. Skoro teraz mamy ogromną szarą strefę handmade, gdzie bardzo kiepskie prace sprzedawane są za bezcen to pomyślcie co by się stało, gdyby można było bez ponoszenia żadnych kosztów sprzedawać te prace legalnie. Owszem, jest szansa na to, że Rękodzielnicy, którzy do tej pory nie mogli sobie pozwolić na działalność gospodarczą poszliby po rozum do głowy i pieniądze zaoszczędzone na prowadzeniu firmy zainwestowaliby w materiały czy marketing, po to, by utrzymać wysoką jakość swoich prac oraz optymalną wysokość cen i kreowaliby wizerunek profesjonalnego Twórcy. Jest też szansa na to, że wszyscy rzuciliby się do sprzedaży „na hurraa!!” chcąc sobie po prostu dorobić do materiałów i poziom całej branży handmade spadłby jeszcze niżej niż jest teraz.

Więc czy uważam, że Rękodzielnicy powinni ponosić koszty przy sprzedaży swoich prac? Tak, ale w bardzo niewielkim stopniu. Na pewno należałoby zmniejszyć próg wejścia dla nowych sprzedających Rękodzielników i ustalić jakąś niewielką, stałą kwotę, którą trzeba byłoby odprowadzać, jeżeli chce się legalnie sprzedawać prace. Dzięki temu dużo osób ma szansę na własnej skórze przekonać się jak to jest prowadzić small biznes, a ta niewielka kwota motywowałaby ich do tego, by podchodzić do tematu poważnie.

W tym momencie jedyną taką opcją dla Rękodzielników sprawdzenia się na rynku niewielkim kosztem jest próba pozyskania dotacji na firmę lub skorzystanie z usług Inkubatorów Przedsiębiorczości. W przeciwnym wypadku trzeba od razu zakładać normalną firmę, gdzie dostaje się na twarz pełnym ZUSem i modli się o to, aby w pierwszych miesiącach zarobić na same koszty utrzymania firmy i haracz Państwa. A wtedy okazuje się, że duża część Twórców nie daje rady utrzymać się na rynku i bankrutuje lub w ogóle nie podejmuje tematu i ucieka w szarą strefę. To jest chore i od dawna zabija handmade od środka.

IDZIE ZMIANA NA LEPSZE?

Według mnie powinien być stworzony jakiś system niewielkiego kosztu wejścia do legalnej sprzedaży żeby każdy mógł spróbować swoich sił, ale nie narażał przy tym całego rynku handmade na rozchwianie jakościowe i cenowe.

Jeżeli takiej osobie by się powiodło, zdobyłaby rzeszę klientów i musiała zatrudnić cały zespół – wtedy przechodzi na pełny ZUS czy bóg wie co tam jeszcze i staje się pełnoprawnym graczem w biznesie. Jeżeli wystarcza mu sprzedaż na minimalnym poziomie tak jak na początku – wtedy zostaje przy tej niewielkiej opłacie. Jeżeli sprzedaż nie idzie mu kompletnie – wtedy rezygnuje i nie martwi się o spłacenie kredytu zaciągniętego na prowadzenie firmy.

Wiem, że to brzmi jak utopia. Wiem też, że nie jestem prawnikiem ani politykiem, więc powyższe zasady byłyby zbyt proste żeby mogły wejść w życie. Jednak wiem też, że jak ktoś chce to może zmienić przepisy tak, by Rękodzielnikom łatwiej było funkcjonować na legalnym rynku.

___

Co oznacza zmiana w sprzedaży własnych przetworów dla Rękodzieła? Może zmienić wszystko lub nic. Mam jednak nadzieję na to, że ktoś właśnie zasiał podwaliny do zmiany na lepsze.

Polub fanpage, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach!