Oto gazetka, która przypomina mi chipsy. Piękna z zewnątrz, ale pusta w środku.

Kiedy wielu z Was spytało mnie czy widziałam już nową gazetę o robótkach na drutach zaświeciły mi się oczy. I to wcale nie przez moją wadę wzroku. Po prostu moje sokole oko (sokół to taka latająca kura) dostrzegło w niej potencjał. Na polskim rynku rękodzielniczym mało jest gazet o drutach, które zawierałyby nie tylko rzetelną wiedzę, ale byłyby też opakowane w piękną formę. „Simple Stylish. Robótki na Drutach” z pewnością przyciągnęły mój wzrok piękną okładką, więc szybko zdecydowałam się na zakup. Pomyślałam, że będzie udany skoro mam już jako taką wiedzę i chęci od nauki. Niestety sama gazeta do udanych nie należy, bo tu na dobrych chęciach się skończyło.

MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA?

Z przykrością muszę stwierdzić, że dzieci z tego nie będzie. Chociaż okładka wpadła mi w oko, tak sam sposób zapakowania gazetki jest tak zły, że aż w gałki szczypie. Wielki kawałek kartonu, do którego przymocowana jest gazetka i materiały jest tak cienki, że strach go było trzymać w rękach, bo gibał się na wietrze. W dodatku samą gazetkę łatwo było od niego oderwać. Niosło się to niewygodnie i generalnie wyglądało to kiepsko. Nie wiem dlaczego zdecydowano się na takie rozwiązanie. Może po to żeby optycznie zwiększyć zawartość? Jednak chyba taniej i wygodniej byłoby przymocować materiały bezpośrednio do gazetki i zapakować to w folię, zamiast bawić się w wielką rozkładówkę z kartonu, który rwie się w rękach.

Udało mi się dotrzeć do mieszkania z gazetą w jednym kawałku. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po rozpakowaniu to wypadające ulotki reklamowe. Jedną z nich była propozycja prenumeraty, która jest tak nieczytelna, że oferty z Telezakupy Mango wypadają przy niej bardziej wiarygodnie.

– zamów prenumeratę a otrzymasz 5 prezentów
– od 3 numeru masz 25% taniej
– OFERTA PREMIUM! jak dopłacisz 2,99 zł do każdego numeru, ale dopiero od trzeciego to dostaniesz zestawy do poduch
– jak zaznaczysz okienko to dostaniesz segregator co 15 numerów po 19,99 zamiast 24,99

4 strony opisujące prenumeratę, praktycznie każde wolne miejsce wykorzystane przez jakaś informację, która powtarza się na kilku stronach, a ja już dawno się pogubiłam ile zapłacę, co dostanę za darmo, a co za dopłatą. Wszystko to wygląda na bardzo grubymi nićmi szyte. Ludzie, starczy tych informacji! To nie bilbord reklamowy, gdzie prezes chce wykorzystać każdą wolną powierzchnię, więc walnij mi tu pan jeszcze mapkę dojazdową. Oferta prenumeraty ma wzbudzić moje zaufanie i mieć jasny przekaz – zapłać wcześniej, a dostaniesz szybciej i taniej. Po co robić jakieś prezenty za dopłatą?

Kiedy udało mi się wydostać z tej masy ulotek i złapać oddech, otworzyłam gazetkę i znowu brakło mi tchu. Tego braku logiki w działaniach jest więcej.

KIEPSKIE ROZMIESZCZENIE TREŚCI

Gazetka od razu pokazuje, że się z nami nie będzie patyczkować. Już od pierwszych stron czytelnik dostaje w twarz pełnym projektem, bez żadnego sparingu, rozgrzewki, gry wstępnej czy wprowadzenia do techniki. Co taka zdziwiona? Myślałaś, że to miejsce dla amatorów co pierwszy raz łapią za druty? No tak, miałaś prawo tak pomyśleć, skoro zapowiada to jedna z wypadających ulotek:

„Simple Stylish. Robótki na Drutach” jest również niezwykle proste. Nawet jeśli nigdy wcześniej nie miałaś w ręku drutów, teraz nauczysz się, jak za ich pomocą wyczarować cuda!

Co prawda projekt jest banalny, bo to tylko prostokąt na drutach, ale gdzie są jakiekolwiek wyjaśnienia? Cokolwiek przydatnego dla początkujących? Co? Jest? Gdzie? Aaaa, ok… Dopiero 11 stron dalej.

Tu przechodzimy do sedna problemu, czyli złego rozmieszczenia treści. Cała gazetka składa się z sekcji, które można potem wyrywać i kompletować w segregatorze. Tylko, że to nie zwalnia z odpowiedzialności prowadzenia kolejności lekcji, stopniowego wprowadzania w tajniki techniki i skalowania stopnia trudności. Tutaj ktoś machnął na to ręką, zamieszał kociołkiem i zostawił do wystygnięcia. Przez to nauka z tej gazetki przypomina oglądanie telewizji – skaczemy po kanałach szukając czegoś ciekawego.

Od pierwszych stron uczymy się całego projektu, ale żeby nowicjusz mógł się do niego zabrać musi przejść na 11 stronę, gdzie dopiero zaczyna się nauka ściegów. Chwila, chwila, ja przecież nie wiem jak nabierać oczka! A to przerzuć kolejnych 8 stron dalej, gdzie będzie to wytłumaczone. Cała gazetka jest skonstruowana od końca pleców strony, bo powinna zaczynać się od podstaw, czyli wyjaśnienia w jaki sposób nabierać i przerabiać oczka, dopiero później można rozpisać ściegi, a na samym końcu przedstawić projekty. To niby szczegół, ale dla początkujących bardzo ważny. Kiedy zaczynamy uczyć się nowej techniki to musimy zabrać się do tego odpowiednio już od samego początku, by nie wyrobić sobie złych nawyków i żeby w połowie nauki nie zorientować się, że wszystko umiemy źle. To potrafi bardzo zrazić do całego Rękodzieła. Dlatego tym bardziej mnie wkurza ten nielogiczny układ treści, skoro nie było żadnego powodu, by nie ułożyć tego poprawnie.

PROJEKTY

Można się było spodziewać, że w pierwszym numerze będą bardzo proste. Otoczka na kubek, szalik i pokrowiec na tablet to coś co w całości opiera się na pozszywanych ze sobą prostokątach. To akurat oceniam na plus, bo jest łatwo i przejrzyście. Chociaż i tu mogę się trochę doczepić do zawartości wyjaśnień. Poziom projektów jest super łatwy, co nie znaczy, że początkująca osoba nie może się w nich pogubić. A to jest bardzo prawdopodobne kiedy dostaje wyłącznie 4 zdjęcia i 3 podpunkty instrukcji. Taki strzępek informacji może być niewystarczający do nauki dla kogoś to po raz pierwszy zanurzy się w głębię drutów. Zwłaszcza kiedy musi się co chwilę wynurzać i przepływać przez zeszyt kilka stron dalej żeby dowiedzieć się czym są te oczka prawe, którymi musi zrobić 26 centymetrów ocieplacza.

Podobnie skrócony jest opis szalika, który sąsiaduje z zupełnie niepotrzebnym tutorialem na nawijanie kłębka. Po raz kolejny mamy tu do czynienia z błędem źle wykorzystanego miejsca. Dopiero kolejny projekt na pokrowiec dostaje więcej stron, ale mimo tego, że ja się w nim łapię to jednak ciężko mi uwierzyć, że ktoś zielony w dzierganiu da sobie radę.

VADEMECUM DZIEWIARKI?

Coś co większość z Was interesuje najbardziej, czyli czy wyniesiecie z gazetki podstawowe informacje dla początkujących miłośników dziergania? Niestety, już prędzej Was wyniosą na noszach jak zasłabniecie z nerwów, bo i na tym polu według mnie jest kompletna klapa. To znaczy same wyjaśnienia są dla mnie ok, ale nie dla osoby, która z drutami dopiero zaczyna. A przecież do takich osób skierowane są „Robótki na Drutach”.

Czego się dowiaduję z ramki pt. „Jak trzymać druty i włóczkę?”. Tego, że mogę trzymać je tak jak chcę. Super, dzięki za info! Coś co mogło zostać streszczone w jednym zdaniu tutaj zajmuje pół strony, która i tak jest zapchana niepotrzebnymi informacjami. Pamiętacie o złym zarządzaniu treścią?

Jednak jestem wytrwała i dotarłam do nabierania oczek. Mając w pamięci to, że weszłam teraz w rolę dziewiarki-dziewicy i podchodzę do materiału jakbym była zupełnie zielona, czytam:

Każdą robótkę na drutach zaczyna się od nabrania oczek. Jest na to wiele sposobów, z czasem po-znasz je wszystkie. Jako pierwszą wypróbuj metodę łańcuszkową – jest podobna do przerabiania oczek prawych.

Tylko, że ja nie wiem czym są oczka prawe i jak się je przerabia?! Dlaczego naukę nabierania oczek buduje się na przekonaniu, że wiemy już czym są oczka prawe? To tak jakby uczyć dzieci czytać, zakładając, że każde z nich potrafi już pisać. Na szczęście nabieranie oczek czy przerabianie ich na prawo lub lewo jest już wyjaśnione w miarę jasno.

Chociaż i tu mój wewnętrzy chochlik uczepi się jeszcze jednego zdania:

Pamiętaj tylko, że zawsze należy przenosić oczka z lewego drutu na prawy.

No kurdę, nie. Bo istnieje coś takiego jak „reverse knitting” gdzie właśnie robi się na odwrót. Nie należy on do podstaw i raczej nie zastosują go początkujący w dzierganiu, co nie zmienia faktu, że coś takiego istnieje, jest stosowane i bardzo wygodne. Nie wiem po co wprowadzać rękodzielników w błąd?

Znalazłam też dopisek na drugiej stronie okładki, że:

Sposób trzymania włóczki (…) nie ma wpływu na opisywane w zeszycie techniki (…).

Czyli coś co ponownie wprowadzi osobę początkującą w błąd, bo jeżeli będzie się opierać na zdjęciach i nie doczyta schowanego w gazetce zdania, że nie powinna tego robić, to się nie nauczy poprawnie. Będzie trzymać nić nienaprężoną i to nie w tej dłoni co powinna. Jak dla mnie to ogromny minus. Próbowałam nawijać włóczkę na prawy palec wskazujący i dalej przerabiać oczka z lewego drutu ściągając je na prawy – no kurde, nie dało się.

Nie podoba mi się też zdanie:

Rzadko wykonuje się dłuższe sekwencje oczek lewych, przeważnie pojawiają się one naprzemiennie z oczkami prawymi.

Dlaczego mi się nie podoba? Ponieważ również jest nieprawdziwe. Nie wiem na jakiej wiedzy opierali się twórcy przewodnika, ale oczka lewe bardzo często występują samotnie, nie tylko jako skrzydłowi oczek prawych. Ogólnie rękodzieło (w tym i dzierganie) ma to do siebie, że możesz sobie robić jak chcesz i mieszać style dowolnie, więc nie widzę sensu we wklepywaniu do głów osób początkujących takich zdań. Z góry wymuszając na nich określone nawyki, to trochę zabija kreatywność, bo jeżeli ktoś się nie zna to uwierzy poradnikowi, że tak się nie robi i już.

DODATKI

Przejdźmy do czegoś pozytywnego. Do tego numeru dostajemy dwa motki włóczek (50% akryl, 50% wełna), igłę i parę drutów (4mm). Za 5 zł to niezły biznes. Jakość włóczek określam na dobrą, jednak moje druty miały kilka zadziorów, które musiałam zaatakować pilniczkiem, bo inaczej zaciągałabym o nie robótkę. Za taką cenę mały defekt jest do wybaczenia. Jednak wiecie jak to jest – pierwsza działka gratis lub tanio. Trzeba jakoś zachęcić do dalszego kupna. W kolejnych numerach pewnie nie będzie tak dobrze, za to na pewno będzie drożej. W tym numerze jest ok. Dodatki są super i kupiłam dwie gazetki, żeby mieć ich więcej. Zwłaszcza, że małym drukiem w tym wydaniu dowiadujemy się, że „cena numeru 1. jest ceną promocyjną”.

WRAŻENIA ESTETYCZNE

Całość wygląda ładnie. Zdjęcia są dobrej jakości, a druk jest wyraźny. Nie ma się do czego przyczepić. Chociaż jest to przedruk, to został przetłumaczony tak, że można go spokojnie zrozumieć. Dziwiło mnie tylko to, że na każdym zdjęciu osoba dziergająca ma tak dziwnie przełożoną włóczkę przez palec wskazujący – jakim cudem ona dzierga, skoro nić nie jest naprężona? I jakim cudem ona ma przełożoną nić przez prawy palec, a nie lewy?

PODSUMOWANIE

Czytam jeszcze raz to wszystko co napisałam i przecieram oczy ze zdziwienia, bo ja Wam ten numer polecam kupić. Głównie z jednego powodu – przesadnie niską cenę. Za 5 złotych się opłaca. Może dałabym nawet 10. Jednak gdyby kosztował 20 zł (a tak będzie od trzeciego numeru) to nie zaryzykowałabym.

Pierwszy numer nie przekonał mnie do wydawania więcej niż 10 złotych na kolejne numery. A już na pewno nie zachęcił mnie do prenumeraty. Chyba nie takie były założenia „Robótek na Drutach”. Chaotyczne rozmieszczanie instrukcji, wprowadzanie w błąd i ogólny rozgardiasz pomiędzy stro-nami to coś co mnie bardzo negatywnie nastawiło do dalszych zakupów.

Jednakże ten numer kupujcie w ciemno. Nawet jak macie do niego nigdy nie zajrzeć to dostaniecie włóczkę w dobrej cenie i druty do pierwszych ćwiczeń. Wykupujcie zapasy póki mają i są po piątaka. Przy kolejnych numerach zastanówcie się podwójnie, albo poczekajcie aż ja się przełamię, kupię i dam Wam znać czy warto.

Jeżeli chcecie się nauczyć porządnie dziergać to zdecydowanie polecam Wam zeszłoroczny dodatek od Mollie Potrafi, gdzie za 20 zł (czyli cenę RnD od trzeciego numeru) dostajecie całe kompendium wiedzy ułożone systematycznie i wg. poziomów trudności. Śmiało kupujcie!

Wiedzieliście, że w tym roku będzie dodatek o szydełkowaniu?!

Nie wiem czy to ten rynek gazet jest tak wtórny i skostniały czy może to ja mam déjà vu, ale koja-rzę, że kiedyś podobna seria była już w sprzedaży. Ciągle mam przeczucie, że już kiedyś trzymałam w ręku gazetkę o dzierganiu, gdzie z każdym kolejnym numerem miałam dorabiać kolejny kwadrat do kolekcji, by na końcu zrobić z nich pled. Tylko wtedy odłożyłam je na półkę, bo uznałam, że nie warto.

 

  • karma

    Wielkie dzięki za recenzję! Po ten egzemplarz lecę, a do następnych tak jak piszesz – z dystansikiem :D

    • Póki co to jest chyba najlepsze rozwiązanie :)

  • Adam Koper

    Wow, obszerna analiza :) Dzięki za to co robisz, dzięki Tobie rękodzielnicy nie wpakują pieniędzy w błoto

    • Nie ma za co :) Taka moja rola – dbać, by Rękodzielnicy mieli więcej kasy na materiały :D

  • klejmotek

    Było o szydełkowaniu z perspektywą pledu, było. Recenzowałam na klejmotku. Co do tej gazetki – cóż, tego się spodziewałam. Hajs, hajs, hajs, czyli krótka recenzja serii kolekcjonerskich…

    • Też mi się wydaje, że to jest odgrzewany kotlet. A co do recenzji to muszę do Ciebie zajrzeć i odświeżyć sobie pamięć :)

  • Kuferek z pasją

    Bardzo dziękuję za tak wyczerpującą recenzję. Właśnie się zastanawiałam czy warto zakupić tą gazetkę i czy jako osoba totalnie zielona w kwestii drutów nauczę się ślicznie dziergać. Gazetkę kupię że względu na włóczkę ale po naukę pójdę do siostry :)

    • Ewentualnie możesz zakupić dodatek do Mollie, bo z niego też się nauczysz. Ja nie mam siostry, więc muszę radzić sobie w ten sposób :D

  • Też kupię, ale dla samej włóczki, oczywiście jak będzie w moim wsiowym kiosku :)

    • Ja swoją kupiłam w Empiku, więc tam też możesz sprawdzić w razie czego :)

  • Idaadi

    Zgadzam się prawie całkowicie :). Istnieją różne metody dziergania i nie zgadzam się, że ten pokazany w gazetce jest zły. Ten, którym prawdopodobnie Ty robisz nazywa się kontynentalny i nitkę trzyma się lewą ręką. Sposób pokazany w gazetce jest też jak najbardziej poprawny i nitkę trzyma się w prawej ręce. Nazywa się on chyba angielski, ale nie jestem w 100% pewna. Po wejściu na stronę podawaną na wszystkich ulotkach można znaleźć filmiki przedstawiające ściegi z gazetki, które są takie same jak na zdjęciach. Widać więc, że gazetka została przetłumaczona z angielskiego, a zdjęcia niedopasowane do polskich odbiorców :)

    • Masz rację :) Z góry założyłam, że tłumacze przyłożyli się do swojej pracy przynajmniej w takim stopniu, aby przedstawić popularną w Polsce metodę dziergania (europejską lub tak jak mówisz kontynentalną). Osobiście uważam, że jest ona dużo łatwiejsza od tej drugiej przedstawionej na zdjęciach (szczególnie dla początkujących). Niestety nigdzie w gazetce nie znalazłam wzmianki o tym, która to jest metoda i z góry założyłam, że to będzie ta bardziej popularna. Dzięki za uzupełnienie :)

      • Joanna Musielak-Trojan

        Tak samo jest w dodatku Mollie, włóczka jest trzymana z prawej strony i też nie jest wspomniane, że to jeden ze sposobów trzymania. Wiem, bo wprowadziło u mnie lekkie zamieszanie, musiałam się konsultować w grupie dziergającej na drutach.

        • Faktycznie, właśnie sprawdziłam i nie ma o tym wzmianki, ale też na zdjęciach nie widać rąk, więc czytelnik nie jest wprowadzany w błąd poprzez chociażby niepoprawne trzymanie włóczki. Jednak co ważniejsze w Mollie masz właśnie właściwą kolejność nauki i dużo więcej wiedzy, za cenę jednego magazynu „Robótki na Drutach” w regularnej cenie sprzedażowej.

    • pracownia GJ

      Och, jak dobrze, że tu weszłam.
      Idaadi, dziękuję za wytłumaczenie. Zaczęłam niedawno poszerzać moje umiejętności drutowe i… znalazłam w necie filmiki z nitką na prawej ręce. Zgłupiałam, bo od Babci umiem z nitką na lewym palcu. Zajrzałam do gazetki – masz babo placek, tu też trzymają tak samo. Oszczędziłaś mi trudu odzwyczajania się i nauki drugiego sposobu oraz zakupu kolejnych gazetek :D

      Qrkoko – wielkie dzięki za podsumowanie! Miałam podobne odczucia, ale pomyślałam, że zbyt sceptycznie podchodzę do tematu, że wszyscy się zachwycą gazetką, że rękodzieło staje się modne i dostępne dla wszystkich :) 20 zł wyrzucę jak będzie na okładce wzór, któremu nie będę mogła się oprzeć.
      Przy okazji, zajrzałam na stronkę angielską i tam w ramach premium oferują materiały na 4 poduchy, a w Polsce tylko na 2.

      No i muszę sprawdzić Mollie.
      Pozdrowienia!

    • Zabkazielona

      Jest jeszcze styl mieszany który jest najpopularniejszy w Polsce, z tym że na prawie żadnym blogu poświęconym drutom nie ma wzmianki jakim stylem uczą, i że jest ich klika. Więc osoba początkująca może zglupiec bo są różne filmiki z oczkami i ba każdym robi się to inaczej.

      • Zdecydowanie masz rację :) Brakuje mi miejsca, w którym byłaby ułożona wiedza na temat robótek na drutach :)

  • Tuome

    Dorzucę swoje trzy grosze.
    po pierwsze – tak, podobna gazetka już kiedyś wychodziła. Lata coś między 2004 a 2007. Tylko druty dawali metalowe, a i projekty były niespecjalne. Niemniej, była prawie identyczna. Podobne były jeszcze o hafcie w zamierzchłych czasach (ponad 15 lat temu) – chyba pierwsza taka i o szydełkowaniu (szybki research – to akurat nie DeAgostini, tylko Hachette, a i oni chyba też wydawali poprzednią o drutach)

    Układ gazetki jest taki, jak większości czasopism robótkowych – podstawy są na końcu, a im bardziej podstawowe – tym bardziej na końcu :>.

    Co do tekturki z przyklejonym czasopismem – DeAgostini wszystko tak wydaje (w sensie pierwszy numer, ew. jeszcze drugi), zresztą nie tylko DeAgostini. Łatwiej zauważyć na stoisku. Potem są już foliowane razem.

    Prenumerata – jak dla mnie, ulotki nie są nieczytelne, ale – ja już mam do czynienia z tego typu publikacjami (ach te dzieci :>).
    Zasada jest prosta – pierwszy numer tani jak barszcz – (5 zł), drugi – trochę droższy (10), a od trzeciego numeru wchodzi cena regularna – w kiosku 20 zeta, w prenumeracie 15. Chyba, że chcesz premium, wtedy 18 zeta (po mojemu się kompletnie nie opłaca). Przesyłkę dostajesz raz w miesiącu, od numeru 5 w paczce dostaniesz 4 numery czasopisma.
    Prezenty się dostaje, z tych które ja prenumeruję dla dzieciaków były całkiem dobrej jakości(plecaki, zabawki, płyty). Przy pierwszej przesyłce dostajesz torbę na robótki, z piątą – etui (czyli gdzieś po 4 miesiącach) itd. Pierwszy segregator jest gratis, ma być dołączony do numeru 3, za resztę trzeba sobie dopłacić (znów – po mojemu bez sensu, chyba że ktoś ma w planach całą kolekcję na półeczkach wystawiać :>)
    Ja zamierzam się szarpnąc na prenumeratę, ale tylko na pierwszą przesyłkę :P 40 zł za torbę, licznik i 4 moteczki włóczki wydaje się być całkiem przyjemne.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Układ gazetki jest taki, jak większości czasopism robótkowych – podstawy są na końcu, a im bardziej podstawowe – tym bardziej na końcu :>

      Słowniczek pojęć na końcu znajduje się w gazetach, które sprzedają same wzory lub projekty. Gazeta, która zakłada, że nauczy nas wszystkiego od samych podstaw ( a „Robótki na Drutach” właśnie to obiecują na ulotce), owe podstawy powinna umieścić na początku. Tak jak inne czasopisma, które wychodzą z takiego założenia jak chociazby wspomniania Mollie :)

      Co do tekturki z przyklejonym czasopismem – DeAgostini wszystko tak wydaje

      Co nie znaczy, że jest to dobrym rozwiązaniem ;)

      Prenumerata – jak dla mnie, ulotki nie są nieczytelne, ale – ja już mam do czynienia z tego typu publikacjami (ach te dzieci :>).

      Czasy się zmieniły i jeżeli 4 strony prenumeraty są przepchane informacjami, które często się powtarzają, a w dodatku praktycznie nie ma miejsca wolnego od tekstu i zachwiana jest cała estetyka – to według mnie oznacza, że prenumerata jest nieczytelna ;)

      Zasada jest prosta (…)

      To już jest kwestia gustu. Ja nie uważam, by zasady prenumeraty, którą Ty musiałaś wyjaśnić na pół strony były jasne, proste i przejrzyste. Co nie znaczy, że nikt ich nie zrozumie. Po prostu ja jestem przyzwyczajona do innych trendów i dla mnie zasady powinny być w czterech punktach, a nie w czterech stronach ;)

      • Tuome

        Wiesz, ja nie pisałam, że tego typu rozwiązania – czy to odnoszące się do układu, czy sposobu wydania gazetki lub ulotek – mi się podobają. Po prostu zwracam uwagę, że jest to typowe dla tego typu czasopism :) Pod tym względem zdecydowanie wolę Mollie :)

  • Agnieszka

    Dziekuje za recenzje, ale mam pytanie dotyczace dodatkow Molly szukalm ich w 2 empikach i niestety nie posuadaja gdzie mozna je jeszcze dostac?

  • Sama zastanawiałam się czy kupić tą gazetkę. Chociaż umiem podstawy i robię duże projekty. Po przeczytaniu Twojej recenzji jeśli zdecyduję się na kupno to tylko ze względu na włóczkę. :)

    • Ze względu na materiały to się opłaca :)

  • Bardzo dziękuję Ci za tę recenzję! Potwierdziły się moje odczucia :) Ja już od jakiegoś czasu myślałam o nauczeniu się robienia na drutach, ale jakoś się nie składało. Zachęcona reklamą tv postanowiłam kupić pierwszy numer właśnie za dobrą cenę z dodatkami. Najbardziej mnie zniechęcił układ stron, tak jak mówisz, podstawy dopiero na końcu… nie wiem jak można na coś takiego w ogóle wpaść? Wydaje mi się to totalnie nielogiczne. Dobrze, że mam zdolną drutowo (przed)teściową, to już się do niej zgłosiłam na szkolenie ;)

    • Ja tą reklamę zobaczyłam dopiero dzisiaj, bo telewizor mam u przedteściów :P Układ stron prawdopodobnie wynika z tego, że inne gazety, które sprzedają same wzory i gotowe projekty mini słowniczek pojęć umieszczają właśnie na końcu. Tylko, że „Robótki na Drutach” zapowiadają naukę od A do Z i przez to popełniają błąd wrzucając podstawy na sam koniec. A zdolna drutowo przedteściowa zawsze się przyda :)

      • A no może, pewnie masz rację że dlatego taki układ stron – jednak jak się do końca nie pomyśli że oferuje się coś trochę innego to takie są efekty. Tak, zdecydowanie taka przedteściowa to skarb ;D A i za Twoją namową zamawiam dodatek od Mollie Potrafi, myślę, że i tak mi się bardzo przyda :)

  • Odnośnie końcówki tekstu to Klejmotek przypomniała mi, że chodziło o gazetę „Szydełkowanie jest proste”. Dzięki Klejmotku! :)

    http://www.klejmotek.pl/2014/07/czasopisma-dla-kreatywnych-w-ktore.html

  • malowanka

    Ja zakupiłam w piątek gazetkę i jest całkiem fajna. Dla kogoś, kto jest zielony w tej tematyce to i taka forma nauki może coś wnieść. Dużo dają także filmiki na YouTube.

  • Kindziok

    Zacznę od końca. Było kiedyś, ale o szydełkowaniu i rzuciłam tym w kąt. A co do tych drutów, to też rzuciłam tym w kąt. Dobrze, że dawniej mnie mama uczyła, więc coś tam w głowie zostało. Jak trzymać druty i włóczkę i te prawe oczka jak się robi. Te opisy jak zacząć to koszmar. Na yt poszukałam. A co do tego jak ta kobieta dzierga to sobie filmiki na ich blogu zobacz. Matula stwierdziła, że jakby tak miała cały sweter dziergać to by pierdolca dostała.

  • Syntia Grochowska

    porażka ta gazetka. jedyny plus to te motki i druty, gazetka do kosza. dla kogoś kto pierwszy raz trzyma druty w rękach jest zupełnie nie przydatna. :)

  • Arachne

    Za Twoją namową kupiłam pierwszy numer – dwie włóczki o dobrym składzie, para drutów i igła – wszystko za 5 złotych, to jak za darmo :) Plusem są śliczne i pomysłowe wzory. Gdybym miała się z RnD uczyć podstaw byłabym sfrustrowana. Jako źródło świeżych pomysłów jest świetne.
    P.S. Kupiłam też drugi numer, być może kupię trzeci numer. W segregatorze przechowuję w koszulkach wzory hafciarskie, szydełkowe, drutowe itd. wygrzebane w różnych częściach sieci (w przypadku drutów głównie na Ravelry).

    • Jeszcze nie widziałam drugiego numeru, ale na pewno jutro mu się przyjrzę :)

  • Małgorzata Janas

    Ja sobie zaprenumerowałam, bo podobały mi się dodatki. Poza tym, jako „wiecznie początkująca”, lubię mieć różne źródła wiedzy, a po polsku wydają o dzierganiu tyle, co kot napłakał i zazwyczaj wygląda to tak, że pokazują absolutne podstawy, które już znam albo już są materiały dla zaawansowanych, nie ma nic pośredniego. Mam nadzieję, że pomimo dość chaotycznego rozmieszczenia treści, uda mi się coś skorzystać. Co do włóczki, to moim skromnym zdaniem 5 zeta za 2 malutkie motki to nie jest deal życia, tym bardziej 10 czy 20 zł jak w późniejszych numerach, ale co tam, stać mnie :D Na pled z kwadratów, który można podobno z tej włóczki zrobić, chyba użyli jednak innej, bo mi na 31 oczek wychodzi 20 cm zamiast 15 szerokości a dziergam raczej ciasno.

    • Ja uważam, że jednak deal jest dobry, bo 2,50 zł za jeden motek włóczki o tak dobrym składzie można dostać jedynie na wyprzedażach, albo przy likwidacjach pasmanterii. Co prawda nie jest to jakaś zatrważająca ilość włóczki do dziergania, bo swetra się z tego nie zrobi, ale dla osoby początkującej do testów nada się jak najbardziej :)

  • Kasia Suchecka

    Jak już wspomniałam na FB, zakupiłam prenumeratę, która czeka na rozpakowanie, bo czasu na to nie miałam. I nie ukrywam, że prenumeratę zakupiłam tylko z powodu dodatków – torba na włóczki jest całkiem przyzwoitej jakości, więc nie mam co narzekać ;) Odświeżam robienie na drutach, więc szybciej się w tym wszystkim połapałam (przejrzałam tylko 1. numer), ale dla osoby totalnie zielonej w temacie może być faktycznie kiepsko.