No kids allowed

25

Qrkoko.pl - No kids allowed

Jeżeli Twoja praca kręci się wokół obsługi klienta zapewne już wiesz, że niepisaną zasadą jest opieka nad jego dziećmi. Klient nasz Pan i wszystko co spłodził. Po przekroczeniu progu sklepu/biura/zakładu do klientów podchodzą agenci K i J, resetują im pamięć i wskazując palcem na Ciebie mówią do nich:

– Rozkoszuj się wolnym czasem i zapomnij, że masz dziecko.
Teraz to ich problem.

Qrkoko.pl - No kids allowed

ZABIERZ JE ODE MNIE, CHOĆ NA CHWILĘ

Wybierając się na shopping nie zawsze uda się podrzucić potomka rodzicom czy teściom i trzeba go targać ze sobą. Wściekli z tego powodu rodziciele próbują zrzucić z siebie odpowiedzialność za dziecko, usprawiedliwiając sobie, że rodzicielstwo to ciężki kawał chleba i należy się im chwila spokoju. Wchodząc do sklepu zaczynają zabawę z dzieciństwa „jak Cię dotknę to masz syfa”, szturchają sprzedawców przez ramię, podrzucają im dziecko i krzyżują palce, by po kilku sekundach krzyknąć na cały sklep „skisłeś!”. Od tego momentu Ty opiekujesz się ich dzieckiem, by oni mogli przez chwilę poczuć się młodzi, kiedy pamiętali jeszcze o zabezpieczeniu.

PRZYPILNUJ MI DZIECKA
NIE MAM GDZIE PRZYPIĄĆ

Zapewne nie raz postawiono Cię w niezręczniej sytuacji, kiedy na siłę wciśnięto Ci cudze dziecko nie dając nawet dojść do słowa. Co wtedy zrobić? Udawać, że nic się nie słyszało i olać dziecko? A może przejąć za nie pełną odpowiedzialność i zainteresować się jego przyszłością? Zadecydować do jakiej pójdzie szkoły, jaką znajdzie prace i czy będzie dobrym człowiekiem? To tak jakby ktoś podjechał rowerem i poprosił Cię o popilnowanie, bo nie ma jak go przypiąć, a Ty akurat tu stoisz. Stoisz, to teraz stój i cierp. Nie wiadomo wtedy czy stać cały dzień i pilnować, śmignąć się parę kółek czy zostawić i iść dalej. A jak ukradną? To będzie na Ciebie i sumienie Cię zeżre. Na pytanie „Popilnujesz?” nie ma dobrej odpowiedzi tylko dlatego, że te pasożyty zwące siebie rodzicami nie mają prawa go zadawać. Tak samo jak wymyślono dla nas kłódki do rowerów, bo nie ufamy ludziom na tyle by zostawiać je samopas, tak samo nie powinniśmy prosić obcych ludzi o popilnowanie naszych pociech. Równie dobrze możemy je zostawić same w parku z karteczką „nówka nieśmigana”.

CZY LECI Z NAMI PILOT
A.K.A GDZIE JEST KEVIN?!

Jeżeli chcecie zobaczyć przykład złej opieki nad dzieckiem wystarczy iść do pierwszej lepszej galerii handlowej, najlepiej do odzieżowych sieciówek. To kwestia czasu, kiedy zobaczycie samotnie błąkające się dzieci, usłyszycie w głośnikach jak ochrona galerii ma kolejną serię porzuconych małolatów do odebrania, a po korytarzach co raz przebiegają osobniki płci damskiej krzycząc „gdzie jest moje dziecko?!”

Będąc w galeriach handlowych łatwo zaobserwować wśród posiadaczy dzieci, którzy z nich cierpią na syndrom „sklepowego oka Saurona”. Cierpiący na tą ciężką chorobę osobnicy są święcie przekonani, że sprzedawcy czekają cały dzień, aż zawitają oni do sklepu ze swoimi latoroślami, a kiedy już to nastąpi, automatycznie przy użyciu telepatii dają do zrozumienia rodzicom „Don’t worry, I’ve got this”. Wtedy opiekunowie mogą odetchnąć z ulgą i nie muszą się obawiać o biegające po zatłoczonym sklepie dziecko, bo wiedzą, że cała jego obsługa włącznie z ich rodzinami ma na nie oko i jest całkowicie bezpieczne. Na tą chorobę jest jednak lekarstwo. Blacha na czoło.

Sklepowych opiekunów możemy podzielić na dwie grupy:

  1. Rodzice – zajmują się dzieckiem, pilnują go, dbają żeby nic sobie nie zrobiło i nie zniszczyło. Zawsze mają je na oku i wiedzą co robi. Doceniają dar, jakim jest dziecko i potrafią nad nim zapanować.
  2. Srokułki (krzyżówka kukułki ze sroką) – najpierw podrzucają swoje jaja, by potem odlecieć w stronę błyskotek. Zapominają o swoim dziecku zahipnotyzowani pierwszą lepszą promocją i przypominają sobie o nim dopiero przy kasie. Wiedzą jak się robi dzieci, ale nie wiedzą jeszcze jak o nie zadbać.

Dla srokułek, które mają krótkotrwałą pamięć wynaleziono genialne urządzenie – smycze dla dzieci. Gadżet pozwalający odciążyć zapracowanych rodziców, którzy z przemęczenia nie mają sił non stop obserwować dziecka i umożliwiający wspólne bezpieczne spacery. Niestety twórcy tego urządzenia nie przewidzieli zaściankowości tych baranów, którzy podniosą falę oburzenia „nie będę dziecka prowadzać na smyczy jak jakiegoś psa”! Wolą więc swoich zaginionych dzieci szukać w schroniskach, zamiast temu zapobiec.

UWAŻAJ, BO PANI CIĘ ZJE!

Kolejny typ rodziców roku to tzw. Straszaki. Ten gatunek żyje na cały świecie, a można ich rozpoznać po charakterystycznych odgłosach wydawanych w kierunku swoich piskląt.

– Jak nie będziesz grzeczna to pani Cię skrzyczy.
– Widzisz tamtą panią? Zabierze Cię ode mnie jak się nie uspokoisz.

Qrkoko.pl - No kids allowed

Co się później dzieje z tymi dziećmi jak dorosną? Jak patrzą na najważniejsze w ich życiu osoby, które od najmłodszych lat straszą i grożą im porzuceniem? I co najważniejsze – dlaczego jesteśmy porównywani do Freddiego Kruegera, Draculi, porywaczy i gwałcicieli tylko ze względu na nieporadność rodziców? Straszaki wyznają świętą zasadę – jeżeli przez lenistwo lub nieodpowiedzialność nie potrafisz zapanować nad własnym dzieckiem – postrasz je obcymi ludźmi.

ZAJMIJ SIĘ SWOIM DZIECKIEM
ZANIM ZROBI TO ZA CIEBIE KTOŚ INNY

Moją ulubioną anegdotką z poprzedniej pracy jest sytuacja, kiedy młoda mama była tak zajęta chłopakiem ze stolika obok, że pozwoliła dwulatce biegać samej po galerii. Mieliśmy na małą oko, podobnie jak ochrona, a matkę zupełnie to nie obchodziło. Dziewczynka zaczepiała obcych ludzi, była przez nich częstowana frytkami, zagadywana i zabawiana. Nawet najbardziej upośledzony i niedołężny porywacz zdążyłby to dziecko już dawno sprzedać na organy. Nie wytrzymaliśmy ze śmiechu, kiedy mała wsadziła rączkę do przepełnionej pieluchy i przyozdobiła znaleziskiem kreację jakiejś kobiety. Jak zareagowała matka? Skrzyczała pokrzywdzoną kobietę:

– Co Ty robisz z moim dzieckiem?!

PRZEZ CIEBIE ŹLE WYGLĄDAM!

Uwielbiam dzieci, bo są prawdziwe w swoich zachowaniach i reakcjach. Przynajmniej do czasu, aż skrzywią ich dorośli. Rozumiem tę radość i chęć poznawania nowych rzeczy. Wiem, czemu płaczą wystraszone lub zdenerwowane brakiem uwagi ze strony dorosłych. Są rodzice, którzy potrafią znaleźć zajęcie dla pociech w trakcie nudnych dla nich czynności jak np. zakupy. Dla tych mniej kreatywnych wymyślono Fikolandy i różne inne place zabaw dla dzieci.

Dlatego nie rozumiem opiekunów, którzy uważają, że dziecko samo się sobą zajmie, a im też się od życia coś należy. Drodzy rodzice, Wasze dziecko jest Waszym życiem i to jemu należy się cała uwaga. Ofiarowując mu życie byliście świadomi, że wychowywanie nie jest sielanką i będzie wymagało wiele poświęcenia i kompromisów. Nie macie prawa tego zaniedbywać zrzucając to na brak czasu czy zmęczenie. Dziecko nigdy nie może być wymówką na Waszą nieudolność czy lenistwo. I nigdy nie może być tego ofiarą, kiedy wyładowujecie na nim swoją złość, krzycząc na nie, szarpiąc je, bijąc i karząc za to, że dziecko nie zachowuje się jak dorośli. Wy również się wtedy tak nie zachowujecie. I krzycząc na nie przy ludziach:

– Na kogo przez Ciebie wyszliśmy?! Za kogo nas teraz ludzie uważają?

Wiedzcie wtedy jedno. Uważamy Was za debili i dla nas jesteście bardziej dziecinni niż Wasze dzieci.

  • Pobruszka

    mam dwójkę dzieci i jak tylko mogę to zostawiam je w kinder planecie, żeby nie męczyły się ze mną w sklepie. Boże, to tylko 15zł!!! Jak widzę te maluchy co ganiają między ubraniami czy wychodzą za bramki, a ich mamy nic na to nie robią to mam ochotę mocno je zrugać. Przecież ktoś w każdej chwili może podbiec i je zabrać?!!? Czasami jestem zmuszona zabrać synków ze sobą do marketu ale ich pilnuję żeby innym nie sprzeszkadzali. Kazdy z nich mi pomaga, podaje coś z półki i wie że jest mi potrzebny, albo wożę je w wózkach. Nieodpowiedzialnych rodzicow wysłąłabym na obowiązkowe szkolenia z wychowywania dzieci.

    • Olga

      a jak mnie nie stać na fikolandy to znaczy, że jestem złą matką? jak tylko mogę to zostawiam córkę u teściowej, ale czasami muszę ją ze sobą zabrać.

      • Pobruszka

        Czy ja napisałam, że takie mamy są złe? Nie zawsze mam na to pieniądze, ale wolę dać dzieciom godzinę zabawy i odpuścić sobie czipsy czy jakąś bluzkę i mieć pewność, że synowie się dobrze bawią i są bezpieczni. Przecież artykuł jest o tych matkach co specjalnie zrzucają odpowiedzialność za dzieci na innych albo zwyczajnie je ignorują. Mało to takich w galeriach czy na jarmarkach?

        • Mama

          Mam małą córeczkę i nie mogę się nadziwić tym rodzicom co pozwalają dzieciaczkom odchodzić za daleko. Nie potrzebuję tej smyczy, o której wspominała Qrkoko, ale nie miała bym oporów przed jej używaniem, jakby moja mała była zbyt ruchliwa :))

  • Klaudia

    Na szczęśćie nie mam dzieci. Nie lubię jak płaczą i hałasują. Wole psy. Jak widzę te wszystkie mamuśki co wolą przymierzać nowe szmatki zamiast popatrzeć czy ich dzieci nie rozrabiają to mi się nóż w kieszeni otwiera. po co sobie dzieciaka robić jak sie nie wie jak się za niego zabrać? Lepiej kwiatka takiemu dać do opieki, to może nie uschnie.

  • Krystyna R

    Jedna z moich stałych klientek fajnie opiekuje się swoim dzieckiem. Mam mały sklepik, wiec dziecko zawsze jest na oku, ma swój mały koszyczek to którego może włożyć 3 rzeczy które mu się podobają. Jego mama zawsze reaguje na wybory i chwali jak znajdzie cos ładnego. Da się?

  • Madzia

    Też mnie wkurzają te matki co zostawiają dzieci same i lecą na promocje. Później zdziwione jak ich ochrona wywołuje i krzyczą na te maluszki, że uciekły od nich. A tych Straszaków to codziennie spotykam. Nienormalne jakieś!

  • Cristoff

    Parę razy mi wcisneli obce dziecko, najczęściej jak idą przymierzać ubrania, albo przy kasie jak o czymś zapomnieli. Czuję się wtedy jak porywacz, bo co ja mam z takim obcym dzieckiem zrobić?? Wyjść nie ma jak, a wszyscy się gapią na ciebie.

  • Basia26

    Ciekawe co blogerki parentingowe sądzą o tych smyczach dla dzieci. Dla mnie to bardziej szelki są. Wydają się być bardzo praktyczne, ale boję się, że cebulaki będą się na mnie dziwnie patrzeć i oceniac. przecież dziecko wtedy jest bezpieczniejsze, a nie musi ciągle chodzic za rączkę.

    • Ja kupiłam swojej córce smycz zapinaną na pas. Teraz ma prawie 3 latka i już dużo rozumie, ale jeszcze kilka miesięcy temu potrafiła próbować ucieczek w sklepach. Smycz okazała się zbawienna, gdy zaszłam w drugą ciążę i nie było mowy o gonieniu jej po parku, czy sklepie. I prawdę mówiąc mam głęboko gdzieś, jak inni to widzą. Moje dzieci mają być przede wszystkim bezpieczne.

      • Karo

        Gratuluje postawy :)

    • Meipu

      Nie mam co prawda na wyposażeniu takich szelek, ale coraz poważniej się nad nimi zastanawiam. Zwłaszcza, że moje prawie dwuletnie łobuziaki (2 sztuki :D) są nad wyraz aktywne. Zakupy z nimi w sklepie? Jeżeli miała bym iść z nimi sama? Never!

  • Cudowny wpis :) Turlałam się pod biurkiem. Moje dziecko ma już 7 lat i nigdy nie zagineło w akcji… znaczy wyjątkowa jakaś jestem. A tak serio to też całkiem długo pracowałam w obsłudze klienta i też mnie to doprowadzało do szału. I jeszcze matka drąca się na dziecko, że przeszkadza innym. Oczywiście krzyk matki był o połowę bardziej wkurwiajacy niż dzieciak :)

    • Rodzice potrafią zachowywać się dużo gorzej od swoich dzieci. Miałam tego przykład dzisiaj w pracy :)

  • Schować im dziecko i powiedzieć, że było smaczne.

  • Amen, kurde! Podpisuję się wszystkim kończynami! Jako były sprzedawca (tylko przez 7 lat, więc niewiele wiem) napatrzyłem się na tych wszystkich pseudo rodziców. Dziecko się drze? Co tam, to przecież tylko dziecko. O co panu chodzI? Pan jest niemiły!
    Fakt, nie bywałem miły dla debili :)

    • Czasami ciężko się powstrzymać jak ktoś jawnie mądrością nie grzeszy.

  • Karolina

    Ja wypowiem się jako mama dwójki dzieci (5 lat i 14 miesięcy) :) Samą mnie drażnią biegające po sklepie dzieci, albo płaczące gdzieś na środku alejki, bo rodzice gdzieś sobie poszli, na samą myśl, że któraś z moich córek mogłaby tak stać mam gęsią skórkę :( Od zawsze tłumaczyliśmy starszej, że po sklepie się nie biega, po to są kosze z siedziskami, żeby z nich korzystać ;) teraz kiedy mamy dwójkę bąbli – młodsze siedzi w siedzonku w wózku zakupowym, drugie siedzi spokojnie w wózkowym koszu i układa to, co my tam włożymy. Zawsze idziemy pooglądać zabawki, żeby one też „coś” miały z tych zakupów (nie mówię o kupowaniu, tylko samym oglądaniu) później zaczynamy robić zakupy, gdzie starsza córka ma też prawo głosu. Uczestniczy aktywnie z trakcie wyborów różnych produktów, zwykle wybieram 2 i tylko 2 np. makarony i ona wybiera, który tym razem wypróbujemy, przy okazji tłumaczymy co ile kosztuje i co jest tańsze, a co droższe :) jej się to podoba, a przy okazji mamy spokojnie zrobione zakupy :) Młodsza w tym czasie obserwuje, lub bawi się zabawką i gaworzy, albo śpi :) Efekt jest taki, a nie inny, bo konsekwentnie egzekwowaliśmy pewne rzeczy już od samego początku i dzieci wiedzą, że jeśli mówimy „nie wolno” to nie wolno i koniec, kropka :) Wielu jednak widzi we mnie srogą matkę, a ja bardzo konsekwentnie robię swoje, czyli wychowuję i kocham mądrze :)

  • SaraKzb

    Przede wszystkim jestem w szoku, że są rodzice, którzy zapominają o dzieciach w galeriach.
    Mam 2,5 letnią córkę i na zakupy biorę ją tylko w ostateczności. Albo idę z mężem i wtedy ktoś ma zawsze na nią oko.
    Nie wyobrażam sobie puszczenia jej samopas albo poproszenia obcej osoby o opiekę. Z tego też powodu nie zabieram dziecka na wesela – musiałabym odrywać kogoś od zabawy by sama móc chwilę potańczyć.

    • Dzieci na weselach to temat rzeka. Sama się zastanawiam czy chcę aby pociechy (zwłaszcza te malutkie) ganiały między stołami i przeszkadzały. Nie mówiąc już o tym, że to dodatkowe koszta dla pary młodej.

    • Popieram temat wesel, z wyjątkiem tych, na których jest specjalnie zorganizowana dla nich opieka. Mają swoją panią opiekunkę/wodzirejkę (czasem widziałam ich więcej), której zadaniem jest dopilnowanie dzieci i zapewnienie im atrakcji. Wtedy dla dzieci jest na tyle ciekawie, że nie muszę biegać między stołami i zaczepiać wszystkich gości.

  • Dorota Klewicka

    Wszystko to prawda ale nie zapominajmy, że istnieją także szczególne przypadki o nieszczęśliwym zakończeniu i z udziałem dobrych, wypełniających swoje funkcje rodziców. Sama pamiętam jak na pierwszym spacerku z synkiem weszłam do sklepu, żeby mu kupić smoczek a po wyjściu, zapominając, że mam ze sobą wózek z dzieckiem, zrobiłam kilka kroków w inną stronę. Po prostu był to nasz wspólny 5 dzień i nie zdążyłam chyba jeszcze wyjść z tego szoku jakim dla niektórych matek jest nagłe rodzicielstwo będące zupełnie czym innym niż kołysanie maleństwa w brzuchu.W galeriach rzadko bywam i nie mam podobnych doświadczeń. Natomiast mam stały kontakt z rodzicami, którzy swoje dzieci urodzili podczas krótkiej abstynencji alkoholowej, po czym wrócili do ulubionego zajęcia jakim jest chlanie, i od razu życie stało się łatwiejsze, gdzie na ogół pojawienie się dziecka raczej je utrudnia, a przynajmniej wywraca do góry nogami. Rodzice ci kochają swoje dzieciaki własną nie do końca dla mnie zrozumiałą miłością, ale ja z tym nie dyskutuję, bo wiem, że sporo jest definicji miłości. Dzieci chodzą głodne, nie mają kontaktu z kulturą i sztuką, bo nawet kiedy szkoła organizuje teatrzyk to koszt biletu – 4zł – przegrywa z kosztem puszki piwa, i w efekcie dzieciak tego dnia nie idzie do szkoły. To też jest pewna forma zapominania. Zapominania o podstawowych potrzebach i prawach dziecka. Bo ten typ rodzica myśli, że skoro dzieciaka nie bije i skoro go kocha i jest tej miłości pewny, to jest dobrym rodzicem. Zapominają także o tym, że na wszelkie – darmowe oczywiście- uroczystości warto przyjść razem z dzieckiem, i wyprawiają je same, choć właściwie ich wiek jest nieodpowiedni. Zapominają o przygotowaniu paczki na szkolą choinkę i potem taki dzieciak siedzi i czeka, aż Mikołaj wyciągnie paczkę z worka i wyczyta jego imię, a tu worek pusty, wszyscy się rozchodzą, włącznie z Mikołajem, i ono pozostaje samo na ławeczce, zdziwione i zawiedzione a jego kochający rodzic obserwuje to z pewnej odległości. O tego typu zapominaniu mogłabym w nieskończoność i myślę, że te sytuacje z galerii to pikuś w porównaniu z tym zapominaniem o jakim tu piszę. No chyba, że dojdzie do porwania czy skrzywdzenia dziecka ale to może się zdarzyć każdemu, bo zwykle jest tak, że przestępca upatruje sobie wcześniej ofiarę i tylko czeka na odpowiedni moment, wystarczą mu sekundy.

  • Dorota Klewicka

    Właśnie wróciłam z galerii i dodam jeszcze jeden komentarz ponieważ akurat kiedy moje dziecię kupowało książkę w empiku jakiś tata spod kasy odszedł w siną dal pozostawiając mw 5-latkę z upomnieniem: ” zaczekaj kilka sekund”. Nie było go jakieś 3 minuty. I dużo i mało. Ale paniom sprzedawczyniom wystarczyło aby poznać jej imię i trochę pobajerować. Było miło, więc nie sądzę, że to problem. Byłby tylko wtedy, gdyby ktoś obserwował małą i czekał na odpowiednią chwilę…to była taka chwila.

  • I znowu wszystko trafione w punkt. Stety tym razem dla wielu, bo aż wstyd patrzeć jak rodzice wybierają się z dzieckiem na zakupy, by potem traktować je zbędny balast. Często widziałam małe dzieciaki biegające same po galeriach, a rodzice w tym czasie delektowali się kawką albo oglądaniem kolejnej wystawy sklepowej. Nie rozumiem tego… To całkowity brak odpowiedzialności, podobnie jak zrzucanie opieki na obsługę sklepu. Nianię sobie znaleźli?! …ehhhh…
    Mam 2 dzieci, w tym 2 latkę, której wszędzie jest pełno i dlatego nie wyobrażam sobie jej nie pilnować w tak dużych skupiskach ludzi. A w sklepie naprawdę można zaciekawić dziecko każdą rzeczą, wystarczy umiejętnie przedstawić wszystko albo zrobić z zakupów zabawę. To możliwe, wystarczy tylko włożyć w to szczyptę zaangażowania i po prostu kochać swoje dziecko

  • Pingback: Tieto vety počul úplne každý: 8 najkrajších klamstiev, ktoré vravia rodičia svojim neposlušným a príliš zvedavým deťom | interez.sk()