Rękodzieło z hipermarketu

0

Qrkoko.pl - Rękodzieło z hipermarketu

Zazwyczaj do Biedronki chodzę bez entuzjazmu, bo większość produktów, które tam kupuje zjada Przedmąż. Salceson, kaszanka czy wątróbka – to wszystko dla niego. Jednak pewnego pięknego dnia znalazło się tam coś dla mnie – nici do szycia.

Lubię kupować rzeczy dobrej jakości, które nie zrujnują mojego portfela, ale z dozą podejrzliwości traktuje te zbyt tanie. Kiedy na półkach marketu moje oczy napotykają na rękodzielniczy produkt, natychmiast zaczynam je mrużyć i węszyć spisek. Dlaczego to jest takie tanie i w ogóle się tu znalazło? W takich sytuacjach zabawa w detektywa Qrkoko nie trwa długo, bo odzywa się we mnie natura chomika. Ja po prostu muszę mieć wszystko co kiedykolwiek mi się przyda!

Qrkoko.pl - Rękodzieło z hipermarketu

Zresztą w przypadku tych nici nie miałam aż tak dużego dylematu. Zestaw kosztował tylko 15 zł. Ot, jeden posiłek Przedmęża mniej. Była to tak niska cena, że mogłam ją poświęcić w ciemno. I cieszę się, że to zrobiłam.

Pierwszy zestaw składa się z 40 szpulek nici, których jakość przypomina dziewczyny na studiach technicznych – większość to średniawka, ale z braku laku nikt nie wybrzydza. 30 szpulek poliestrowych zbliżonych jest do nici Tytan, którymi ratowałam się przy hafcie koralikowym, kiedy One G nie miało potrzebnego koloru. Mam teraz bogatą paletę kolorów, która pomoże mi przetrwać nadciągające mrozy. Jak będzie mi zimno to wystarczy, że zrobię z nich tęczę.

Qrkoko.pl - Rękodzieło z hipermarketu

Największym zdziwieniem było to, że nici nie plączą się tak bardzo jakbym się tego po nich spodziewała. Za to braki w rozczarowaniu uzupełniają dwie nici monofilowe, które pomyliły taśmy produkcyjne i zamiast do śmietnika wskoczyły do pudełka. Prawdopodobnie nie użyję też trzech szpulek z powlekaną gumką. Dwie szpulki nici metalizowanych są bardzo delikatne i może nadadzą się do haftu ręcznego. Jednak nie ma co narzekać, bo wyszło mi pisiont groszy za szpulkę. Gorzej ma się sprawa z drugim zestawem.

Qrkoko.pl - Rękodzieło z hipermarketu

Wiecie co się dzieje kiedy zapominacie nauk z dzieciństwa, że nie szata zdobi człowieka? Kupujecie zestaw do szycia maszynowego z Biedronki, bo ma ładne opakowanie. W środku czekały na mnie 32 duże szpulki i 32 małe, 25 zwykłych igieł i 5 maszynowych. Tych ostatnich nie używałam więcej niż do małych testów. Nie wiem od czego zależy to różne nawinięcie, ale wygląda to komicznie. Odkąd pozbyłam się wszystkich laleczek Voodoo igły do niczego mi się nie przydały. Nici nie lubią przemocy, bo każde mocniejsze szarpnięcie je urywa. Nie polecam nikomu tego zestawu. Są to zmarnowane pieniądze i pod tym względem przebił mnie tylko Przedmąż, który stwierdzając, że będzie w tym wyglądał na czasie kupił hawajską koszulę.

Qrkoko.pl - Rękodzieło z hipermarketu

CENA CZY JAKOŚĆ?

Jakość jest największą bolączką rękodzieła.

Ostatnio na polski rynek wypłyneły podróbki koralików Miyuki, z których schodzi kolor. Różnica między nimi jest taka, że oryginalne Miyuki można kupić tylko przez dystrubutora z Ameryki, a większość sklepów robi to przez sklep z Czech. Czesi skupują tylko czarne lub przeźroczyste koraliki Miyuki, farbują je swoimi powłokami i sprzedają po niższych cenach. A rękodzielnicy się nabierają.

Skoro na rodzimym rynku musimy się pilnować, by ktoś nie wbił nam szydełka w plecy to z jeszcze większym dystansem wchodzę na cudze podwórko. Kiedy widzę w Tesco czy Realu włóczki, stemple lub nici za każdym razem zastanawiam czy nie mam do czynienia z bublem. Czy produkt, który trzymam w ręku jest tym za kogo się podaje? I chociaż w takich momentach detektyw Qrkoko śmiało mogłaby wkroczyć to jej dochodzenie umorzyłoby się już na etapie zbierania śladów. Ciężko zapoznać się z jakością produktu, który jest zapakowany w sposób, który uniemożliwia jej kontrolę. Jedyne co nam zostaje to użyć uniwersalnej jednostki miary i oceny dokonując oględziń produktu „na oko”. Nie zawsze to się udaje. Często na metkach producent nie podaje składu lub jest on zbyt ogólny. Żeby przyjrzeć się rękodzielniczemu produktowi bliżej jesteśmy zdani na sklepowych złodziei, którzy pootwierają opakowania.

Kupując w pasmanteriach, hurtowniach czy sklepach artystycznych często mamy sprawdzone miejsca i jesteśmy pewni jakości. Sprzedawcy służą dobrą radą i potrafią zasugerować, który produkt będzie lepszy do naszej pracy.

Kupując w hipermarketach jesteśmy skazani na rosyjską ruletkę. Nie mamy się kogo poradzić, produkty często są podpisane po prostu „nici do szycia”, nie znamy ich producenta, skład rzadko mówi o jakości, a w dodatku cały czas czujemy na sobie wzrok emerytek, które chcą się nam dobrać do zawartości koszyka. Idąc na rękodzielnicze zakupy do hipermarketów jesteśmy zdani wyłącznie na siebie i swoją intuicję. Gramy w ciemno i liczymy, że nie zmarnowaliśmy pieniędzy.

HIPERMARKETY RĘKODZIELNICZE

Wciąż z utęsknieniem czekam na czasy kiedy dościgniemy pod tym względem Zachód. Oglądając moje ulubione zagraniczne vlogerki płaczę przy filmikach, na których pokazują gdzie się „stołują”. Wielkie przestrzenie zapełnione od podłogi po sufit koralikami, półfabrykatami i materiałami do tworzenia śnią mi się po nocach. Zastanawiam się kiedy marki takie jak Potomac Bead Company zauważą nasz kraj i powiedzą sobie „otwieramy u nich oddział, a Qrkoko zostaje testerem koralików!”

Chociaż półfabrykaty do rękodzieła, które spotykamy w hipermarketach są dla nas miłym zaskoczeniem to często również nieprzyjemnym zawodem. Podczas takich zakupów odzywa się w nas żyłka hazardzisty i najczęściej stawiamy wszystko na jedną kartę. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się własnych alejek, dobrze wyposażonych w produkty, których w lokalnych sklepach artystycznych nie można dostać. Wiem, że Empiki w niektórych miastach mają zalążek zakątka handmade, ale nie jest to jeszcze to co można znaleźć np. w Bed Bath & Beyond.

W tej chwili nasze umysły są przeciążone informacją. Do każdej techniki mamy konkretnych dostawców. Wiemy gdzie dostać najlepsze nici do frywolitki czy idealne farby do malowania na koszulkach. Na pamięć znamy cenniki wszystkich internetowych hurtownii, a do lokalnych sklepów z półfabrykatami trafiamy jeszcze zanim GPS wyznaczy nam trasę. I chociaż uwielbiam wspierać lokalny rynek to miło by było czasem odpocząć. Tak po prostu wyłączyć umysł i pójść do Biedronki po ciasto i włóczkę bez obaw, że w domu wyjmiemy z siatki zmechacony kłębek i zakalec.

SKOMENTUJ

.