MyFavouriteBox – paczka niespodzianka z ręcznie robionymi rzeczami

1

Kiedy w moje ręce trafiła informacja, że na rynku można już dostać boxy poświęcone rękodziełu byłam podekscytowana jak małe dziecko. Szukałam takich od bardzo dawna i niesamowicie brakowało mi ich na rynku. Niestety MyFavouriteBox.com nie zaspokoiło mojej zachcianki i jedyne co wywołało we mnie z dzieciaka to kapryszenie.

Na próbę zamówiłam jednorazowo subskrypcję licząc, że dostanę coś ręcznie robionego w formie niespodzianki. MyFavoriteBox kosztował niecałe 60zł i przyszedł do mnie już 2 dni po wysyłce.

Pierwsze wrażenie było pozytywne, bo paczka była dobrze zapakowana i zabezpieczona tak, aby nic się nie zniszczyło podczas transportu. Tylko, że gdyby tak się stało to za bardzo bym się nie zmartwiła, bo jej zawartość mnie rozczarowała. Naiwnie oczekiwałam jakiś elementów podyktowanych rękodzielnikom, jednak dostałam coś zupełnie innego.

Spinki do włosów (ręcznie zszyte) były nierówne i nie odpowiadały mojej definicji rękodzieła. Normalnie bym ich nie kupiła. Papierowe pierdoły do kuchni, czyli papilotki do babeczek i słomki mogą posłużyć jedynie jako krótkotrwały przeciwnik dla kotów, bo nie widzę dla nich innego zastosowania. Takie rzeczy kosztują grosze i w paczce posłużyły jako zapychacz, wciśnięte na siłę do przepisu na muffinki. Zaskoczeniem były za to orkiszowe ciasteczka, które były przepyszne i z Przedmężem zgodnie stwierdziliśmy, że będziemy jeść je częściej. Chociaż może niekoniecznie po 60 zł za paczkę. Zaskoczyła mnie również mgiełka, choć już mniej pozytywnie. Oczekiwałam pięknego zapachu, a dostałam coś zwyczajnie nieprzyjemnego. Nie będę jej używać do perfumowania ciała i w sumie jeszcze nie wiem co nią zrobię, bo pachnie tak brzydko, że nie chcę nawet jej wykorzystać przeciwko molom z szafy. Nie wiem czy to tylko mój egzemplarz okazał się wadliwy, ale jestem tym ogromnie rozczarowana, bo podczas rozpakowania ta buteleczka była jednym z niewielu plusów tej paczki. Miłym zakończeniem była torba na zakupy, która niestety nie została ręcznie pomalowana. Piękna muffinka jest nadrukowana, ale za to szycie jest na dobrym poziomie. Zastanawiają mnie jej wielkie rozmiary, które przewyższają moją wcześniejszą torbkę z kotem o jakąś 1/3. Może to tylko ja jestem taka mała? :)

Tak naprawdę z boxa ucieszyły mnie tylko ciastka i torba. Papierowe przydasie do kuchni mogę dostać od ręki w kilkunastu miejscach w Białymstoku i raczej przydadzą się komuś do zdjęć na Instagrama niż w samej kuchni. Nie przekonuje mnie jakość papieru papilotek i muszę sprawdzić czy on nie farbuje :) Cieszyłam się na mgiełkę do ciała. Jednak jej zapach mnie odrzucił, a Przedmąż określił go mianem „mleka w proszku dla alergików”. O spinkach już pisałam i pozostaje mi jedynie sprawdzić co spotka mnie na ich stronie-matce. Może tam czeka mnie coś lepszego?

Rozumiem doskonale, że za 60 zł nie można mieć wielkich oczekiwań, zwłaszcza jeżeli w środku ma być garść produktów ręcznie robionych. Jednak ktoś na pomysł takich boxów wpadł i musiał brać pod uwagę, że rękodzieło nie będzie tanie do współpracy. Dlatego liczyłam na jakieś lepsze zawartości. Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejne pudełka będą lepsze. O ile się na nie jeszcze kiedyś zdecyduję :)

Qrkoko.pl

Polub mnie na Facebooku
I nie przegap nowych wpisów