Przyczajony stażysta, ukryty błąd

16

Qrkoko.pl - Przyczajony stażysta, ukryty błąd Znamy ich wszyscy. Bici, poniżani, ignorowani, żyjący w skrajnej biedzie. Trochę nieudoczeni, ale do perfekcji opanowali sztukę uśmiechania się, To oni, stażyści.

Stażyści są trochę jak małe dzieci. Chociaż większość jest pokraczna w swych poczynaniach, to trafiają się uzdolnione jednostki, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, o ile wcześniej się nią nie ubrudzą. Każdy z nas był kiedyś stażystą, nawet jak nie miał tego zaszczytnego stanowiska wpisanego w dokumentach. Po prostu każdy z nas kiedyś się czegoś uczył i zaczynał po raz pierwszy. Człowiek jest wtedy wielkim kłębkiem nerwów, który mechaci się z każdym popełnianym błędem. Ciężko jest nad kłębkiem zapanować, gdy do błędu nie umiemy się przyznać. Kiedy dodatkowo nie umiemy go naprawić, to zaplątujemy się w nim po uszy.

WŁOS MI Z GŁOWY NIE SPADNIE

Moją pierwszą decyzją po przeprowadzce do Białegostoku było znalezienie fryzjera. Mam długie i gęste włosy, dlatego chciałam aby takie pozostały. Wybór odpowiedniego salonu był dla mnie kwestią życia i śmierci. Trafiłam do przybytku znajdującego się niedaleko mojego osiedla. Wręcz kipiało z niego profesjonalizmem – białoczarny wystrój, francuskobrzmiąca nazwa. Czy można wymagać od fryzjera czegoś więcej?

Usiadłam na krześle i przedstawiłam swoje żądania – ścinamy zniszczone końcówki i lekko stopniujemy, ma być gites. Fryzjerka zapewniła, że da radę i zachęcana przez swoją koleżankę chwyciła za nożyczki. Poczułam się jak u Edwarda Nożycorękiego, którego ktoś pozbawił talentu, gustu i ostrzałki. W trakcie 30 minutowej sesji breakdance na fryzjerskim fotelu czułam się jakbym odbierała poród, bo pomiędzy jękami z bólu wciąż musiałam zapewniać fryzjerkę, że dobrze jej idzie. To nie pomogło, bo w końcu odłożyła swój sprzęt i powiedziała, że się poddaje. Poczułam jak włosy stają mi dęba.

Nie dość, że miałam fryzurę zrobioną do połowy to wszystko wskazywało na to, że tak zostanie. A ja będę zmuszona wmawiać znajomym, że kreuję nowy trend. W końcu podeszła do mnie koleżanka przegranej fryzjerki, po czym przedstawiła się jako kierowniczka, przeprosiła za zachowanie STAŻYSTKI i obiecała, że jak tylko pościera z podłogi jej łzy to zaraz mnie ostrzyże. Chociaż z dzisiejszej perspektywy doprowadzenie do płaczu początkującej fryzjerki może być zabawną anegdotką, to wtedy nie było mi do śmiechu. Ze wściekłości byłam gotowa wyrwać sobie niedokończoną połowę włosów. Dlaczego nie dowiedziałam się przed strzyżeniem, że obsługująca mnie dziewczyna dopiero się uczy? W jej przypadku na szyi powinna nosić wielki hologram „NOOB” z wyskakującym do akceptacji pop-upem „w razie problemów uciekam. zgadzasz się?”.

Poczułam się oszukana, bo postawiono mnie przed faktem dokonanym – zapłacę pełną cenę usługi za bycie królikiem doświadczalnym. Gdybym wiedziała, że stażystka dostaje ataków paniki na widok gęstych włosów to uciekłabym z salonu zanim zdążyłabym powiedzieć „ombre”. Fryzurę dokończyła szefowa, a ja dostałam zniżkę. Mimo tego bałam się strzyc gdziekolwiek przez kolejne dwa lata. Próbowałam na własną rękę pomóc moim włosom w emigracji z kraju Nędzy i Rozpaczy.

UCZĘ SIĘ

Nie mam nic do osób, które dopiero uczą się jakiegoś zawodu, bo sama kiedyś przez to przechodziłam. Nie znoszę jednak sytuacji kiedy ktoś ten fakt próbuje ukryć lub traktuje to jako wymówke za swoją nieudolność czy lenistwo. Po to w szkołach fryzjerskich szukają osób, które zgodzą się na darmowe strzyżenie przez stażystów, by mieli za młodu okazję poćwiczyć na żywym organiźmie i nie musieli potem salonów fryzjerskich zmieniać w labolatoria do eksperymentów. Idąc do salonu darzę go zaufaniem przekazując w cudze ręce najbardziej wartościową rzecz jaką mam na głowie. Każdy źle ścięty włos pomału te zaufanie podburza. Każda stażystka uciekająca ode mnie z płaczem ścina moje zaufanie niczym gilotyna.

Kiedy sama czegoś się uczę zaciskam zęby i staram się unikać porażek. Jeśli jednak na nie natrafiam to choćbym uszkodziła szkliwo nie poddaję się i uczę się do skutku. Plakietka „pierwszy dzień” czy „stażysta” nigdy nie była moją tarczą ochronną, ani prośbą o łagodniejsze traktowanie. To tylko informacja, że jestem tu nowa. Nic więcej. Kiedy przyuczałam się do kas w Tesco to wkuwałam kody towarów po nocach. Klienta nie obchodzi, że to mój pierwszy tydzień, on ma być szybko i sprawnie obsłużony. Dlatego kiedy ktoś zawinił i do słowa „przepraszam” dodaje wymówkę „dopiero się uczę” to udaję, że w trakcie drugiej części wypowiedzi chwilowo mnie ogłuszyło. Pracujesz tutaj, więc traktuję Cię na równi z pełnoprawnym wykonawcą zawodu. I niezależnie od Twojej wiedzy czy umiejętności – takie samo powinno być Twoje nastawienie.

ZAWÓD ZMNIEJSZONEJ KONSEKWENCJI BŁĘDU

Są zawody mniej wymagające, gdzie stażystom nie przykleja się nawet dodatkowych plakietek. Obsługa klienta nie wymaga wielu lat nauki, więc kwestia doświadczenia jest tylko miłym dodatkiem, ale nie gwarantem jakości. Jednak wyobraź sobie sytuację gdzie idziesz do kosmetyczki. Ona źle dopasowała skład maseczki i dostajesz przez to okropnej wysypki. Albo podczas zabiegu zjechały jej narzędzia i Cię zraniła. Odpuścisz jej, bo dopiero się uczy?

Czy jeżeli z winy lekarza stan zdrowia pacjenta się pogorszy to uspokoi go fakt, że leczy go koleś na stażu? Albo jeśli prawnik da dupy to klient nie może mieć do niego pretensji, bo to dopiero jego pierwsza sprawa? Konsument nie może być pokrzywdzony tylko dlatego, że natknął się na ucznia. Tym bardziej jeżeli nikt go o tym nie poinformował i nie dał okazji do ucieczki.

UCZ SIĘ NA BŁĘDACH, ALE MNIE NIM NIE CZYŃ

W pracy nie zawsze wszystko się uda, zwłaszcza na początku. Czasami zawini człowiek, innym razem maszyna. Możesz mieć gorszy dzień lub trafić na złośliwego klienta. To normalne, że każdy popełnia błędy. Możemy jakąś czynność robić setki tysięcy razy i przy 100 001 nam się nie uda. To ludzkie. Ważne by wtedy podnieść się z upadku, otrzepać tyłek i ruszyć dalej.

Pierwszą rzeczą jaką musisz się nauczyć na stażu jest samozaparcie – tylko to pomoże Ci w ciężkiej pracy i wspinaczce po szczebelkach Twojego zawodu. Na pewno będziesz popełniać błędy. Naucz się do nich przyznawać i wyciągać z nich wnioski. Zasłanianie się plakietką „dopiero się uczę” w niczym Ci nie pomoże. Pamiętaj, że jesteś AŻ stażystą. To krótka droga by stać się pełnoprawnym pracownikiem. Nie wykopuj w niej dziur czyniąc z siebie niepełnosprawnego ucznia.

⇓ Polub tekst⇓ Polub fanpage

 

  • Filipinka

    Ale cię załatwili. Ja to bym chyba rozniosła im ten salon jakbym się dowiedziała, że zajęła się mną uczennica! Dobrze, że nie kazali ci za to płacić, ale ciekawe czy jakby dała radę cię ściąć to nie musiałabyś zapłacić pełnej ceny

  • Aniqhandmade

    A przeprosiłaś panią, że masz takie gęste włosy? ;p
    A tak na serio to sama byłam stażystką i robiłam więcej niż ode mnie wymagali, bo się kurcze trzeba pokazać z dobrej strony!

  • Hmm podczas mojego stażu prosiłem wielokrotnie aby pokazano mi jak wprowadzać odpowiednio dane do systemu(praca w urzędzie). Zazwyczaj słyszałem „nie ma czasu” albo „my to zrobimy szybciej”.

    • Jeżeli byłeś na stażu jako „przekładacz papierków” to nie dziw się, że nie chcieli marnować swojego czasu, skoro nic by na tym nie skorzystali. A jeśli nie chcieli Ci przekazać wiedzy odpowiedniej do Twojego stanowiska to zwyczajnie zgłaszasz w UP, że pracodawca nie wywiązuje się z warunków stażu. No chyba, że urząd wziął Cię pod swoje skrzydła bezpośrednio i miał Cię za darmową siłę roboczą. Wtedy te skrzydła im podcinasz, zabierasz i wyfruwasz stamtąd jak najszybciej do nowego gniazdka, gdzie Cię docenią.

  • Ja ostatnio szukałam fryzjera i na jednej z wielu stron natknęłam się na cennik, w którym wypisane były usługi z cenami oczywiście, uzależnione od tego, czy wykonuje je uczeń, młodszy fryzjer, fryzjer, starszy fryzjer czy ekspert nad ekspertami.
    Lubię sobie czasem pofantazjować, co by było, gdybym za coś zapłaciła mniej i tę różnicę wydała na przykład na żelki, dlatego rozpatrywałam opcję wykorzystania stażysty.
    Pomyślałam chwilę, podrapałam się po głowie i ostatecznie uznałam: nołp. Trzymam za nich kciuki, ale nie ma szans, by moja głowa stała się królikiem doświadczalnym.
    A żelki i tak sobie kupiłam.

    • Pieniądze wydane na żelki to inwestycja we własne szczęście :)
      Kocham początkujących, są uroczy i niektórzy naprawdę się starają. Jednak kiedy w grę wchodzi mój wygląd lub zdrowie to wolę nie ryzykować.

  • eV

    Staż to nie okazja do popełniania błędów a większa kontrola i pomoc ze strony osób wyżej w celu ich wyeliminowania całkowicie. Zgadzam się z wpisem.

  • Mnie wkurza, ze stazysci z gory zakladaja, że ich pracę zawsze ktos sprawdzi przed oddaniem/wyslaniem docelowemu odbiorcy wiec w sumie to nie musza sprawdzac po raz 10-ty, bo nadzorująca go osoba na pewno zrobi to za nich. Ładuja wiec takie bledy, ze krew zalewa. Ale to w koncu stazysta… On moze… Ech…

    • Masz rację. Swoją pracę zawsze staram się wykonać najlepiej jak potrafię, dlatego denerwuje mnie niemiłosiernie poprawianie po kimś, kto specjalnie się nie starał. Może to niższe zarobki ich nie motywują do pracy?

      • Pewnie tak. Ale myślę, że to tez kwestia odpowiedzialności. Finalnie, to nie oni za cos odpowiadaja tylko osoba, ktora ich nadzoruje. Wiec jakby co, to nie oni maja przerabane.

  • Na szczęście gdy ja pracowałam (uczyłam sie pracować) nie miałam bezpośredniej styczności z klientem. Pracowałam na kuchni, gotowałam sobie w spokoju, uczyłam sie sporządzać plany produkcji, odbierać dostawy, takie szmery bajery. Więc w sumie nie stresowałam się aż tak bardzo, tylko z każdego dnia w nowej pracy starałam się wynieśc jak najwięcej, ale znająć mnie, przy kliencie tez by mnie lekka panika i dezorientacja ogarniała na samym początku ;)

  • Popieram każdą kończyną ! :)

  • Zgadzam się w stu procentach! Zwłaszcza przy tak trafiającym do mnie obrazie nieudolnej fryzjerki – jak dotąd w swoim życiu trafiałem na same takie, więc od 2 lat salonów fryzjerskich nie odwiedzam. Dobry staż to obecnie coś tak cennego jak dobra praca, powinno się go doceniać i wyciskać z niego ile się da! Powiedziałam ja – studentka dziennikarstwa, bezskutecznie szukająca sensownego stażu.

  • Nie mogę się nie zgodzić. Zasłanianie się statusem stażysty jest nagminne. Dodałabym do tego jeszcze to, że jak już taki unikający stażysta zostaje zatrudniony jako pełnoprawny pracownik to się nie zmienia i potrafi swoje błędy usprawiedliwiać tym, że on przecież dopiero po stażu jest. Witki opadają.

  • Meipu

    Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Jak mnie pierwszego dnia pracy postawili w salonie Play i kazali obsługiwać klientów, to myślałam, że zwieję gdzie pieprz rośnie. Nie znałam standardów obsługi klienta, warunków umów, regulaminów, specyfikacji technicznej telefonów, nie potrafiłam obsłużyć kasy – kompletnie nic. Po trzeciej mojej prośbie, dostałam do przewertowania skróconą wersję ofert, wpychałam się kierowniczce do komputera, gdzie w trybie ekspresowym szukałam regulaminów, by nie wprowadzić klienta w błąd, a na kasę wołałam szefową. Przeżyłam, ale ten dzień pamiętam do dziś. Jeszcze kierowniczka pretensje miała, ze tyle materiałów do domu kseruję (same standardy to 60 stron A4) nie mówiąc o ofertach, sprzęcie, cennikach, regulaminach umów, usług bieżących i tych, co były kiedyś, czy obsłudze programu sprzedażowego i kasowego. Ale potrzebna mi była teoria, by móc wykazać się w praktyce. Jeśli puszcza się za ladę osobę, która po raz pierwszy ma coś robić, warto zadbać, o minimalny poziom teorii. A nie, jeden dzień – rozmowa o pracę, kolejny dzień, i zamiast szkolenia stoję przed klientami i robię z siebie durnia, bo nic nie wiem, nie potrafię, a muszę jakoś przetrwać, by zostać.

    Ja też mówiłam klientom, że to mój pierwszy dzień w pracy.

  • Ja się dziwię trochę, że szefowa widząc nieporadność, mówiąc delikatnie, owej stażystki nie wkroczyła trochę wcześniej..czyli zanim stażystka uciekła… Zaszkodziła tym Pani, bo fryzura nie wyszła i sobie również, bo musiała obniżyć cenę usługi..