Licencja na kopiowanie, czyli rękodzielniczy światek złodziei wzorów

115

Qrkoko.pl - Licencja na kopiowanie, czyli rękodzielniczy światek złodziei wzorów

Jednym z głównych problemów polskiego rynku rękodzieła jest to, że zbyt często kradzież mylona jest z kreatywnością, inspiracja z plagiatem, a wzorowanie się na czymś z odwzorowywaniem czegoś kropka w kropkę. I zbyt wiele osób temu przyklaskuje nie widząc problemu, dopóki on sam ich nie dotknie.

Wystarczy trochę posiedzieć w tym środowisku, by odczuć jego zanieczyszczenia. Świat rękodzieła, który cechuje się wyobraźnią i indywidualnością brudzą osoby, które kradną cudze wzory przywłaszczając je jak własne lub wrzucają zdjęcia cudzych prac oczekując, że ktoś wyjaśni im jak krok po kroku je odtworzyć.  Własny smród najciężej odczuć, więc wielu rękodzielników, którzy uczestniczą w tym procederze nie widzi w nim problemu. Nie zdają sobie sprawy, że tak postępując spuszczają ścieki do źródła, z którego sami piją.

WZÓR NA POPULARNOŚĆ

Jeżeli jesteś na bieżąco z zagranicznymi forami i stronami lub masz w posiadaniu kolekcję starych gazet rękodzielniczych to podczas przeglądania polskich blogów handmade prędzej czy później odczujesz déja vu. „Zaraz zaraz, czy ja tego wzoru gdzieś nie widziałam?” – pomyślisz. I to niestety nie będzie błąd Matrixa, a błąd w myśleniu polskich rękodzielników, którzy za przyzwoleniem udzielonym między sobą od lat praktykują kradzież. Skanują strony czasopism lub pobierają na dysk tutoriale zza granicy udostępniając je później na rodzimym podwórku. Ci bardziej „pracowici” tłumaczą poradniki na ojczysty język, uznając swoją pracę za wystarczającą wartość dodaną, by móc ją sobie przywłaszczyć i podpisać własnym nazwiskiem. Ci leniwsi ograniczają swoją kreatywność do umieszczenia na niepodpisanych, cudzych tutorialach własnych logotypów. Łączy ich ze sobą jedno – robią to wszystko bez zgody autorów. Kierują się maksymą „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”, więc skoro kradną wzory z zagranicznych blogów czy skanują czasopisma dawno wycofane z druku to przecież nikt tego nie widzi i krzywdy nikomu nie robią. Otóż robicie. Nie tylko autorom wiedzy, którą sobie przywłaszczyliście, ale również samym sobie.

Żebyście nie zrozumieli mnie źle – nie mam nic do korzystania z tutoriali, cudzych wzorów, skanowania sobie czasopism i międzynarodowego wymieniania się wiedzą – o ile to wszystko odbywa się za zgodą autorów! A wiem, że często tak nie jest. Prędzej rozwiążę zagadkę Trójkąta Bermudzkiego i dowiem się, gdzie znikają trafiające tam obiekty, niż zorientuje się gdzie znika rozsądek rękodzielników, którzy nie widzą nic złego w kradzieży cudzych prac. Bo pomagają rękodziełu i je promują? Bo inaczej tutorial w oryginale by się nie rozniósł? Nie oszukujcie samych siebie, że jesteście Janosikami handmade’u, bo decydując się na przywłaszczenie myślicie tylko o własnej promocji, a nie rozwoju całego rynku. Gdyby tak było nie mielibyśmy przypadków, gdzie ktoś kupuje tutoriale i udostępnia je u siebie za darmo, by nabić statystyki. Lub w drugą, jeszcze gorszą stronę – gdy ktoś darmowy tutorial istniejący w sieci od kilku lat sprzedaje u siebie za ceny wzięte z tego miejsca, w które dawno powinien być nakopanym. A nawet jeżeli takie rzeczy udostępniane są non-profit to jeżeli jest to robione bez zgody prawowitego właściciela w dalszym ciągu jest kradzieżą, która powinna być potępiana. A nie wiem czy ktokolwiek powiedziałby „tak, możesz ukraść mój pomysł i podpiąć go jako swój”.

I nie chodzi o to, że pewnie czepiam się, bo najwyraźniej są to pojedyncze przypadki. Skoro trafiamy na nie na każdym kroku to skalę tego zjawiska możemy już określać jako powszechne. A najgorsze w nim jest to, że leniwi rękodzielnicy stali się tak perfidni i nie bawią się już w maskowanie tego, że nie mają zgody na powielanie wzorów, tylko przerzucili się na coś zupełnie innego. Coś przy czym jesteśmy pewni, że nie mają i nigdy nie będą mieli na to zgody. Wrzucają zdjęcia cudzych, gotowych prac i chcą rozszyfrować ich wykonanie.

JAK TO JEST ZROBIONE

No, ale co w tym złego? Tak się przecież robi – jeżeli taka była Twoja pierwsza myśl podczas czytania ostatniego akapitu, to ułatw mi zadanie i sam siebie zbanuj.

Jeżeli rękodzielnik nie widzi nic złego w tym, że wrzuca zdjęcie czyjejś pracy, po czym oczekuje, że inni zabawią się w Sherlocka Holmesa, odtworzą krok po kroku proces twórczy jej autora i tym samym pomogą w zdobyciu własnego egzemplarza cudzej twórczości, to ja osobiście przykleiłabym takiej osobie na czoło wielki napis „odtwórca”. Przy użyciu własnej śliny.

Serio rękodzielnicy? Tak teraz wygląda Wasza „kreatywność”? Podoba Wam się czyjaś praca, ale brak Wam wyobraźni by zrobić coś równie dobrego, nie macie pomysłu na własną wersję, a w dodatku wiedzy by samemu rozwikłać jak to jest zrobione, więc w uznaniu cudzej pracy szukacie sposobu jak ją powielić?

No, ale ja też chce mieć coś tak ładnego, a autor – cham nie podzielił się wzorem – mówiłam już, daj sobie bana.

Od kiedy to publicznie przyzwalamy na rękodzielniczą sekcję zwłok? Czy ktoś na noc zostawia Wam włączony Discovery Science, a Wy niczym w hipnozie przyswoiliście program „How It’s Made” do swojego stylu życia i pracy? Wychodząc do restauracji po zjedzonym posiłku prosicie kucharza o przepis, bo tak bardzo smakowało Wam danie? Czy kupując sukienkę prosicie projektanta o schemat, bo jest tak ładna, że chcecie taką samą uszyć sobie w domu? Więc dlaczego przestaliście się wzajemnie szanować i żerujecie na innych rękodzielnikach? Wielu z Was uważa, że prace wrzucone do Internetu tracą prawa autorskie. Zwłaszcza jeżeli nie mają uwielbianych przez Was podpisów „nie kopiować, nie przerabiać”, chociaż tak naprawdę tych podpisów mieć nie muszą. Dlaczego nikt nie widzi problemu w rozczłonkowywaniu cudzych prac na czynniki pierwsze i wśród takiej rzeźni na cudzej twórczości jakimś cudem doszukują się kreatywności? To jest zwyczajna kradzież, a Wy wszyscy, zarówno Ci proszący o takie rozszyfrowanie jak i Ci, którzy w tym pomagają – jesteście zwykłymi złodziejami. Razem z szacunkiem do siebie straciliście zdrowy rozsądek kradnąc polskie prace i prosząc o pomoc w skopiowaniu twórczości swojego rodaka. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć, gdy ktoś znajduje na chińsko-radziecko-kanadyjskim blogu rękodzielnika piękną pracę i nie może się powstrzymać, by nie zrobić własnego egzemplarza, dlatego wrzuca zdjęcie na grupę rękodzielniczych odpowiedników łamaczy Enigmy. Nadal jest to kradzież, ale rozumiem, że nie każdy jest w posiadaniu odpowiedniej ilości szarych komórek, by wpaść na pomysł wysłania wiadomości przetłumaczonej przez Google Translator „hej, mogę skopiować Twoją pracę?”. Ale na serio, wrzucać do rozszyfrowania zdjęcia prac polskich twórców? Więcej szacunku mam do skrawków zużytych materiałów, które wyrzucam do kosza, niż do osób, które tak postępują.

Qrkoko.pl - Qrkoko.pl - Licencja na kopiowanie, czyli rękodzielniczy światek złodziei wzorów

Jaki jest Wasz argument na sens takiego działania? Póki co nie zachowujecie się jak Twórcy, a jak zwykli dresiarze. Ktoś zostawił na parkingu ładne auto, więc musiał liczyć się z tym, że ktoś je ukradnie. Tak samo jest z ładną pracą wrzuconą do Internetu. Jeżeli publikujesz na swoim blogu czy stronie zdjęcia swojej pracy lub autorskich wzorów to w oczach prychających i parskających śliną złodziejskich rękodzielników wystawiasz czerwoną płachtę. Jest to dla nich oczywisty komunikat „patrzcie jakie ładne, śmiało możecie kraść”. Ich logika nie wykracza poza trzy paski ortalionu. Wchodząc do muzeum nie widzą na obrazach czarnych prześcieradeł, więc sądzą, że te co ładniejsze mogą splagiatować. Widząc Ciebie wystawiającego na parapet ciasto do ostygnięcia nie widzą żebyś wystawił przy tym znak „proszę nie kraść”, więc Ci je ukradną, a na koniec Ci przywalą, bo nie miałeś na czole wypisanego „nie można bić”.

POCZĄTEK WASZEGO KOŃCA

Tam samo jak podczas sprzedawania prac bez działalności i wyceniania ich po kosztach, tak samo teraz nie dostrzegacie krótkowzroczności Waszych działań. Jak tak dalej pójdzie to sami siebie wykończycie i do końca zhańbicie nasz wizerunek nie tylko w oczach naszych rodaków, ale również poza granicami kraju. Skończy się na tym, że każdy od każdego będzie kradł pomysł, wzór i całe prace, Wy pozagryzacie się nawzajem, a zagraniczni twórcy będą straszyć swoje niegrzeczne projekty polskimi „rękodzielnikami”, którzy przehandlują je na organy.

Rękodzieło nie jest szwedzkim stołem, gdzie każda praca ląduje do Waszego dowolnego użytku. I nie piszcie tu o nieświadomym plagiatowaniu, czy przypadkach na zasadzie „wielkie umysły myślą podobnie”. Finezję razem ze wzajemnym szacunkiem spuściliście w toalecie, zastępując ją bezczelnością. Przywłaszczacie sobie cudze wzory lub namawiacie kogoś by pomógł Wam rozszyfrować czyjąś pracę i nazywacie to „twórczością”. Mam dla Was lepszą propozycję: zajmijcie się czymś innym, nie wiem, nawet hodowlą jedwabników. W rękodziele widocznie się pogubiliście.

Jest mi wstyd kiedy moja rodzina, która wychowywała mnie w szacunku do cudzej pracy i w miłości do Tworzenia widzi w jakim kierunku podążyła ich ukochana kreatywna dziedzina. Najpopularniejsze wątki to takie, w których skradzioną wiedzę rozdaje się za darmo, a ich uczestnicy usprawiedliwiają się brakiem czasu, nieznajomością technik czy materiałów. Jeżeli ich nie znasz to sam ich poszukaj, dokształć się, zamiast oczekiwać rozwiązań podanych na tacy. Ktoś nie zgadza się na kopiowanie jego twórczości? Widocznie włożył w to masę serca i talentu, więc to uszanuj i tego nie rób.

Nie dorabiajcie sobie żadnych ideologii do kradzieży. To nie jest inspiracja motywem czy konkretnym elementem. To co robicie jest zwykłym plagiatem. Jeżeli ktoś przy swoich pracach czy wzorach umieszcza adnotację „bierzcie i korzystajcie z tego wszyscy” to śmiało to przerabiajcie, tłumaczcie i ślijcie w siną dal. Jednak jeśli tej zgody nie macie to nie ważne jak autor daleko mieszka, ilu ma fanów i czy w ogóle Waszą kradzież odczuje. Nie ważne czy tłumaczycie zagraniczny tutorial na ojczysty język czy niczym tasiemiec próbujecie rozgryźć od środka czyjąś pracę. Nie macie do tego prawa jeżeli nikt Wam go nie dał.

Chcecie by inni szanowali Waszą pracę i prawa autorskie to sami też musicie to robić. Tylko jedno prawo działa w jedną stronę – kiedy rżniecie cudzy projekt 1:1 i po wszystkim nie dajecie mu nawet całusa w postaci podpisu „kto jest jego prawowitym właścicielem” to nie macie prawa określać się rękodzielnikiem czy Twórcą. Jesteście zwykłym odtwórcą i to w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Zmieńcie się, bo to co teraz robicie to nie jest droga do rozwoju. To droga donikąd.

Polub post → || Jeżeli nie rozumiesz wpisu przeczytaj jego wyjaśnienie.