Recenzja Admiralette

0

Qrkoko.pl - Recenzja Admiralette

Miałam problem z recenzją tej książki, bo Admiralette przejęła cechy jej autora i stwarza pozory.

Chociaż sam Andrzej Tucholski przy pierwszym kontakcie sprawia wrażenie miłego, spokojnego chłopaka, który coś tam pisze sobie pisze o kulturze, to jednak ma ten błysk w oku mówiący „chcę przejąć władzę nad światem”. I zaskakuje. Nie zawsze pozytywnie, ale zawsze na tyle niespodziewanie i przewrotnie, że nie można obok jego decyzji przejść niewzruszenie. Bo kiedy w erze czasów, w których książki wydawane przez blogerów są w mniejszym lub większym stopniu wersją bloga przelaną na papier to Andrzej zdecydował się napisać… morskie fantasy!

Przed napisaniem tej recenzji nie zapoznawałam się z innymi opiniami o niej, chociaż byłam świadoma, że po Sieci krąży mnóstwo negatywnych recenzji. Ja na szczęście nie śpię na literaturze marynistycznej, więc nie zauważałam niedociągnięć fachowego morskiego nazewnictwa, co było jednym z zarzutów krytyków. Również nie jestem stałą czytelniczką Tucholskiego, a sam blog jestkultura.pl poznałam stosunkowo niedawno. Te połączenie pozwoliło mi zainteresować się książką na zasadzie „sprawdzę co tam bloger napisał”, ale jednocześnie uniknęłam wpływu moich odczuć do autora na sam odbiór książki. Dzięki temu już po pierwszych przeczytanych stronach nie uwielbiam tej książki, bo napisał Tucholski <3, ani jej nie nienawidzę, bo napisał Tucholski :/

Tak jak wcześniej wspomniałam książka również stwarza pozory i lubi zaskoczyć. Chociaż może się wydawać, że Andrzej dopiero debiutuje, więc czeka nas fantasy niskich lotów, to jednak książka ma kilka rozwiązań, które myśli o debiucie potrafią skutecznie odgonić.

PIERWSZE WRAŻENIE

Pierwszy kontakt z książką mogę porównać do gotowania wystawnego obiadu kiedy jesteśmy głodni – ciężko w trakcie nie podjadać składników. Tak samo było z Admiralette, bo przy zakupie książki od razu otrzymałam wersję elektroniczną, ale na papier musiałam czekać ponad miesiąc.

Qrkoko.pl - Recenzja Admiralette

W końcu po długim oczekiwaniu dotarł do mnie rycerz na białym rumaku Poczty Polskiej i miałam już książkę w zasięgu wzroku. Niestety, powieść przeczytałam zanim zdążyłam mrugnąć.

książka jest za chuda

Chociaż za to zdanie znienawidzą mnie wszystkie fanatyczki diet, to jednak chciałabym aby książka była grubsza. W dodatku Andrzej zadbał o mój szwankujący wzrok i zastosował tak wielką czcionkę, że spokojnie mogłabym ją czytać bez okularów.

Qrkoko.pl - Recenzja Admiralette

Dla porównania Amiralette ze Starciem Królów

 

ma słabe kości

Kolejnym minusem jest jakość papieru. Książka sprawia wrażenie jakby była al dente i kiedy wieje morska bryza boję się ją zostawić samą na pokładzie. Nie wiem jaki wpływ na jej wykonanie miał autor, ale pewnie też nie jest mu dobrze z tym, że jego pociecha od małego jest chucherkiem.

Qrkoko.pl - Recenzja Admiralette

+ bliski kontakt z czytelnikami

Na początku książki otrzymujemy autograf i nawet jeżeli każdy ezgemplarz otrzymał taki sam tekst to wciąż jest to miły gest.

Qrkoko.pl - Recenzja Admiralette

POSTAĆ PIERWSZOPLANOWA

Główną bohaterką książki, która towarzyszy nam przez większość opowieści jest 17-letnia Sephira. Andrzej wiernie odwzorował charakter nastolatki w okresie dojrzewania, bowiem czasami bywa nijaka, a czasami wkurzająca. Przypomina mi trochę Katniss z Igrzysk Śmierci, bo obie panie są „równymi dziewojami”. Plują, przeklinają, potrafią pobić, ale zarazem mają delikatną i kobiecą stronę. No i ugania się za nimi gołowąs. Obie kochają swoje rodziny, straciły jednego z rodziców w tragedii, mają przyjaciół do uratowania i nie chcą być takie jakimi widzą je inni. Chociaż Andrzej inspirował się przykładem z górnej półki, to jeżeli nie przepadacie za typem bohaterki, którą chciałaby być każda nastolatka, możecie mieć problem z polubieniem Sephiry.

POSTACIE DRUGOPLANOWE

Osobiście wolałabym aby większość akcji rozgrywała się z perspektywy ojca głównej bohaterki, czyli Arneha – admirała pływającego miasta. Z racji tragedii jaka spotkała jego rodzinę i odpowiedzialności jaka na nim ciąży jest ciekawą postacią. Chociaż miejscami autor z nim przegina to przez większość czasu jaki poświęciłam na czytanie myślałam: chciałabym poznać tego faceta.

Reszta postaci wydaje się ledwie zaczętymi szkicami. Przez to, że książka jest krótka, a osób, które poznajemy od groma, dostajemy wiele dobrze zapowiadających się historii i masę zupełnie niepotrzebnych. Można odnieść wrażenie, że nie do końca wszystko jest wyważone i wszystko było po kolei odhaczane. Genialna postać Keia dostała tylko kilka stron, chociaż spokojnie mogłaby wypchnąć Sephire za burtę i przejąć główny ster.

ZARYS HISTORII

Cały czas wydawało mi się, że głównym wątkiem jest zbliżający się bunt. Tymczasem nawiązanie do niego mamy tylko na początku i końcu książki. Potem przewija się w książce kilka razy, ale żadna z postaci nie traktuje tego poważnie. Przez co i ja zaczęłam się zastanawiać – to o co chodzi w „Admiralette”?

Całość opowieści składa się z patchworkowych historii, które na szczęście się ze sobą zazębiają. Dużym plusem jest płynna narracja, która pozwala przecierpieć nastoletnie rozterki głównej bohaterki. Andrzej potraktował swoje dzieło trochę zbyt serialowo, bo kiedy zaczęła mi się podobać historia o buncie Kaia i zakotwiczenie do Chevenny, a cała książka nabierała tempa wtedy – CIACH! – koniec. Zapraszam na kolejny odcinek. No tak, to w końcu Księga Pierwsza.

ŚWIAT ADMIRALETTE

Autor dopiero pod koniec książki dokładniej opisuje nam jak wyglądała Flota. Wcześniej dostawaliśmy jedynie urywki i byliśmy zmuszeni do własnego kształtowania jej obrazu w głowie. A było co kształtować. Otóż Flota to pływające państwo składające się z dużej ilości okrętów, wielu statków i masy pomniejszych barek. Każdy statek to osobne miasto, a niektóre mają określone funkcje np. statek meteorologów, statek-magazyn itd. Są też takie okrzyknięte gorszą sławą – np. na tylne statki Sephira ma zakaz wstępu, bo chodzą tam kobiety w spodniach. Czyli prostytutki.

Cały świat jest bardzo kolorowy, a Tucholski lubuje się w jego opisywaniu. Gra słowem tak, że oczami wyobraźni widzę całą flotę, jej zakamarki, codzienny tryb życia i bardzo często kajutę głównej bohaterki, która spędza tam połowę opowieści mając szlaban. Typowa nastolatka.

Uniwersum Admiralette to świat z dwoma kontynentami działający na podobnych zasadach do naszych. Nie ma jednak elektroniki, noszenie plecaka uznawane jest za zajęcie dla plebsu, kobiety nie mogą nosić spodni, a używając wyciągarki możesz widowiskowo zabić się podczas próby transportu. Czyli podobnie jak w PKP.

Chociaż narracja świata przedstawionego bardzo mi się podobała, zwłaszcza opis Chevenny czy sposób w jaki autor przedstawia retrospekcje bohaterów, to nie potrafię zrozumieć powodu, dla którego umieścił tutaj wątek magiczny. Sephira w jednym fragmencie przemieszcza się między statkami używając jakiegoś kręgu pod podkładem, który świeci się jak wystawa bożonarodzeniowa w supermarkecie. Mam nadzieję, że będzie to miało uzasadnienie w kolejnych częściach, bo obecnie jest to zbyt zagmatwane i sprawia wrażenie, że do grona Sephiry i Katniss na doczepkę chce dołączyć Harry.

WARTO KUPIĆ?

Pomysł i wykonanie stoi na dobrym poziomie. Oczywiście nie jest to dzieło wybitne, które będzie przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale zapewni kilka miłych wieczorów. Chociaż książka wydaje się być skierowana do nieco młodszej publiki to jednak nawet starsi przy lekturze nie poczują się ogłupiani. Kupując książkę spodziewaj się wykreowanej na chłopczycę Sephiry, chłopaka zepchniętego do friendzone czy niedosytu po opowiedzianych zbyt szybko lub niewyjaśnionych ciekawych historiach. Dostaniesz dużo gierek słownych bazujących na morskich epitetach i bandę nieogolonych mężczyzn. Tucholski w ciekawy sposób przedstawia dobrze znane nam rzeczy takie jak chociażby plecak, okulary przeciwsłoneczne czy tablica i kreda. Do książki trzeba podejść z dystansem i dać jej trochę czasu na rozkręcenie się.

Admiralette warto przeczytać chociażby dla samego pomysłu i historii, która chociaż rozwija się powoli to jednak potrafi wciągnąć. Jest w niej zawarty duży potencjał – zarówno w wątkach pobocznych jak i postaciach drugoplanowych. Chociaż nieposłuszeństwo Sephiry, jej „szukanie” przyjaciółki na własną rękę czy obrzydliwe opisy wydmuchiwania nosa przez palce bywały katorgą, to kolorowe opisy i anegdoty spotykanych przez bohaterkę ludzi mi ją wynagrodziły. Z pewnością nie jest to pozycja dla każdego, ale jest na tyle lekka i przyjemna, że warto na chwilę dać się jej porwać i popłynąć z jej prądem.

SKOMENTUJ

5.8 WARTO SPRAWDZIĆ

Lekka lektura na wieczór.

  • Pierwsze wrażenie 4
  • Postać pierwszoplanowa 4
  • Postacie drugoplanowe 8
  • Zarys historii 7
  • Przedstawiony świat 7
  • Wrażenia ogólne 5

.