Rękodzielnicze konkursy wymagają od nas dużego wkładu własnego – aby w nich wystartować musimy przecież poświęcić swoje materiały, umiejętności i czas. Taki wysoki próg wejścia generuje wysokie prawdopodobieństwo frustracji w razie przegranej. Często uważamy wtedy, że daliśmy od siebie dużo, a zostaliśmy z niczym. Tylko czy na pewno z niczym?

Start w konkursie jest jak gotowanie wykwintnej kolacji po raz pierwszy w życiu. Rozbijamy namiot w kuchni, studiujemy czarną magię z zakazanych ksiąg kucharskich naszych przodków i od czasu do czasu puszczamy znaki dymne z garnków, aby dać znać grabarzowi, że nasz czas jeszcze nie nadszedł, a ten swąd to tylko nieudany kulinarny eksperyment. Kilka godzin wyjętych z życiorysu, kilka kilogramów wypoconych z nerwów i kilka litrów krwi upuszczonej z pociętych dłoni jakby manicure robił nam sam Edward Nożycoręki. A to wszystko po to, by w końcu z naszych rąk wyszło finalne dzieło, które oceni wprawne oko jury tudzież delikatne kubki smakowe gości.

W tym momencie wielu Rękodzielników popełnia błąd, bo uważa, że wtedy cały ich los leży w rękach jury i to oni decydują o tym, czy wniesiemy je w geście zwycięstwa czy może opadną nam z bezsilności. Takie podejście prowadzi do szybkiej demotywacji w razie przegranej – wtedy Twórca zaczyna wątpić w swoje umiejętności i stwierdza, że równie dobrze mógłby zamówić pizzę. A według mnie każdy Rękodzielnik startujący w takich konkursach powinien przybić sobie piątkę i czuć się wygranym już za samą chęć sprawdzenia się. Niezależnie od tego czy jury będzie go potem całować po rękach czy każe oddać fartucha.

BĄDŹ SWOIM JURY

Rękodzielnicze konkursy (zwłaszcza te z dużymi nagrodami) mają niebezpieczny wpływ na nasze podejście do Tworzenia. Kiedy widzimy takie zawody to często chcemy za wszelką cenę wygrać, ale wtedy jak poniesiemy porażkę to czujemy bezradność i wszystko staje się dla nas bezwartościowe. Dlaczego tak się dzieje? To wszystko przez naszą złą motywację do uczestnictwa w takich konkursach. Tak naprawdę to nie materialne nagrody powinny być dla nas najcenniejsze, tylko doświadczenie jakie wtedy zdobywamy walcząc o nie. My sami najlepiej wiemy czy jesteśmy dumni z naszych postępów i czy przyznalibyśmy sobie wieniec laurowy.

Ostatnim dużym konkursem w jakim brałam udział były I Mistrzostwa Tworzenia Biżuterii. Nagroda tam była bardzo duża, co wiązało się z dużą ilością uczestników i wysokim poziomem prac. Zapowiadało się na ostrą rywalizację, dlatego wiedziałam, że muszę do Mistrzostw podejść z odpowiednim nastawieniem, aby nie pokaleczyć swoich relacji z Rękodziełem. Postanowiłam, że zgłoszę się nie tylko po to, aby zawalczyć o wygraną, ale też o coś dla mnie ważniejszego: aby zawalczyć z moją kreatywnością.

STAWIAJ SOBIE POPRZECZKĘ WYSOKO

Zasady organizatorów były proste: przysyłali paczkę z materiałami, które można było wykorzystać i prócz materiałów wykończeniowych (nici, podkład, filc) wszystkie inne były zabronione. Takie rygorystyczne reguły bardzo mnie podekscytowały, bo już sam fakt podjęcia próby stworzenia pracy bez wielu udogodnień jak zapięcia czy koraliki, które wykorzystuję w każdej swoje pracy był dla mnie cenniejszy od głównej nagrody. Jednak ja postanowiłam się sprawdzić i ustawiłam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej.

Przewidywałam mniej więcej w jakim kierunku pójdzie grono uczestników, dlatego postanowiłam się wyłamać i nie podążać najczęściej uczęszczaną ścieżką. Dlatego odrzuciłam trzy pierwsze pomysły jakie wpadły mi do głowy i postanowiłam pójść własną drogą. Rozłożyłam zawartość paczki z materiałami na łóżku i niczym MacGyver kombinowałam jak najbardziej nietypowo mogłaby je wykorzystać. Miałam do dyspozycji całkiem sporo sutaszu, ale wiedziałam, że nie mam szans z mistrzyniami tej techniki, bo w konkursie startowały naprawdę mocne nazwiska. Jednak mimo to chciałam się sprawdzić, więc postanowiłam wykorzystać ten nie do końca komfortowy dla mnie materiał. Zrobiłam z niego bazę dla naszyjnika, tworząc na około makramową wyplatankę. Dlaczego? Ponieważ potraktowałam podstawowe użycie materiałów jako sugestię, a nie wytyczne.

Qrkoko.pl - Jak wygrać każdy rękodzielniczy konkurs?

Kiedy startujesz w konkursie zastanów się w jaki sposób możesz podejść do problematycznej dla Ciebie techniki, aby wykorzystać ją na swoją korzyść. Większość przeszkód ustanawiamy sobie sami, bo kierujemy się z góry wytyczonymi standardami. Nie bój się być sobą i nie przestawaj robić czegoś tylko dlatego, bo dla innych wydaje się to nietypowe.

W paczce znalazłam również kryształki Rhinnes. Były tam łezki, wrzeciona i kwadraty. Generalnie kształty z kategorii „trudne do obróbki”. Dlatego żeby nie było mi za łatwo postanowiłam zrobić z nich owady. Finalnie na pracy zmieściłam tylko ważkę i dwie muchy, ale zrobiłam jeszcze dwa inne robale :) Radość, jaka mnie ogarniała, kiedy za pierwszym podejściem wyszła mi ważka była ogromna. Zwłaszcza, że brak drobniejszych koralików zmusił mnie do kombinowania. Każdy z kryształków jaki wszyłam jej na ogonie, pochodził z taśmy cyrkoniowej. Musiałam go uciąć, wyczyścić środek z pozostałości, które mógłby zerwać nić i dopiero wtedy umieścić w pracy. Zdecydowanie było warto.

Qrkoko.pl - Jak wygrać każdy rękodzielniczy konkurs?

Na wszystko można znaleźć sposób. Robaczki w beadingowaniu są bardzo popularne i najwięcej widuje się właśnie ważek oraz motyli. Tylko ja miałam z góry narzucone materiały i nie mogłam ich odtworzyć, więc musiałam znaleźć własne rozwiązanie, jeżeli chciałam, aby znalazły się w mojej pracy. Często rezygnujemy z pierwotnych planów, bo na pierwszy rzut oka coś wydaje nam się trudne czy wręcz niewykonalne. Jednak na wszystko można znaleźć sposób, o ile tylko uwierzymy w swoje umiejętności i damy sobie trochę czasu.

Najbardziej jestem zadowolona z koralikowej obróbki kryształków Rivoli. Obliczenie ilości koralików do obrobienia dwóch rozmiarów tych cyrkonii mogę porównać do wyliczania całek. Dopiero kiedy odrzuciłam wszystko co wiedziałam o koralikowaniu udało mi się osiągnąć pożądany efekt i wtedy wszystko poszło z górki. Obszywanie w tym przypadku zaczęłam od tyłka strony. Dosłownie. Zazwyczaj Rivoli i inne kryształy robię „od środka” idąc koralikami najpierw do dołu, a później ładnie wykańczając górę. Tym razem zaczęłam od dupki, czyli tyłu kryształków i pozwoliłam aby to koraliki mnie prowadziły. I w ten sposób się udało :)

Qrkoko.pl - Jak wygrać każdy rękodzielniczy konkurs?

Czasami warto porzucić przyjęte przez siebie rękodzielnicze przyzwyczajenia. Należy spróbować pomyśleć niekonwencjonalnie i dać poprowadzić się intuicji. Warto słuchać swojego wewnętrznego głosu i pozwolić mu mówić pełną siłą.

Nigdy wcześniej nie haftowałam też gradientu na pracach, więc chciałam tego spróbować. Przymierzałam się do tego kilka razy, ale i tak ostatecznie rezygnowałam z przeróżnych powodów. Z pozoru wydaje się to łatwe, jednak jeżeli tak jak ja nie możecie spać po nocach, kiedy zauważyliście jakiś jeden krzywy koralik, to wiecie, że potrafi to mocno zajść za skórę. Równe przejście kolorów, które nie wyglądałoby jak narysowane od linijki wymaga subtelności i dobrego wyczucia. Mój mózg działa trochę jak arkusz Excela. Mało w nim miejsca na grę pozorów, niedomówienia i zwiewne myśli. Dlatego też w Rękodziele wybieram techniki, w których czynność A prowadzi do efektu B itp. Pozwalając sobie na chwilę spróbować innego stylu pracy zobaczyłam, że to niesamowicie odświeżające uczucie. W pracy poukrywałam jeszcze kilkanaście innych smaczków. Od zapięcia, po wszycie taśm cyrkoniowych, przez ukryte w tle hafty 3D.

Qrkoko.pl - Jak wygrać każdy rękodzielniczy konkurs?

Zmiana przyzwyczajeń pozwala Ci świeżo spojrzeć na pracę i uruchamia umiejętności, których mogłaś nie być wcześniej świadoma. Dlatego nie trzymaj się kurczowo sprawdzonych technik i nie bój się próbować nowych rzeczy, których nie jesteś pewna.

 

ZASKOCZ SAMA SIEBIE

Wysyłając pracę do organizatorów byłam bardzo szczęśliwa. Wyciągnęłam z konkursu jak najwięcej potrafiłam. Nauczyłam się więcej niż przez kilka miesięcy koralikowania i udowodniłam sama sobie, że w moim słowniku nie ma miejsca na „nie da się”.

Moje podejście do pracy było bardzo proste: zaskoczyć samą siebie. Wiedziałam, że nie mam szans wygrać, bo na to co siedziało mi w głowie nie miałabym czasu. Postanowiłam bawić się dobrze w towarzystwie materiałów, po które z własnej woli bym nie sięgnęła i dałam się ponieść wyobraźni.

Moja praca nie powala na kolana metrażem. Nie jestem fanką naszyjników w rozmiarze homonto. Zrobiłam taki jeden i od kilku miesięcy się kurzy. Z racji tego, że sama jestem mała to również w pracy skupiłam się na szczegółach, które może dostrzec tylko wprawione oko. Wykonałam tam kilka zupełnie autorskich wyplatanek i ściegów, dzięki którym udało mi się ujarzmić niezbyt równe koraliki NihBeads i wykonać zaplanowane przeze mnie owady, bez wykorzystania koralików w rozmiarze 15/0. Dla niekoralikujących pędzę wyjaśnić, że mniejsze koraliki ułatwiają obróbkę, ponieważ utrzymują kryształki w ryzach. Nie mając ich w paczce musiałam zdecydować – użyję własnych i narażę się na stratę punktów, czy będę kombinować?

Te chwile, kiedy zapisywałam kolejne strony wzorami, próbując opleść kwadratowe kryształki czy zrobić skrzydła dla ważki były dla mnie najprzyjemniejsze. Pracowałam wtedy na najwyższych obrotach i to czego nauczyłam się sama od siebie było warte więcej główna nagroda. Udało mi się zaskoczyć samą siebie i dzięki temu już wygrałam – mogłam z dumą spojrzeć na swoją pracę i powiedzieć sobie: dobra robota Qrkoko, zasłużyłaś na ciastko.

ZDOBYTE DOŚWIADCZENIE JEST NAJLEPSZĄ NAGRODĄ

Startując do konkursów nie myśl o tym co chciałoby zobaczyć jury. Pomyśl o tym co Tobie sprawi radość podczas Tworzenia i w jaki sposób możesz się wtedy sprawdzić. Ja podchodzę do konkursów jak do wyzwania, a nie rutynowego sprawdzenia stanu wiedzy. Kiedy biorę w jakimś udział to wysilam się na maksa i sama stwarzam sobie ekstremalne warunki, bo po ogłoszeniu wyników kurtyna opada i to my sami zostajemy ze swoimi wnioskami. Wolę być wtedy dumna ze swoich osiągnięć, nawet jeżeli nie zaprowadziły mnie na podium.

Qrkoko.pl - Jak wygrać każdy rękodzielniczy konkurs?

Fotografia – korallo.pl

Zdobycie nagrody w konkursie powinno być tylko wisienką na torcie, bo cały proces przygotowywania się do niego i wyciągania wniosków jest Twoim głównym daniem. Jeżeli od wygranej ważniejsze będzie dla Ciebie przetestowanie swojej kreatywności, podniesienie sobie poprzeczki i zwyczajna dobra zabawa – wtedy wygrasz każdy rękodzielniczy konkurs.

Pacnij lajka jak tekst się podobał!

Polub mnie to nie przegapisz nowych postów

 

  • Tak sobie myślę, że Twój tekst idealnie podsumowuje wszelkie konkursy, w których wymagana jest odrobina kreatywności. Często tak myślimy o wygranej i kryteriach, że zapominamy o samym sobie i tym, co tak naprawdę sprawia nam przyjemność.

    • Często to widać w konkursach, gdzie jest duża nagroda, duża liczba uczestników, a mało miejsc na podium. Jeżeli po ogłoszeniu wyników podnosi się wrzawa, że to kto inny powinien wygrać i w ogóle bunt na pokładzie, że ktoś nie został wybrany to wtedy łatwo zobaczyć kto miał złą motywację do wzięcia udziału. Jeżeli konkurs sam w sobie nie sprawia nam przyjemności, a wyniki konkursu traktujemy jak nasze być albo nie być to wtedy nie ma sensu się przymuszać i lepiej sobie takie konkursu odpuścić, bo tylko sami siebie krzywdzimy.

      • Dokładnie tak. A szkoda, bo przecież początkowo szukamy konkursu (przynajmniej większość z nas, bo nie chcę wypowiadać się za wszystkich) właśnie dlatego, że dana rzecz sprawia nam przyjemność i chcemy się sprawdzić. A później przychodzi rzeczywistość, omamienie wielką wygraną i niesłabnącą sławą… Tracimy ostatecznie czas i nerwy, bo w końcu jak coś powstaje nie z pasji (choć początkowo tak), a z musu (wewnętrznego), to rzadko kiedy skazane jest na sukces.

        • Dlatego ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku i ustalenie sobie priorytetów. Jasne, że sława, pieniądze, koty i robótka na bilbordach to fajna perspektywa, ale niech nie przesłania nam ona istoty brania udziału w konkursach, czyli chęci sprawdzenia siebie. Ja jak już startuję w konkursie to w pierwszej kolejności zapoznaję się z jego tematyką i zasadami żeby zobaczyć czy pasuje mi klimat, czy czegoś się przy nim nauczę i czy coś z niego wyniosę, a dopiero potem zerkam na nagrody żeby wiedzieć co mi ewentualnie wpadnie jak wygram :P I generalnie polecam takie podejście każdemu ;)

          • Ja pamiętam, jak jeszcze w szkole (gimnazjum) zgłosiłam się do konkursu historycznego. Ogólnie orłem nie byłam, choć oceny miałam bardzo dobre. Ale sama historia największej przyjemności mi nie sprawiała. Ale gdy się okazało, że nie muszę uczyć się na zaliczenie, tylko tak naprawdę dla samej siebie, okazało się, że nauka była o wiele przyjemniejsza :) Co więcej, miałam jeden z najwyższych wyników, pomimo że startowali o wiele lepsi ode mnie, czasem prawdziwi pasjonaci – od tamtej pory nie spinam się (oczywiście nie mylić „z nie staram się”) i jak już startuję to w głowie mam tylko to, co napisałaś. Najważniejsze jednak, że wiele rzeczy sobie uporządkowałam, co okazało się bardzo przydatne przy okazji egzaminu gimnazjalnego.

            Choć nerwy przed ogłoszeniem wyników zawsze są. A że się nie uda? Trudno, będzie okazja następnym razem. Ważne, aby się nie zrażać.

  • Moris Diy

    I to się nazywa zdrowe podejście:)

    • Bo ja generalnie staram się zdrowo żyć :D #DietaTrwa

  • Anne

    Ja zawsze powtarzam to moim dzieciakom: to ze juz startujesz jest sukcesem. Nie wygrana a doswiadczenie i obycie ze scena i wysyepami jest wazne. A i jury choc niby obiektywne, to zawsze choc troche poddaja sie wlasnym upodobaniom ;) nastawienie i motywacja do samodoskonalenia i lazdy konkurs masz wygrany :)

    • Przy jury jest dużo czynników, na które nie mamy wpływu, więc sam fakt, że ktoś odważył się wziąć udział w konkursie znaczy więcej niż ewentualna wygrana :)

  • Miałam ostatnio „to samo” z tą różnicą, że to był konkurs dla pierwszaków. Omen nienawidzi rysować, ale mimo wszystko namówiłam go na zrobienie swojej pracy. Pewnie wygra dziewczynka, której mama zrobiła całą pracę za nią, ale przynajmniej młody spędził ze mną trochę czasu, poćwiczył rączkę, porysował zwierzątka, mówiąc prościej – miał ciekawe zajęcie! A czy wygramy, to nie jest takie ważne :) Grunt, że się fajnie bawił tworząc pracę.

    • To chyba w każdej szkole wygląda tak, że dla dzieci prace robią ich rodzice :P Tak jak napisałaś – nie warto się tym przejmować i trzeba startować w takich konkursach na własne życzenie :)

  • Bibi Blue

    Czytałam Twój post i przyszła mi do głowy refleksja, że jesteś bardzo mądra :) Przyznaję, że ja nigdy tak nie podchodziłam do konkursów i pewnie dlatego zawsze bałam się startować bo nie lubię przegrywać ;) Swoim tekstem zmusiłaś mnie do zmiany myślenia :) dzięki !

    • Im większy konkurs, tym większa konkurencja, a co za tym idzie – łatwiej przegrać :) Niestety nie na wszystko mamy wpływ, przez co wychodzę z założenia, że nie ma sensu załamywać się czy tracić wiarę w siebie przez brak miejsca na podium. Nagrody w konkursach zawsze traktowałam jako przyjemny dodatek, a nie wartość samą w sobie :)
      Cieszę się, że mój tekst Ci pomógł, teraz tylko spróbuj sił w jakimś konkursie :D

  • Myślę, że konkursy to także dobra reklama dla nas i naszej marki. Poza tym bardzo ciekawe podejście. Ja też lubię wyzwania i tylko dlatego biorę udział w konkursach, bo zdaję sobie sprawę, że moje szanse są zazwyczaj raczej znikome :)