Jak to nie będzie rabaciku?!

0

Qrkoko.pl - Jak to nie będzie rabaciku?!

Uwielbiamy rabaty, promocje, obniżki i przeceny, a kiedy ktoś nam je zabierze to jesteśmy bardzo źli.

Z biegiem czasu wykształciły się w nas trzy odruchy bezwarunkowe – widząc kominiarza chwytamy się za guzik, po oparzeniu chwytamy się za ucho, a na wieść o promocji chwytamy się za serce. Walka o rabaty stała się naszym sportem narodowym i nie ma dnia byśmy nie skazywali na ścięcie naszego największego wroga – wysokich cen. I chociaż nie ma nic złego w poszukiwaniu najkorzystniejszej oferty, to jednak są osoby, które w pogoni za obniżką ustalają własne reguły promocji. Takim ludziom targowanie się weszło tak mocno w krew, że nie pomoże im żadna transfuzja.

JAM JEST TWÓJ PAN

Najgorsze nastawienie z jakim może przyjść klient to „coś mi się należy”. I nie chodzi tu o stałych bywalców czy klientów, którzy kupują rzadko a dużo. Mowa tu o zakompleksionych ludziach z aspiracjami na kierownika, którzy przekraczając próg sklepu biorą głęboki wdech, po czym mówią „oooo tak, teraz ja tu jestem szefem”. Są święcie przekonani, że bez nich nie przeżyjesz, więc mianują się Twoimi chlebodawcami, chociaż planują u Ciebie jak najwięcej zaoszczędzić. Będą wymagać od Ciebie profesjonalnej obsługi i traktowania jak gościa, chociaż sami chcą prośbą, groźbą i szantażem wymusić na Tobie obniżkę ceny. A swoje zachowanie nazywają przesiębiorczością.

Qrkoko.pl - Jak to nie będzie rabaciku?!

Nie zrozumcie mnie źle – jestem świadoma, że nastały ciężkie czasy i każdy klient jest na wagę złota. Jednak nie należy przechodzić ze skrajności w skrajność, bo zanim się spostrzeżemy nasza miła obsługa zmieni się w usługiwanie, a nasz cennik stanie się księgą pamiątkową gości. I każdy z nich będzie wpisywał się tak samo – tutaj jest za drogo. Trzeba przestać kierować się maksymą „Klient nasz Pan” a zacząć „Klient nasz Gość”. Gość, który czuje się u nas jak w domu, ale jednocześnie jest świadom granic na co może sobie pozwolić. Jeśli ich nie wyznaczymy on szybko znajdzie sposób jak dorwać się do naszych domowych kapci.

7 sposobów na wyłudzenie rabatu

1. Należy mi się rabat, bo to nie jest tyle warte

Najczęściej spotykany argument wśród targujących, którzy myślą, że znają marżę sklepu, dostawców, ceny rynkowe, wysokość rachunków sklepu i rozmiar stanika kierowniczki. Twierdzą, że widniejąca na metce cena jest zawyżona kilkukrotnie i sklep miałby możliwość jej obniżenia, ale chce spać na pieniądzach, więc żeruje na biednych klientach. Poniekąd można zrozumieć ich przekonanie, że każdy towar pochodzi z chińskich fabryk i jest warty grosze, bo najczęściej w tym stwierdzeniu utrzymują ich sieciówki z ubraniami czy fastfoody. Często wprowadzają oni promocje, które zbijają podstawową cenę towaru nawet o 90% i zmuszają do zastanowienia „skoro mogą sobie pozwolić na taką obniżkę, to ile w rzeczywistości jest to warte”. Niestety nie każdy klient rozumie, że to co widział w jednym sklepie nie musi mieć zastosowania w drugim. I nie każdy produkt pochodzi od chińskich rączek, zwłaszcza w rękodziele, gdzie pochodzi od naszych własnych.

2. Umawiałem się na rabat z tą „inną” sprzedawczynią

Stała zagrywka polegająca na oszukiwaniu sprzedawców, że ktoś inny z obsługi obiecał rabat. O ile w przypadku firm zatrudniających setki osób takie kłamstwo mogłoby się udać, tak marne są na to szanse jeżeli w sklepie pracują dwie osoby. I żadna z nich nie ma amnezji.

3. Proszę to dopisać do rachunku. Koleżanki

Często spotykane zagranie, gdzie do sklepu przychodzi osoba z imienną kartą zniżkową na nazwisko koleżanki. Nie wiem czy w momencie podjęcia takiej decyzji w głowach klientów przeważa chytrość czy zwykła głupota. Można jeszcze zrozumieć sytuacje, w których owe psiapsióły są stałymi klientkami i obsługa zna je na tyle, że przyznałaby rabat nawet bez karty, czy po prostu byłby to ktoś z rodziny o tym samym nazwisku. Chociaż wtedy wszystko zależy od dobrej woli sprzedawcy to jednak ma on podstawy, by sądzić, że nikt nie chce go oszukać. Ale na co liczą klienci, którzy w sklepie pojawiają się pierwszy raz w życiu, po czym rzucają „koleżanka pożyczyła mi swój rabat”? Sądzą, że sprzedawca przestudiuje listę kontaktów z Facebooka właściciela zniżki po czym stwierdzi:

– Zgadza się! To pani jest tą koleżanką od zeszłorocznego wyjścia na piwo! Proszę, oto rabat. Aha, i nie oddała pani koleżance pożyczonej bluzki.

4. Last Man Standing

Nie wiem skąd w ludziach pewność, że ostatnia sztuka produktu to ten najgorszy egzemplarz. Oczywiście nie jest zniszczona, przeterminowana czy wybrakowana. Jest po prostu ostatnia. Tym bardziej nie wiem czemu sądzą, że kupując ją dosłownie ratują firmie skórę. Oczywiście nie zrobią tego za nic – chcą dostać z tego względu rabacik. Zawsze sądziłam, że ostatnia sztuka oznacza bardzo pożądany produkt, który szybko się sprzedał lub taki, który jest ciężki do zdobycia. Nie wiedziałam, że sklepy mają własne domy niechcianych produktów, gdzie ostatnie sztuki synów marnotrawnych rozdają za półdarmo. Może dlatego, że nie mają.

5. To już było takie zepsute

Jeżeli doczekamy się czasów, gdzie genetycznie modyfikowana żywność będzie na tyle powszechna, że ciężko będzie rozpoznać pierwowzory warzyw, to będzie jeden ratunek. Aby zobaczyć prawdziwą cebulę będzie wystarczyła krótka wycieczka do centrów handlowych czy fast foodów. Tylko tam zobaczymy okazy rzadkiego gatunku, który obrywa guziki z bluzek, by dostać zniżkę czy zwraca kanapkę, bo była niedobra. Zjedzoną do połowy.

6. Szantażysta

To taka osoba, która cały asortyment już dawno sprawdziła w internecie, a sztab specjalistów przedstawił jej raport, z którego wynika jasny wniosek – konkurencja ma taniej. Konwersację zaczyna od słów „jeżeli nie dostanę rabatu”, które są synonimem „dzień dobry”. Szantaż zawsze przebiega tak samo: albo klient zostanie obsypany rabatem albo pójdzie gdzie indziej. Łatwo go wprowadzić w konsternację zadając mu proste pytanie „skoro konkurencja ma taniej to czemu jeszcze tam nie poszedł?”

7. Dzięki mnie jesteście milionerami

Klient VIP. Taki, który żyje w przekonaniu, że swoimi zakupami sfinansował flotę jachtów dla załogi. Należy mu się czerwony dywan, pokłony do stóp, 100% zniżka i paszport Polsatu. W rzeczywistości jego równowartość zakupów nie starcza nawet na opłatę podatków.

Qrkoko.pl - Jak to nie będzie rabaciku?!

PUNKCIKI RABACIKI

Zaczęłam się zastanawiać skąd w nas taki brak szacunku do sprzedawców i powszechne przekonanie, że na każdym kroku coś nam się należy. I doszłam do wniosku, że to sam rynek nas do tego przyzwyczaił. Zewsząd czają się czyszczenia magazynów, rabaty kuszą nas do zapisania się w newsletterze, a nawet kupując bułki i mleko na naszą kartę wpadają punkciki. To było korzystne do pewnego momentu. Momentu, w którym nie zaczęło nas to rozleniwiać. Teraz każdy chce byśmy jako klienci byli zadowoleni, więc nawet najzwyklejszy zakup wiąże się z czymś ekstra. Stało się to tak powszechne, że istnienie tego faktu zauważamy dopiero kiedy nam go zabraknie. Dopóki na nasze konto wpadały profity bez żadnego wysiłku to nie zwracaliśmy na to uwagi, ale kiedy nie przyznano nam rabatu na piękne oczy to wtedy instynkt szepcze nam do ucha „ej, to upomnij się chociaż o gratis”. I nie wiem czy to do końca jest dobre.

ZAPRACUJ SOBIE NA SPECJALNIE TRAKTOWANIE

Nie zrozumcie mnie źle – nie neguję samego faktu istnienia rabatowych kart, promocji, gratisów czy zbierania punktów. Sądzę po prostu, że jeżeli zdobywamy to wszystko bez żadnego zaangażowania to wpływa to negatywnie nie tylko na sprzedawców, ale również nas samych. Firmy, które oferują profity za sam fakt stania się ich klientem, nawet najmniej wartościowym, kierują się ku bankructwu. Taki klient, który przyzwyczai się do promocyjnych cen przy każdej kolejnej wizycie będzie odwiedzał tylko te sekcje, gdzie czeka go obniżka, ignorując pozostałe produkty. A sklep po długim czasie stosowania promocji zorientuje się, że szastanie nimi przynosi mu straty i w końcu je zniesie. Tylko jeśli zrobi to zbyt późno to zakłóci strefę komfortu swych klientów, którzy odczują brak i to co kiedyś w sklepie kojarzyli z radością, teraz obrócą w nienawiść.

Ty, jako klient, również na tym stracisz. Jeżeli do swojej filozofii zakupów wprowadzisz przekonanie „należy mi się wszystko bez wysiłku, bo jestem KLIENTEM” będziesz skazany na kłamstwo. Sklepy będą musiały podnosić swoje standardowe ceny po to, by po obniżce nadal na siebie zarobić. W gruncie rzeczy zapłacisz więcej, chociaż będziesz przekonany, że zrobiłeś interes życia.

Dlatego jeżeli tworzysz w swoim sklepie ofertę rabatową bez żadnych wymagań – nie bój się ich nałożyć. Jeśli zdobycie profitów będzie wiązać się chociaż z minimalnym wysiłkiem zwiększy to zaangażowanie konsumenta i pozwoli mu poczuć się Twoim stałym klientem,  a nie tylko przelotnym zakupowiczem.

A wszyscy łowcy promocji niech podejdą do kwestii rabatów ze zdrowym rozsądkiem i nie wymagają ich za wszelką cenę.

SKOMENTUJ

.