Jak wyzywać Jaka?

22

Miałam straszny sen, gdzie wszystko było na opak. Sen, w którym z wypiekanej włóczki robiło się meble, z obrobionego sutaszu tworzyło się miniatury słodyczy, a Kamil Macher stwierdził, że nominowanie mnie do #wyzwania10jaków będzie fajną i kreatywną zabawą.

Obudziłam się zlana potem. W domu nie cuchnęło spaloną wełną, więc odetchnęłam z ulgą i włączyłam komputer. Wtedy okazało się, że nominacja była prawdziwa… Zaklnęłam jak szewc, chociaż bardziej jak dziewiarka, której spadło oczko. Zadawałam sobie pytanie „dlaczego ja?”, ale nie mam w domu telewizji, więc zostałam z tą trudną sprawą bez odpowiedzi. Emocje targały mną niczym babcie tarmoszące pucołowate policzki swych wnucząt. „Muszę się przewietrzyć” – pomyślałam jak Felix Baumgartner i postanowiłam odciążyć swoje komórki od zbędnych negatywnych impulsów. Wybrałam jedyny słuszny Czasoumilacz, czyli zakupy na kartę Przedmęża. To tylko jeden z Plusów bycia kobietą. Przed samym wyjściem posłałam Kamilowi liścik miłosny z wąglikowym całusem i zamówiłam na jego adres 30 pudełek pizzy z anchois. Wiem, jestem okropna. Nikt nie lubi anchois.

Kierowałam się w stronę przyczułku szmat prujących się po kilku praniach lub kilku piwach i centrum cichobiegów za 300 zł oraz cichodajek za 30 zł, czyli galerii handlowej. Po drodze minęłam parę nastolatków, byli chyba na pierwszej randce. Chłopak do swej partnerki zabierał się jak pies do jeża, ale nic w tym dziwnego skoro próbował ją poderwać na suche kości owinięte w ironiczny radziecki sweter i nadgryzione jabłko na telefonie. Włos mi się zjeżył na głowie kiedy pomyślałam, że ktoś mógłby i mnie próbować poderwać na rurki o dwa rozmiary mniejsze od moich. Jeśli miałabym podsumować podchody tego chłopaka to za dziewczynę zabierał się jak ja za bieganie, bo chociaż mam już buty, stanik do biegania i wagginsy, to wciąż najlepszy czas robię tylko na odcinku łóżko-kuchnia.

Pomyślałby kto, że dostanie się do galerii jest proste jak drut. To prawda, jest równie proste jak motywacja szafiarek do blogowania, ale dla kogoś takiego jak ja, kto ma równie wielką ochotę na darmowe ciuszki, pozostaje jeszcze przezwyciężyć lenistwo. Niestety, tak słaba jak wartość merytoryczna ich postów jest również moja silna wola, więc zdecydowałam się iść na piechotę, ale tylko do kiosku po bilet.

Na miejscu spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja z Panią Kioskarką, która podniosła mi ciśnienie i znów poczułam się jak w blokowiskach, tylko tym razem to nie sąsiad, a własna krew mnie zalała. Obsługa stażystce w okienku szła jak krew z nosa, chociaż szczerze mówiąc to bardziej szła jak ochocza pomoc z dziekanatu. Pani Kioskarka złamała Matrixa, bo każdy krok wykonywała w spowolnionym tempie. Na jej plakietce zauważyłam podpis „Pani Halinka – uczę się” i przez chwile zastanawiałam się czy nie mam przypadkiem pianek, by ją przekupić i popchnąć kolejkę do przodu. Kiedy jad skapywał z jej grubo naszminkowanych ust wprost na biurko i przepalał się do kanałów zauważyłam, że cały kiosk jest brzydki jak noc listopadowa, a stażystka brzydka jak niemka w Multiplii. Szare, bure i ciasne pomieszczenie, z wredną osobą zza szklanej szybki, która najchętniej wtrąciłaby Cię do lochów za nic. Brzmi jak idealne miejsce dla Masochisty.

Dzień, który początkowo był nudny jak flajki z olejem przez przygodę w kiosku stał się nudny jak serial o apokalipsie, w której priorytetem są dobre stosunki międzyludzkie, a resztę zagrożeń i fruwające flaki każdy olewa. Tego dnia nawet Kuba nie byłby w stanie mnie rozerwać. Uratować mogła mnie tylko bezglutenowa kawa z sojowym mlekiem. W sumie to nie lubię jej smaku, ale ładnie z nią wyglądam na zdjęciach. Na autobus biegnę szybko i wściekle krzyczę kiedy ten odjeżdża mi spod nosa. Sprawdzam rozkład jazdy, który kłamał jak z nut, choć po prawdzie to kłamał jak Przedmąż, który zaprzecza, że nie wyjadł wszystkich ciasteczek, chociaż potwornie nakruszył. Tutaj też widzę czarno na białym, że kierowca odjechał za wcześnie, ale nikt nie chce wysłuchiwać moich pretensji, a nie chcę dzwonić na autobusową infolinię, bo tam wszelkie skargi i zażalenia to melodia dla uszu automatycznych sekretarek. Zamówiłam taksówkę, gdzie w połowie drogi kierowca wyskoczył jak Filip z Konopi z pytaniem „Czy jest Pani szczęśliwa?”. Chociaż bardziej wyskoczył jak Dawid Bratko z Łodzi, zaskakując informacją, że narkotyki można kolekcjonować. Pytanie, które pojawiło się niespodziewanie niczym pryszcz przed randką zatkało mnie swą głębią do tego stopnia, że byłam w stanie odpowiedzieć tylko „będę szczęśliwa jeśli podgłośni Pan radio i nic więcej nie powie”. Słysząc w wiadomościach o coraz bardziej popularnej wśród sportowców odmianie zabawy w ganianego, czyli w gryzionego, pomyślałam, że sama chętnie bym coś przegryzła. Na miejscu zanim udałam się po kawę wstąpiłam do jednego z fastfoodów. Niestety wszystko z menu było tanie jak barszcz, a raczej tanie jak naspidowane wymówki, a ja zawarłam ze sobą umowę, że nie jem śmieci. Przestrzegam mojej śmieciowej umowy bez względu na wszystko i nigdy nie sprawiło to nikomu żadnych problemów. Poszłam więc prosto po kawę, gdzie tradycją stała się już wymiana moich serdeczności z baristą:

– Jak masz na imię?
– A Ty z policji czy z klubu samotnych serc?

Doładowana kofeiną mogłam udać się na shopping. Pierwszą pozycją na mojej liście must have były kapcie. Zakup kapci to poważna decyzja. Szybko to można ślub wziąć, ale outfit stóp trzeba wybrać świadomie. Dopasować rozmiar, puchowatość, wziąć poprawkę na przyczepność do paneli i odporność na kocie wymioty. Kiedy po wielu godzinach wkładania stopy w różne rozmiary obuwia znalazłam ten odpowiedni wróżka obsypała mnie magicznym pyłem i przeniosła prosto do kasy. Szkoda, że tej nie miałam na koncie, bo okazało się, że mam limit na karcie, a mój wybranek serca siedział cicho jak mysz pod miotłą i nic mi o tym nie wspomniał. Jak tylko wrócę do domu to będzie siedział cicho jak Przedmąż pod schodami i żadne czary nie uchronią go przed moją złością. Blizna po tej zniewadze na pewno mu zostanie.

To był ciężki dzień. Włączam komputer, gdzie pocieszam się informacją od Vouge’a, że znany projektant popadł w nędzę, przez niezapłacone rachunki za pizze ścigają go wierzyciele, więc po mieście chodzi w maskach i ogólnie żyje pośród much. Muszę jakoś odreagować. Idę do kuchni zrobić sobie budyń. Mam nadzieję, że mi wyjdzie, bo inaczej naprawdę się wkurwię.

______

Mr K. nominował mnie do akcji zapoczątkowanej przez Stay Fly, która wspiera Akademię Przyszłości i zmusza szare komórki blogerów do działania (tutaj również przeczytacie więcej o samej akcji). Ja chciałam ją zrobić po swojemu, więc mój tekst jest napakowany wszelkiego rodzaju follow-upami, czyli nawiązaniami do filmów, gier, aforyzmów, blogosfery czy tematów społecznych. Jest ich około 20. Dla Akademii przelałam 10 zł. Jeżeli w komentarzach odkryjecie je wszystkie to wyślę im jeszcze raz 50 zł. Macie na to tydzień.

Do zadania nominuję Nishkę z Nishka.pl, Hanię z Hania.es i Maćka z Ręcznik.in
Jestem ciekawa Waszej kreatywności ;)

⇓ Polub tekst⇓ Polub fanpage

Zapraszam również na nowo powstałą grupę dyskusyjną Świadomych Twórców.
Wejdź na forum i porozmawiaj z nami o Rękodziele.

 

  • Kaszanqa

    haha fajna akcja :D to ja spróbuję trochę pozgadywać.

    „Zadawałam sobie pytanie „dlaczego ja?”, ale nie mam w domu telewizji, więc zostałam z tą trudną sprawą bez odpowiedzi.”

    Tu chyba chodzi o te programy Trudne sprawy i Dlaczego ja?

    „„Muszę się przewietrzyć” – pomyślałam jak Felix Baumgartner”

    Felix to ten spadochroniarz co skoczył z kosmosu, dlatego poszedł się „przewietrzyć” :P

  • Patrq

    Fajna inicjatywa, powodzenia w zgadywaniu :)

  • KamaHandmade

    „postanowiłam odciążyć swoje komórki od zbędnych negatywnych impulsów. Wybrałam jedyny słuszny Czasoumilacz, czyli zakupy na kartę Przedmęża. To tylko jeden z Plusów bycia kobietą.” – komórka, impulsy, czasoumilacz, Plus – tu chodzi o usługę komórkową Plusa – Czasoumilacz?

  • gunia

    Chłopak do swej partnerki zabierał się jak pies do jeża, ale nic w tym dziwnego skoro próbował ją poderwać na suche kości owinięte w ironiczny radziecki sweter i nadgryzione jabłko na telefonie. Włos mi się zjeżył na głowie kiedy pomyślałam, że ktoś mógłby i mnie próbować poderwać na rurki o dwa rozmiary mniejsze od moich.

    suche kości, bo pies, nagryzione jabłko bo jeż – nadgryzione jabłko na telefonie to iPhone, ironiczne sweterki na chuderlakach, czyli tu chyba chodzi o podryw na hipstera :D

  • Zmiażdżyłaś system! Najlepsze, najbardziej kreatywne jaki, z którymi dotychczas miałam przyjemność.

  • Anchois nawet lubię, ale tym wąglikiem to mnie przeraziłaś. Zawsze myślałem, że umrę przez azbestowe ściany, a tu nagle takie zaskoczenie.

    • Pamiętaj: od nieznajomych i ZUSu listów nie otwieram!

  • Dokładnie :)

  • Tak :)

  • orbkorb

    Szare, bure i ciasne pomieszczenie, z wredną osobą zza szklanej szybki, która najchętniej wtrąciłaby Cię do lochów za nic. Brzmi jak idealne miejsce dla Masochisty.

    Chodzi o kasowanie filmów Mietczyńskiego vel Masochisty i straszenie go sądem?

    • Tak! Bałam się, że nikt nie zgadnie :)

  • Naspidowane wymówki, hmm, cóż to może być ;>

  • „Chociaż bardziej wyskoczył jak Dawid Bratko z Łodzi, zaskakując informacją, że narkotyki można kolekcjonować”

    To chyba zbyt oczywiste, ale zaryzykuję: aluzja do afery z dopalaczami?

    „Na jej plakietce zauważyłam podpis „Pani Halinka – uczę się” i przez chwile zastanawiałam się czy nie mam przypadkiem pianek, by ją przekupić i popchnąć kolejkę do przodu”

    Aluzja do popularnej ostatnio strony z komiksami o przeprawach z urzędnikami „Pani Halinka”.

  • Pobruszka

    „Kierowałam się w stronę przyczułku szmat prujących się po kilku praniach lub kilku piwach i centrum cichobiegów za 300 zł oraz cichodajek za 30 zł, czyli galerii handlowej.”

    cichobiegi za 300 zł to buty sportowe ewentualnie przesadnie drogie balerinki, szmaty prujące się po kilku praniach to aluzja do ubrań z sieciówek, a cichodajki za 30 zł i szmaty prujące się po kilku piwach to galerianki :D a całość to po prostu obraz dzisiejszych centrum handlowych :P

  • pablo

    „Tego dnia nawet Kuba nie byłby w stanie mnie rozerwać.” – Kuba Rozpruwacz?

  • akrybA

    „Dzień, który początkowo był nudny jak flajki z olejem przez przygodę w kiosku stał się nudny jak serial o apokalipsie, w której priorytetem są dobre stosunki międzyludzkie, a resztę zagrożeń i fruwające flaki każdy olewa”

    Serial Walking Dead? :P