Kto nie lubi rękodzielników?

0

Qrkoko.pl - Kto nie lubi rękodzielników?

Kiedy kilka dni temu wrzuciłam na fanpage’a zrobionego przez siebie mem’a sądziłam, że każdy zrozumie jego humorystyczny przekaz – rękodzielnicy przy poszukiwaniach nowej biżuterii nie są skazani wyłącznie na oferty jubilerów czy sieciówek. Dzięki swym umiejętnościom są w stanie nie tylko wykonać ją samodzielnie, ale również spersonalizować każdy jej element. Jednak coś co dla Twórców jest powodem do dumy, dla sprzedawców okazało się powodem do nienawiści.

Długo myślałam nad tym tematem, bo jest to szerokie pole do dyskusji, z wieloma aspektami do omówienia. Jest to dla mnie ważna kwestia, bo dotyczy nie tylko całego rynku zbytu rękodzieła, ale również jej uczestników, czyli nas samych. Chcę ją poruszyć pod kątem tego jaki stosunek do tworzących rękodzielników mają wszystkie sklepy oferujące gotową biżuterię – zarówno jubilerzy czy sieciówki, jak i sami rękodzielnicy, którzy założyli swoją działalność gospodarczą.

Qrkoko.pl - Kto nie lubi rękodzielników?

Na samym początku chcę wyjaśnić jakie jest moje stanowisko wszystkim osobom, które powyższy obrazek odebrało zbyt dosłownie. Nie popieram sytuacji kiedy rękodzielnik udaje się do sieciówek tylko po to, by przez swoje umiejętności udowodnić swoją wyższość, podkradać klientów, lub przy tłumie obwieszczać, że produkty, które tutaj widzą można wykonać samemu, nawet za niższą cenę. Zachowania tego typu są godne potępienia, a tak postępująca osoba nie ma prawa określać się mianem Rękodzielnika. Rękodzieło to nie tylko profesja, ale również styl życia i postępowania, które cechuje się szacunkiem do cudzej pracy.

Szacunek powinien być wzajemny, a nie zawsze sprzedawcy o tym pamiętają. Przyjrzyjmy się najczęściej powtarzającym się argumentom twierdzącym, że twórcy handmade przynoszą im szkodę do tego stopnia, że przez nich firmy upadają, rodziny się rozlatują, a Rosja zakręca gaz.

TO NIE MOJA WINA, ŻE BANKRUTUJĘ!

W każdej dziedzinie życia w przypadku niepowodzenia najłatwiejszą rzeczą jaką można zrobić to zrzucić na kogoś winę. Natomiast prawdziwą sztuką nie jest szukanie winnych w stogu siana, tylko odnalezienie przyczyny problemu w samym sobie. Rękodzieło jest ciężką pasją do zmonetyzowania, ponieważ jest to sztuka, która cały czas się rozwija i przez to jest bardzo wymagająca. Musisz bez przerwy dbać o jakość używanych materiałów, nie korzystać z kradzionych wzorów i być szczera ze swoimi klientami. Rękodzielnicy nie kupują Twoich produktów, bo twierdzą, że sami potrafią je odtworzyć? Znajdź sposób, by udowodnić im jak bardzo się mylą. Handmade jest rynkiem, w którym musisz trzymać rękę na pulsie, aby się utrzymać. Nie możesz zakładać, że twoja wiedza, którą nabyłaś kilkanaście lat temu jest nadal aktualna i wystarczająca. Nie śledząc zmieniających się trendów i nie rozwijając swoich technik w końcu przestaniesz być na czasie, stajesz się niedokształcona i nie warta uwagi. Będąc sieciówką nie możesz wychodzić z założenia, że sprzedając od lat niezmieniające się komplety, których wykonanie i cena już dawno wypadają blado na tle tego co oferuje rynek rękodzieła, ciągle będzie Ci się powodzić. Nie ważne jak bardzo lojalnych masz klientów – jeżeli zobaczą, że nie dorównujesz konkurencji w końcu ich stracisz. To od Ciebie zależy kondycja Twojego biznesu. Zamiast zarzucać rękodzielnikom, że ich talent i zamiłowanie do ręcznych prac spowodował upadek Twojego biznesu, pomyśl jak temu zaradzić.

KIEDYŚ BYŁO LEPIEJ!

Ten argument jest stosowany zarówno przez detalistów jak i indywidualnych twórców z działalnością, chociaż ma zupełnie odmienne znaczenie. Kiedy pada z ust sprzedawców oznacza po prostu brak konkurencji. Kiedyś rękodzieło popularne było jedynie we wsiach. Nikt wcześniej nie pomyślał, że można stworzyć własną kolekcję biżuterii nie wydając na nią majątku u jubilera. I chociaż nadal stwierdzenie „kiedyś było lepiej“ ocieka głupotą, to z ekonomicznego punktu widzenia w pełni rozumiem dlaczego wciąż jest powtarzane przez sprzedawców podczas narzekań na spadającą sprzedaż. Po prostu wcześniej nie musieli się starać i skoro nie było nic innego do wyboru, mogli wciskać klientom wszystko i po każdej cenie.

Natomiast kiedy wzdychanie do przeszłości nadużywane jest przez samych rękodzielników, to w czasach srogiej zimy do ogrzania wystarczy mi przebywanie w ich towarzystwie. Już po kilku minutach rozmowy z nimi gotuję się ze złości. Tworzący, którzy tęsknią za tym jak to drzewniej bywało mają ku temu jeden powód. Stracili szacunek swych klientów. Maksyma ta powtarzana jest przez osobników, którzy na rozwój reagują podobnie jak demony na wodę święconą. Takie osoby na początku swojej nauki poznały podstawowe techniki i wszelkie jej nowoczesne odłamy traktują jako herezję. Są ślepe na postęp, więc skoro w dzieciństwie kilometry koralików nawlekały ręcznie to teraz na widok Spin-n-bead żądają ukamieniowania. Wszystkie osoby, które wychwalają czasy bez dostępu do wiedzy z Internetu, bez tysięcy blogów, for, stron tematycznych i czasopism czy bez możliwości pobrania wzoru z drugiego końca świata, cechuje jedno – IGNORANCJA. Takie osoby, które marudzą, że w czasach kiedy rękodzieło nie było popularne oni ze swoimi umiejętnościami byli traktowani niczym bóstwa, są na tyle ślepe, że nie potrafią zrozumieć jednego. Okres ciemnoty jest już dawno za nami i jeżeli rękodzielnik, który z własnej woli nie chciał poszerzać wiedzy narzeka teraz na brak szacunku do swoich prac – widocznie na niego nie zasługuje.

NIE DA SIĘ TEGO ZROBIĆ!

Za każdym razem kiedy w dyskusji o kondycji rynku handmade słyszę argument, że „tego się nie da“ w wyobraźni owijam takiej osobie wokół szyi sznur korali i zaciskam do momentu, aż wyzionie z siebie ostatki kretynizmu. Gdyby kiedyś jakiś twórca stwierdził, że czegoś nie da się zrobić do dziś jedyną znaną nam formą artyzmu byłoby mazanie paluchem z farbą po ścianie w jaskini. Takie stwierdzenie jest kumulacją ignorancji i lenistwa zawartych w dwóch poprzednich argumentach. „Tego nie da się zrobić“ dotyczy już dwóch frontów – zarówno klientów nie obracających się w tematyce rękodzieła jak i samych twórców, którzy zjedli na nim zęby. Historia po raz kolejny udowadnia, że wszystko jest możliwe. O ile się chce i wie jak.

nie ma gotowych rozwiązań

Pandora – najlepszy kontrargument na to, że nie da się już wymyśleć nic interesującego i wciągającego dla klientów, którym przejadła się zwykła biżuteria. Pomysł był prosty – stworzyć taką jej odmianę, by można było ją samemu tuningować do woli różnorodnymi elementami. Zabieg okazał się diablo skuteczny, bo pozwolił firmie zbić na tym majątek, wykreować swoją markę, a samym klientom zapewnić żywotność ich ozdobom i choć przez chwilę poczuć się jak twórca biżuterii.

Birds.N.Bones – najlepszy kontrargument na stwierdzenie, że chcąc sprzedawać gotowe prace rękodzielnikom równie dobrze możesz spróbować sprzedać śnieg Eskimosom. A jednak firma udowodniła jak bardzo malkontenci się mylili. Wystarczyło wyjść poza schemat i zaoferować wymagającym klientom (jakimi są rękodzielnicy) na tyle zaawansowany produkt, że zarówno zachęci ich do zakupu jak i swym stopniem trudności zniechęci do prób powielenia. Firmy tego typu sprzedają solidnego liścia pod tytułem „DA SIĘ!“ wszystkim sklepikarzom, którzy bali się na swą działalność popatrzeć szerzej.

NIE MÓWCIE LUDZIOM O RĘKODZIELE!

To cała filozofia najczęściej wyznawana przez sieciówki, których marzeniem powtarzającym się w mokrych snach jest monopol na rękodzieło. To oni toczą największą pianę widząc, że zwykły, szary człowiek za pomocą własnych rąk potrafi odtworzyć ich produkt, który zszedł z taśmy. I często robi to z lepszych skutkiem i po mniejszej cenie. Sklepy patrzą krótkofalowo i jedyne czym się kierują to zysk. Rzadko nadążają za trendami, współprace z rękodzielnikami traktują jako zło, a w pogoni za pieniądzem często obniżają jakość swych produktów.  Najchętniej uczyniliby z rękodzieła tajemną sztukę zakazaną, a my musiałbyśmy zejść do podziemi. Tylko czy koniecznie tak musi być?

Wszelkie próby zamknięcia ludziom oczu na wiedzę skończą się syndromem zakazanego owocu – ludzie zapragną jej jeszcze bardziej i zdobędą ją już bez Twojej pomocy. Kiedy prowadząc swój sklep wmawiasz klientom, że Twoje produkty pochodzą z Hogwartu, a ich stworzenie nie jest osiągalne dla zwykłego śmiertelnika – stracisz w jego oczach wiarygodność. Dostęp do wiedzy jest ułatwiony do tego stopnia, że już podczas pierwszego kontaktu z metką jesteśmy w stanie wiedzieć o wyrobie wszystko. Zamiast ograniczać klientom dostęp do rękodzieła naucz się współpracy z rękodzielnikami. Zamiast traktować ich jako zło szkodzące Twojemu rynkowi znajdź sposób, by się wzajemnie uzupełniać. Będąc indywidualnym twórcą nie zachowuj się jak Gollum traktując każdą technikę, z której korzystasz jak nieosiągalny dla nikogo skarb. Osoby, które wymyśliły własne rozwiązania stanowią niewielki odsetek, więc jeżeli używasz ogólnodostępnych metod nie traktuj ich jako opatentowane. Klient przychodząc do Ciebie po produkt najczęściej ma wątpliwości. Szybko je rozwiejesz jeżeli chcąc uzyskać więcej informacji o swoim przyszłym zakupie nie usłyszy tylko prychnięcia „nie ważne, czarna magia!“.

RYNKU HANDMADE – POPATRZ SZERZEJ!

Wszyscy musicie zrozumieć, że o rękodziele powinno się mówić jak najwięcej i jak najgłośniej. Powinni się o nim dowiedzieć zarówno ci, którzy nie mieli z nim styczności jak i osoby, którzy w głowacah wciąż mają stereotyp, że to hobby dla emerytek. Wtedy każdy na tym skorzysta. Być fanem rękodzieła nie oznacza tylko jego wytwarzanie, ale także kupowanie. Czy rozprzestrzeniająca się moda na rock&roll spowodowała, że każdy nagle chwycił za gitarę? Argument, że przez rękodzielników znających swój fach padają interesy to bzdura! To wciąż sztuka, która wymaga sporych umiejętności, cierpliwości i zaangażowania. Nie każdy ma ochotę na poznawanie skomplikowanych technik, ale ma chęć na indywidualne wyrażenie siebie poprzez noszenie ozdób ręcznej produkcji. Nie każdy twórca posiadł zaawansowane techniki, ale ma czasami chęć kupić coś czego sam jeszcze nie potrafi zrobić. Stwierdzenie, że rozpowszechnienie wiedzy o działalności, w której prowadzi się biznes spowodowało jego bankructwo jest zwykła oznaką słabości. Tym sposobem wszystkie restauracje splajtowałyby, bo przecież ludzie potrafią gotować. Każdy w rękodziele może znaleźć swój zbyt, trzeba tylko mieć pomysł jak dostosować się do nowych czasów. Czasów, w których odpowiedź na pytanie „jak to jest zrobione?“ brzmiała „ciii, tajemnica“ odeszła w zapomnienie.

Drodzy właściciele sieciówek, jubilerzy i twórcy sprzedający własne dzieła. Zamiast zrzucać na nas winę za Wasze niepowodzenia i zastanawiać się jak połamać nam palce, lepiej pomyślcie jak się od nas wyróżnić.

SKOMENTUJ

.