Jak za literówki trafić do więzienia?

18

Qrkoko.pl - Jak za literówki trafić do więzienia

W czasach średniowiecza rozrywkę zapewniali błaźni. Dziś tą funkcję pełnią wydawnictwa, które podejmują się cenzury blogosfery.

Dzisiaj będzie wyjątkowo absurdalnie, więc czytając ten post wyłączcie na chwilę racjonalne myślenie, dajcie odpocząć logice, a zdrowy rozsądek wyprowadźcie na spacer. Bowiem dziś dowiecie się dlaczego nie możecie głośno mówić o błędach ortograficznych w książkach.

Blogerka na swoim blogu Post Meridem zamieściła recenzję książki, którą jak się domyślam dostała od wydawnictwa w ramach współpracy barterowej książka za recenzję. Samą książkę oceniła pozytywnie, wytykając tylko wydawnictwu brzydką okładkę i korektora, który przysnął za klawiaturą. Sami zresztą zobaczcie, co z tej drzemki wynikło.

Ludzką rzeczą jest się pomylić, a recenzje służą też temu by naprawiać błędy, których samemu się nie dostrzegło. W tym przypadku wystarczyło podziękować recenzentce i puścić do druku wersję poprawioną. Jednak mówiłam Wam, że dzisiaj za opiekę nad logiką odpowiada Fritzl i zamyka ją w piwnicy. Co wydawnictwo zrobiło zamiast tego? Zmusiło blogerkę do usunięcia recenzji, na do widzenia strasząc ją konsekwencjami prawnymi.

Jaki jest najgorszy typ opiekunki do dziecka?

Taka, która mówi tylko: „Masz książeczkę i siedź cicho”. Zupełnie tak samo zachowuje się to wydawnictwo. Sądzili, że jeżeli podarują książkę do recenzji to dostaną darmową reklamę w postaci samych superlatyw. Zapomnieli chyba o tym, że recenzja może zawierać negatywną ocenę, w tym i samego wydawnictwa, które świętą krową nie jest. Oni jednak uważali inaczej i zastraszyli blogerkę sądem. Pomyślicie pewnie – może faktycznie mieli powód? Więc przeczytajcie tę owianą złą sławą recenzję i sami oceńcie – recenzja, która miała zniknąć z Internetu.

Na tym jednak absurd się nie kończy! Wydawnictwo chcąc wybielić swą twarz udziela w tej sprawie wywiadu. I skacze na główkę prosto w błoto. Cały wywiad jest krótki i chociaż głupota w nim zawarta może spowodować trwały uszczerbek na zdrowiu to polecam lekturę całości. Ja natomiast zacytuję tylko jeden fragment:

„(…)Zdajemy sobie z tego sprawę – że istnieje niepisane przyzwolenie internautów na totalnie wolną i anonimową krytykę wszystkich i wszystkiego w imię tzw. wolności słowa, natomiast uważamy, że wolność ta powinna mieć swoje granice tam, gdzie zaczyna się wolność i poczucie godności drugiej strony.”

Gdzie kończy się wolność nasza, a gdzie zaczyna Wasza? Według wydawnictwa dokładnie w tym samym punkcie. Tam, gdzie możemy zagrozić ich zarobkom.

W Internecie mogliśmy już trafić na wiele głośnych prób cenzurowania blogosfery, jak Dr Oetker czy Sokołów. Jednak żadna z tych spraw nie ociekała taką skrajną głupotą jak nakaz usunięcia recenzji za zauważenie błędów ortograficznych czy niepasującą do treści okładkę! To nawet mi nie podobała się okładka w Machinomachii. Czy mam teraz szukać w skrzynce pozwu od SQN? Niech ta sytuacja będzie przestrogą, ale nie dla blogerów, tylko wydawnictw. Liczcie się ze zdaniem blogosfery i nie traktujcie jej jak dziewczynek z zapałkami dopóki sami zachowujecie się jak dzieci. Sami widzicie jak łatwo się wtedy sparzyć.


  • Klaudia

    Tym wydawnictwem kierują jakieś Junior Brand Menagerzy, bo lekcje z PR-u przespali. Jak można grozić sądem komuś za swoje winy? Bo przecież można to określić tak, że oni nie zrobili korekty więc bloger musi za to beknąć. P o r a ż k a

    • Tak to wygląda. Wydawnictwo olewa korektę, bo im się nie chce sprawdzać – jednak chce im się zaczynać wojnę z internetem. Jakim cudem mieliby wygrać, skoro widać, że wina jest po ich stronie?

    • Jak widać lekcje z polskiego też przespali….

  • Miłama

    Nieźle się wydawnictwo wkopało. Nie słyszałam o nich wcześniej i nie chyba tak chcieli zdobyć sławę. Ta babka z wywiadu to chyba córka szefa, bo nikomu innemu nie pozwolililby sie tak wygłupić.

  • KrystynaM

    Teraz to strach będzie powiedzieć, że coś mi się nie podobało, bo może mnie zaraz mnie ktoś we więzieniu zamknie. Nie wiem tylko kto w tym wydawnictwie pracuje, że przepuścił taki bubel. I jakim cudem nikt później tych błędów nie zauważył?!

    • Też się nad tym zastanawiałam – jakim cudem to przeszło przez kilka osób? Czy nikt tej książki nie czytał?

  • Andrzej K.

    Czy te firmy się nie nauczą, że jak nie mają konkretnego powodu to lepiej sądem nie straszyć? A jak już mają straszyć to niech wyślą pozew, a nie maila. Mój Boże, kto tam pracuje? Sami stażyści?

    • Wydawnictwo nie wysłało pozwu, ponieważ nie miało powodu na to. Da się kogoś wezwać do sądu za prawdę? Zdjęcia książki nie są fotomontażem :)

  • Ela W.

    Czy ja dobrze zrozumiałam, że oni jej grozili za to, że w ich książkach były literówki i błędy ortograficzne??? Prima Aprilis było w kwietniu

    • Tak jest. Nie wiem dlaczego nie mogli podziękować za zauważenie błędu i sprawdzić kto jest odpowiedzialny za korektę? Dlaczego winna jest dziewczyna, która miała śmiałość w recenzji zauważyć błędy?

  • Wiadomo, że człowiek nie jest nieomylny, że autor swoich błędów/literówek nie zauważy na świeżo (takie to już psikusy naszego mózgu), ale po to właśnie jest korekta, żeby wyłapać to, co pominał autor. Pewnie żal im było wydać kasę na korektę i teraz widzimy tego skutki. Samo zachowanie wydawnictwa woła o pomstę do nieba. Porażka!

    • Zdecydowanie wydawnictwo powinno to inaczej załatwić, zwłaszcza, że autorka bloga nigdzie nie „mieszała ich z błotem”. :)

      • Magda Mieczkowska

        Za to wydawnictwo samo pod sobą kopie dołki :) Chyba spodziewali się, że w ten sposób wyjdą z tego z twarzą…

  • Przeczytałam ten cały wywiad – mam się śmiać czy płakać? Teksty o wyrażeniu autorytatywnie zdania na temat okładki przez Blogerkę czy daleko idące wnioski o współpracy autora z wydawnictwem (Misha napisała tylko o podcięciu skrzydeł) doszczętnie mnie rozbawiły. Och, te nieetyczne godzenie w wydawnictwo w postaci zwracania uwagi na gąszcz literówek! I moje ulubione: „nieograniczone hejtowanie” i „pomyje”. Mniam. Smaczny absurd.

    Miałam kilka razy w rękach książki NR, często pisałam o nich bardziej negatywnie niż pozytywnie (cud, że nie chcieli mnie za to pozwać!), literówki też się jakieś zdarzały – ale litości, takiej korektorskiej popisówy to jeszcze w życiu na oczy nie widziałam!

    Wydawnictwo strzeliło sobie w stopę. Poprawne byłoby podziękowanie blogerce za wytknięcie błędów – lepiej zrobiłaby korektę niż ten „korektor” – zostawienie recenzji i ponowna korekta książki. Można było wyjść z tego z twarzą. Ale jak ktoś woli bez…

  • Srebrnobrody

    Wydawnictwo Innowacyjne – tak samo siebie określa. Więc wszelkie zastrzeżenia co do publikowanych przez nie treści, jak i przyjętych innych form komunikacji z odbiorcami ich produkcji , nie podlegają ogólnie przyjętym zasadom co do formy, treści i zgodności z obowiązującymi prawidłami w języku polskim.

  • Śmiech na sali….

  • Upłynęło 2 tygodnie od Twojego tekstu a pod linkiem dotyczącym recenzji wyskakuje tylko „Error 404”. Czyżby „wydawnictwo” wymusiło jednak usuniecie recenzji z bloga?

    • Wydawnictwo zmusiło blogerkę do usunięcia recenzji już na samym początku afery. Link do niej, który był w poście kierował do Googli, które zdążyło ten wpis zarchiwizować. Jeżeli link nie działa to albo Google samo wyczyściło wpis z archiwum (w co wątpię) albo wydawnictwo napisało do nich z prośbą o usunięcie.