Nie jem mięsa i nie zarażam

14

Qrkoko.pl - Nie jem mięsa i nie zarażam

Kiedy byłam małym Qrchuckiem wraz z pierwszymi wyrośniętymi piórkami nadszedł czas na moje pierwsze postanowienia. Nie całować się przed ślubem, nie opuścić żadnego dnia w szkole i nie jeść mięsa. Tylko przy jednym z nich nie były mi potrzebne skrzyżowane palce.

Przez długi okres swego życia byłam pewna, że tym postanowieniem będzie banicja na mięso, bo nie tykałam go już od wyklucia ze skorupki. Nie dlatego, że naoglądałam się filmów o zarzynaniu bydła. Jestem ze wsi, więc miałam relację live ze świniami w roli głównej. Nie dlatego, że utożsamiałam się z oszołomami, którzy przypinają się do drzew krzycząc o wielkich złych korporacjach, a po wszystkim jadą do McDrive. Po prostu nie tolerowałam smaku i widoku mięsa. Byliśmy z warzywami najlepszymi przyjaciółmi do czasu, aż nasze relacje zostały wystawione na ciężką próbę. Pewnego dnia stado szalonych kur psychopatów żądnych mojej krwi przegoniło mnie po polu, a kiedy cudem uszłam z życiem poprzysięgłam sobie jedno – w akcie zemsty zjeść je wszystkie. W ten sposób posłużyłam twórcom „Uciekających kurczaków” za inspirację, a warzywom za żywy przykład na to, by nigdy nie ufać kobiecie, która po kilku randkach mówi „już na zawsze będziemy razem”. Od tamtego dnia zaczęłam jeść mięso kurczaków i zorientowałam się, że zapomniałam o dwóch rzeczach. Po pierwsze – jak dobrze ono potrafi smakować. Po drugie – przez ten cały czas nie miałam

IDEOLOGII PORZUCENIA MIĘSA

Widząc kolejną dyskusję wegeoszołomów nie potrafię się zorientować czy oni bardziej chcą włożyć w moje usta kilka kotletów sojowych czy kilka bardziej potłuczonych od nich wege-manifestów. Za każdym razem kiedy czytam, że jedząc mięso popełniam śmiertelny grzech i sprowadzam na ten świat zło to mam ochotę niektórym porcjować dostęp do Internetu. Praktycznie nie jem mięsa, ale nie odczuwam potrzeby forsowania swojej diety innym wmawiając im, że w zamian za uboższy zestaw witamin i doznań smakowych przyczynią się ludzkości i staną się lepszymi osobami. Nie widzę sensu w wytrącaniu kebabów z rąk jednostek w imię bzdurnych ideologii typu „jesz mięso – nie kochasz zwierząt”, bo zwykli ludzie nie są winni złej hodowli zwierząt. Oni mają prawo jeść mięso, więc z niego korzystają. To wielkie koncerny, które te prawo łamią powinny dostać po łapach, a póki co to tylko zacierają ręce, bo jazgot ekokrzykaczy nie dociera nawet pod ich wycieraczki, skoro wcześniej odbił się rykoszetem po profilach społecznościowych niewinnych mięsożerców. Ludzie będą jeść mięso niezależnie od tego jak wiele oszołomów wyjdzie na ulice z transparentami, by tego nie robili. Dlatego wegenaziści jeżeli warzywka dostarczyły Wam takich pokładów energii, że musicie dać jej ujście to zróbcie to przed farmami i fabrykami, które nie przestrzegają norm i przepisów. Nie wyładowujcie frustracji na kimś kto z utęsknieniem patrzy w stronę kotleta od kiedy musi ze łzami w oczach wsuwać sałatę, by nie być przez Was zbesztanym.

ŻRYJ I DAJ ŻYĆ INNYM

Żyję według prostej filozofii – nie zaglądam nikomu do portfela, łóżka i talerza. Ja pałaszuję kurczaki, ktoś inny wzdycha do karczochów. Między nami jest znak równości, bez żadnych ideologii i manifestów ukrytych w nawiasie. Nie jem mięsa, ale to nie zaraźliwe. Chodź ostatnio w modzie jest obrzucanie się nim w Internecie, to ja przez szacunek do niego jestem niemodna. Nie czuję obowiązku edukowania ludzi o ich normach żywieniowych i wmawiania im, że z każdym kęsem mięsa gdzieś na świecie umiera słodki kotek. Dopóki ktoś pozwala mi konsumować swój posiłek w spokoju to mam gdzieś czy on sam je kiełki, patyki czy robaki. Od dziecka nie mogłam spojrzeć na mięso. Byłam o krok od zostania wegenazi. Jednak nim dorobiłam do swojego mięsnego rozstania jakąś ideologię, którą na siłę zarażałabym innych zdążyłam dorosnąć. I polecam to każdemu.

Qrkoko.pl

Patrz jakie ładne! Kliknij!