Przymusowa szkoła życia

0

Pewnie każdy z Was zna już sprawę nagłośnionego samobójstwa Dominika. Mówiono już o tym mediach tradycyjnych, na blogach, YouTubie i co drugim warzywniaku. Tylko wszystko wskazuje na to, że nic się nie zmieni i na gadaniu się skończy. Bo pośród pytań „gdzie byli rodzice? gdzie nauczyciele? czy tej tragedii dało się zapobiec?” wciąż słychać głosy „chłopak sam był sobie winien”.

Kiedy czytałam dyskusje o samobójstwie Dominika dotarłam do debaty społeczeństwa na temat tego jak można zapobiec przemocy w szkole. Okazało się, że na takie rozważania jest jeszcze za wcześnie, bo wciąż wielu ludzi uważa, że taka przemoc… bywa pomocna. A takie „szkolne fale” są potrzebne, bo kształtują w dziecku charakter już od najmłodszych lat.

KOCENIE

Pamiętam kocenie z czasów mojego gimnazjum. Osoby, które znałam jeszcze od podstawówki wraz ze zmianą mundurka musiały zmienić swój światopogląd, bo oto nagle okazywało się, że nie są ludźmi o równych prawach tylko kotami. Zwierzętami, które mają miauczeć chodząc po korytarzach i pić mleko ze spodeczków z podłogi. Nauczyciele nie reagowali, bo „to przecież taka tradycyjna zabawa”, ale wiem, że nie wszyscy tą zabawę wspominali z uśmiechem na twarzy. Kocenie wbrew pozorom nie kończyło się po kilku pierwszych miesiącach, tylko przeobraziło się potem w gnębienie tych najsłabszych osobników. Tych, którzy czymś się wyróżniali i byli inni. Widocznie moi uwcześni rówieśnicy pojęli mądrość życiową, której ja do dzisiaj nie posiadam, bo wciąż nie rozumiem jak rzucenie kimś o ścianę, skopanie i oplucie mogło zahartować mu charakter. A jednak…

PRZYMUSOWA SZKOŁA ŻYCIA

Za każdym razem jak ktoś wypowiadał się w sprawie Dominika, że nie ma z czego robić afery to przecierałam oczy ze zdumienia. Mamy XXI wiek, a wciąż wielu z nas uważa rozwiązania siłowe za skuteczną metodę wychowawczą. Klapsy za karę to jeszcze nie przemoc w rodzinie, a fala w szkole to zwykłe otrzęsiny. Pojawiały się komentarze, że powinniśmy być wdzięczni naszym szkolnym oprawcom, bo ich szykanowanie przygotowuje nas do trudów życia codziennego. A psychiczne i fizyczne maltretowanie może być nawet bodźcem motywacyjnym, bo jak otyłe dziecko na drugie śniadanie otrzymuje dzienną dawkę obelg, że jest grubasem to w końcu zacznie tego jedzenia zabierać ze sobą mniej i schudnie. A przynajmniej nabierze do siebie dystansu. Czytam dalej i przecieram oczy od łzawienia.

BOIMY SIĘ ODMIENNOŚCI

Dlatego wolimy zniszczyć ją w zarodku. Zastanawia mnie kim są osoby skandujące hasła „za naszych czasów było jeszcze gorzej, a nikt nie robił o tym reportaży i wszyscy żyją!”. Zaczynam zadawać sobie coraz więcej pytań: Czy to rodzice? Czy mają własne dzieci? Co zrobią osoby, które teraz uważają, że twarda ręka najlepiej uczy życia, kiedy ta ręka zawiśnie właśnie nad ich dziećmi? Czy dalej będą popierać edukacyjną przemoc kiedy to ich dziecko zamiast uczyć zacznie być uczone? I co najważniejsze – czego tak naprawdę uczą się ofary takich przymusowych lekcji?

1. Odmienność nie jest mile widziana. Możesz czuć się dobrze ze sobą, swoim ciałem i zachowaniem, ale tylko do momentu kiedy trzymasz się wyznaczonych przez innych norm.

2. Agresja jest uzasadniona, jeżeli atakującą stroną jest większość. Bo większość zawsze ma racje. Zależy tylko jak głośno krzyczy i jak mocno bije.

3. Możesz być kowalem własnego losu, o ile ktoś nie zdecyduje, że będzie inaczej.

Te 3 podpunkty to były moje myśli z czasów szkolnych. Dopiero kilka lat temu zaczęłam się im sprzeciwiać i powoli prostować skrzywione życiowe lekcje, jakie wyniosłam będąc nastolatką. Prostuję je do dnia dzisiejszego, powoli, małymi kroczkami. Nie czuję się przez to silniejsza. Wolałabym nie marnować kilkunastu lat życia na odbudowanie czegoś co nigdy nie powinno legnąć w gruzach.

Nienawiść nie bierze się z nikąd. Najczęściej wynosi się ją z domu. Czasem bezpośrednio, gdzie dziecko same będące ofiarą przemocy potem przenosi ją na swoich równieśników, bo nie zna tych pozytywnych emocji. Jednak często ta nienawiść bierze się z ignoracji. Rodzice nie dostrzegają powagi problemu przemocy w szkole lub nie chcą jej widzieć. Tłumaczą to sobie, że za ich czasów było podobnie i trzeba to po prostu przejść. Taki zwyczaj, tak się przyjęło, tak już jest.

Jesteśmy cywilizowanym społeczeństwem, ale do dziś uznajemy prawo dżungli. Kończymy coraz więcej szkół i zdobywamy coraz więcej dyplomów, ale wciąż uważamy, że najwięcej wiedzy wyniesiemy ze szkoły życia. Ona zahartuje nasz charakter, pokaże czym jest trud dnia codziennego i przygotuje nas na przeciwności losu jak tylko ją przeżyjemy. Jak widać nie każdemu się to udaje.

Qrkoko.pl

Polub mnie na Facebooku
I nie przegap nowych wpisów

.