Kiedyś wszystko było dla mnie jasne. Robótki ręczne były naszą dumą, chlubą i sportem narodowym, a Rękodzieło słusznie stało na świeczniku. A potem ludzi coś przyćmiło i wszystko na kilka lat przygasło. Na szczęście w tym roku handmade wyjdzie z cienia na dobre, ale będzie błyszczeć z zupełnie innego powodu niż wcześniej.

Dyskusje o Rękodziele bywają dla mnie niebezpieczne, bo czasem jak usłyszę Himalaje absurdu typu „handmade w końcu się odradza!” to walę się w czoło tak mocno, że w Sudetach mają zagrożenie lawinowe. Zaraz, zaraz, jak może odradzać się coś co nigdy nie umarło? Przecież handmade był w sercu każdego Twórcy przez cały czas! Chociaż przyznaję, że w tych pomrukach głupoty jest pewien szmer prawdy – przez długie lata z kondycją Rękodzieła nie było najlepiej. Był czas kiedy ludzi nie obchodziło co u nas słychać i jak zdrowie, więc te serce krwawiło. Dopiero od niedawna coraz więcej osób chce posłuchać jego bicia. Tylko czy powinniśmy być zaskoczeni jak po diagnozie doktora House’a, że jednak pacjent będzie żyć? No niezupełnie, bo wszystko wskazywało na to, że Rękodzieło po swoich chudych latach znowu będzie tryskać zdrowiem. Aby to zrozumieć wystarczy tylko spojrzeć na jego kartę choroby, gdzie widać co mu tak zaszkodziło.

DLACZEGO RĘKODZIEŁO PRZESTAŁO BYĆ DOCENIANE?

Złożyło się na to wiele czynników – sytuacja w naszym kraju, mentalność społeczeństwa, a także złe praktyki samych Rękodzielników w czasach kiedy mieli szansę na wypłynięcie. Udajmy się więc na małą podróż w czasie.

 

» Ze wsi powstałeś

Wchodzę do Tardis i robię sobie wycieczkę o kilkadziesiąt lat wstecz, a na widok tego co zastaję moje kościste policzki puchną niczym chomik na gastrofazie. Co widzę? Polską wieś, gdzie sztuka ludowa miała szacunek ludzi ulicy usłanej kocimi łbami. Rękodzielników noszą na rękach, bo ich własne są zbyt cenne – w końcu potrafią stworzyć nie tylko piękne, ale też użyteczne przedmioty. I to w czasach kiedy od myszy głośniej piszczała tylko bieda, a w sklepach najlepsze co się rozchodziło to echo. Nie zapowiada się na to, że dorobek utalentowanych hafciarek i dziewiarek, które chodzą po czerwonym dywanie nagle zacznie być pod niego zamiatany.

 

A jednak nadeszły lata kiedy praca ludzkich rąk straciła na znaczeniu, bo społeczeństwo dało sobie wmówić, że swąd importowanej chińszczyzny i rozmnażających się jak króliki galerii handlowych to „powiew nowoczesności”. Wracam ze smutkiem do swojej niebieskiej budki policyjnej i sprawdzam czy może nie wpisałam złych współrzędnych. Niestety, taki obrót sytuacji to był efekt złych priorytetów w naszym życiu. Tak teraz miała wyglądać przyszłość. Zamiast uzależniającej potrzeby samorealizacji, zachwycania się pięknem wytworu ludzkich rąk i podtrzymywania tradycji wybraliśmy inny nałóg – masowy zakupoholizm.

» Galerii handlowych jak grzybów Huba

Galerie handlowe zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu, a potem ewoluowały w pasożytnicze Huby. Niby dały nam swobodny dostęp do wszystkich towarów, o których wcześniej nam się nawet nie śniło, ale tak naprawdę to nas rozleniwiły i upośledziły umiejętność czerpania radości z rzeczy. Były jak obiadek u babci – niby zaraz pękniemy z przejedzenia, ale jest tyle dobrego w zasięgu wzroku, że wciśniemy jeszcze troszeczkę.

Nagle z etapu kiedy nie było niczego i trzeba było radzić sobie na własną rękę, wskoczyliśmy na taki gdzie każdy nam coś w nią wciskał i nie musieliśmy już nic sami robić. Narastał przepych i przesyt, z którym nie byliśmy w stanie sobie poradzić. Półki sklepowe nagle nabawiły się efektu jojo – jak wcześniej były do bólu puste, tak teraz uginały się pod towarem, aż oczy bolały od patrzenia. Towarów było tak wiele, że przestaliśmy już ogarniać czego potrzebujemy, więc pozwoliliśmy reklamom odpowiadać za nas. Na własne życzenie eksmitowaliśmy z naszego życia spokój, relaks i docenianie małych rzeczy, a zamiast tego zaprosiliśmy w gości pośpiech za awansem, większą pensją i kolejnymi produktami, które coraz szybciej przestają sprawiać nam radość. Zafundowaliśmy sobie worki pod oczami, stany przedzawałowe czy paniczne poszukiwanie celu w życiu i jeszcze nazwaliśmy to postępem. To nie było miejsce i czas dla Rękodzieła, które wymagało cierpliwości, poświęcenia i zaangażowania.

» Utracony szacunek do ręcznej pracy

Ludzie rezygnowali z Rękodzieła na rzecz ubrań czy biżuterii z sieciówek, bo zaczęli się go wstydzić. Artyzm z polskich wsi postrzegali jako obciach, bo skoro mieli już swoje podziemne parkingi i Colę z dolewki to byli zbyt cywilizowani, by zachwycać się przaśnym folklorem. Zdolności manualne przekazywane z pokolenia na pokolenie powoli traciły swoją wartość. Kiedy ludziom coś się zepsuło to słysząc pytanie „a może by naprawić?” nie przestawali się śmiać dopóki nie doszli do sklepu, by kupić nowe. Jak ktoś potrzebował sukienki czy biżuterii to nie zastanawiał się nad projektem i materiałami do wykorzystania, tylko nad tym, w której galerii dostanie większy rabat i dodatkowe punkty, bo zbiera na czajnik. Ludziom wciąż się strasznie śpieszyło i chcieli więcej, tylko sami do końca nie wiedzieli gdzie i po co.

» Rękodzieło wlazło między wrony

Tradycję robótek ręcznych podtrzymywała wtedy garstka pasjonatów, która na czas przesytu szybkim życiem i konsumowaniem schowała się w cieniu. I nie do końca umiała się tam odnaleźć. Kiedy ludziom powoli ta masówka zaczęła się przejadać to Rękodzielnicy nie potrafili zaoferować im alternatywnej diety. Zamiast tego postanowili dostosować się do realiów i fastfoodowego menu ówczesnego świata. Kiedyś handmade cechował się niepowtarzalnością. Nasze babcie miały niewielki dostęp do materiałów czy wiedzy, a i tak zaskakiwały nas pomysłowością i wykonaniem swoich prac. Natomiast kiedy my zdecydowaliśmy się ujawnić na rynku to postawiliśmy na masówkę i odtwarzanie najpopularniejszych trendów. Celebrytki, bransoletka na gumce czy shamballa – kiedy tylko coś stawało się modne wtedy rynek rękodzielniczy zalewała masa tych samych produktów, bez żadnego podnoszenia sobie poprzeczki czy eksperymentowania techniką. Zrobić, sprzedać i zapomnieć. Takie praktyki nie wróżyły nic dobrego. A to był dopiero początek złych czasów.

» Szara strefa – mroczne widmo Rękodzieła

Rękodzielnicy weszli na sprzedażowy rynek nie mając pojęcia jak się w nim zachowywać. Zamiast dbać o swój wizerunek Twórcy, który tworzy niepowtarzalne prace i kreować swoją markę, oni zrobili z siebie chałupników, niczym nie różniących się od tych masówek z sieciówek. I tak też zaczęli traktować ich klienci, którzy przestali mieć szacunek do ręcznej pracy. No bo jak mają szanować kogoś kto wycenia swoją ciężką pracę za marne grosze, a jeszcze pozwala wymuszać na sobie rabaty na ładne oczy lub ostatnią sztukę?

Nieświadomość klientów w temacie Rękodzieła ciągle rosła, bo ludzie nie wiedzieli czym tam tak naprawdę jest handmade i myśleli, że to kolejna chińszczyzna z taśm produkcyjnych, tylko sprzedawana gdzieś pod stołem bez markowych metek, więc na pewno jest gorszej jakości niż ta ze sklepu. A sami Twórcy nie wyprowadzali ich z błędu. Chociaż brali się za sprzedaż to nie myśleli o swojej Pasji jak o poważnym biznesie, a raczej jak o sposobie na łatwy zarobek. Przez to zaniedbywali wszelkie podstawy zarządzania, ekonomii czy marketingu i w oczach klientów wypadali bardzo nieprofesjonalnie, co rzutowało potem na całą branżę handmade.

Rękodzielnik nie był kojarzony z poważnym artystą z fachem w rękach, a raczej z amatorem dziubiącym sobie po godzinach, którzy będzie wdzięczny jak mu się rzuci łaskawie kilka dukatów. Na taki kiepski wizerunek Rękodzielnicy nieświadomie zapracowali sobie sami. Przecież nic się nie stanie, jeżeli kilka razy sprzedam swoją pracę po kosztach na czarno i czasem sobie kogoś splagiatuję – pomyślało tak kilkaset tysięcy Twórców, którzy przez kilkanaście miesięcy powoli zatruwali zdrowy organizm branży rękodzielniczej.

Na szczęście w końcu przyszedł czas oczyszczenia i w ciągu ostatniego roku wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze. Jest też duża szansa na to, że 2016 rok będzie pełną rehabilitacją dla polskiego Rękodzieła.

 

RĘKODZIEŁO PODNOSI SIĘ Z NOSZY

W ostatnim roku zaobserwowałam wiele dobrych zmian w branży handmade. Pewnie mam w tym jakiś swój skromny udział, ale największa zasługa należy do samych Rękodzielników, którzy zrozumieli, że nie mogą tylko stać i się przyglądać. Przede wszystkich wzrosła świadomość tego jak ważne jest kreowanie własnej marki i dbanie o spójność wizerunku.

Twórcy zaczynają edukować swoich odbiorców na czym polega ich praca, tak by ludzie wiedzieli, że płacą za indywidualne podejście, lata pracy i najlepsze materiały. Przestano też powielać brednie, że prawo autorskie w Rękodziele to legenda, którą można włożyć między bajki. Owszem, ciągle zmagamy się z plagiatami, ale nie jest to już tak masowe i społecznie akceptowane zjawisko jak jeszcze 2 lata temu.

Jednak najbardziej mnie cieszy zmniejszenie się szarej strefy. Jestem dumna z wszystkich Rękodzielników, którzy postanowili żyć ze swojej Pasji i założyli firmy. I cieszę się podwójnie kiedy takim Twórcom udaje się utrzymać swoją działalność w naszym kraju, gdzie zysk Państwa buduje się na wyzysku obywateli. Każdemu legalnie działającemu Rękodzielnikowi składam wielkie chapeau bas.

Justyna Lorkowska – jedna z najpopularniejszych polskich dziewiarek

 

Popyt na Rękodzieło rośnie. Kiedy rozmawiam z osobami w moim wieku to słucham jak z rozrzewnieniem wspominają ręcznie dziergane swetry od babć, piękne serwetki, które bieliły się na Wielkanoc czy cudowne haftowane bluzki. Ludzie tęsknią za tradycją i chcą kupować Rękodzieło, tylko trzeba umieć do nich dotrzeć. Wielu Twórców zrozumiało, że samo stworzenie pracy to dopiero pierwszy krok do jej sprzedaży, dlatego dbają o marketing i szukają nowych sposobów promocji. Przez to, że na rynku był duży zalew tych samych technik, zaczęto eksperymentować ze stylem, aby się wyróżnić. Miksowano techniki lub wykorzystywano materiały, które wcześniej nie były stosowane do Rękodzieła, np. biżuteryjny haft sutasz był ozdobą uniformów wojskowych, a frywolitka, która wcześniej była obecna tylko w serwetkach i ozdobach ubrań zaczęła przenikać do biżuterii. Coraz więcej Rękodzielników się profesjonalizuje – kreują własne wzory i trendy, przez co pokazują, że handmade nie musi być dziecinadą i hobby po godzinach, tylko sztuką i pomysłem na biznes.

Ludzie na nowo zaczęli doceniać pracę ludzkich rąk, a nowe pokolenie Rękodzielników poszło w dobrym kierunku wyprowadzając polski handmade na prostą. Czy w tym roku będzie podobnie?

 

W 2016 ROKU RĘKODZIEŁO ODZYSKA DAWNĄ CHWAŁĘ

Społeczeństwo przejrzało na oczy zaślepione do tej pory przez reklamowe billboardy krzyczące „KUPUJ!”. Nie robią już na nas wrażenia fastfoody chwalące się wypiekaniem całej pizzy w 5 minut – wolimy zjeść wolniej, ale lepiej. Przestaliśmy rzucać się na każdą wyprzedaż ciuchów, które niszczą się już podczas pakowania przy kasie, skoro podobne zalegają nam w szafie – wolimy kupić mniej, ale mieć zagwarantowaną jakość. Wracamy do spokojnego życia i takie pojęcia jak Slow Fashion czy Slow Food nie kojarzą nam się z hipsterstwem, a raczej z alternatywą na szaleńsze tempo życia dzisiejszych czasów. To samo zaczyna dla nas znaczyć Slow Craft.

Rękodzieło staje się opozycją do wylewającej się z każdej strony tandety. Chcemy biżuterii czy dodatków przekazywanych z pokolenia na pokolenie, a nie towarów wymienianych z roku na rok. Zwłaszcza, że handmade jest świetnym sposobem na spędzanie wolnego czasu i oderwanie się od rzeczywistości. Coraz więcej ludzi (w tym również celebrytów) przekonuje się do Rękodzieła i przyznaje, że w obecnych czasach pogoni za wszystkim to bardzo dobra forma relaksu. Handmade świetnie działa na poczucie własnej wartości, bo pozwala na własne oczy przekonać się, że jesteśmy w stanie stworzyć coś od zera.

 

Zaczęliśmy na nowo doceniać Rękodzieło, ponieważ zmieniło się też jego przeznaczenie. Handmade nie musi być już tylko użytkowy, ale może stać się osobną dziedziną sztuki. Przez to zaczął się nim interesować świat mody, gdzie coraz częściej wraca się do starych wzorów i na nowo interpretuje się czasy świetności Rękodzieła.

 

Media również poszły po rozum do głowy i nie traktują już Rękodzieła po macoszemu. Do telewizji czy radia są zapraszane coraz głośniejsze nazwiska, które nie występują tam w roli ciekawostki, a raczej autorytetów mających naświetlić społeczeństwu czym jest Rękodzieło i dlaczego warto się nim zainteresować.

Rękodzielnicy sami też wychodzą z inicjatywą i angażują się w duże, społeczne akcje.

 

Nie wstydzimy się już handmade’u, a wręcz przeciwnie – znowu zaczął być dla nas powodem do dumy. Influencerzy coraz chętniej pokazują się z Rękodziełem – RedLipstickMonster prezentująca prace swoich fanów; Radzka, która wspiera polskie marki rękodzielnicze; StylizacjeTV, która ma cały dział I Love HandMade; Agnieszka Chylińska, która pochwaliła się publiczne swoją Pasją – to tylko niektóre dowody na to, że Rękodzieło wraca do łask i wkrada się na stałe do elementu naszej kultury.

 

 

TO JEST NASZ CZAS

Wszystkie znaki na niebie, ziemi i pracowni wskazują na to, że 2016 rok będzie przełomowy dla Rękodzieła. Coraz więcej osób o nim mówi, coraz więcej marek rękodzielniczych wybija się do szerszej publiczności, coraz więcej ludzi przekonuje się, że to doskonałe hobby. Rękodzielnicy są zapraszani do mediów i na eventy, gdzie ich prace noszą gwiazdy muzyki czy telewizji. Polskich twórców od dawna doceniano za granicą, ale dopiero teraz są zauważani w ich własnym kraju. Nadeszła zmiana, na którą wszyscy czekaliśmy – zmiana świadomości. Zarówno u klientów jak i samych Twórców. Teraz może być już tylko lepiej.

Polskie Rękodzieło długo dryfowało po głębokiej wodzie w oczekiwaniu aż społeczeństwo dostrzeże je za burtą. Teraz już wiadomo, że handmade nie pójdzie na dno, bo na horyzoncie widać dla nas nowy ląd.