naTemat.pl daje nam spóźniony bożonarodzeniowy prezent. Pod choinkę dostaliśmy od nich artykuł, który wrzucił nas do jednego świątecznego wora podpisanego „dla rękodzielników plagiatorów”.

Pan Tomasz Molga postanowił zagłębić się w temat Rękodzieła, jednak zrobił to na tyle płytko, że w zdobytych informacjach zmoczył sobie tylko kostki. W swoim tekście sprowadził rolę Rękodzieła do substytutu dla „prawdziwej”, wysokojakościowej biżuterii od jubilerów, a samych Twórców przedstawił jako plagiatorów żerujących na znanych markach.

Nie przyszło mu do głowy, że handmade może być rodzajem sztuki, a nie tylko metodą na podrobienie biżuterii znanych marek niskim kosztem. Pan Tomasz nie rozumie, że nasza branża nie składa się wyłącznie z amatorów pokazujących jak tanio wykonać ozdobę, by wyglądała na drogą, ale jest też mnóstwo profesjonalistów, którzy tworzą zabójcze ręcznie robione kolekcje. Zamiast tego stwierdził, że Rękodzieło to jakaś popierdółka, a nie killer.

 

Przyszykujcie sobie dobre leki na niestrawność, bo artykuł z naTemat.pl na pewno odbije się Wam czkawką. Już samo zdjęcie główne zdobiące tekst pokazuje nam z jakiego typu „dziennikarstwem” mamy tu do czynienia. Widnieje na nim bowiem twarz Aliny z bloga Design Your Life, która nie wyraziła zgody na taką publikację i nie ma o niej żadnej wzmianki w tekście. Natomiast czytelnik może wywnioskować, że popiera ona tezę artykułu, który poniekąd wyśmiewa cały rękodzielniczy dorobek i sprowadza umiejętności rękodzielników do prac chałupniczych. Dlatego mam nadzieję, że Alina wyśle redakcji naTemat.pl kartkę świąteczną razem ze stosownym pismem od prawnika.

Przejdźmy już jednak do samego tekstu, którego bzdurne argumenty postaram się wypunktować.

Założyciel słynnej firmy sprzedającej kryształowe świecidełka przewraca się w grobie. Właśnie teraz, gdy przed świętami każda marka biżuteryjna zarabia krocie, internet zalewa fala poradników, jak samodzielnie zrobić „biżuterię swarovskiego”.

Panie Tomaszu, tutoriale typu „jak odtworzyć znaną biżuterię?” są publikowane przez cały rok, a ich zwiększona ilość jest spowodowana okresem świątecznym i napływem tzw. „sezonowców”, którzy wyczuli okazję na złowienie kilku klików więcej, czyli dokładnie to samo co wyczuł Pan pisząc swój artykuł. Jednak nie mówmy tu o żadnej fali, boomie czy innym brzydkim wietrze, bo tego typu treści pojawią się non stop, więc idąc Pana tokiem rozumowania Swarovski w grobie nie miałby chwili spokoju.

A jeśli chodzi o stwierdzenie „zrobić biżuterię Swarovskiego” to jest ono błędne, bo bransoletka z siatki jubilerskiej nigdy nie będzie biżuterią Swarovskiego, jeżeli w środku zamiast jego kryształków są koraliki Toho.

Wystarczą zwinne palce, tubka kleju, do tego kupiony w tanim sklepie zestaw półproduktów: siatka jubilerska 75 groszy za metr, dwie saszetki drobnych koralików renomowanej firmy Toho 8,60 zł i zapięcia magnetyczne, niecałe 5 zł za parę. W ten sposób pani Joanna w pół godziny zrobiła własnego Swarovskiego za dokładnie 14 złotych 65 groszy.

Pomijam już fakt, że do procesu produkcyjnego rękodzieła nie wystarczą zwinne palce, tylko zdolności manualne i znajomość materiałów przynajmniej w stopniu podstawowym, bo znam osoby, które bez żadnej wiedzy z doskoku spróbowały zrobić taką bransoletkę i sklejały sobie palce. Dlatego nie ma tu zasady – zwinne palce = umiesz w Rękodzieło. Jednak nie o to tu chodzi.

Artykuł porusza temat handmade’u, ale za przykład wybrał sobie taki typ bransoletki, który ciężko nazwać Rękodziełem, bo bardziej podlega pod DIY. Tam tylko wsypujemy do siatki jubilerskiej kupione koraliki i wklejamy zapięcie. To tak jakby powiedzieć dzieciom robiącym wycinanki, że właśnie zajmują się scrapbookingiem. Żeby zajmować się Rękodziełem na trochę wyższym poziome należy mu poświęcić lata praktyk i wydać na materiały, wzory czy szkolenia trochę więcej niż 15 złotych, aby opanować technikę do perfekcji. Natomiast z tego artykułu wynika tylko tyle, że Rękodzieło jest proste niezależnie od techniki. Wystarczy kilka groszy i sprawne palce. A Pani Joanna nie zrobiła w pół godziny własnego Swarovskiego. Zrobiła tylko jego imitację, wykorzystując zupełnie inne materiały.

Zrobiłam dokładnie tę samą bransoletkę, jaką w kampanii reklamowej marki nosiła modelka Mirranda Kerr. Kilka osób wrzuciło na Facebooku zdjęcia z własnoręcznie wykonanymi bransoletkami z pytaniem prawdziwe czy podróbka. Mało kto potrafił odróżnić. W te święta wyposażam więc w biżuterię wszystkich znajomych – mówi Joanna.

Nie, droga Joanno, nie zrobiłaś dokładnie takiej samej bransoletki, bo użyłaś do niej półfabrykatów co najwyżej zbliżonych do oryginału. Jednak to, że coś wygląda jak Swarovski nie znaczy, że faktycznie nim jest. Zwłaszcza jeżeli chodzi o jakość materiałów. Jak pomaluję podeszwę szpilek z bazaru na czerwono to nie znaczy, że zrobiłam własne Louboutin za kilka złotych.

Droga Joanno, jeżeli Twoi klienci nie potrafią odróżnić podróby Swarovskiego od oryginału to znaczy, że oryginałem nigdy nie byli zainteresowani, bo nie widzieli go na oczy. A ściemnianie im prosto w oczy, że Twoje bransoletki są takie same jak Swarovskiego tylko tańsze, to nic innego jak wprowadzanie klientów w błąd i żerowanie na znanej marce. No i nie wiem czy rozdawanie na Święta po znajomych podrobionych produktów jest powodem do dumy.

W porównaniu do 319 złotych za oryginalne Brief Pierced Earrings, kolczyki z modnymi dużymi kryształkami (nosiła je prezenterka Faktów TVN Justyna Pochanke) kosztowały domową jubilerkę 50 zł. A to ze względu na użycie pozłacanych zawieszek. Do zamontowania kryształów trzeba też było zakupić dodatkowo dwie pary profesjonalnych szczypczyków jubilerskich po 8 zł sztuka. Z kolei wyprodukowany w domu złoty pierścionek z dużą cyrkonią kosztował ją niespełna połowę ceny oryginału.

Kolejny fragment, który mija się z prawdą i powoduje, że jubilerzy walą się w czoło. Od kiedy to Rękodzielniczka jest domową jubilerką? Czy Pan Tomasz aż tak bardzo objadł się świątecznymi pierogami, że przed publikacją swojego artykułu nie miał już sił sprawdzić na czym polega fach jubilera? I nie sądzę aby podstawowe narzędzia i materiały do metaloplastyki były w zasięgu finansowym „domowych jubilerów”, którzy złote pierścionki sprzedają o połowę taniej.

Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? Zdaje się, że rynek samodzielnie robionej biżuterii eksplodował. W Polsce Swarovski ma ponad 20 butików, a samych sklepów oferujących biżuteryjne półprodukty jest dwa razy więcej. W wielu można kupić oryginalne kryształki Swarovski Elements, złote, srebrne lub pozłacane elementy konstrukcji. Dlatego domorośli jubilerzy nie czują się plagiatorami jak dostawcy z chińskiego Aliexpress.com.

Ten fragment to kulminacja głupoty całego artykułu.

  1. To, że ktoś na pierwszy rzut oka nie widzi różnicy to nie znaczy, że jej faktycznie nie ma. Różnica między oryginalną biżuterią, a jej tańszą podróbą będzie zawsze – czy to w wykonaniu, czy w jakości materiałów. Ręcznie robione prace to nie proszki do prania – tu liczy się każdy szczegół.
  2. Nie wiem co miał udowodnić argument dotyczą ilości sklepów z półfabrykatami do wyrobu biżuterii. Ich jest więcej od butików Swarovskiego, ponieważ oferują zupełnie inny asortyment i dostosowany do większej ilości odbiorców, niż butiki z ekskluzywną biżuterią. To tak jakby powiedzieć, że kebabownie wygryzły z gastronomii ekskluzywne restauracje, bo przecież tam też zjesz i to taniej, a w mieście jest ich więcej. Poza tym jak ktoś stawia znak równości pomiędzy biżuterią z renomowanych butików Svarowskiego a Svarowski Elements z rękodzielniczych sklepów to tylko świadczy to o jego ignorancji w temacie. Panie Tomaszu, to nie jest to samo. To tak jak stwierdzić, że Balmain dla HM i kolekcje własne tego projektanta to jest dokładnie to samo.
  3. Fragment „domorośli jubilerzy nie czują się plagiatorami jak dostawcy chińszczyzny” konstrukcją przypomina „ja nie jestem rasistą, ale…”. Panie Tomaszu, kim według Pana są ci domorośli jubilerzy i dlaczego w ich imieniu jest przekazywane stanowisko wszystkich Rękodzielników? Czy wszyscy Rękodzielnicy odtwarzający markowe biżuterie w tańszej wersji nie czują się plagiatorami? Czy może tylko Ci, którzy używają Swarovski Elements? Bo jak rozumiem wyimaginowana Pani Joanna to według Pana jednoosobowa grupa reprezentatywna całej branży handmade i jej głos jest głosem nas wszystkich?

 

RĘKODZIEŁO TO SZTUKA (PLAGIATOWANIA ZNANYCH MAREK)

Największą bolączką tego artykułu jest brak przygotowania do tematu przez jej autora. Pan Tomasz sprowadził naszą Pasję do roli kserokopiarki najgorszego sortu, a samych Twórców do roli plagiatorów, którzy ostatecznie się nimi nie czują. Ani słowa o tym, że jest wielu Rękodzielników tworzących autorskie kolekcje, nie żerują na dokonaniach firm z wyrobioną marką, nie kopiują niczyich pomysłów i do swoich prac wykorzystują materiały tak wysokiej jakości, że ich budżet przekracza wielokrotność kieszonkowego na czipsy.

Puenta jest prosta – Rękodzieło to hobby po godzinach, a Twórcy to amatorzy chałupnictwa, którzy wykorzystując cudzy dorobek tanim kosztem pozwolą Ci przystroić się na bogato. Pan Tomasz doskonale podtrzymał skostniały stereotyp. Dziękujemy, my również życzymy wszystkiego najlepszego.

A wystarczyła odrobina dziennikarskiego researchu. Wtedy Pan Tomasz bez problemu odnalazłby osoby takie jak np. Alicja Stańska-Stryjecka, które udowadniają, że w Rękodziele można odnaleźć wysoką jakość oraz indywidualne projekty, bo odtwarzanie gotowych prac to tylko niewielki odłam tego co dzięki handmade’owi można uzyskać. Rękodzieło to nie tylko przaśne prace wyglądające jak z bazaru. My również mamy swoich wysokiej klasy Twórców, a po ich prace ustawiają się równie wielkie kolejki jak te za prawdziwym Swarovskim.

Tu jednak zabrakło nie tylko wiedzy, ale też zdrowego rozsądku w podejściu do tematu. Chyba każdy logicznie myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że Swarovski na swoją renomę i jakość pracował latami, więc za 15 złotych nie kupujemy jego odpowiednika, a zaledwie marną podróbkę.

Nie wiem też jak można bez żadnej głębszej refleksji opisywać trend noszenia podrób i nie widzieć w tym nic dziwnego. Sama w tekście Po co kupujemy podróbki? opisywałam, że decydowanie się na kupno podróbki to nie jest nic dobrego, natomiast w artykule Pana Tomasza zostało to przedstawione w pozytywnym świetle, jako sposób na zaoszczędzenie i przechytrzenie tych niedobrych wielkich, znanych marek, które mają czelność żądać za swoją pracę godziwych pieniędzy. Kolejne brawa od Rękodzielników za edukowanie społeczeństwa, droga redakcjo naTemat. To jest ta misja mediów?

KTO JEST BEZ WINY NIECH PIERWSZY RZUCI SZLACHETNYM KAMIENIEM

Nie dziwi mnie to, że ten krzywdzący dla nas tekst był specjalnie napisany tak stronniczo, by pokazać temat tylko z jednej strony „rękodzieło jest dla biedaków!”, bo wtedy kliki się będą zgadzać. Dziwi mnie tylko to, że sklepy z półfabrykatami zgodziły się na reklamę w takim tekście. Naliczyłam z 5 aktywnych linków do sklepów, których klientami są właśnie Rękodzielnicy. Rękodzielnicy, których działalność w tym artykule została zmieszana z błotem, a oni sami zostali ubrudzeni mianem plagiatorów.

Natomiast bardzo się ucieszyłam kiedy zobaczyłam pod artykułem komentarz Marty Krauze ze sklepu pasart.pl W pełni popieram jej postawę i podejście do tematu. Mam nadzieję, że takich trzeźwo myślących osób jak ona będzie w naszej branży więcej.

Qrkoko.pl - Odkryli sposób na tańszą biżuterię - JUBILERZY ICH NIENAWIDZĄ!

Żeby nie zostawiać na Panu Tomaszu suchej nitki zrobię małą pętelkę i zmienię kierunek moich pretensji. Owszem, autor artykułu wykonał kiepską robotę, bo ugryzł temat tylko z jednej strony. Tej, którą najłatwiej było mu przetrawić bez głębszych wniosków, czyli rękodzielnicy to amatorzy co podrabiają innych. Jednak ci Rękodzielnicy sami podłożyli mu się na tacy.

Nie od dziś wiadomo, że w naszej branży funkcjonuje praktyka odtwarzania prac koleżanek z własnego podwórka. Pisałam już o tym więcej w temacie Licencja na kopiowanie. Jednak równie poważnym problemem są osoby, które tworzą tutoriale na kopiowanie krok po kroku biżuterii znanych marek.

Żeby nie było wątpliwości – nie neguję samego faktu tworzenia filmów instruktażowych. Nie ma w nich nic złego, jeżeli tylko są zachowane właściwe intencje. Kopiowanie prac znanych marek może być dobrym sposobem na ćwiczenie techniki bądź sposobem na zabawę tak długo jak będzie tylko służyło rozwojowi, a efekty takich prac nie będą dalej sprzedawane. Problem zaczyna się w momencie, gdy ktoś robi plagiatowania pomysł na biznes. Tworzenie tańszych odpowiedników markowej biżuterii jest w porządku, jeżeli chodzi o samą ideę sprawdzenia czy jesteśmy wstanie dorównać markom umiejętnościami. To powinien być sposób na sprawdzenie naszego poziomu umiejętności, a to co skopiowaliśmy powinno rozstać później rozmontowane, a nie pokazywane szerzej. Gorzej, jeżeli ktoś wykorzystuje to, by powiedzieć „hej, popatrzcie, teraz dzięki rękodziełu nie musicie już wydawać dużo na biżuterię, bo możecie podrobić tą markową, a potem sprzedawać ją taniej!”.

RĘKODZIEŁO TO NIE SPOSÓB NA OSZCZĘDNOŚĆ

Artykuł z naTemat.pl był okrutnie zły, ale my nie jesteśmy bez winy. Wciąż pojawiają się tutoriale na odtwarzanie biżuterii markowych marek, które nie mają formy edukacyjnej. Zamiast służyć do zaznajomienia z tematem handmade i wprowadzenia w prawdziwy świat Rękodzieła, gdzie chodzi o kreatywność, niepowtarzalność oraz indywidualność, istnieją wyłącznie po to, by tanim kosztem wykorzystać czyjś cudzy dorobek. Dopóki tego nie zmienimy dopóty wciąż będą się pojawiać artykuły, które Twórców będą utożsamiać z plagiatorami, a Rękodzieło identyfikować z tandetą i tanim sposobem na kopiowanie.

Zadbajmy o kondycję naszego polskiego Rękodzieła i pokażmy wszystkim różnicę, za którą warto dużo zapłacić, bo się nie przepłaca.