Rękodzieło na wiecznej gwarancji

27

Qrkoko.pl - Rękodzieło na wiecznej gwarancji

Pisałam już parę razy, że nie sprzedaję swoich prac i ma to swój plus – nie muszę ich naprawiać kiedy się uszkodzą. Za to mam mnóstwo znajomych, do których przychodzą ich klienci, rzucają na stół zniszczoną pracę i przyklepują odręcznie napisany na papierze toaletowym świstek „wieczna gwarancja” burcząc pod nosem:

NAPRAW MI TO

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że praca wygląda jakby przeżyła wszystkie naturalne kataklizmy, a wakacje ’45 spędziła w Hiroszimie.

Ze zwrotami moich prezentów nie miałam jeszcze styczności, poza jednym przypadkiem. Wrócił do mnie szydełkowany miś, który „sam się rozleciał”. Jak mógł się rozlecieć na pół? Po tygodniu dowiedziałam się, że pies właścicielki postanowił sprawdzić wytrzymałość maskotki na gryzienie, tarmoszenie i rozrywanie. Brace yourself! Jeżeli sprzedajesz swoje prace i zjawisko „wiecznej gwarancji” jest Ci obce – to wszystko przed Tobą.

WYKOŃCZ PRACĘ TAK, ABY JEJ NIE WYKOŃCZONO

Niezależnie od tego, kto jest odbiorcą moich prac zawsze wykańczam je tak, by przeżyły mnie, moje koty i nową cywilizację. Jednak nie zawsze tak było. Kiedy zaczynałam dekadę temu dopiero upijałam się uczuciem JA TWORZĘ i chciałam robić jak najwięcej. Nie miałam dobrych narzędzi, w moim mieście nie istniał żaden sklep z elementami do biżuterii, a ja nie mogłam sobie pozwolić na  ściąganie elementów z Internetu częściej niż raz na 3 miesiące. Impulsy z modemu leciały jak szalone. Pracowałam więc na wszystkim co mi wpadło w ręce. Nikt nie uczył mnie co to są loopy, podkówki czy łapaczki i jak powinno się wykańczać prace. To dlatego pierwszych dzieł nie fotografowałam, a resztę zdjęć pochłonął ogień piekielny razem ze starym blogiem. Nie spełniały wtedy norm, które obecnie sama sobie narzuciłam.

Qrkoko.pl - Rekodzieło na wiecznej gwarancji

Teraz skupiam się nad tym co robię i poświęcam do kilku godzin więcej, by wszystko było dopięte na ostatni półsłupek. Tworzę prace tak, aby przy odpowiednim użytkowaniu mogły przechodzić z pokolenia na pokolenie.

DRZEWO GENEALOGICZNE GWARANCJI

„Zrobiłaś to raz – naprawiaj do końca życia.” Kto z Was nie zna tego problemu?  Klient zamówił prace jeszcze u Waszych matek czy babć, a do dzisiaj widujecie go z tą samą pracą, którą zwraca z usterką. Po raz piąty naprawiasz tą samą bransoletkę, którą sprzedałaś wieki temu i która nie ma prawa ponownie się zepsuć, a jednak wraca do Ciebie jak bumerang.

Qrkoko.pl - Rękodzieło na wiecznej gwarancji

Nie pytasz klienta co jest przyczyną usterki, tylko pokornie naprawiasz, bo boisz się, że go stracisz. Nie zauważasz tylko, że tego klienta straciłaś już dawno.

Dobry klient szanuje Ciebie i Twoją pracę

Naprawiając w kółko tą samą rzecz bez żadnych dociekań pokazujesz, że można Ciebie wykorzystywać. I tylko głupi by tego nie zrobił. Jeżeli klient widzi, że może w najbardziej wymyślny sposób zniszczyć Twoją pracę z jego winy, a Ty i tak udzielasz rozgrzeszenia naprawiając mu ją pokornie w nieskończoność, to będzie grzeszył do woli. Oczywiście bywają przypadki, kiedy koraliki przecięły żyłkę lub dziecko dorwało się do kompletu i możemy wtedy klientowi pomóc. Najczęściej jednak przypadki chodzą po ludziach i wszystkie zniszczenia to ich wina.

TO SIĘ SAMO ZEPSUŁO

To samo z siebie się rozleciało! To przy okazji jak już Pani będzie naprawiać to wprowadzimy małą popraweczkę  i coś wymienimy. No bo co to dla Pani? Ja taka zdolna to nie jestem, nie mam narzędzi, a dla Pani to hop siup i zrobione!

Brzmi znajomo? Nagminnie spotykanym powodem reklamacji rękodzielniczych prac jest zwykła ludzka chytrość. Klient uważa rękodzielnika za durnia i myśli, że jak sam coś popsuje to ma okazję do darmowej modyfikacji zakupionej rzeczy, bo ta w obecnej postaci już mu się znudziła. Rękodzielnik i tak się nie zorientuje kto to popsuł, a on będzie miał nową pracę za darmo. Zapomina tylko o jednym – Twórca zna lepiej swoją pracę i wie kiedy faktycznie powinien ją naprawić.

Dwie autentyczne sytuacje , które przydarzyły się znajomym:

  1. Klient pomyślał, że zaoszczędzi trochę czasu i 48 centymetrowe korale robione na wymiar ściągnie bez rozpinania zapięcia. Przez głowę.
  2. Klient zamówił bardzo wygodną metalową bransoletkę. Wygodną do tego stopnia, że zapomniał o jej istnieniu i poszedł z nią na basen. Przypomniał sobie o niej ponownie, kiedy wszystkie metalowe elementy poczerniały.

Czy w jakiejkolwiek alternatywnej rzeczywistości naprawa takich zniszczeń podpadałaby pod gwarancję? Według tych klientów „to samo się jakoś zrobiło”.

Qrkoko.pl - Rękodzieło na wiecznej gwarancji

Kiedy nie jestem pewna przez co przeszła moja praca, bawię się w dobrego i złego rękodzielnika. Jeżeli trzeba to świecę lampką po oczach i przypalam pięty lutownicą. Zawsze dowiem się jaki jest prawdziwy powód usterki. I ty też nie bój się o to pytać.

Nie ma czegoś takiego jak: samo się zepsuło, zerwało, odpadło. Jeżeli jesteś pewny, że z Twojej strony wszystko grało to zawsze winny jest odbiorca. Ewentualnie pan listonosz, który pomylił Twoją paczkę z paletką do ping-ponga.

ZAPEWNIJ SWOJEMU DZIECKU BEZPIECZNY DOM

Moje prace są moimi dziećmi. Darzę je dożywotnią miłością i dbam o ich bezpieczeństwo podczas podróży. Sądziłam, że matczyny instynkt ma każdy rękodzielniczy rodzic, jednak byłam w błędzie. Przekonałam się o tym kiedy kupiłam kolczyki od dość popularnej metaloplastyczki. Rozleciały się już podczas transportu. Całość dałam radę naprawić od ręki, jednak napisałam maila z prostą wiadomością:

– Dostałam paczkę, kolczyki rozpadły się na pół. Możliwe, że z powodu transportu.

Jaką dostałam odpowiedź?

– Nie przyjmuję reklamacji! Możesz kupić nowe, bo tamte które wysłałam były dobre!

Po przeczytaniu tego od razu wrzuciłam jej kontakt w folder „Rękodzielniczy chłam”. I to nie ze względu na to, że praca przyjechała zniszczona. Nie dlatego, że  jej autorka zamiast od magazynierów uczyła się sztuki pakowania od koksów kupujących roczny zapas kreatyny po miesiącu na siłowni. Chodziło o jej nastawienie „kup se nowe”. Jeżeli ona swoich prac nie traktuje z szacunkiem i stosuje wobec nich politykę „jak ta praca nie wytrzyma, to puszczę w obieg drugą” to na mój szacunek również  nie zasługuje.

Kiedy ja wysyłam swoje prace zabezpieczam je tak, by przetrwały najcięższą podróż. Jeżeli nie przewożę ich sama, głaszcząc je podczas podróży i śpiewając im piosenki, to opakowuje je w taki sposób, że maskotka Michelina to przy nich chuderlak.

LOS TAK CHCIAŁ

Wypadki losowe zawsze będą miały miejsce i to od Ciebie zależy, które zaakceptujesz i przyjmiesz do naprawy. Ty decydujesz czy w swojej gwarancji dopuszczasz wciąganie bransoletek na siłę bez odpinania, sypianie w kolczykach lub pranie w pralce ręcznie szytych maskotek. Twoja w tym wola czy przyjmiesz setną reklamację pracy, która nie ma prawa się tak często psuć, od osób mających problem z obsługą widelca. Tylko Ty masz wpływ na to, czy uniemożliwisz sobie rozwój umiejętności, poświęcając cały swój czas na naprawę pary kolczyków, którą klient uparcie przerabia co dwa dni.

Dobrze się zastanów czy w swojej gwarancji na pewno chcesz uwzględnić wszystkie fanaberie klientów i odporność prac na Armageddon.

Qrkoko.pl

Patrz jakie ładne! Kliknij!