Seks, kościół i kuweta – nasz pierwszy raz na Stand Up

15

Qrkoko.pl - Nasz pierwszy raz na Stand Up

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się z Wojciechem do pubu na stand-up. Mimo, że lokalizacja nie bardzo nam odpowiadała to poszliśmy, bo nigdy nie widzieliśmy stand-up’u na żywo. I o mało byśmy go dalej nie zobaczyli, bo w pubie zgubiliśmy się dwa razy. W dodatku ja prawie zabiłam się na schodach uderzając torebką w automat z gumami nie do żucia. Kabaret dopiero się zaczynał.


– A jak w tym Stand-upie chodzi o to, że to my będziemy stać?
– To wtedy wyjdziemy.
– Ale już zapłaciliśmy.
– To zostaniemy, ale nie będziemy się śmiać.

Ostatni raz byłam w pubie jak miałam jakieś 16 lat. Ciocia, która mnie tam zabrała dbając o moje dobro kupiła mi tylko Colę. Po 7 latach miałam deja-vu, tylko zamiast cioci był Wojtek, który dał się namówić barmanowi na piwo z beczki. Ciasno, ciemno, głośno i duszno – do tej pory wszystko się zgadzało. Wizję z przeszłości zakłócił widok WiFi. Dzisiejsze puby stworzyły idealne warunki do życia hipsterom i blogerom. Połowa gości relacjonowała online cały występ, a reszta pod stołami lajkowała swoje statusy. Stand-up’erów nikt nie słuchał.

Show zaczęło się z opóźnieniem i od razu kazali nam wstawać, siadać, znowu wstawać, kręcić się w miejscu i przybijać piątki pierwszej lepszej osobie. Ja trafiłam w rękę chłopaka, którego dziewczyna zmyła mu za to głowę.

– Czemu przybiłeś jej piątkę? Znasz ją? Kto to jest? Podoba Ci się?

Wojtek nie miał komu przybić piątki, a kiedy chciałam go poratować nie trafił w moją rękę. Ucieszyliśmy się, że to już koniec aktywności fizycznych na ten wieczór i można w spokoju usiąść i napić się piwa. Zaczęło się właściwe show.

Posypały się obleśne i chamskie żarty o księżach, policji, autobusach, sex shopach i kotach – czyli wszystko, co lubimy najbardziej. Stand-uperzy dwoili się i troili żeby rozbawić publiczność, chociaż wystarczyłoby, że opowiedzą co u nich ostatnio słychać – zebrana na widowni rodzina i tak z chęcią by ich wysłuchała. Niepotrzebnie oglądaliśmy wcześniej ich występny w Internecie, bo niektóre dowcipy się powtarzały. Za to najbardziej emocjonującym punktem programu było poszukiwanie czystej toalety mając pełny pęcherz. Nie miałam pojęcia, że można aż tak rozwadniać piwo, które tak szybko chce wracać z powrotem.

Show się skończyło, wieczór dobiegał końca, a ja prawie go zakończyłam na ostrym dyżurze, po raz kolejny ześlizgując się ze schodów. Kiedy życie przelatywało mi przed oczami zorientowałam się, że nie było w nim wyjść do pubów czy na dyskoteki i wcale tego nie żałuję. Nie muszę nigdzie wychodzić by zobaczyć jak ktoś sra i rzyga tam gdzie je i pije. Od tego mam koty.

  • Okem

    Nie byłam na standupie, ale chętnie się wybiorę xd

  • Mikael

    To do jakich ty pubów chodzisz?? Lepiej iść gdzies na deptak, drożej ale dbaja o czystość.

    • Byliśmy na Warszawskiej niedaleko Hotelu Branickich. Więcej tam nie pójdziemy. Chcemy sprawdzić jeszcze „Sherlocka”, który się otworzył w centeum właśnie :)

  • Wera

    Miałam się tam wybrać, ale odstraszyło mnie miejsce. Wole kawiarnie, bo w barach smierdzi!

  • modelina_ona

    te slodycze to sa z modeliny???

    • To akryl. Do kupienia w sklepie, w którym pracuję.

  • Cryshtoff

    Znam Bękarty, nawet śmieszni jak nie powtarzają żartów

  • Vita

    Ciekawi mnie ten żart o kocie, bo nie mogę sobie tego dopasowac do reszty tematow.

    • Chodziło o to, że opowiadający niechcący przejechał kota mamy i podkładał różne rzeczy do kuwety, żeby ta się nie poznała :)

  • Obruszona

    Ja chodzę tylko do angielskiego pubu w moim mieście. Fajny klimat i nie ma bandy pijaków co sikają na deski. I nie wiszą automaty z gumkami na ścianach. to obrzydliwe! To baru chodzę się spotkać ze znajomymi a nie szukać okazji

  • Natalia

    Byłam tam i chyba cię widziałam! To wy siedzieliście przy samych schodach? Ja byłam w rogu i ciągle mi przeszkadzala ta duża grupa, bo ten brodaty przedstawił ich jako rodzinę.

  • Pobruszka

    Ja również stronię od pubów, barów, dyskotek itp. Jestem raczej dziewczyną bibliotek :)

  • Ja nigdy nie byłam na dyskotece. Lubię czasami wyjść do jakiegoś baru, ale nie lubię tłumu i piję tylko herbatkę. :D Stresuję się przy głośniej muzyce. Myślałam, ze ja jestem jakaś nienormalna, że nie lubię takich miejsc. Mój były facet uważał, ze jestem pier… bo nie chodzę na imprezy. Po prostu każdy jest inny i każdy co innego woli, niektórzy ludzie nie potrafią pojąć.

    • To dobrze, że ten facet jest już były, bo z takimi poglądami pasuje idealnie do zapuszczonych barów. Ja takie przybytki omijam z tych samych względów, które wymieniłaś. Jeżeli już jakieś odwiedzam to w konkretnym celu typu spotkania czy występy. Za to oddałam serce kawiarniom i herbaciarniom!