Jak przeżyć przymusową dietę?

0

Qrkoko.pl - Jak przeżyć przymusową dietę?

Słyszę przeraźliwy wrzask. Brzmi jak potrącony łoś lub świeżo wykastrowany kot. Wbiegam do pokoju szukając źródła hałasu. Widzę Przedmęża zwijającego się na ziemi z bólu. Na stole leży niedokończony hamburger.

– Co Ci jest?
– Brzuch boli mnie tak, że nie mogę się ruszać!
– Ubieraj się, od razu jedziemy na pogotowie.
– A mogę chociaż ostatniego gryza?

Wcześniej nie przykładaliśmy zbytniej uwagi do zdrowego odżywiania. Jedliśmy to na co mieliśmy ochotę, a czasami to co dowozili późną nocą. Poza tym przez kilka lat pracowaliśmy w fastfoodzie, gdzie tanie posiłki pracownicze były jednym z nielicznych pozytywów ubarwiających dzień. No i jeżeli odliczyć wchodzenie po schodach na 4 piętro lub sprint do autobusu to mieliśmy rzadki kontakt z aktywnością fizyczną. W końcu to się na nas odbiło. Przedmąż na kilka godzin wylądował w szpitalu, a ja przed komputerem, gdzie szukałam mu przez Internet diet.


Było już po 19:00, więc wszystkie rodzinne przychodnie były zamknięte. Przedmąż zaczynał się żegnać z kotami i zastanawiać jaki będzie jego ostatni posiłek, więc trzeba było działać szybko. Pojechaliśmy do najbliższego SOR-u. Instynktownie przed wyjściem chwyciłam za robótkę. Musiałam mieć przeczucie, że wrócimy stamtąd dopiero po 5 godzinach.

Na miejscu po raz kolejny przekonaliśmy się, że NFZ zarządzania pieniędzmi uczył się chyba podczas gry w Monopoly. Już przy samym wejściu zaskoczenie – kilkadziesiąt otwartych kabinetów co oznacza, że szybko pójdzie. Szkoda tylko, że w każdym z nich przyjmował ten sam lekarz. Niedobór w kadrach pozwolił nam odsapnąć po szaleńczej podróży do szpitala, bo w kolejce do gabinetu trzeba było odsiedzieć co najmniej godzinkę. Wbrew pozorom takie czekanie bywa zbawienne, bo kiedy Przedmąż siedział między ludźmi, którym krwawiły różne części ciała, a wyłamane kości walały się po korytarzach to stwierdził, że jest całkiem zdrowy i chciał już wracać do domu. W końcu jednak dostał się do środka i poczuł się zawiedziony jak prawiczek przy pierwszym razie – tyle się na to naczekał, a poszło ekspresowo. Lekarz nie pofatygował się nawet żeby go zbadać, tylko spytał czy zrobił zdrową kupkę i na pewno go boli. Potem wypisał tylko skierowane na USG, klepnął w tyłek na do widzenia i obiecał, że jeszcze zadzwoni.

Kolejki do USG nie było wcale. Bo nikt tam nie przyjmował. W końcu w odmętach korytarzy udało nam się znaleźć kobietę przebraną w fartuszek. Miałam 50% szans, że to lekarz, więc powierzyłam jej Przedmęża, a sama usiadłam z robótką w poczekalni. Najwyżej USG zrobi mu pani bufetowa, w końcu z brzuchem ma też coś wspólnego. Na szczęście jak tylko zaczęłam dziergać wnet na korytarzu zjawił się cały oddział ordynatorów, pielęgniarek, ratowników i szatniarzy żeby popatrzeć co to za czary. Mnie pochwalono za precyzyjną pracę rąk i zaproponowano pracę chirurga, a Przedmąż mógł sobie wybrać lekarkę, której dobrze z oczy patrzy i będzie mógł bez obawy powierzyć jej swój brzuszek.

 

Same USG nie wykazało przyczyny bólu brzucha, ale przynajmniej wyeliminowało prawdopodobieństwo ciąży. Musieliśmy wrócić do gabinetu i odsiedzieć w poczekalni kolejną godzinę, by dowiedzieć się, że z tych badań nic nie wynika i proszę zrobić kolejne. Na innym SOR-ze, który jest na drugim końcu miasta. Kiedy dotarliśmy na miejsce poczuliśmy déjà vu, bo gabinetów było równie dużo, a dyżurujących lekarzy równie mało. Tu również musieliśmy swoje odczekać, ale nawet nie na wejście do gabinetu, tylko na samą rejestracją. Bowiem tutaj za recepcjonistę robił ratownik medyczny, który latał między gabinetami, a karetką. Czasami próbowaliśmy nieśmiało pytać czy można się zarejestrować, ale facet miał tyle na głowie, że nie wiedział w co włożyć ręce, więc grzecznie czekaliśmy na swoją kolej. Zresztą podobnie jak ludzie, którzy nie dotarli tu o własnych siłach jak my, tylko przywiozła ich karetka. W końcu po kilku godzinach czekania Przedmąż wszedł do gabinetu, a ja ponownie wyciągnęłam swoje robótki.

W środku Przedmąż spotkał najmilszego lekarza jakiego znał. Ten nie tylko nie brzydził się go dotknąć i wykonał mu szereg profesjonalnych badań, ale też szczerze przejął się jego losem. Okazało się, że lata niezdrowego odżywiania poskutkowały uszkodzeniem jelita, dlatego zalecił mu leczenie farmakologiczne i restrykcyjną dietę wysokoresztkową. Potem wytłumaczył mu, że ma przestać płakać, bo od tego się nie umiera. Musi tylko zacząć o siebie dbać, odstawić tłuste jedzenie i większość słodyczy. To nie pomogło, na wieść o tym Przedmąż rozpłakał się jeszcze bardziej. Zwłaszcza jak dowiedział się, że będą mu pobierać krew i aplikować kroplówkę. Przez kolejną godzinę Przedmąż siedział w fotelu, machając mi z gabinetu przekłutą ręką, a ja siedząc w korytarzu odmachiwałam mu robótką. Kiedy skończyła się zawartość kroplówki, a wszystkim wokół cierpliwość do marudzenia Przedmęża wypuszczono nas do domu. W końcu emocje opadły, a my po kilku godzinach spędzonych w dwóch szpitalach rozumieliśmy jedno…

PRZECHODZIMY NA DIETĘ

Wcześniej robiliśmy podchody do zdrowszego odżywiania np. biorąc więcej warzyw do kebaba, ale teraz dotarło do nas, że to już na poważnie. Jeżeli Przedmąż nie zmieni swoich nawyków żywieniowych to znowu wróci do szpitala i zostanie tam na dłużej, a lekarze chyba by tego nie znieśli. Chociaż ja nie musiałam przechodzić na dietę to zrobiłam rachunek sumienia i zdecydowałam, że jednak Przedmęża kocham bardziej niż jedzenie i z nim zostanę. Nie wiedziałam jeszcze co mnie czeka.

Qrkoko.pl - Jak przeżyć przymusową dietę?

Sama też postanowiłam odżywiać się zdrowiej. Wersja oficjalna jest taka, że kocham Przedmęża nad życie i chcę go wspierać w trudnych chwilach. Wersja nieoficjalna jest taka, że nie chce mi się robić specjalnie dwóch obiadów. Początki były trudne. Już pierwszej nocy Przedmąż próbował upozorować lunatykowanie i dostać się do lodówki. Dlatego rano zapowiedziałam, że całe niezdrowe jedzenie wynoszę do Przedteściów. Przedmąż niczym aktywiści z Greenpeace zaprotestował przywiązując się do lodówki kiełbasą. Koty pomagały mu do momentu, aż zorientowały się, że dieta ich nie obowiązuje.

Qrkoko.pl - Jak przeżyć przymusową dietę?

 

Sytuacja robi się dramatyczna. Przedmąż coraz bardziej przypomina kota, bo za każdym razem jak widzi jedzenie pyta mnie „czy może to zjeść?”. Podczas wspólnych zakupów muszę planować ich trasę tak, by nie przejeżdżać przez stoisko z wędlinami, bo Przedmąż zawsze się tam rozkleja. Poza tym to odkryliśmy w supermarketach niezbadane zakątki ze zdrową żywnością. Ja uczę się nowych słów czytając składy dziwnie wyglądających makaronów, a Przedmąż stara się nie zagryzać każdego kto przechodzi obok niego z koszykiem produktów na grilla. Oboje hartujemy swoje charaktery. Ja dodatkowo nauczyłam się blanszować.

Qrkoko.pl - Jak przeżyć przymusową dietę?

Podobno najgorsze już za nami. Ja pokochałam owsiankę, a Przedmąż przestał już rzucać oskarżające spojrzenia znad swojej miski „szarej mazi”. Przestał już nawet układać owoce i bakalie na kształt pieczonego kurczaka. Od kiedy schudł to przekonał się do diety i nauczył się cieszyć z małych rzeczy np. migdała znalezionego w musli.

Oczywiście nie obyło się bez spięć. Kiedyś pokłóciliśmy się o to czy posiłek o 4 w nocy jest jeszcze „nocnym podjadaniem” czego Przedmąż miał unikać, czy może tak jak twierdził to już „wczesne śniadanie”. Awanturę wygrałam, bo stanęło na tym, że po śniadaniu nie ucina się 5 godzinnej drzemki.

Staramy się szukać w diecie pozytywów. Grono moich przyjaciół znacznie się powiększyło od kiedy znamy się po imieniu ze sprzedawcami warzyw z okolicznych ryneczków. Przedmąż stał się prawdziwym poliglotą i żongluje nowymi słówkami typu: al dente, jarmuż, podpłomyk czy bakalie.

Wbrew pozorom żyje nam się spokojniej. Mimo tego, że co jakiś czas wymieniam kłódki na szafkach z jedzeniem, bo Przedmąż systematycznie je podpiłowuje. Z biegiem czasu wydaje mi się, ze przymusowa dieta to najlepsze co mogło nas spotkać. Inaczej nigdy nie zebralibyśmy się w sobie żeby zmienić swoje nawyki żywieniowe.

PIERWSZE WRAŻENIA

Było ciężko przestawić się z przyzwyczajeń, których początek sięga jeszcze czasów dziecięcych i przestać jeść coś, co było podstawą niedzielnego obiadu od zawsze. Do dziś zdarza mi się nakryć Przedmęża jak wzdycha do lady sklepowej na dziale mięsnym, ale oboje wiemy, ze to dla naszego dobra. Kiedy w grę wchodzi Twoje zdrowie to wybór okazuje się łatwiejszy. Zwłaszcza kiedy nie można sobie pozwolić na małe grzeszki pokroju cheat meal’u i trzeba się trzymać twardych zaleceń lekarza.

 


Co zmieniło się w naszym życiu? Ciągle szukam nowych sposobów na urozmaicenie jadłospisu (ile można jeść kurczaka z warzywami na parze?!). Oprócz tego odkrywamy wspólnie nowe knajpki w mieście, w których możemy się stołować. Największym zdziwieniem było dla mnie to, że wcale nie są takie drogie jak wcześniej mi się wydawało i często wydawałam więcej na fastfoody.

Poprawił się również mój stan zdrowia. Zniknęło gdzieś chorobliwe przemęczenie, które od kilku miesięcy nie odstępowało mnie na krok. Chociaż czasami tęsknię za kawą to zdecydowanie lżej mi się żyje z lepszą cerą i bez ciągłych skurczy w nogach.

Przejście na dietę z całą rodziną to najlepsze rozwiązanie. Pozwala zbliżyć się do siebie i okazać wsparcie. A jeżeli tak jak Przedmąż musicie dokładnie i powoli przeżuwać każdy kęs to dodatkowo celebrujecie wszystkie posiłki oraz uspokajacie się przy nich po całym dniu ciężkiej pracy, zamiast jeść w biegu. Także polecam dietę każdemu, nawet tym, którzy nie są na nią skazani po wizycie w szpitalu. Póki co dzięki niej odniosłam same korzyści. Tylko czasami tęskno mi do kebaba zawiniętego w pizzę. Ale tylko czasami ;)

.