Kiedyś wszystko było dla mnie jasne. Robótki ręczne były naszą dumą, chlubą i sportem narodowym, a Rękodzieło słusznie stało na świeczniku. A potem ludzi coś przyćmiło i wszystko na kilka lat przygasło. Na szczęście w tym roku handmade wyjdzie z cienia na dobre, ale będzie błyszczeć z zupełnie innego powodu niż wcześniej.

Dyskusje o Rękodziele bywają dla mnie niebezpieczne, bo czasem jak usłyszę Himalaje absurdu typu „handmade w końcu się odradza!” to walę się w czoło tak mocno, że w Sudetach mają zagrożenie lawinowe. Zaraz, zaraz, jak może odradzać się coś co nigdy nie umarło? Przecież handmade był w sercu każdego Twórcy przez cały czas! Chociaż przyznaję, że w tych pomrukach głupoty jest pewien szmer prawdy – przez długie lata z kondycją Rękodzieła nie było najlepiej. Był czas kiedy ludzi nie obchodziło co u nas słychać i jak zdrowie, więc te serce krwawiło. Dopiero od niedawna coraz więcej osób chce posłuchać jego bicia. Tylko czy powinniśmy być zaskoczeni jak po diagnozie doktora House’a, że jednak pacjent będzie żyć? No niezupełnie, bo wszystko wskazywało na to, że Rękodzieło po swoich chudych latach znowu będzie tryskać zdrowiem. Aby to zrozumieć wystarczy tylko spojrzeć na jego kartę choroby, gdzie widać co mu tak zaszkodziło.

DLACZEGO RĘKODZIEŁO PRZESTAŁO BYĆ DOCENIANE?

Złożyło się na to wiele czynników – sytuacja w naszym kraju, mentalność społeczeństwa, a także złe praktyki samych Rękodzielników w czasach kiedy mieli szansę na wypłynięcie. Udajmy się więc na małą podróż w czasie.

 

» Ze wsi powstałeś

Wchodzę do Tardis i robię sobie wycieczkę o kilkadziesiąt lat wstecz, a na widok tego co zastaję moje kościste policzki puchną niczym chomik na gastrofazie. Co widzę? Polską wieś, gdzie sztuka ludowa miała szacunek ludzi ulicy usłanej kocimi łbami. Rękodzielników noszą na rękach, bo ich własne są zbyt cenne – w końcu potrafią stworzyć nie tylko piękne, ale też użyteczne przedmioty. I to w czasach kiedy od myszy głośniej piszczała tylko bieda, a w sklepach najlepsze co się rozchodziło to echo. Nie zapowiada się na to, że dorobek utalentowanych hafciarek i dziewiarek, które chodzą po czerwonym dywanie nagle zacznie być pod niego zamiatany.

 

A jednak nadeszły lata kiedy praca ludzkich rąk straciła na znaczeniu, bo społeczeństwo dało sobie wmówić, że swąd importowanej chińszczyzny i rozmnażających się jak króliki galerii handlowych to „powiew nowoczesności”. Wracam ze smutkiem do swojej niebieskiej budki policyjnej i sprawdzam czy może nie wpisałam złych współrzędnych. Niestety, taki obrót sytuacji to był efekt złych priorytetów w naszym życiu. Tak teraz miała wyglądać przyszłość. Zamiast uzależniającej potrzeby samorealizacji, zachwycania się pięknem wytworu ludzkich rąk i podtrzymywania tradycji wybraliśmy inny nałóg – masowy zakupoholizm.

» Galerii handlowych jak grzybów Huba

Galerie handlowe zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu, a potem ewoluowały w pasożytnicze Huby. Niby dały nam swobodny dostęp do wszystkich towarów, o których wcześniej nam się nawet nie śniło, ale tak naprawdę to nas rozleniwiły i upośledziły umiejętność czerpania radości z rzeczy. Były jak obiadek u babci – niby zaraz pękniemy z przejedzenia, ale jest tyle dobrego w zasięgu wzroku, że wciśniemy jeszcze troszeczkę.

Nagle z etapu kiedy nie było niczego i trzeba było radzić sobie na własną rękę, wskoczyliśmy na taki gdzie każdy nam coś w nią wciskał i nie musieliśmy już nic sami robić. Narastał przepych i przesyt, z którym nie byliśmy w stanie sobie poradzić. Półki sklepowe nagle nabawiły się efektu jojo – jak wcześniej były do bólu puste, tak teraz uginały się pod towarem, aż oczy bolały od patrzenia. Towarów było tak wiele, że przestaliśmy już ogarniać czego potrzebujemy, więc pozwoliliśmy reklamom odpowiadać za nas. Na własne życzenie eksmitowaliśmy z naszego życia spokój, relaks i docenianie małych rzeczy, a zamiast tego zaprosiliśmy w gości pośpiech za awansem, większą pensją i kolejnymi produktami, które coraz szybciej przestają sprawiać nam radość. Zafundowaliśmy sobie worki pod oczami, stany przedzawałowe czy paniczne poszukiwanie celu w życiu i jeszcze nazwaliśmy to postępem. To nie było miejsce i czas dla Rękodzieła, które wymagało cierpliwości, poświęcenia i zaangażowania.

» Utracony szacunek do ręcznej pracy

Ludzie rezygnowali z Rękodzieła na rzecz ubrań czy biżuterii z sieciówek, bo zaczęli się go wstydzić. Artyzm z polskich wsi postrzegali jako obciach, bo skoro mieli już swoje podziemne parkingi i Colę z dolewki to byli zbyt cywilizowani, by zachwycać się przaśnym folklorem. Zdolności manualne przekazywane z pokolenia na pokolenie powoli traciły swoją wartość. Kiedy ludziom coś się zepsuło to słysząc pytanie „a może by naprawić?” nie przestawali się śmiać dopóki nie doszli do sklepu, by kupić nowe. Jak ktoś potrzebował sukienki czy biżuterii to nie zastanawiał się nad projektem i materiałami do wykorzystania, tylko nad tym, w której galerii dostanie większy rabat i dodatkowe punkty, bo zbiera na czajnik. Ludziom wciąż się strasznie śpieszyło i chcieli więcej, tylko sami do końca nie wiedzieli gdzie i po co.

» Rękodzieło wlazło między wrony

Tradycję robótek ręcznych podtrzymywała wtedy garstka pasjonatów, która na czas przesytu szybkim życiem i konsumowaniem schowała się w cieniu. I nie do końca umiała się tam odnaleźć. Kiedy ludziom powoli ta masówka zaczęła się przejadać to Rękodzielnicy nie potrafili zaoferować im alternatywnej diety. Zamiast tego postanowili dostosować się do realiów i fastfoodowego menu ówczesnego świata. Kiedyś handmade cechował się niepowtarzalnością. Nasze babcie miały niewielki dostęp do materiałów czy wiedzy, a i tak zaskakiwały nas pomysłowością i wykonaniem swoich prac. Natomiast kiedy my zdecydowaliśmy się ujawnić na rynku to postawiliśmy na masówkę i odtwarzanie najpopularniejszych trendów. Celebrytki, bransoletka na gumce czy shamballa – kiedy tylko coś stawało się modne wtedy rynek rękodzielniczy zalewała masa tych samych produktów, bez żadnego podnoszenia sobie poprzeczki czy eksperymentowania techniką. Zrobić, sprzedać i zapomnieć. Takie praktyki nie wróżyły nic dobrego. A to był dopiero początek złych czasów.

» Szara strefa – mroczne widmo Rękodzieła

Rękodzielnicy weszli na sprzedażowy rynek nie mając pojęcia jak się w nim zachowywać. Zamiast dbać o swój wizerunek Twórcy, który tworzy niepowtarzalne prace i kreować swoją markę, oni zrobili z siebie chałupników, niczym nie różniących się od tych masówek z sieciówek. I tak też zaczęli traktować ich klienci, którzy przestali mieć szacunek do ręcznej pracy. No bo jak mają szanować kogoś kto wycenia swoją ciężką pracę za marne grosze, a jeszcze pozwala wymuszać na sobie rabaty na ładne oczy lub ostatnią sztukę?

Nieświadomość klientów w temacie Rękodzieła ciągle rosła, bo ludzie nie wiedzieli czym tam tak naprawdę jest handmade i myśleli, że to kolejna chińszczyzna z taśm produkcyjnych, tylko sprzedawana gdzieś pod stołem bez markowych metek, więc na pewno jest gorszej jakości niż ta ze sklepu. A sami Twórcy nie wyprowadzali ich z błędu. Chociaż brali się za sprzedaż to nie myśleli o swojej Pasji jak o poważnym biznesie, a raczej jak o sposobie na łatwy zarobek. Przez to zaniedbywali wszelkie podstawy zarządzania, ekonomii czy marketingu i w oczach klientów wypadali bardzo nieprofesjonalnie, co rzutowało potem na całą branżę handmade.

Rękodzielnik nie był kojarzony z poważnym artystą z fachem w rękach, a raczej z amatorem dziubiącym sobie po godzinach, którzy będzie wdzięczny jak mu się rzuci łaskawie kilka dukatów. Na taki kiepski wizerunek Rękodzielnicy nieświadomie zapracowali sobie sami. Przecież nic się nie stanie, jeżeli kilka razy sprzedam swoją pracę po kosztach na czarno i czasem sobie kogoś splagiatuję – pomyślało tak kilkaset tysięcy Twórców, którzy przez kilkanaście miesięcy powoli zatruwali zdrowy organizm branży rękodzielniczej.

Na szczęście w końcu przyszedł czas oczyszczenia i w ciągu ostatniego roku wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze. Jest też duża szansa na to, że 2016 rok będzie pełną rehabilitacją dla polskiego Rękodzieła.

 

RĘKODZIEŁO PODNOSI SIĘ Z NOSZY

W ostatnim roku zaobserwowałam wiele dobrych zmian w branży handmade. Pewnie mam w tym jakiś swój skromny udział, ale największa zasługa należy do samych Rękodzielników, którzy zrozumieli, że nie mogą tylko stać i się przyglądać. Przede wszystkich wzrosła świadomość tego jak ważne jest kreowanie własnej marki i dbanie o spójność wizerunku.

Twórcy zaczynają edukować swoich odbiorców na czym polega ich praca, tak by ludzie wiedzieli, że płacą za indywidualne podejście, lata pracy i najlepsze materiały. Przestano też powielać brednie, że prawo autorskie w Rękodziele to legenda, którą można włożyć między bajki. Owszem, ciągle zmagamy się z plagiatami, ale nie jest to już tak masowe i społecznie akceptowane zjawisko jak jeszcze 2 lata temu.

Jednak najbardziej mnie cieszy zmniejszenie się szarej strefy. Jestem dumna z wszystkich Rękodzielników, którzy postanowili żyć ze swojej Pasji i założyli firmy. I cieszę się podwójnie kiedy takim Twórcom udaje się utrzymać swoją działalność w naszym kraju, gdzie zysk Państwa buduje się na wyzysku obywateli. Każdemu legalnie działającemu Rękodzielnikowi składam wielkie chapeau bas.

Justyna Lorkowska – jedna z najpopularniejszych polskich dziewiarek

 

Popyt na Rękodzieło rośnie. Kiedy rozmawiam z osobami w moim wieku to słucham jak z rozrzewnieniem wspominają ręcznie dziergane swetry od babć, piękne serwetki, które bieliły się na Wielkanoc czy cudowne haftowane bluzki. Ludzie tęsknią za tradycją i chcą kupować Rękodzieło, tylko trzeba umieć do nich dotrzeć. Wielu Twórców zrozumiało, że samo stworzenie pracy to dopiero pierwszy krok do jej sprzedaży, dlatego dbają o marketing i szukają nowych sposobów promocji. Przez to, że na rynku był duży zalew tych samych technik, zaczęto eksperymentować ze stylem, aby się wyróżnić. Miksowano techniki lub wykorzystywano materiały, które wcześniej nie były stosowane do Rękodzieła, np. biżuteryjny haft sutasz był ozdobą uniformów wojskowych, a frywolitka, która wcześniej była obecna tylko w serwetkach i ozdobach ubrań zaczęła przenikać do biżuterii. Coraz więcej Rękodzielników się profesjonalizuje – kreują własne wzory i trendy, przez co pokazują, że handmade nie musi być dziecinadą i hobby po godzinach, tylko sztuką i pomysłem na biznes.

Ludzie na nowo zaczęli doceniać pracę ludzkich rąk, a nowe pokolenie Rękodzielników poszło w dobrym kierunku wyprowadzając polski handmade na prostą. Czy w tym roku będzie podobnie?

 

W 2016 ROKU RĘKODZIEŁO ODZYSKA DAWNĄ CHWAŁĘ

Społeczeństwo przejrzało na oczy zaślepione do tej pory przez reklamowe billboardy krzyczące „KUPUJ!”. Nie robią już na nas wrażenia fastfoody chwalące się wypiekaniem całej pizzy w 5 minut – wolimy zjeść wolniej, ale lepiej. Przestaliśmy rzucać się na każdą wyprzedaż ciuchów, które niszczą się już podczas pakowania przy kasie, skoro podobne zalegają nam w szafie – wolimy kupić mniej, ale mieć zagwarantowaną jakość. Wracamy do spokojnego życia i takie pojęcia jak Slow Fashion czy Slow Food nie kojarzą nam się z hipsterstwem, a raczej z alternatywą na szaleńsze tempo życia dzisiejszych czasów. To samo zaczyna dla nas znaczyć Slow Craft.

Rękodzieło staje się opozycją do wylewającej się z każdej strony tandety. Chcemy biżuterii czy dodatków przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a nie towarów wymienianych z roku na rok. Zwłaszcza, że handmade jest świetnym sposobem na spędzanie wolnego czasu i oderwanie się od rzeczywistości. Coraz więcej ludzi (w tym również celebrytów) przekonuje się do Rękodzieła i przyznaje, że w obecnych czasach pogoni za wszystkim to bardzo dobra forma relaksu. Handmade świetnie działa na poczucie własnej wartości, bo pozwala na własne oczy przekonać się, że jesteśmy w stanie stworzyć coś od zera.

 

Zaczęliśmy na nowo doceniać Rękodzieło, ponieważ zmieniło się też jego przeznaczenie. Handmade nie musi być już tylko użytkowy, ale może stać się osobną dziedziną sztuki. Przez to zaczął się nim interesować świat mody, gdzie coraz częściej wraca się do starych wzorów i na nowo interpretuje się czasy świetności Rękodzieła.

 

Media również poszły po rozum do głowy i nie traktują już Rękodzieła po macoszemu. Do telewizji czy radia są zapraszane coraz głośniejsze nazwiska, które nie występują tam w roli ciekawostki, a raczej autorytetów mających naświetlić społeczeństwu czym jest Rękodzieło i dlaczego warto się nim zainteresować.

Rękodzielnicy sami też wychodzą z inicjatywą i angażują się w duże, społeczne akcje.

 

Nie wstydzimy się już handmade’u, a wręcz przeciwnie – znowu zaczął być dla nas powodem do dumy. Influencerzy coraz chętniej pokazują się z Rękodziełem – RedLipstickMonster prezentująca prace swoich fanów; Radzka, która wspiera polskie marki rękodzielnicze; StylizacjeTV, która ma cały dział I Love HandMade; Agnieszka Chylińska, która pochwaliła się publiczne swoją Pasją – to tylko niektóre dowody na to, że Rękodzieło wraca do łask i wkrada się na stałe do elementu naszej kultury.

 

 

TO JEST NASZ CZAS

Wszystkie znaki na niebie, ziemi i pracowni wskazują na to, że 2016 rok będzie przełomowy dla Rękodzieła. Coraz więcej osób o nim mówi, coraz więcej marek rękodzielniczych wybija się do szerszej publiczności, coraz więcej ludzi przekonuje się, że to doskonałe hobby. Rękodzielnicy są zapraszani do mediów i na eventy, gdzie ich prace noszą gwiazdy muzyki czy telewizji. Polskich twórców od dawna doceniano za granicą, ale dopiero teraz są zauważani w ich własnym kraju. Nadeszła zmiana, na którą wszyscy czekaliśmy – zmiana świadomości. Zarówno u klientów jak i samych Twórców. Teraz może być już tylko lepiej.

Polskie Rękodzieło długo dryfowało po głębokiej wodzie w oczekiwaniu aż społeczeństwo dostrzeże je za burtą. Teraz już wiadomo, że handmade nie pójdzie na dno, bo na horyzoncie widać dla nas nowy ląd.

 

  • Klara

    Swietna robota i podsumowanie roku Qrkoko :) Też czuję, że ten rok będzie nasz!

    • Dzięki! ;) Popularność Rękodzieła ciągle rośnie, więc wszystko na to wskazuje :)

  • Ja bym dodała jeszcze jedno – jak dawniej rękodzieło było sposobem na stworzenie tych rzeczy, które w sklepach były niedostępne (lub z niektórych wypadkach nieosiągalne finansowo jeśli już nawet się pojawiło) tak teraz mamy zbliżoną sytuację. Społeczeństwo stety/niestety biednieje a ludzie chcący mieć coś ładnego/unikalnego na nowo odkrywają rękodzieło (w każdym jego aspekcie od biżuterii, przez ubrania, akcesoria aż po meble) bo a) rzeczy tanie to tandetna masówka b) rzeczy dobre i niepowtarzalne są poza ich zasięgiem finansowym na tyle daleko, że nie ma nawet opcji aby ich porządność przetestować ;) Moja mama zawsze powtarzała „biedaków nie stać na chłam” ;)
    Wiadomo – tworzenie też kosztuje, ale powiedzmy sobie szczerze – niewielkim kosztem też można stworzyć coś dobrego, ładnego i niepowtarzalnego na własny użytek ^^

    • Masz całkowitą rację :) A jaka jest satysfakcja jak uda się coś zrobić samodzielnie i jeszcze to spersonalizować! Uważam, że umiejętność stworzenia czegoś od podstaw jest na wagę złota, zwłaszcza w dobie technologii i komercjalizacji wszystkiego.
      Dodatkowo często od pierwszej próby zrobienia np. kolczyków na studniówkę czy uszycia nowej torebki rozwijają się nowe pasje, a z czasem i firmy :)

  • Ewelina Sz

    Chyba wcięło kilka fotek

    • Hmm, w sumie w tym tekście jest tylko jedno zdjęcie, bo reszta to udostępnione wpisy z Instagrama i YouTuba. Na innej przeglądarce też Ci się nie wyświetla?

      • Ewelina Sz

        O, naprawiło się. :)

  • Tak kompleksowego podejścia do tematu dawno nie widziałam. Gratuluje tak dogłębnej analizy sytuacji. Cieszę się, bo powiało optymizmem

    • Dziękuję za miłe słowa :) Powiało optymizmem, bo ten rok zapowiada się dla Rękodzieła bardzo dobrze :)

  • Uhuhu ten post to solidny kawał roboty. Wartościowy nawet dla mnie – której umiejętności tworzenia czegokolwiek kończą się na scrapbookingu i to w wersji digital… A ty dajesz przykład na to, że jak ktoś ma rękę do rękodzieła, to i do klawiatury. Masz taką lekkość klawiatury LOL.

    • Dzięki za miłe słowa, cieszę się, że wyciągnęłaś z tekstu coś dla siebie :) Klawiatura lekką mi jest, ale to kwestia praktyki :)

  • bardzo interesujący tekst :)

    • Dzięki! Starałam się żeby taki był ;)

  • camdenlove

    Świetny post! Powiem szczerze, kiedy potrzebuję sukni na jakąś okazję, to nie stać mnie na taką specjalnie zaprojektowaną i uszytą dla mnie. Żałuję, ale nie mogę sobie na coś takiego pozwalać. Poza tym, mamy dużo marek, których jakość odzieży jest naprawdę dobra. Myślę, że warto zwracać uwagę na chińskie produkty z uwagi na warunki pracy chińskich…tak naprawdę dzieci.
    Ale w moim życiu też przyszedł taki moment, kiedy zajrzałam do pękającej w szwach szafy i stwierdziłam, że to jest straszne. Zarabiałam ciężko na swoje „widzi mi się” od 15 roku życia. A od początku inwestowałam w rzeczy bezwartościowe. Co roku wyrzucałam dwa worki ubrań, których już nie chcę i uzupełniałam braki kolejnymi. Miałam wszystko i nic.Tak więc nowy rok i do zakupów staram się podchodzić z głową. Może nie koniecznie wszystko będzie handmade, ale skład materiału będzie sprawdzany na pewno. Aktualnie zbieram na torebkę Cambridge Satchel. I trzymajmy kciuki za handmade.

    • Jasne, zgadzam się z Tobą, że nie trzeba wpadać od razu ze skrajności w skrajność i rezygnować ze wszystkiego co sklepowe na rzecz tylko zdrowej żywności, wysokiej jakości ubrań czy handmade. Najważniejsze to zyskać świadomość, że nie warto kupować już więcej, ale taniej, tylko czasem warto kupić raz a dobrze :)

      A co do kolekcjonowania ubrań to ja kiedyś miałam podobny problem, ale po lekturze książki Joanny sobie z tym poradziłam :) http://qrkoko.pl/slow-fashion/

  • Agnieszka Głaz-Fedak

    Wspaniały, w samą dziesiątkę:) Buziaku, Aga Rękodzielnk:)

  • Karteczkowy Kącik

    Fantastyczny artykuł, który daje do myślenia. Ja mam firmę legalnie zgłoszoną i działającą od ponad ośmiu lat. Zmagam się z wieloma trudnościami, są momenty lepsze i gorsze….ale dla tych lepszych warto przetrwać te gorsze :) Zadowolenie i polecenie moich usług przez Klienta to najlepsza dla mnie nagroda i działam dalej :) Najbardziej irytuje mnie mnóstwo osób na potęgę handlujących na FB. Za parę groszy, bez firmy itd. można wymieniać…Jak z nimi konkurować? :(

    • Zgłaszać to dla Facebooka, ewentualnie gdzieś dalej. Osoby, które zrobiły sobie cały biznes z handlowania na FB, a nie myślą o założeniu firmy nie tylko łamią prawo i psują całą branżę handmade, ale też oszukują samych klientów, bo nie obejmują ich pełnymi prawami konsumenta, które mieliby gdyby kupowali u przedsiębiorcy.

      • Joanna Wichtowska

        A co jeśli dorabiam szydełkowanymi maskotkami za pośrednictwem FB do studiów, a firmę planuję założyć po ich ukończeniu? Mam świadomość, że jest to para/nielegalne, ale mam też świadomość, że póki studiuję, nie jestem w stanie włożyć w działalność dość czasu, żeby była opłacalna. :/

        • Zależy o co dokładnie pytasz. Jeżeli chodzi Ci o kwestie prawne to wszystko zależy od częstotliwości takiej sprzedaży. Im częściej sprzedajesz tym bardziej wystawiasz się na ewentualne kontrole. Już kilka razy pisały do mnie czytelniczki, które tylko sobie dorabiały, że ktoś przeprowadził zakup kontrolowany, a one nie wydały żadnego dowodu zakupu, bo nie miały żadnej firmy i poleciały grzywny. Dlatego postępujesz na własne ryzyko.

          Jeżeli pytasz o etyczne kwestie takiego rozwiązania to dużo zależy od Twojej polityki cenowej. Jeżeli nie zaniżasz drastycznie cen w stosunku do konkurencji sprzedając prace, poniżej ich wartości to teoretycznie nie szkodzisz aż tak bardzo branży handmade, ale tylko teoretycznie, bo w praktyce prawo obowiązuje nas wszystkich i Ci, którzy założyli działalność na sprzedaż Rękodzieła zawsze będą poszkodowani w stosunku do tych, którzy sprzedają na czarno.

          Jeżeli chodzi o kwestie wizerunkowe to również wszystko zależy od Twojej polityki cenowej i podejścia do klienta. Jak teraz sprzedajesz tanio to po założeniu firmy stracisz klientów, którzy przyzwyczaili się do Twoich niskich cen. Generalnie dużo wpisów na ten temat było już na blogu.

          Musisz się zastanowić nad kolejnymi krokami. Jeżeli faktycznie planujesz po studiach założyć firmę to lepiej dorabiać do studiów w inny sposób niż przez sprzedaż rękodzieła, bo nie jest to najlepszy sposób – http://qrkoko.pl/czy-musisz-sprzedawac-prace/. A do tego czasu po prostu gromadź wiedzę o rynku i buduj swoją markę, a kiedy już będziesz gotowa na sprzedaż to zrób to porządnie :)

  • martol

    heh dawniej ludzie mieli więcej czasu, bo nie było TV, a jeśli już była to kilka programów i nie patrzyło sie na to, co akurat leci po to, żeby tylko patrzeć… a teraz…słabią mnie ludzie, którzy nigdy nie mają czasu na nic, dziwią się, że ja przy niemowlaku robię na drutach, szydełku. prowadzę kronikę, czytam książki i robię wiele innych ciekawych rzeczy, ale nie patrze w tv tak jak oni, ilość czasu nieograniczoną…… pozdrawiam rękodzielników :)

  • Agata Stawowy

    Super tekst! Jeszcze bardziej motywuje mnie do pojscia na swoje! Juz umówiona w sprawie inkubacji! Pozdrawiam!

    • Super! W takim razie bardzo się cieszę i trzymam kciuki!

  • rzeczyodnatury

    Sama niedawno doszłam do podobnych wniosków. Na pewno cieszy zmieniająca się mentalność ludzi (kupujących) jak i samych rękodzielników. Swoje wyroby trzeba umieć sprzedać. Ładnie obfotografować, zapakować… Ja się dopiero uczę, ale teraz przynajmniej jest OD KOGO się uczyć, przybyło profesjonalistów i ciekawych rozwiązań. Ostatnie zdanie bardzo mnie ucieszyło :)

  • Dopiero teraz natrafiłam na ten tekst.

    Od zawsze lubiłam tworzyć różne rzeczy. Nawet w tych mrocznych czasach, kiedy posiadanie rzeczy z metką „Made in China” dawało Ci plus miliard do stylu, lansu i do fajności. Wtedy ja ubierałam biżuterię, którą sama zrobiłam, ubrania, które przerobiłam ze starych ciuchów i miałam inne gadżety, które ozdabiałam własnoręcznie. Nosiłam to, bo mi się podobały te rzeczy i sprawiało mi przyjemność robienie ich. Ale szczerze mówiąc… trochę się ich wtedy wstydziłam, bo przecież modne były rzeczy, które kupiło się w galerii handlowej (do której trzeba było jechać do najbliższego wielkiego miasta!), a wszystkie takie jakieś chałupniczo robione bzdety, to siara była, oznaka biedy, zaściankowości i ogólnie zacofania…

    Kilka lat temu, kiedy rękodzielnicy wyszli już ze swoich ściśle tajnych pracowni i zaczęli z dumą pokazywać światu, że potrafią własnoręcznie stworzyć piękne i niesamowite rzeczy, z zaskoczeniem odkryłam, że nie jestem jedyną osobą w okolicy, która „traci czas na takie głupoty, zamiast zająć się czymś pożytecznym”. Też odważyłam się nieco wystawić nos ze swojej norki. Reakcje były różne i niektóre śmieszne. Jedni zachwycali się, jakbym miała jakieś nadludzkie, niesamowite supermoce („Sama to zrobiłaś!? WOW! Niesamowite! Ale w sensie, że sama to szyłaś, tak igłą? Sama to kleiłaś/malowałaś?”), inni reagowali zupełną olewką („Moja kuzynka dwa lata temu kupiła w H&M podobne, tylko że inne…”, „A ja po godzinach gram w CS’a…”), a jeszcze inni wręcz negatywnie („Aha, rękodzieło. To takie jakieś rzeczy z ludowymi, pstrokatymi kwiatkami, które robią stare babcie na wsi, kiedy jest zima i nie da się w polu pracować”). No nie powiem, te wszystkie reakcje trochę mnie wystraszyły i znów zaszyłam się głęboko ze wszystkimi swoimi robótkami. Niby trochę się w ostatnim czasie „otworzyłam” ze swoim rękodziełem, ale tak straaasznie nieśmiało i wciąż znaczna większość moich znajomych nie ma zielonego pojęcia co robię w czasie wolnym. Jedynie najbliżsi znajomi i rodzina wiedzą, że lubię sobie w wolnych chwilach tworzyć różne rzeczy ;-)

    A ten tekst, mimo iż czytam go z prawie rocznym opóźnieniem, wreszcie w pełni zmotywował mnie do tego, żeby przestać być zawstydzonym rękodzielnikiem, który wszystko co stworzy wkłada do szuflady i zamyka na cztery spusty. 2016 rok faktycznie był dla rękodzieła wyjątkowy. I mam nadzieję, że kolejny będzie jeszcze lepszy! I obiecuję, że ja też dołożę do tego swoją małą cegiełkę – przestanę się wreszcie kitrać ze swoimi rękodziełami gdzieś po kątach i różnych ciemnych zakamarkach!

    • Bardzo się cieszę, że się odważysz! Nie ma się czego bać, ludzie zawsze i na wszystko będą różnie reagować, więc ze swojej pasji zrób swoją tarczę!
      Cieszę się, że dołożysz swoją cegiełkę! Dzięki temu zbudujemy mocne fundamenty dla przyszłych pokoleń rękodzielników <3