Co zyskałam dzięki Slow Fashion?

0

Qrkoko.pl - Co zyskałam dzięki Slow Fashion?

Oto książka, która tłumaczy dlaczego pośpiech oraz przepych to pierwszy stopień do bałaganu w szafie i głowie. Książka, którą kupiłam w ciemno, bo jej autorka rozjaśniła mi umysł. Książka, która wytłumaczy Wam jak kupować coraz mniej, by wyglądać i czuć się coraz lepiej.

Wiem, że to trudno sobie wyobrazić, ale kiedyś byłam jeszcze mniejsza niż teraz. W czasach licealnych nie miałam powszechnego dostępu do Internetu, bo był skutecznie ograniczany przez firewall inaczej zwany moim bratem, dlatego nikt nie znał mnie jako Qrkoko i wszyscy mówili na mnie „Kurczak”. Któregoś dnia kiedy firewall wprowadził aktualizację zabezpieczeń, czyli zamykał pokój na klucz, dlatego postanowiłam podreptać po inną formę rozrywki. Wybrałam się do osiedlowego sklepu po jakąś gazetę żeby mieć co czytać na grzędowisku. Skubiąc ziarno po drodze obmyślałam plan jak niepostrzeżenie zbudować schody ze sklepowych koszyków, abym nie musiała znów prosić kogoś o ściągnięcie gazety z wyższej półki. Na miejscu problem rozwiązał rozwiązał się sam, bo na widok dostępnej gazety wręcz fruwałam z radości.

Qrkoko.pl - Co zyskałam dzięki Slow Fashion?

To była polska gazetka o modzie, w której znalazłam artykuł o szafiarkach. Na zdjęciu stylizowanym na „Sex and the City” było kilka dziewczyn ubranych jak na karnawał, które przechodziły przez pasy. Chwyciłam za pismo i radośnie pobiegłam do domu gubiąc za sobą pióra. Odkryłam swoją nową fascynację: blogi szafiarskie. Wydziobałam brata z pokoju i zaczęłam je czytać tak długo, aż komputer zaczął się przegrzewać, a po pokoju roztaczał się zapach kurczaka z rożna. Wtedy z tych wszystkich dziewczyn najwięcej czytałam jedną – Style Digger. Po kilku latach trochę rzeczy się zmieniło. Podrosłam na tyle, że już sama potrafię ściągać rzeczy z wysokich półek (o ile wysoko podskoczę). Mam już własny komputer i to teraz ja blokuję dostęp do Internetu (a Przedmąż do dziś próbuje rozgryźć blokadę rodzicielską). Jednak jedna rzecz pozostała niezmienna – nadal czytam Style Digger z wypiekami na twarzy tak wielkimi, że podnosi się poziom cukru we krwi. Dlaczego? Bo blog Joanny był ze mną przez całe życie – obserwowałam jak dorastał, zmieniał się i rozwijał – a ja razem z nim :)

NAMACALNY INTERNET

Uwielbiam kiedy moi ulubieni twórcy wydają swoje książki. Czuje wtedy pewnego rodzaju dumę, podobną do tej kiedy Przedmąż zjada całe warzywa z obiadu bez grymaszenia. Moja biblioteczka jest pełna pozycji od osób, które wcześniej czytałam lub oglądałam tylko w Sieci. Teraz mam ich namacalne dzieło w rękach i mogę je zabrać ze sobą wszędzie – na spacer, do łóżka czy do kąpieli. Kiedy idę na miasto z książką to mogę powiedzieć mamie, że wychodzę ze znajomymi i wtedy prawie nie kłamię! Jak dowiedziałam się, że Joanna wydaje swoją pierwszą książkę „Slow Fashion” to kupiłam ją szybko i bez zastanowienia, zniecierpliwiona czekałam na kuriera, a jak dorwałam ją już w swoje skrzydełka to… odłożyłam na półkę i postanowiłam poczekać.

SLOW LIFE

Kiedy w Sieci zaczęły pojawiać się pierwsze recenzje książki ja z lekturą dalej czekałam. Czułam się jakbym siedziała na szpilkach, co bardzo odpowiadałoby rzeczywistości, bo potrafię w nich przejść się tylko do najbliższego krzesła. Cierpliwie czekałam z przeczytaniem książki. Nie wiem czy za poważnie wzięłam do serca słowo „Slow” z okładki czy nie chciałam podchodzić do tej pozycji z gorącą głową. Postanowiłam, że poczekam na chwile spokoju w moim życiu, by chwile z książką były naprawdę celebrowane. Nie chciałam żadnego czytelniczego fastfoodu i czytania na szybko po kątach. Jednak jak już przygotowałam się do uczty to pochłonęłam książkę jednym kęsem. Choć przeżuwałam bardzo dokładnie, bo aż przez 8 godzin. Dlaczego tak długo? Bo co chwilę musiałam odkładać książkę, kiedy wiele kwestii wymagało porządnego przemyślenia. Trochę większego niż zdecydowanie czy na śniadanie zrobię musli czy owsiankę.

SLOW FASHION

Nie mam zamiaru streszczać o czym jest książka, bo łatwo się tego domyśleć po samym tytule. Spoiler ode mnie będzie tylko jeden – od początku do końca jest bardzo merytorycznie. Choć Joanna wrzuca czytelnika na głęboką wodę refleksji, to nie ma tu zbędnego lania wody, więc każda rozsądnie myśląca osoba złapie nurt myślenia autorki i utrzyma się na powierzchni. Z książki można wynieść o wiele więcej niż świadome kreowanie swojej garderoby.  Jeżeli zajrzycie nie tylko w głąb szafy, ale też w głąb przemyśleń Style Digger to odnajdziecie wiele rad, które można przenieść na całe swoje życie.

Sama definicja celebrowania codzienności nie jest mi obca, bo od lat propaguję coś co nazywam Slow Craftem, czyli porady Joanny przełożyłam na mój rękodzielniczy świat. Wydawało mi się, że skoro jestem świadoma tego przesłania to potrafię dopasować je do każdego aspektu mojego życia. I tak jak moje życie jest mniej lub bardziej poukładane, a w mojej pracowni każdy koralik i włóczka ma swoje miejsce, tak moje przekonanie o pełnej świadomości okazało się być szyte grubymi nićmi kiedy tylko otworzyłam swoją szafę. Zamiast strzeszczać Wam książkę, opowiem Wam jak ona wpłynęła na moje postrzeganie mody i co zrobiła z moimi ubraniami.

DAWNO TEMU W QRNIKU

Kiedyś nosiłam rozmiar 40. W połączeniu z moim niewielkim wzrostem wyglądałam jak pączek do tego stopnia, że kiedy po długiej nieobecności odwiedzałam rodzinne strony to każdy witał mnie tam słowami „przytyłaś”. Chociaż od tamtej pory minęło kilka lat, a ja już spokojnie mieszczę się w rozmiar 36 (czasami nawet w 34, przy dużym bezdechu) to nadal mam masę ubrań, które są na mnie o wiele za duże. Przez długi czas wmawiałam sobie, ze to modny Oversize, choć tak naprawdę przez stos luźnych szmatek próbowałam ukryć ciało, z którego wciąż nie byłam zadowolona. A przez to, że głównie zaopatruje się w lumpeksach zgodnie z zasadą „jak tanie to szkoda nie kupić”, więc często brałam rzeczy, które zupełnie do mnie nie pasowały. Czasami było to coś w dziwnym kolorze, innym razem w fasonie niszczącym moją figurę. Kupowanie przypadkowych ubrań uważałam za terapię, choć teraz wiem, że popadałam przez to w coraz większą rozpacz.

Qrkoko.pl - Co zyskałam dzięki Slow Fashion?Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przeczytaniu książki Joanny to przemyślałam swój styl. Próbowałam przeglądać swoje zdjęcia z ostatnich kilku miesięcy będąc przekonana, że znajdę tam misz-masz wzorów, kolorów i krojów, skoro moja szafa pękała w szwach. Chwilę później to ja pękałam ze śmiechu, bo okaząło się, że zazwyczaj chodziłam w tym samym, w czym czułam się dobrze. A co z resztą ubrań, które zalegały mi w szafie? Część z nich szlochała z samotności, a część śmiała się ze mnie na spółkę z molami, bo wiedziała, że wyrzuciłam pieniądze w błoto. Wtedy postanowiłam wyrzucić coś ostatni raz i ku uciesze moich kotów wywaliłam wszystko z szafy na podłogę.

 

Ps. Koty mają raj Pss. Skarpetki w serduszka wymiatają. #slowfashion #skadjatomam @joannaglogaza

Film zamieszczony przez użytkownika Agata Garbowska (@qrkoko)

Zaczęłam dzielić rzeczy na kupki. Na jednej – ubrania za duże, które uchowały się dzięki wymówce mody na Oversize. Na drugiej – ubrania, które od czasu zakupu nigdy nie miały ze mną swojego pierwszego razu. Na trzeciej – ubrania z finału Randki w ciemno – choć były ładne to okazało się, że do siebie nie pasujemy. Na czwartej, najmniejszej – ubrania, które były dla mnie jak druga skóra. Podczas segregacji musiałam się bardzo pilnować, by nie dołączyć do piątej kupki – jako ta nieszczęścia.

Ciężko było mi się pozbyć ubrań. Sądziłam, że mam dobrze skompletowaną szafę, do czasu, gdy z przerażeniem znalazłam 4 bluzeczki odsłaniające brzuch, których nie nosiłam nawet do spania. Do tego kilka wzorzystych spodni za dużych o dwa rozmiary, swetry tak wielkie, że ginęłam w nich jak Atlantyda i wiele innych szatańsko nie pasujących rzeczy, na widok których zastanawiałam się „co mnie podkusiło?”. Chociaż wiedziałam, że oddam je potrzebującym to długo przekonywałam sama siebie, że mogę z nich zrobić jeszcze wiele stylizacji. Usiadłam wtedy na ubraniach, przygniatając jednego z kotów, który zrobił sobie w nich bazę i próbowałam sobie przypomnieć jak wyglądały moje poranki. Zanim doszło do przymusowej diety Przedmęża praktycznie nie jadałam śniadań. Malowałam się byle jak, a poranne wybieranie ubrań było moim koszmarem. Czasami wydawało mi się, że śnię na jawię, bo naprawdę źle znoszę wczesne wstawanie, dlatego najczęściej stawałam przed szafą pełną kiepskiej jakości ubrań i ze złością brałam to co pierwsze z niej wypadło.

Qrkoko.pl - Co zyskałam dzięki Slow Fashion?Postanowiłam to zmienić i po pierwszej przebiórce ubrań od razu zrobiłam drugą. Systematycznie pozbywałam się ubrań, uświadamiając sobie jak bezsensownie brzmiały moje wymówki, by je zostawić. Kiedyś przekonałam siebie, że sukienka ze sztucznej skóry przyda mi się na Halloween. Tylko, że nigdy w życiu go nie obchodziłam, a w strój przebierałam się tylko jak kończyło mi się zwolnienie lekarskie z wychowania fizycznego lub wprowadzono mundurki szkolne. Choć było mi ciężko jak pozbywałam się zbędnych ubrań, bo dźwigałam kilka kilo worków, to na duszy zrobiło mi się lżej. Jednak wracając do szafy spojrzałam na nią z lekkim niepokojem. Wszystko co w niej zostało zmieściło się na kilku wieszakach. Koty były wkurzone, bo zdążyły wybudować w szmatkach całą metropolię, ale ja mimo to poczułam spokój i kazałam im eksmitować z tego co mi zostało.

MOJE OBAWY…

Książka „Slow Fashion” pozwoliła mi spojrzeć trzeźwym okiem na to, w co się ubierałam. Wkładam wiele serca w swoje prace, ale na własne życzenie je łamałam, gdy za tło do zakładanej biżuterii posłużył mi przypadkowo wybrany strój. Dostosowałam się do wszystkich rad Joanny. Dowiedziałam się jaki mam typ urody i byłam w szoku, że nie jest to „ziemniak”. Z radością odkryłam, że wykorzystując tylko kilka sztuk odzieży jestem w stanie lepiej się ubrać. Bardziej świadomie robię zakupy i nie zadowalam się byle czym, byle tylko szybciej wyjść ze sklepu. Stworzenie sukienki, na którą poświęciłam kilka tygodni teraz było dla mnie prawdziwym celebrowaniem chwil :)

Qrkoko.pl - Co zyskałam dzięki Slow Fashion?

Po zredukowaniu szafy bałam się, że będę oceniana w stylu „ona chodzi ciągle w tym samym”. A stało się tak jak pisałam Style Digger – nikt mnie nie wyśmiał, że w jednym tygodniu założyłam dwa razy te same spodnie. Moje poranki stały się łatwiejsze. Nadal nie znoszę stawania, ale przynajmniej po szybkim śniadaniu mogę przejść do szybkiego wybierania ubrań, dzięki czemu grymas zmęczenia zastępuje uśmiech, bo mam pewność, że biorę coś w czym czuję się dobrze.

… WRZUCIŁAM NA DNO SZAFY

Co zyskałam dzięki Slow Fashion? Przede wszystkim cenną wiedzę. Kilka godzin mile spędzonych nad książką nauczyło mnie trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Potrafiłam odmówić sobie kupna koralików, które choć były ładne to zupełnie mi zbędne, ale nie radziłam sobie z odmówieniem zakupu kolejnej koszulki w paski. Aż do teraz :) Dzięki książce wiem jakie kolory do mnie pasują i w którą stronę powinnam rozwijać swój styl. Nauczyłam się krytycznie patrzeć na jakość ubrań i nie kupować wszystkiego tylko dlatego, bo jest na wyprzedaży w lumpeksie. Oduczyłam się kupować rzeczy do przeróbki, skoro od kilku lat nie przerobiłam ani jednego stroju. A poza tym dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, które po gruntownym przemyśleniu będę mogła w przyszłości przenieść na Rękodzieło.

KSIĄŻKA DOPASOWANA DO MNIE

Minął miesiąc od kiedy przeczytałam „Slow Fashion” i wprowadziłam według niej zmiany do swojego życia. Przez ten czas nie kupiłam sobie ani jednej rzeczy do ubrania. Choć miałam kilka prób i znalazłam sporo ładnych ubrań to umiałam spojrzeć na nie krytycznie i wiedziałam, że nie do końca do mnie pasują: zły rozmiar, zły kolor, zły styl. Potrafiłam spokojnie odłożyć je na wieszak i wyjść ze sklepu nic nie kupując. Nawet wtedy jak cena była korzystna. I czuję się z tym lepiej, niż gdybym wyszła obładowana kilkoma siatkami ubrań, których nigdy nie założę. Dlatego polecam książkę Joanny wszystkim osobom, które nie tylko chcą odnaleźć swój styl, ale też spokój ducha :)

.