JEB! JEB! JEB!

Po mieszkaniu rozległ się huk pusty niczym żołądek na diecie, który wytrącił mnie z sobotniego wieczornego letargu. Ktoś postanowił własnoręcznie sprawdzić wytrzymałość spróchniałych drzwi kawalerki oraz mojej psychiki zardzewiałej na wszelkie kontakty międzyludzkie. „Kogo diabli niosą?” – pomyślałam. Jak się później okazało intuicja mnie nie zawiodła.

Sobota. Godzina 20:00. To ta pora kiedy wszystkie swoje pokłady kobiecości ściągam tonikiem do twarzy i przywdziewam wieczorową kreację – piżamkę w śpiące koty. Wszelkie próby kontaktu ze mną o tej godzinie przypominają eksperymenty na zwierzętach, bo odgłos pukania kończy się wywołaniem gęsiej skórki u kurczaka, a włosy stają mi na baczność nawet tam, gdzie nie miałam pojęcia o ich istnieniu.

JEB! JEB! JEB!

Podobno głową muru nie przebijesz, ale tajemnicza persona ewidentnie próbuje to zrobić z moimi drzwiami. Stuka, puka, kopie i pewnie, by jeszcze dzwoneczek molestowała, gdyby tylko ten wykazywał jakąkolwiek energię do działania. Normalny człowiek pewnie otworzyłby drzwi za pierwszym razem, ale ja wynajmuję kawalerkę, do której nikt nie zna adresu, więc parapetówę miałam z okolicznymi gołębiami, a jedynych gości jakich spodziewam się o tej porze to dostawcy pizzy. Tej nocy byłam już po kebabie, więc nie otwieram. Na szczęście po drugiej próbie zbyt głośnej komunikacji niewerbalnej huk ustał, zjawa spod drzwi znikła, a ja udałam, że sytuacja nie miała miejsca i poszłam spać, upewniając się tylko wcześniej czy stopy nie wystają mi za łóżko.

Niedziela. Godzina 20:00. To ta pora kiedy wszelkie pokłady radości odpływają ode mnie wraz z ostatnimi godzinami wolności. Jak to śpiewał kiedyś Piasek znowu rano trzeba wstać, nałożyć na siebie make-up i zamienić piżamkę na wyjściowy sweter żeby się ludzie nie wystraszyli. Jestem wtedy tak zła, że wszelkie próby kontaktu ze mną kończą się licznymi śladami po ugryzieniach, a ja nie daję gwarancji, że byłam szczepiona. Dlatego jak znowu usłyszałam, że ktoś wydaje na siebie wyrok śmierci alfabetem Morse’a…

JEB! JEB! JEB!

…to prawie rzuciłabym się na swoją ofiarę, gdybym nie przypomniała sobie, że boję się ludzi. Sięgnęłam po moją alternatywną broń.

– Wojciechu, czy możesz na chwilę oderwać się od golonki i zobaczyć kto nocą dewastuje nam drzwi?
– Przecież ciemno jest to jak zobaczę?
– No weź chociaż zobacz czy te drzwi jeszcze w zawiasach stoją, bo może już dziurę mamy i przeciąg będzie.
– A jak to złodzieje?
– I się kulturalnie zapowiadają? Idź zobacz kto nam drugi dzień z rzędu po nocy w drzwi wali, a ja będę ubezpieczać Twoje tyły.

Jak powiedziałam tak zrobiłam i schowałam się pod łóżko, a Przedmąż poszedł otworzyć drzwi. Mój strach narastał, a sytuacja zrobiła się coraz bardziej napięta. Ktoś uparcie od dwóch dni wali i kopie w nasze drzwi o nieludzkiej porze, więc na pewno nie ma dobrych intencji. Nie wiedziałam kogo się spodziewać po drugiej stronie drzwi, więc przytuliłam z całej siły oba koty i wyszeptałam im do uszka:

– Nie bójcie się, najwyżej mamusia znajdzie sobie drugiego.

W końcu przeraźliwą ciszę przerwał krzyk Przedmęża:

– Agata! Tu nikogo nie ma, ale ktoś zostawił dla nas wiadomość!
– Co to jest? Głowa konia? Zdechła ryba?
– Nie, coś lepszego.

Qrkoko.pl - Qrkoko.pl - Nie ma nikogo w domu!

 

  • Kościół Katolicki lepszy od Poczty Polskiej
    – przynajmniej zostawia awizo.

    • Poczta Polska też zostawia :) U mnie pan listonosz wie, że często mnie nie ma w domu, więc zamiast drałować na marne na 4 piętro to od razu wrzuca awizo :)

      • U mnie jest jeszcze dłuższy ciąg logiczny: pani listonosz wrzuca awizo choć wie, że ktoś z reguły jest w domu, ale przesyłka była ciężka (bądź była kumulacja przesyłek w rejonie) więc zgodnie z zasadą równości wszystkie będą do odebrania na poczcie. Ale uwaga, dla niepoznaki na dole awizo jest przybity stempelek, że na pocztę należy udać się nie szybciej niż o godzinie 17.00, bo przecież roznosiciel jest jeszcze w rejonie (czyli ma przesyłki, które przecież zostawił na poczcie). Proste, nieprawdaż? ;)

  • „Nie bójcie się, najwyżej mamusia znajdzie sobie drugiego” – to było genialne :D

    U mnie za to nie pukami, lecz dzwonili. Tak długo chodzili po całej kamienicy, że aż komuś nadgarstek odmówił posłuszeństwa – słyszalne zmęczenie dzwonka ;)
    Nikt nie otworzył :D

    W przyszłym roku, by zaoszczędzić im czasu i mojego słuchu na drzwiach napiszę Szczodrych Godów! :D

    • U mnie na szczęście dzwonek nie działa, ale boję się, że księża pójdą o krok dalej i zaczną wysyłać wiadomości jak z tymi BMW co już czekają w garażu. „Masz poświęcenie domu do odebrania! Wystarczy tylko, że wyślesz SMSa o treści PRZYJMUJĘ”.

      • Aleksandra Iwanowska-Szukała

        Haha, wyjdę na psychofankę, ale uwielbiam Twoje teksty :D

        • Dzięki :* Wszyscy jesteśmy trochę psychiczni, więc czuj tu się jak w domu :D

  • Hahahahaha, tak myślałam, że ta historia w ten sposób się skończy :D Pamiętaj tylko, żeby koty w piwnicy czy komórce pozamykać, jak to księża na Podhalu radzili :p

    • Na szczęście nie słyszałam o tym i nie mam piwnicy, więc kotki są zbawione :D

  • emka

    Serio? to aż takie straszne, że chcieliby zostać w końcu do jakiegoś mieszkania wpuszczeni? W sumie to nie rozmiem tej wrogości. Można po prostu otworzyć i powiedzieć że się nie przyjmuje i już. Nie będą kolejnego dnia się dobijać. Serio.

    • A gdzie Ty tu widzisz jakąkolwiek wrogość? Więcej dystansu do świata :) Jak ktoś mi w sobotę wieczorem kopie w drzwi i nawet nie pomyśli, żeby wcześniej zapalić światło na klatce schodowej to mu zwyczajnie nie otwieram, niezależnie od tego czy to ksiądz, sąsiadka czy pan Chajzer z nowym proszkiem :)

      • Rozumiem Cię w 100% :-)

        • Też masz stare drzwi i fobię społeczną? :D

          • Haha :-D tak bym tego nie nazwała. Jestem bardzo towarzyska, ale dziwnym lękiem napawa mnie wieczorna nawalanka w drzwi – albo bandyci albo CBA :-P
            A u Ciebie ksiądz wybrał taką niekonwencjonalną formę zapowiedzi ;-)

      • emka

        No, ok tutaj nie opisałaś swojej wrogości do Kościoła, ale czytając ogólnie Twoje posty mam wrażenie że że twoje uczucia do tej organizacji są raczej mniej niż chłodne. I nie, to nie jest kwestia dystansu do świata. Po prostu jak nie sprawdzisz kto Ci się dobija do drzwi to nawet nie będziesz wiedzieć kto zakłóca Ci świętyspokójweekendowy:) Tylko tyle. Poza światopoglądowymi wtrętami (za którymi nie przepadam i choć się nie zgadzam to przecież nie zabronię) to bardzo lubię czytać bloga szczególnie twoje craftykuły :)

        • No to sorry, ale odnosisz się do tego tekstu zarzucając mi wrogie nastawienie do kościoła, a potem mówisz, że jednak nie, bo chodzi Ci o jakieś inne wyimaginowane posty ;) Ja za każdym razem powtarzam, że nie mam nic do żadnej religii ani związanych z nią organizacji, póki nie narzucają mi swojego światopoglądu, więc nie wiem o jakiej mojej wrogości czy chłodnych uczuciach my tu mówimy ;)

          I nie myl ostrożności z dystansem do świata. Mnie aż tak ciekawość nie zżera, by za każdym razem sprawdzać kto po ciemku w nocy próbuje dobić mi się do mieszkania ;)

  • Aga

    u mnie na szczęście się nie dobijają tak nachalnie, ministranci dzwonią tylko swoimi dzwonkami a jak nikt nie otwiera idą dalej

  • Babiniec Owion

    hahaha uśmiałam się do łez:):):) hardkorowy ksiądz Ci się trafił i jeszcze awizo zostawił😄 boszeeee do czego ta ludzkość zmierza?!

  • Ha ha padłam :-D …to ile rękodzieł poszło na cele pobożne?