W Rękodziele nazwa nie jest ważna

0

Qrkoko.pl - W Rękodziele nazwa nie jest ważna

Z roku na rok widzę jak w Twórcach rośnie potrzeba zaszufladkowania Rękodzieła. Im więcej pojawia się popularnych technik oraz im więcej jest firm z branży handmade osiągających sukces, tym więcej słychać pytań „czy to jest jeszcze Rękodzieło?!”. A ja co roku zastanawiam się po co oni chcą usłyszeć odpowiedź?

Najgorszą formą zwalczania swoich kompleksów jest dowartościowanie się kosztem innych. Niestety w Rękodziele jest to często spotykana praktyka. Wielu Twórców, którzy nie są pewni swoich umiejętności, nie sprzedają tak wiele jakby chcieli lub nie są zadowoleni z popularności swojej marki, nie stara się poprawić swojej sytuacji, tylko stoi w miejscu i umniejsza czyjąś pracę. A robią to, kiedy z pobłażaniem pytają mnie czy Quilling lub Decoupage powinny być zaliczane do Rękodzieła, bo według nich nie są to techniki zbyt wymagające. A potem oczerniają znane rękodzielnicze marki twierdząc, że nie powinny firmować swoich produktów jako ręcznie robione, bo są fabrykami pozbawionymi artyzmu.

Osobiście uważam, że Rękodzieło powinno być ponad podziałami i każda technika zasługuje na szacunek, niezależnie od stopnia jej zaawansowania. Kiedy widzę firmę, która ze sprzedaży ręcznie robionych prac uczyniła dochodowy biznes to odkładam na chwilę robótki od rąk i biję im brawo, zamiast wygrażać się pięścią i krzyczeć, że to nie jest handmade. Niestety w naszej rękodzielniczej branży wciąż jest mnóstwo nietolerancji i zaściankowych poglądów, dlatego swój wywód na temat „co w Rękodziele może być uznawane za Rękodzieło” rozpocznę od jednego hucznego przykładu. W jego przypadku łatwo zostać szamanem, bo żeby wywołać burzę dyskusji wystarczy zagrzmić pytaniem:

CZY MOKOBELLE i BY DZIUBEKA TO RĘKODZIEŁO?

Nie jest wielką tajemnicą to, że takie marki jak By Dziubeka czy Mokobelle odniosły wielki sukces. Jednak zdania na ich temat są podzielone i nie wszyscy zgodnie twierdzą, że te firmy na tą popularność zasługują. Pojawiają się nawet głosy, że nie mają one nic wspólnego z Rękodziełem! Zobaczmy, co oba fronty mają do powiedzenia:

ZA

  • Jeżeli prace są wykonywane ręcznie (tak jak w Mokobelle czy By Dziubeka) to należy je uznawać za rękodzieło
  • Rynek jest pojemny, dlatego znajdzie się w nim miejsce zarówno dla wysoko zaawansowanych prac, jak i tych z mniejszym stopniem unikatowości
  • Jeżeli rękodzielniczej firmie udało się zaistnieć na rynku i utrzymać ze swojej Pasji to powinniśmy brać z niej przykład
PRZECIW
  • Jeżeli pomagają im podwykonawcy to już nie jest Rękodzieło
  • Takie firmy to tylko wypromowana masówka
  • W ich produktach jest mała unikalność, dlatego to Rękodzieło gorszej kategorii
  • W rękodzielniczych pracach musi być odrobina duszy, a tam tego nie ma
  • Rozumiem jeszcze to, że w przypadku tych firm można dyskutować o tym czy ich prace są trudne do wykonania. Jednak próby wygnania ich z branży handmade przez małą unikalność asortymentu czy brak duszy to już kompletna bzdura. Nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że marki handmade powinny wypuszczać tylko skomplikowane kolekcje, a jednocześnie mają mieć swoje pracownie w piwnicach, bo jeżeli któraś z nich poszczyci się rozbudowaną fabryką to przestanie być identyfikowana z Rękodziełem. Nie wiem też jak ktoś może zweryfikować czy w danej pracy zamknięta jest odrobina duszy artysty, bo mi się zawsze wydawało, że to cecha niemierzalna. Dusza zamknięta w wykonanej pracy może pochodzić zarówno od jednego Twórcy jak i całego sztabu podwykonawców.

    Nie wydaje mi się żeby jakakolwiek rękodzielnicza marka musiała udowadniać swoją pozycję w branży handmade przez wypuszczanie skomplikowanych prac, tylko po to, by garstka rękodzielników powiedziała: „ok, to wciąż ręczna robota”. Widzicie, oni już swoje udowodnili – potrafili odnaleźć się i utrzymać na rynku między innymi dzięki decyzjom o prostym asortymencie. Zrozumieli coś, co wciąż wielu Twórców zajmujących się tylko ekskluzywnym, artystycznym i skomplikowanym Rękodziełem pojąć nie potrafi.

    Polskie realia nie pozwalają na to, by każdego w naszym kraju stać było na kupno kolczyków po 300 zł. Zamiast tego wiele osób woli takie po 50 zł, dlatego rynek tańszych linii ręcznie robionych prac wciąż rozkwita. Owszem, nie zawsze będą to prace wyjątkowe czy innowacyjne, bo ich cena na to nie pozwala. Co nie znaczy, że nie są to prace ręcznie zrobione i nie można ich zakwalifikować do Rękodzieła. „Masówka”, czyli ulubione określenie Twórców na asortyment popularnych marek to tak naprawdę świadome kreowanie marki na bardziej przyjazną ludziom. Łatwiej jest znaleźć klienta na takie produkty, bo popyt na wielkie i unikalne prace jest dosyć mały. Kiedy idę miastem i widzę, jaką biżuterię nosi typowe społeczeństwo to najczęściej jest to coś prostego typu rzemień czy kamyczki. Jednak to wciąż jest Rękodzieło! To nadal są ręcznie robione prace, a to, że ich wytworzenie nie zajęło 15 godzin, ale 15 minut wcale tego faktu nie zmienia.

    MOJA DEFINICJA MARKI HANDMADE

    Jedyną rzeczą, która jest dla mnie ważna przy definiowaniu czy dana marka „robi Rękodzieło” to kwestia autorstwa prac. Pomysł, projekt i najlepiej wykonanie powinno w 100% wychodzić od Twórcy. Jednak co do tego ostatniego nie mam aż tak restrykcyjnych zastrzeżeń, jak co poniektórzy.

    Nie uważam, że firma z branży handmade powinna być malutka i działać tylko na małą skalę, bo inaczej pozbawi się artyzmu ręcznie robionych prac. W takim razie jak sprzedający Twórcy chcą wyżyć ze swojej Pasji skoro nie mają w planach się rozwijać?
    Nie przeszkadza mi też to, że firma np. do swoich maskotek zatrudnia podwykonawców, którzy mają je dalej ręcznie szyć. Skoro przerasta ich liczba zamówień do tego stopnia, że muszą się nimi wspomagać, to tylko oznacza, że handmade zyskuje na popularności, a dla nas to dobry znak. Dlaczego to miałoby skreślać firmę z branży handmade? Jakoś nikt nie bojkotuje projektantów mody, kiedy zatrudniają do pomocy krawcowe.
    Tak samo bzdurne są dla mnie argumenty mówiące o „fabrykach Rękodzieła”. Rozumiem, że rękodzielnicze marki, które zdobywają międzynarodową popularność powinny dalej dziergać ręcznie na kolanie pojedyncze sztuki żeby ich nikt nie oskarżył o świętokradztwo? A czy my jesteśmy tacy święci? Czy my nie ułatwiamy sobie żmudnych czynności różnymi wynalazkami? Młynek dziewiarski do tworzenia długich sznurów. 1-step Looper do szybkiego wykręcania oczek. Spin-n-string do nawlekania koralików. To wszystko urządzenia, dzięki którym możemy usprawnić swoją pracę. Czy w takim razie też staliśmy się fabrykami, które nie mają nic wspólnego z Rękodziełem?

    Podczas tych wszystkich debat czy coś jest już na tyle zaawansowane, by móc to nazwać Rękodziełem zapominacie o jednym: zawsze znajdzie się jakaś technika bardziej skomplikowana od Waszej i pewnego dnia może się okazać, że to Wy potraficie za mało, by móc nazywać się Rękodzielnikami.

    W BRANŻY HANDMADE JEST MIEJSCE DLA KAŻDEGO


    Zarówno dla tych tworzących wielkie, niepowtarzalne prace jak i tych, którzy wyrabiają masowo produkty według schematu, który się przyjął. Firmy często łączą te dwa segmenty i posiadają dwie linie produktów: droższą unikatową i tańszą powtarzalną. Myślę, że przez te ustalanie, kto może się tytułować Rękodzielnikiem błędnie idealizujemy pracę jednego Twórcy. Zapominamy przy tym, że praca, którą ktoś stworzył sam na każdym etapie jej powstawania może być dużo gorsza od tej stworzonej przez rękodzielniczą markę, gdzie pomagali podwykonawcy. Jednak lubimy sobie dopowiadać, że taka praca od pojedynczego Twórcy jest lepsza, bo spędził nad nią więcej godzin i „włożył w nią duszę”. Chociaż nigdy nie wiemy czy tak było naprawdę.


    NAZWA „HANDMADE” PRZESTAJE MIEĆ ZNACZENIE

    Spory o to, co może być określane jako handmade są bezsensowne. Z jednego prostego powodu – już teraz to nie ma znaczenia. A słowo HANDMADE już niedługo stanie się tylko chwytem marketingowym na nieuświadomionych klientów i nikt nie będzie pamiętał co ono znaczyło na początku.

    Zauważcie, że już teraz coraz mniej Twórców identyfikuje się z branżą handmade i nie chcą być określani jako Rękodzielnicy. Bardziej od tego wolą termin – Projektanci. Wystarczy spojrzeć na branżę modową. Tam co druga kreacja jest ręcznie zrobiona, ale nikt się tym nie szczyci. Wszyscy wiedzą, że ubranie jest zaprojektowane, ale to, że również jest uszyte ręcznie to już niekoniecznie. Firmy takie jak Pakamera, mimo że posiadają bazę rękodzielników to nie robią z tego karty przetargowej. Największe sieci jubilerskie jak np. Apart nie reklamują swojej biżuterii jako „ręcznie stworzona” chociaż w większości taka jest. A dzieje się tak z prostego powodu – nie zapanujemy nad znaczeniem słowa „handmade”.

    Nie jesteśmy w stanie kontrolować definicji Rękodzieła, tym kto może pod nią podlegać i tym kto się z nią identyfikuje. Nowych galerii internetowych z handmade powstaje jak grzybów po deszczu, ale żadna z nich nie przygląda się dokładnie co zrywa do koszyczka, przez co często trafiają tam produkty o słabej jakości, splagiatowane lub są to importowane gotowce z Chin. Na lokalnych jarmarkach można zauważyć stoiska z biżuterią kupioną od hurtowni, które są tuż obok stoisk z taką ręcznie zrobioną od podstaw. A to wszystko pod jednym szyldem – Rękodzieło.

    To zjawisko będzie się tylko poszerzać, a wyobrażenie o słowie Handmade będzie się coraz bardziej rozmywać. To samo spotkało szafiarki. Kiedyś to słowo było kojarzone z początkującymi pasjonatkami mody, które na własną rękę zgłębiały jej tajniki. Jednak przez lata złych praktyk to się zupełnie zmieniło i teraz słowo „szafiarka” przywołuje na myśl nastolatkę, która robi sobie zdjęcia przypadkowo dobranych ubrań w przymierzalniach sieciówek i założyła bloga tylko po to, by dostawać gratisy i współpracować za barter. Dlatego dziewczyny, które chciały się od tego krzywdzącego wizerunku odciąć przemianowały się na blogerki modowe lub poszły o krok dalej i firmują się teraz nazwą swojej marki. Sądzę, że niedługo Rękodzielnicy będą musieli zrobić to samo, bo już teraz dopada nas syndrom szafiarek.

    Już teraz musimy edukować klientów, że nasze prace nie są tanią chińszczyzną tylko pełnowartościowym produktem. Musimy tłumaczyć, że ręcznie zrobiona praca oznacza zaangażowanie, oddanie i Pasję, a nie amatorszczyznę.

    Mamy problem z tym, aby słowo „Rękodzieło” było jednoznacznie kojarzone, bo dla wielu osób oznacza zupełnie coś innego.

    Dla jednego Rękodzieło będzie od zawsze kojarzyło się z kiepskimi pracami z piwnic, a dla innego z ekskluzywnymi produktami jak np. Mokobelle. Jeden uzna siedzenie godzinami nad jedną pracą za przejaw artyzmu, a drugi za brak profesjonalizmu. Ktoś będzie postrzegał Rękodzielników jako nowoczesnych artystów, a ktoś jako kółko gospodyń wiejskich i prace ludowe.

    Uważam, że nie ważne jest to co może być określane jako Handmade, a co jako DIY. Nie ma sensu analizować jak powinny wyglądać pracownie, proces twórczy czy asortyment, by można to było określić „Rękodziełem”. Zamiast tego powinniśmy się skupić na własnych nazwach i kreowaniu wizji ich postrzegania, po to by klient zerkający na produkt od razu wiedział, że to od nas. Bardziej zależałoby mi na tym, by ktoś widząc moje prace pomyślał „świetna praca od Qrkoko!” zamiast „świetne Rękodzieło!”. Dzięki temu nie musiałabym się zastanawiać czy taka rekomendacja na pewno jest dla mnie komplementem.

    Nie zapanujecie nad postrzeganiem słowa Handmade. Nie będziecie mieć monopolu na to co może być określane jako Rękodzieło. Dlatego walczcie o to co możecie – o własną markę.

    .