Nienawidzę kupować sukienek

19

Swoją szafę karmię głównie ciuchami z secondhandów. Dbam o jej zdrowie, więc kupuję tylko w tych sprawdzonych, gdzie ubrań niczym studentów po sesji nie znajduje się na ziemi w opłakanym stanie.

Chodzę do tych lepszych, bo chociaż jest drożej to mam pewność, że do domu razem z nowym strojem nie wrócą ze mną nowi towarzysze pokroju grzybicy czy wszy. Kiedy okazało się, że na wczoraj potrzebuję nowej sukienki swoje pierwsze kroki skierowałam do ulubionych lumpeksów. Na miejscu pocałowałam tylko klamkę, bo był sobotni wieczór. Poczułam narastające ciepło, powoli dopadała mnie gorączka sobotniej nocy. Z własnej woli musiałam wykonać pierwszy krok do miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc. Przekroczyłam próg galerii handlowej i przeżyłam piekło.

SAY YES TO THE DRESS

Nigdy nie mogę znaleźć swojej rozmiarówki kiedy szukam czegoś konkretnego. Jak zachodzę do galerii bez większego powodu to wszystko co widzę na wieszakach leży na mnie idealnie. Szkoda tylko, że podobnie leżą wtedy moje finanse, bo muchami z portfela mogłabym karmić węża z kieszeni. Złośliwość losu polega na tym, że jak już wezmę kredyt we frankach, sprzedam Przedmęża na organy i jestem gotowa zabawić się w Kopciuszka, to w sklepach nie ma NIC co zadowoliłoby moje ciało i gust.

Kupienie sukienki w galerii znajduje się na mojej liście tortur. Sprawia mi to ból, bo męczę się z nadmiaru wyboru. A, że nie jestem zachłanna to swym bólem chętnie dzielę się z paniami sprzedawczyniami. Na mój widok opuszczają kraty i powieki, udając, że jak mnie nie widzą to znaczy, że mnie nie ma. Doskonale je rozumiem, bo mój typowy dialog z nimi wygląda jakoś tak:

– Dzień dobry! Potrzebuję sukienki!
– A jakiej konkretnie?
– To proste! Ładnej sukienki, ale nie za ładnej. Prostej, ale nie prostackiej. Wygodnej, ale jednak trochę eleganckiej.

Podczas moich zakupów dopinguje mnie cała załoga sklepu, zapewniając, że w każdej przymierzanej sukience wyglądam jak bóstwo. Nie ważne, że właśnie zachwalają worek po ziemniakach, bylebym tylko już wyszła. A to nie jest takie proste kiedy w każdej sukience znajduję jakiś mankament. A to mi boczek wyskakuje, a to cycki na wierzchu. Kieszeń dziwnie wystaje, zamek się wbija, szew gryzie jak wściekły kot. Kiecka z rozmiarem 34 jest za duża, inna z 38 za mała. Z każdą kolejną niepasującą sukienką czuję jak kurczą się ściany przymierzalni, a ja mam ochotę przestać wciągać brzuch, zwinąć się w kłębek i podciąć sobie żyły antykradzieżowym klipsem. Chciałam tylko kupić pasującą na mnie sukienkę. Dlaczego bycie kobietą jest takie ciężkie?

Swoją szafę karmię głównie ciuchami z seconhandów. Dbam o swoje zdrowie psychiczne, bo kupuję tylko w sprawdzonych miejscach, gdzie wiem, że nie mam wielkiego wyboru. Tam jestem postawiona pod ścianą. Jak szybko nie zdecyduję, którą kieckę łapię pod pachę to prędzej czy później czyjś łokieć skończy na mojej twarzy, a ja skończę bez zębów i sukienki. I o dziwo ta presja zapewnia mi spokój.

Qrkoko.pl

Patrz jakie ładne! Kliknij!

  • barbara

    Spróbuj kupić letnią bluzeczkę… Wszystko na tych sznurkach co się od razu splątują i nie wiadomo jak to zalożyć. nosić je lepiej bez stanika, bo każda jakoś dziwnie uszyta, że wszystko widać :(( I materiał taki ujowy też mają, bo to i prześwituje i nie przepuszcza powietrza. To ja już wolę te sukienki mierzyć niż walczyć z odzieżą letnią. A i swojej rozmiarówki nie mogę znaleźć, bo noszę zasłużone i wypracowane 38, a w takich sieciówkach to często i dopiero 42 pasuje. Jak się nie załamywać ja pytam????

    • Nienawidzę takich wiązanych na szyi. Ciężko to nosić, a jeszcze ciężej przechowywać na wieszakach.
      U mnie jest tak, że w zależności od sklepu mój rozmiar to 32 lub 38. Chyba domyślasz się, do których chętniej zachodzę ;)

  • Nienawidzę stacjonarnych zakupów ciuchowych. Jeśli już muszę wejść w dzikie ostępy przymierzalni, jestem chora i gotowa gryźć. Nie dość, że nie potrafię znaleźć sensownych rzeczy na tych wszystkich wieszakach, to jak już ostatecznie coś wybiorę, to nijak mi się to na mnie nie widzi. A sukienka… to już dla mnie zupełnie inna kategoria abstrakcji. ;)

    • Z sukienkami mam tak, że posiadam zawsze 2 klasyczne (czarne), jedną kolorową i kilka „na co dzień”. Jednak ŻADNA nie pasuje do okazji :(
      W internetowych zakupach tylko raz udało mi się upolować idealny ciuch. Mogłabym się dać zmierzyć i ludkom z NASA i mieć super dokładny wynik, a i tak zawsze zamówię źle.

  • Zakupy zimą to istny koszmar. Gdy jestem ubrana od stóp do głów włącznie z płaszczem, szalikiem i całą resztą ustrojstwa, nie mam najmniejszej ochoty spędzać pół godziny w przebieralni. Zazwyczaj wybieram jedną rzecz, kupuję i mierzę w domu (nie mylić z kupuję, noszę dwa dni i oddaję!). W razie niepowodzenia zawsze można taki towar oddać lub wymienić. Jeśli chodzi o sukienki to u mnie najczęściej Pretty Girl jest w stanie podołać wyznacznikom „ładna, ale nie za ładna” itd.

    • Moje okrycie nosi Przedmąż, ale ubieram się jak ty – warstwami. Przez co on męczy się już po 10 minutach, a ja mogę w spokoju mierzyć ubrania.

  • Ja mam taki problem z marynarkami. W cyckach się nie zapina, rękawy za długie i jakiś dziwny grzbiet mi wyrasta za każdym razem… Chyba muszę zarobić na własnego krawca :P

    • Możesz też nauczyć się szyć :) Polecam!

  • Dla mnie przestało to być problemem ;) przemierzyłam czeluści internetu, żeby sprawdzić, przede wszystkim, jaką mam figurę(?!) :P jak już się z tym uporałam drapnęłam ze sobą mamę i psiapisiółkę i w tango po sklepach :) dodatkowo zrobiłam jeszcze coś w rodzaju testu jaki typ urody, dzięki któremu dowiedziałam się jakie kolory mi pasują i (o dziwo!) to się sprawdza :) teraz wpadam do sklepu i jak nie znajduję interesującego mnie kroju sukienki to wychodzę :) zakupy trwają max 1 h, a jeśli nic nie znajdę zostaje internet, gdzie mogę dowoli szukać sobie ciuchów. Jeśli nie wiem jak daną rzecz zestawić, a bardzo mi się podoba szukam inspiracji w necie z czymś podobnym :) to też ułatwia sprawę :) teraz sama na blogu podsuwam pomysły na zestawy :) co do SH to idę po coś dla siebie – wychodzę z czymś dla dzieci ;) ostatnio kupiłam fajne rurki dla moich córeczek w bardzo dobrym stanie za parę groszy :) podsumowując – lubię i galerie i SH :)

    • Zaczęłam przeglądać internety w poszukiwaniu tej wymarzonej sukienki. Mam już odłożonych 7 różnych i 3 pary szpilek. A to dopiero pierwsza strona ;)

  • Second handy są zbawieniem także dla mojego zdrowia psychicznego, jestem ich ogromną miłośniczką! Polowanie, łupy, radocha, kto nie zaznał nie zrozumie, a polecam każdemu. I zgadzam się z Tobą całkowicie, bierzesz co jest, lub wezmą to inni. Nie raz i nie dwa patrzyłam z zazdrością na zdobycze innych ( szybszych?) ;-) I znika dylemat koloru, i innych kwestii pobieżnych.

    Owocnych polowań!

    I koniecznie zaprezentuj się jak już swoje trofeum zdobędziesz ;-)

    Magda.

    • Nic mi tak nie podnosi adrenaliny jak polowanie w lumpeksie w dzień wyprzedaży ;)

  • W szmaciarniach nabywam tylko rzeczy, których dopasowanie do mojej doczesnej powłoki mogę ocenić bez mierzenia (czyli prawie wszystko prócz spodni.) Walka na łokcie z rozszalałymi zakupoholiczkami jakoś nie sprawia mi frajdy, wiec w dzień wyprzedaży tych przybytków unikam. Kiecki na SPECJALNE OKAZJE od dawna kupuję przez internet. Wymiary podawane przez sprzedawcę jakoś jeszcze nigdy nie okazały się zbiorem pobożnych życzeń. Dostarczają mi te paki do domu via zziajany kurier. Nigdzie nie muszę chodzić, z nikim się przepychać, znosić kretyńskiej muzyczki, sklepowej duchoty ani śniętej miny sprzedawczyni.

  • nie chodzę w sukienkach, wiec problem mi odpada, szmateksy.. na moje 180 cm jedynie znalazłabym spodnie w rozmiarze xxxl, wiec tez odpada.. na szczescie zakupy ciuchowe robie tylko wtedy kiedy moje wynoszone juz sie rozlatują na mnie, wiec srednio raz na rok… w tym wzgledzie jestem ekstremalną minimalistką.. dżinsy i podkoszulek to moja druga skóra, w zimie dorzucam sweter… a jaką zdrową psychike mam dzięki temu
    swoją drogą jestem z tych wrednych dla pań ekspedientek.. ostatnio jak taka jedna trzy razy probowala mi cos wcisnac i nei docieralo do niej,że „NIE , dziękuje”, w koncu jej powiedzialam ,ze: „za pierwszym razem to było miłe, za drugim lekko irytujące ..teraz jest już pani nachalna i zniechecila mnie do zakupów w tym sklepie..” jej mina bezcenna.. z przyklejonym sztucznym usmiechem powiedziala do widzenia( choc pewnie mialaby ochote mnie wykopac ze sklepu)

  • – dzień dobry, szukam sukienki w…
    – idź na dział dziecięcy.
    Za każdym razem mam ochotę spytać, czy obieca własną duszą, że nie będzie tam wieśniackich wzorków, helołkitków, monsterhajów, kwiatków i wszędobylskiego różu…
    Chcę sukienkę, nie przebranko dla lalki barbie! ! !

    • No ja tam sukienką z kotkami nie pogardzę ^^

  • Kinga Kubik

    Kiedyś w secondhandzie kupiłam sweterek, który kilka tygodni wcześniej wrzuciłam do kontenera PCK. Wiem, że był to ten sam sweter ponieważ wcześniej odprułam z niego niepasujący golf. Także jak widać nie mam szczęścia do ciuchlandów i nie potrafię dopasować nic ciekawego dla siebie, natomiast moja siostra w ciemno potrafi obkupić całą rodzinę i wszystko pasuje :D.

    • Ja do seconhandów mam ostatnio dobrą rękę :P Mam nadzieję, że tym nie zapeszę :D