Moje życie z Rękodzielniczką

27

Rękodzielnicy przeglądając się w lustrze widzą kreatywne osoby z ogromnym pokładem wyobraźni. Nie dostrzegają swoich nawyków, rytuałów i wariactw związanych z ich Pasją. Widzi to za to ich druga połówka, która dzielnie znosi trudy wspólnego życia. Jednak nadchodzi taki dzień, kiedy lustereczko zamiast odpowiedzieć Rękodzielnikowi, że jest najzdolniejszy na świecie zwyczajnie pęka. A życiowy partner razem z nim.

Sobotni zimowy wieczór. Nie wiem czy trzęsę się przez niską temperaturę czy niewielką granicę dzielącą mnie od załamania nerwowego. Z pewnego kroku wybijają mnie linie pomiędzy chodnikowymi płytami. Rozglądam się czy nikt mnie nie widzi. Założyłem wyblakłą fedorę, dresowe spodnie, flanelową koszulę i puchową kurtkę. Okulary wziąłem dla przykrywki. Gdy docieram na miejsce ogarnia mnie znajome uczucie. To przerażenie przed nieznanym miejscem, które wywołuje u mnie odruch chwytania za portfel. Tak samo czują się rodzice, kiedy ich dzieci zamieniają się w glonojada na widok witryny sklepu z zabawkami. Tak samo czułem się, gdy Agata po raz pierwszy zobaczyła pasmanterię.

Wchodzę do gabinetu i zastygam w przerażeniu. Mam wrażenie, że meble nie są obite ze skóry, ale z ortalionu, bo ciągle słyszę szepty „masz jakiś problem?”. Zaczynam żałować, że afera z przewijakami nie dotarła aż tutaj, bo czuję, że niedługo mogą być mi potrzebne. W końcu ją dostrzegam – wysoka postać ubrana w idealnie skrojoną marynarkę. I z głową Yorkshire Terriera.

– Witaj. Nazywam się Psy Cholog. Jak masz na imię?
– Przedmąż.
– Co Cię do mnie sprowadza? Masz problem z uczuciami?
– W tej chwili odczuwam żal, że skorzystałem z promocji na Grouponie.
– A z jaką sprawą do mnie przyszedłeś?
– Moja dziewczyna jest Rękodzielniczką.

W tym momencie psycholog zasłonił wszystkie okna i powiedział do sekretarki:

– Odwołaj moje dzisiejsze spotkania. Nie ma mnie dla nikogo.

Usiadł obok mnie, podał mi gumową piłeczkę i powiedział:

– Ściskaj ją mocno i wszystko mi opowiedz.
Tylko nie rzucaj piłeczki. Nienawidzę kiedy ktoś to robi.

Z początku nic nie wskazywało na to, że z Agatą dzieje się coś niedobrego. Co prawda zamiast nosić w torebce podręczny zestaw szpachlarza ona ma w niej szydełka, włóczki i nici, ale nie wyglądało to na nic groźnego. Oczy otworzył mi dopiero list z pogróżkami od spółdzielni, kiedy kupiła krosno i przeorała cały osiedlowy ogródek ciągnąc je za sobą. Nim się obejrzałem było już za późno.

Myślałem, że wstąpiła do nakrotykowego kartelu kiedy pewnego dnia przyniosła do domu stos maleńkich torebeczek tłumacząc, że to na „materiały”. Powiedziałbym, że odetchnąłem z ulgą kiedy okazało się, że chodzi o koraliki i przywieszki. Tak niestety nie było. Torebeczki przeniosły się na ściany, potem półki, szafy i po kilku dniach nocowałem już na balkonie.

– Wiem co czujesz. Moja też mi każe spać na zewnątrz.

Nie mam już miejsca dla siebie. Nasz pokój wygląda jak sala tortur. Szczypce, nożyce, przecinaki, wypalarki, łańcuchy. Wszędzie unoszą się opary kleju UHU. Czasami myślę, że Agata przygotowuje się do napadu włamywaczy, bo pod każdym oknem wciąż znajduje rozsypane koraliki. Śmieszą mnie ludzie narzekający na to, że kot rozplątał im kłębek włóczki. U mnie w domu jest całe centrum ich zaopatrzenia.

– Nie mówmy o kotach.

Przez długi czas bałem się, że żyję pod jednym dachem z tajnym agentem. W każdej szufladzie poukrywane są zapisane kartki z dziwnymi planami, oznaczeniami i wzorami. Nie sprzątam ich od kiedy przez przypadek wyrzuciłem super ważny wzór zapisany na opakowaniu po czipsach i spędziłem noc w karcerze. W lodówce nie ma miejsca na jedzenie, bo stoją tam kleje i lakiery. Zresztą i tak mało jem, od kiedy złamałem zęba na cukierku, który okazał się szlachetnym kamieniem. Agata znęca się nade mną psychicznie. W pudełkach na ciastka trzyma guziki i specjalnie robi biżuterię przypominającą słodkości. Wiesz jak smakuje modelina?

– Wiem.

Nasze zwierzęta też nie mają lekko. W domu jest tyle maskotek, że czasami zastanawiam się czy nie karmię tego z pluszem w środku.

– To może nie siedź tyle w domu i weź ją na spacer? Ja to bardzo lubię.

Wtedy jest jeszcze gorzej. Nie możemy normalnie wejść do sklepu żeby nie zaczęła sprawdzać ściegów na swetrach i wykończeń biżuterii. Mamy zakaz wstępu do Empików po tym jak Agata syczała jak wściekły kot, gdy weszliśmy do ich działu kreatywnego.

– Nie mówmy o kotach.

Zanim wyjdziemy na miasto muszę wydrukować sobie mapę z zaznaczoną trasą, by ominąć wszelkie pasmanterie i sklepy z półfabrykatami. Inaczej szybkie wyjście kończy się kempingiem. Zresztą i tak nie mamy po co wychodzić do sklepów jak w większości przypadków słyszę „nie kupujemy tego, sama zrobię lepsze”.

– Wszystkie objawy wskazują na to, że ona choruje na Rękodzieło.

I dnia na dzień jej się pogarsza. Realizuje każdy pomysł jaki przyjdzie jej do głowy przez co praktycznie śpi na niedokończonych projektach. Nic nie wyrzuca, bo wszystko jej się przyda. Kiedy prosiłem ją „Agata, choć sprzedamy na bazarku chociaż połowę tych rzeczy” to chwilę później uchylałem się przed nadlatującymi szydełkami i wysłuchiwałem krzyków o braku działalności i dbaniu o wizerunek. Po wszystkim wyglądałem jak poduszeczka na igły.

Często zrywa się w środku nocy, bo właśnie ją olśniło i musi zapisać na kartce nowy pomysł, a potem siedzi do rana żeby go zrealizować. Mamrocze przy tym pod nosem i wielodniowa głodówka nauczyła mnie żeby jej wtedy nie przerywać, bo LICZY.

– Wiesz, że na to nie ma lekarstwa?

Wiem. Chociaż szczerze mówiąc nie chcę by się leczyła. Tak naprawdę to jestem z niej dumny, że ma swoją Pasję, która nie jest tylko przelotnym hobby, ale nieodłączną częścią jej życia. Wiem, że ma swoje wariactwa, nawyki i rytuały, ale to konsekwencja tego, że jest w stanie stworzyć coś z niczego. Potrafi w szczątki materiałów tchnąć nowe życie. Jest Twórcą i chociaż bywa ciężko to jestem dumny, że mogę być obok niej. Nie chcę żeby jej to przeszło. Rękodzieło jest częścią niej, a ja kocham ją całą.

W sumie to trochę mi ulżyło. Dzięki za rozmowę, ale muszę już iść. Jestem umówiony u drugiego psychologa, by skonsultować inną przypadłość Agaty.

– A co tym razem ją dopadło?

Kocia obsesja.

– Nie mówmy o kotach. I rzuć mi wreszcie tą piłeczkę.

Qrkoko.pl

Łączmy się w bólu z partnerami Rękodzielników