Jak nie masz ślubu to nie wynajmę Ci mieszkania – Qrnik #0

7

Jak nie masz ślubu to nie wynajmę Ci mieszkania – Qrnik #0

Z szukaniem mieszkania do wynajęcia jest jak z randkowaniem przez Internet. Jest spory wybór, ale potrzeba dużo szczęścia żeby trafić coś odpowiedniego. Na miejscu może okazać się, że zdjęcie różni się od rzeczywistości, nie wszystko z opisu było prawdą i coś zaczyna brzydko pachnieć.

Od ponad pół roku intensywnie szukałam mieszkania do wynajęcia, tzn. wydzwaniałam po wszystkich ogłoszeniach, chodziłam na pielgrzymki po spółdzielniach, a ze znajomymi witałam się „masz mieszkanie do wynajęcia?“. Kiedy już trafiałam na ciekawe oferty to okazywało się, że piękne zdjęcia próbowały zamaskować stan mieszkania, które jest ruderą lub lokal był w porzadku, ale ukryte koszty doprowadziłyby do rudery stan mojego konta.

NASZ KAWAŁEK PODŁOGI

Znalezienie swoich czterech kątów, do których nie trzeba było znosić chrustu na opał, a koty nie musiałyby w kołowrotkach generować prądu graniczyło z cudem. Najciężej było zimą. Nie wiem dlaczego tak jest, ale kiedy mieszkałam na Dolnym Śląsku to tam również szanse na znalezienie w tym okresie fajnego lokum podobnie jak temperatura były poniżej zera. Uparcie wydzwaniałam pod coraz dziwniejsze numery i rozmawiałam z coraz bardziej podejrzanymi osobami. Ukryte koszty w stylu „opłata czynszu dla spółdzielni“, o których dowiadywałam się dopiero przez telefon przestały mnie dziwić. Nie szokowały mnie dodatkowe atrakcje ukryte pod drobym druczkiem, czyli szeptane do słuchawki oświadczenia typu „w mieszkaniu jest spokojnie, tylko po 21:00 zespół metalowy ma próby, ale coraz lepiej mi idzie“ lub „okolica jest spokojna, tylko czasami mąż tłucze żonę, ale nigdy w trakcie ciszy nocnej“. To co mnie naprawdę zagieło nadeszło wiosną. Topniejący śnieg odkrył odchody nie tylko na chodnikach, ale też w głowach wynajmujących. Wiosną okazało się, że nie tylko opłata czynszu jest warunkiem wynajmu, ale też mój stan cywilny.

Przeglądam mieszkania do wynajęcia i zastanawiam się co ich właściciele mają w głowach. Każdy chce zarobić na wynajmie…

Posted by Qrkoko on Tuesday, March 10, 2015

Problemy głównie były dwa – zbyt wysoka cena lub zbyt daleko od cywilizacji. Niektórzy wynajmujący proponowali mieszkania tak zrujnowane, że namiot oferował bardziej komfortowe warunki i chcieli za nie czynsz jak przy królewskim apartamencie. Natomiast te tańsze były na takim odludziu, że wyjeżdżając z nich do centrum trzeba było brać ten namiot ze sobą i przynajmniej raz biwakować. Jednak największym, a zarazem najdziwniejszym problemem z jakim spotkałam się wśród wynajmujących było ich zbyt niskie poczucie poszanowania cudzej prywatności. Coraz częściej dzwoniąc na ogłoszenie dowiadywałam się, że nie mogę gdzieś mieszkać, jeśli nie mam ślubu!

WYNAJEM W DOBREJ CENIE – KAZANIE GRATIS

Jako posiadaczka dwójki kotów byłam przygotowana na to, że wiele osób odmówi mi z ich powodu wynajmu. Potrafią popsuć meble, czasami hałasować i sporo z nimi problemów jak się nudzą. Jednak nie spodziewałam się, że owym powodem stanie się również mój Przedmąż. Przecież on dba o meble, hałasuje tylko jak chrapie i doskonale potrafi się bawić sam ze sobą. Zwłaszcza od kiedy rozgryzł jak złapać czerwoną kropkę.

Przeżyłam szok kiedy coraz częściej moja rozmowa w sprawie wynajmu przypominała spowiedź i nauki przedmałżeńskie:

– Witam, dzwonię w sprawie ogłoszenia. Czy dwa koty to nie problem?
– Ależ skąd, mogą mieszkać.
– Super! To razem z chłopakiem chcielibyśmy obejrzeć mieszkanie.
– Chłopakiem?! Tak bez ślubu?!! Tylko małżeństwa lub samotne osoby! Bójcie się Boga bezbożnicy!

Chyba coś przegapiłam, ale najwyraźniej do standardów ukrywania informacji w ogłoszeniach doszedł wymagany stan cywilny, tuż obok wymaganej minimalnej opłaty za WSZYSTKO. Ok, rozumiem, że ich mieszkanie to ich (choć dla mnie niepojęte) zasady. Jednak rozmowa mogłaby się zakończyć zwykłym „wynajem tylko dla małżeństw“ bez tego całego nawracania i chlapania mi wodą święconą do słuchawki. Czy ja dzwonię po wynajem mieszkania czy poradę małżeńską? Osobiście kiedy rozmawiam z ludźmi to nie wypatruję na ich dłoni złotej obrączki, która pozwoli mi ich zakwalifikować do lepszej kategorii człowieka. Najwyraźniej wśród wynajmujących standardy kultury obniżają się wraz ze standardem ich mieszkań.

W końcu 15 marca udało nam się wynająć mieszkanie. Nie muszę do niego przemycać kotów ani Przedmęża. I żyjemy tu sobie na kocią łapę. Bezbożnicy. Bezwstydnicy. Bezproblemowcy.

Qrkoko.pl

Polub mnie na Facebooku
I nie przegap wpisów

  • Siostra mojego Gajowego Misiosława próbowała ostatnio wynająć domek na wsi.
    Pierwsze pytanie było, czy ma ślub ze swoim facetem, zaraz skłamała, że planują niedługo wziąć – ma się ten refleks.
    Potem było już tylko śmieszniej.
    Mają państwo dzieci? PROSZĘ UPOMNIEĆ CHŁOPCÓW, ŻE W TYM DOMU NARKOTYKÓW SIĘ BRAĆ NIE BĘDZIE :D
    Ale wygrało i tak to
    „słyszałam, że państwo są myśliwymi? nie życzę sobie aby strzelono z okien do sąsiadów”….no tak, bo przecież myśliwi to chore psychiczne, żądne krwi bestie, które strzelają do wszystkiego co tylko zobaczą…i to przez okna domu =_=

    • Proszę nie strzelać do sąsiadów jak wracają z kościoła!

      • Przy drugim oglądaniu domku babcia spytała, czy szwagierka będzie uprzejma zawiesić firanki w oknach, no bo jak to tak, bezbożnością bez ślubu praworządnych sąsiadów po oczach kłuć…

  • Aleksandra

    Jednym zdaniem ŚMIECH NA SALI. Myślenie starszego pokolenia w opowieściach może przyprawić o głupi uśmiech na twarzy, ale natknij się na taką kiedy twoje nerwy są na skraju wyczerpania. A co z „idę z duchem czasu?”, chyba już pora…

  • Skąd ja to znam…
    Swego czasu odreagowywałam na swoim blogu szukanie pokoju do wynajęcia- okazywało się np. że niektórzy mieli ochotę wynająć pokój na zasadzie” płacisz za media a czynsz w naturze, albo szukało kogoś, kogo może pokierować i „poopiekować się”… masakra. Skończyło się jak dla mnie fajnie, bo zamieszkałam w 3-pokojowym mieszkaniu gdzie w jednym z pokoi mieszkały dwie dziewczyny z trzema kotami, a w drugim-pewien chłopak. Koty były dla mnie plusem, zwłaszcza, że jeden z nich niebawem mnie zaanektował :D
    Miło powspominać stare dzieje…
    Fajnie że udało Ci się znaleźć coś fajnego.

  • No tego to chyba jeszcze nie grali. Zbieram paszczękę z podłogi. O wynajmach, samych wynajmujących i sąsiadach to można pisać i pisać, ale co kogo obchodzi, czy ktoś jest po ślubie, czy nie. Nie ogarniam. Z serii dziwnych pytań to miałam tylko jedną akcję, jak przyjechałam do Wrocławia i rozpoczynałam poszukiwania. Zastrzelono mnie pytaniem: „Ale nie jest pani prostytutką? Bo wie pani, ostatnia co tu mieszkała, to tylko gachów do domu sprowadzała” :D

  • jeszcze lat temu 5 w Białymstoku dało się wynająć mieszkanie 2 pokojowe za 1000zł (już z opłatami) teraz ten tysiąc Polskich Złotych to jest „Prowizja” dla właściciela mieszkania a Rachunki płać sobie sam… Sytuacja jest tak samo idiotyczna przy próbie wynajęcia mieszkania jak i osobnego pokoju, np na studia. Dwa lata temu moja kochana druga połowa szukała pokoju do wynajęcia, jako główny cel postawiła sobie „Aby było tanio”, pokoje poniżej 450zł przypominały bardziej cele więzienne bo właściciele postawili na studentów, a jak wiadomo tym do życia nic nie potrzeba, ewentualnie w tej cenie można było mieszkać z starszą osobą która babciowała na każdym kroku (w negatywnym sensie). Największy cyrk zaczął się jednak gdy po długich poszukiwaniach zaczęło się poszukiwanie pokoi za 500zł(powiedzmy że 5 lat temu tylko płaciło się za pokój w centrum z full opcją). Za taką kwotę można było wynająć zarówno pokój w nowym bloku w miarę blisko centrum, jak i pokój który najlepsze czasy przeżył w latach 70. Ludzie nie mają wyczucia ceny, bardzo często wchodzą na portale ogłoszeniowe i kopiują ceny wynajmu z innych ogłoszeń, w związku z czym naprawdę ciężko o coś dobrego w Białynstoku…