Relacja z See Bloggers

17

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Pisząc relację z See Bloggers chciałam uniknąć syndromu pierwszej miłości, która mogła być głupia i brzydka, ale i tak miło się ją wspomina, bo przecież była „pierwsza”.

#WinterIsBlogging było moim pierwszym spotkaniem ze środowiskiem blogerów, dlatego zanim usiadłam do klawiatury postanowiłam ochłonąć i wypisać wszystkie ZA i PRZECIW. Nadal mi wyszło, że było zajebiście.

JUŻ ZA PARĘ DNI, ZA DNI PARĘ

Chociaż z początku wcale się nie zapowiadało, że wyjdę z domu, bo przegapiłam pierwszą turę zapisów i wyglądało na to, że nadal Gdynię będę znać wyłącznie z pocztówek. Jednak na 2 tygodnie przed wydarzeniem sytuacja diametralnie się odmieniła, bo wraz z drugą turą rzutem na taśmę dostałam się na See Bloggers. Słońce wyłoniło się zza chmur, a ja usłyszałam śpiew ptaków. Po chwili zorientowałam się, że promienie rzucają cień wątpliwości na mój wyjazd, a muzykalne zwierzęta niebawem mogą stać się moimi śmiertelnymi wrogami. Nie miałam załatwionego noclegu, a jeśli zdecyduję się nocować na dworcu to raczej nie dostanę się do gangu gołębi, które mają monopol na okruszki i będę zmuszona głodować. Z dnia na dzień miałam coraz mniej czasu i coraz mniejsze szanse na znalezienie hotelu w Gdyni. W pobliżu miejsca, gdzie nocuje 300 blogerów. Na dwa tygodnie przed wyjazdem. Moje szanse na powodzenie wynosiły…

MNIEJ NIŻ ZERO

Powoli odpuszczałam sobie wyjazd i szykowałam już zapłakaną chusteczkę do pomachania blogerom. Gdy nagle dostałam wiadomość od jednej z czytelniczek:

– Hej Qrkoko, możesz u mnie przenocować.

To dodało mi sił. Wypryskałam czarne myśli środkiem na szkodniki i zabrałam się do działania. Jeszcze raz przeszukałam cały Internet w poszukiwaniu pokoju do wynajęcia i poczułam się jakby ktoś zdzielił mnie przez głowę. Pierwszy strzał i pierwszy wynik w Google. Jest! Ostatni wolny pokój, na ostatnim piętrze. Udało mi się zarezerwować. Moje marzenie powoli się urzeczywistnia. Jadę na See Bloggers! Byłam teraz ostatnia do negatywnego myślenia. Wszystko musiało się udać! Cała w skowronkach chwyciłam za walizkę i pobiegłam do szafy. Otwieram drzwi i nigdzie nie chcę już jechać. Bo nie mam się w co ubrać.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

WYPRAWA DO MORDORU

Ludzie oglądający Władcę Pierścieni wciąż zadają sobie pytanie:
– „Dlaczego oni nie polecieli tam na orłach?”

Białostoczanie planujący podróż pociągiem wciąż zadają sobie pytanie:
– „Dlaczego nie mogę przejechać przez Warszawę?”

W obu przypadkach odpowiedź jest ta sama – głupota zarządzających. PKP zamykając na kilka lat dojazd do stolicy podcięła swoje żyły poważnie uszkadzając krwiobieg transportu. Aby dostać się do Gdyni musiałam jechać busem do Warszawy, a stamtąd pociągiem do Gdyni. Nie byłoby w tym nic przesadnie wyczerpującego gdyby nie fakt, że czekała mnie całonocna podróż po całodniowej pracy. Wykupiłam prenumeratę napojów energetycznych.

Dwunastogodzinna podróż była prawdziwą szkołą przetrwania. Mnie życie przygotowało do jego ciężkich warunków, bo z racji swojego niewielkiego wzrostu mogłam wkomponować się w półkę na bagaż podręczny i tam wygodnie przespać większość czasu. Przedmąż nie miał tego luksusu, bo za młodu zbytnio wziął sobie do serca radę „rośnij duży, jeszcze większy” i przeklina chwilę, kiedy wpadł do kociołka z mlekiem.

REPREZENTUJE BIEDĘ (UMYSŁOWĄ)

Wszystkie osoby czytające ten tekst, które oglądając „Trudne sprawy” zastanawiają się nad tym „czy to naprawdę się zdarzyło?” proszę o pominięcie tego fragmentu. Bowiem jeśli zaraz przeczytacie o patologicznych pasażerach, na których natrafiłam w pociągu Wasze poczucie rzeczywistości zmieni się bezpowrotnie.

Do przedziału dosiadły się  2 dziewczyny. Jedną z nich była 20-latka z dwójką dzieci na karku (sześcioletnim i rocznym), która przechwalała się, że jedzie na rozprawę za pobicie i może z niej nie wrócić. W drugim narożniku usiadła 15-latka z półtorarocznym dzieckiem, która słysząc o „osiągnięciach” swojej współpasażerki postanowiła podjąć rękawicę. Rozległ się gong i rozpoczęła się walka – licytacja na patologiczność. Nastolatka z każdą usłyszaną od koleżanki historią starała się ją przebić.

Przekonywała cały przedział, że ma DWIE rozprawy za pobicie i nie wie kto jest ojcem jej dziecka, bo była zbyt pijana, by przejmować się takimi drobiazgami. Zapytana o to kiedy miała swój pierwszy raz skoro w wieku 15 lat ma już dziecko odpowiedziała, że nie pamięta, bo poniósł ją melanż. Ze swoim dzieckiem najbardziej lubi się bawić w „synek idzie nocować do babci”, a na pytanie o jej największe marzenie bez namysłu odpowiedziała „imprezować”. Kiedy rozpoczęła się licytacja na to kto o poranku zjada więcej narkotyków popijając większą ilością alkoholu udałam napad śpiączki. Jedyny mój kontakt z narkotykami był kiedy za dzieciaka przez przypadek zaciągnęłam się Butaprenem, a upijam się już samą etykietką od piwa, więc wiedziałam, że nie zrobiłabym na nich wrażenia. Przespałam tak do rana i dojeżdżając do dworca mogłam w końcu wymienić się z pasażerami pożegnaniami:

– Miłej wysiadki!
– A dziękuję, również miłej odsiadki!

Jesteśmy na miejscu. Gdynia Główna. Gdzie teraz?

LEKKO NADGORLIWI

Przed wyjazdem Przedmąż wydrukował sobie trasę dojazdu z Google Maps i chciał iść na miejsce piechotą. Z dworca.

– Wiem co robię! To zajmie nam góra 10 minut!

– powiedział po czym wyprowadził nas w bagna i lasy. Kiedy pomachałam mu przed nosem wydrukowanym wcześniej szablonem rozwodu w końcu pozwolił nam pojechać taksówką. Byliśmy na miejscu po 15 minutach. Samochodem.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Chociaż impreza rozpoczynała się dopiero o 8:00, to my niczym rozpuszczone bachory w sklepie zoologicznym pukaliśmy w szybkę już chwilę po 7:00. Pomocne z nas Smerfy i chociaż Przedmąż to Maruda, a ja to Ciamajda to wzięliśmy się do roboty pomagając przy przygotowaniach. Biorąc pod uwagę moje wysokie buty i jego niski poziom kofeiny we krwi to poszło nam sprawnie. Nikogo nie uszkodziliśmy i przezornie przed ósmą rano usunęliśmy się na bok, czekając na odliczanie.

I RUUUUUUSZYLI!

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Blogerzy o poranku są jak koty. Spora część z nich okazała się rozleniwionymi pieszczochami, które swoje wejściówki odbierała ospale lub nie robiła tego wcale. Rozruszała ich dopiero odpowiednia ilość mleczka lekko zabarwionego kawą. Rozpoczęcie było tak uroczyste, że włączył mi się odruch ze szkoły i chciałam już lecieć na scenę z kwiatami i bombonierką. W ostatniej chwili uspokoiłam swoje wewnętrzne demoniczne kujony i tylko zajęłam miejsce w drugiej ławce. Że niby mi nie zależy, ale jednak trochę tak. Przez mikrofon rozległ się głos „a teraz chcemy z Wami zagrać w grę!”. Krew zamarzła mi w żyłach.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Przed oczami przeleciało mi całe dzieciństwo – gra w zbijaka, chowanie plecaków po szafkach, wrzucanie żab za koszulkę. Chyba nie o takie zabawy chodzi?! Na szczęście nie. Bawiliśmy się tylko w podrywanie. Musieliśmy podejść do obcej osoby i przekonać ją, że kolejne minuty życia najlepiej spędzi właśnie z nami. Chodziło o to, by poznać swoją blogową połówkę, a później spróbować „sprzedać” ją innym na sali. Organizatorzy zadbali o legalność takich praktyk, bo sprzedawaliśmy tylko jej wizytówkę :)

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Wspólnie z Aurorą odkryłyśmy w sobie gen Hermiony zmutowany z harcerką sprzedającą ciastka, bo każda z nas zebrała ponad 15 wizytówek, dzięki czemu wylądowałyśmy na scenie. Moje wewnętrzne kujony jednak zostały zaspokojone.

UCIEKAJĄCY HOSTEL

Na See Bloggers czułam się jak wieloryb w oceanie pożerający plankton wiedzy. Odbyłam wiele inspirujących rozmów i gdyby nie Przedmąż informujący mnie paralizatorem, że jesteśmy już spóźnieni to mogłabym oddać wszystkie bilety z warsztatów na makulaturę. Załapałam się tylko na ten, który prowadził Piotr Bucki. Uwielbiam ludzi konkretnych i rzeczowych. Takich, którzy znają się na swojej pracy, mają pasję i spore poczucie humoru. Tam dostałam pełen pakiet, więc wyszłam z warsztatów z wypiekami i to wcale nie takimi z LIDL-a. Byłam pobudzona do działania i tak naładowana pozytywną energią, że nie potrzebowałam żadnych energetyków, by ze szczęścia wznieść się nad ziemię. To See Bloggers dodało mi skrzydeł i byłam gotowa na kolejną godzinę integrowania, do momentu, gdy na dół sprowadził mnie Przedmąż:

– Agata, jesteśmy tu już od 7 godzin, a Ty jeszcze nic nie jadłaś. Poza tym musimy odebrać klucze od pokoju.

Z wielką niechęcią wyruszyłam w stronę hostelu. Czy muszę wspominać, że poszliśmy tam na piechotę w oparciu o mapkę Przedmęża? Na miejscu byliśmy dopiero po godzinie, przez połowę czasu orbitując wokół noclegu. Kiedy w końcu go znaleźliśmy to zdążyłam tylko wrzucić walizki do środka, wykąpać się i już byłam gotowa lecieć na miasto w samym ręczniku. To nie był koniec urwania głowy, ale zamiast niej urwały mi się buty. Miałam więc nadprogramową wycieczkę do pobliskiej galerii, ale nie narzekałam, bo każdy pretekst do zakupów jest dobry.

Z nowymi butami i nowym pokładem energii wróciłam na spotkanie. Już do samego końca upłynęło mi na rozmowach z niesamowitymi ludźmi, których podziwiałam i czytałam od dawna. Pierwszy dzień był moją małą blogerską gwiazdką, gdzie każdy z rozmówców był Świetnym Mikołajem. A ja byłam bardzo grzeczną dziewczynką :)

I SEE YOU BLOGGERS

Z Przedmężem nie spaliśmy od ponad 48 godzin. Kiedy przymykaliśmy na chwilę oczy czuliśmy błogostan i zaczynaliśmy słyszeć kolory. Barwne dźwięki przerwały nam słowa organizatorów. Usłyszeliśmy swój wyrok:

„A teraz zapraszamy na Afterparty!”

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

PRZED 301!!!1!1!!

Wróciliśmy do hostelu, spisaliśmy testamenty i przystąpiliśmy do odpicowania. Przedmąż miał ułatwione zadanie, bo tylko zmienił skarpetki na te mniej dziurawe, ale i ja nie mogłam narzekać, bo byłam na chodzie od tylu godzin, że bez żadnej charakteryzacji przypominałam Morticię z rodziny Addamsów. Z samej imprezy niewiele pamiętam. Nie dlatego, że byłam pijana, tylko coraz bardziej ogarniało mnie zmęczenie. W pewnym momencie dopadły mnie halucynacje i wydawało mi się, że cofnęliśmy się do lat 20-tych XIX wieku. Zrozumiałam, że teraz naprawdę muszę się położyć i jak Kopciuszek zmyłam się tuż przed północą.

ŚWIT ŻYWYCH BLOGERÓW

Następnego dnia nie trzeba było nikogo pytać czy impreza była udana. Wszędzie widziałam martwych blogerów.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Wyspani, najedzeni i naładowani na kolejny dzień spotkania musieliśmy lawirować między tymi, których poniósł wczorajszy melanż i staraliśmy się nie nadepnąć na niczyje zwłoki. Z daleka ujrzeliśmy stado skacowanych blogerów. Wszyscy gromadzili się przy herbacianym wodopoju. Połączyłam się z nimi w bólu.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Przed południem rozpoczęły się panele. Podczas nich gryzłam Przedmęża po rękach, bijąc się z nim o mikrofon. Każde z nas chciało zadać ważniejsze pytanie, nie zważając na to, że nikt nie przewidział na nie czasu.

Zastanawiały mnie osoby, które podchodziły do organizatorów lub prelegentów i mówiły im rzeczy typu: „wykład był nudny” lub „dzisiejszy dzień był super, nie to co wczoraj”. Zawsze wtedy myślałam „czy ja byłam na innej konferencji?”. Gdyby pierwszy dzień był nudny to ja przynajmniej miałabym okazję porządnie się wyspać. A tak musiałam wstrzyknąć sobie marihuaninę żeby nie stracić z wydarzenia choćby sekundy. Poza tym ludziom, którzy mówią do organizatorów „dobrze, że dzisiaj coś się dzieje, bo wczoraj było kiepsko” brakuje podstawowych zasad dobrego wychowania. Mówicie to do osób, które poświęciły swój wolny czas i chęci, by stworzyć dla Was szansę integracji z ludźmi z całej Polski. I nie wzięli za to od Was nawet złotówki! To tak jakby podejść do matki i powiedzieć jej, że „drugi dziecko to ładne, ale pierwsze trochę nie wyszło”.

SEE YOU LATER BLOGGERS

Niestety to co dobre szybko się kończy i tak jak przyjechaliśmy na spotkanie przed czasem, tak musieliśmy z niego wyjść po angielsku. Jedyny pociąg powrotny był tuż po drugim panelu i nie załapaliśmy się nawet na pożegnalne wspólne zdjęcie. Zrozpaczona pocieszyłam się zapiekanką, dając Przedmężowi na otarcie łez burgera. Na szybko nadrabiałam sobie zdjęcia z ludźmi i przysięgałam na palec Budzicha, że będziemy w kontakcie.

Qrkoko.pl - Relacja z See Bloggers

Rozmowa z każdą osobą była dla mnie wielką dawką inspiracji, humoru i motywacji na kolejne lata pisania. Dziękuję każdemu, kto miał odwagę do mnie podejść oraz tym, którzy nie uciekali kiedy ja podchodziłam do nich. Dzięki Wam dwa dni konferencji dały mi energię do działania na co najmniej dwa lata.

Pamiętajcie o jednym: to co działo się na See Bloggers zostaje na See Bloggers. No i na 300 blogach. I Facebookach. I Twitterach. I pewnie też na niejednym Instagramie. Oj wiecie o co mi chodzi.

Blogowanie pomogło mi otworzyć się na świat. See Bloggers pomogło mi otworzyć się na blogerów. Jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko i przypominam, że zawsze po zimie przychodzi lato. Do zobaczenia!

Polub Qrkoko zanim to będzie modne!

 

  • Ooo nawet nie mam dziwnej miny na zdjęciu! Dobrze było Cię zobaczyć ; )

  • KrystynaHM

    Ja też tak chcę :( Może uda mi się następnym razem.

  • Kolorowe Włóczki

    Byłaś w moim mieście i ja o tym nie wiedziałam!? Nastepnym razem porywam Cię na plotki i dzierganie :D

  • Paulina

    Genialna relacja. Nie było mnie, a czuję się jakbym za Tobą chodziła przez cały czas.

  • Pozazdrościć tylko towarzyszek podróży xD Mam zakwasy na twarzy ze śmiechu :)

  • Pociągowe towarzystwo na poziomie:: mistrzynie życiowego ogarnięcia i kultury. Chyba bym tam zeszła. :D
    Najlepsza relacja ever! A tymczasem mam niecny plan, by w letniej edycji, choćby skały srały, się tam pojawić i pomolestować moja osobą gromadkę ludzików, których czytam. ;)

    • Ja zrobiłam tak tym razem ;) Kolejna edycja w lipcu więc trzymam Cię za słowo.

  • Jak ta relacja jest epicka!
    Ciesze się, że w końcu się poznałyśmy, a Twoja reakcja zrobiła mi cały weekend. Miło wiedzieć, że ktoś cieszy się z poznania Ciebie tak samo jak Ty z poznania tej osoby :D

    • Ja też się cieszę, że mogłam poznać Cię osobiście! Bałam się, że moja reakcja na twój widok była „trochę” głupia :)

  • Just7

    Mogłabym czytać twoje relacje z wyjścia po mleko i recenzje jego etykiety <3 założę sobie bloge tylko po to, żeby móc pojechać na kolejną edycję i Cię poznać!

  • Przeczytałem ten wpis trzeci raz. Cały czas się śmieję pod nosem, czytając fragment o towarzyszkach.

  • Świetny wpis! Umknęłaś mi podczas tej edycji. Chciałbym poświęcić Ci czas podczas letniej. Be prepared!

  • See Bloggers było epickie, jak mawia młodzież, ale 300 osób to za dużo – nie ma szans na poznanie wszystkich… ;)

  • Bożena Jędral

    Właśnie zyskałaś nową fankę :)

  • A ja się nawet nie zgłosiłam…przy następnej edycji to nadrobię :)

  • Ewa W

    świetna relacja! czyta się z uśmiechem na twarzy,w tym roku dostałam zaproszenia..w sumie bloga prowadzę od niedawna,więc troszkę mnie to zdziwiło,że właśnie ja..ale tak czy tak cieszę się jak małe dziecko :D mam małe obawy jak ja się tam dostanę..co z noclegiem itd,,,

    • Z dostaniem się to większych problemów nie ma, bo do Gdyni można się dostać pociągiem/busem/samochodem/samolotem, a sam Park mieści się kilka minut drogi od dworca. Co do noclegu to nam przy pierwszej edycji udało się znaleźć hostel na chwilę przed wyjazdem, więc wszystko jest możliwe ;) W takim razie do zobaczenia na miejscu! :)