Wracając z nocnej premiery drugiej części Kosogłosa wydawałam z siebie cichy pomruk niezadowolenia, który puszczony w eter przybierał na sile i powtarzany przez kolejnych rozczarowanych widzów powoli przemieniał się w okrzyk buntu. Nim nastał świt zjednoczyliśmy się przeciwko kiepskim ekranizacjom i słabym zakończeniom serii. A potem poszliśmy do swoich domów napisać o tym w Internecie.

Nigdy nie byłam przesadnie związana emocjonalnie z serią Igrzysk Śmierci, bo moje lata bezgranicznego wsiąkania w świat książki i utożsamiania się z bohaterem minęły z chwilą kiedy wspólnie z Harrym pokonaliśmy Voldemorta. Jednak polubiłam wykreowane przez Collins uniwersum, a jej styl pisania sprawił, że przez książki przeleciałam szybciej niż strzała wypuszczona przez wygłodniałą Kotnę w kierunku zwierzyny. Dlatego równie szybko wystrzeliłam w kierunku kina jak tylko dowiedziałam się o nadchodzącej premierze najnowszej części, jednak na miejscu sama poczułam się jak ten postrzelony łoś. Idąc na całonocny maraton Igrzysk Śmierci miałam apetyt na pełnowartościową porcję rozrywki składającą się z trzech pożywnych części filmu, które już kosztowałam i premierową odsłonę na deser. Niestety mój głód nie został zaspokojony, bo deser okazał się bombą pustych kalorii z lontem podpalonym przez medialny hype i nijak ma się do słodyczy płynącej z książki czy poprzednich części filmu. Bombą, która dla mnie była niewypałem, bo finalnie mnie nie rozerwała.

KAWY I IGRZYSK. DUŻO KAWY

Zanim zabiorę się za patroszenie Kosogłosa cz.2 wspomnę o nocnym maratonie, który wypruł ze mnie flaki. Piszę o tym, bo fizycznie wyczerpanie temu towarzyszące na pewno miało wpływ na mój odbiór filmu. Nie wiem kto wpadł na to żeby seans zaczynać dopiero o 22:30, tak by na najnowszą część trzeba było czekać do 6-stej rano, ale był to równie poroniony pomysł, co schodzenie z podestu przed końcem odliczania. Takie numery przechodzą na maratonach z Piłą, bo tam jak człowiek prześpi kawałek filmu to wie, że najwyżej przegapił fragment jak ktoś tracił kawałek ciała. W przypadku Igrzysk żeby nie pogubić wątków widz musi być ciągle na bieżąco, a po trzech pierwszych częściach pod rząd w głowie piszczą mu już tylko trzy sygnały i komunikat „nie ma takiego numeru.” Kiedy siedziałam na seansie to już po Pierścieniach Ognia zaczęłam wstrzykiwać sobie kawę dożylnie, a po napisach końcowych pierwszej części Kosogłosa byłam już tak padnięta ze zmęczenia, że marzyłam tylko o tym, by obsługa kina podmieniła mi popcorn na garść Łykołaków. I z takim nastawieniem powitałam nowy dzień i nową część Igrzysk Śmierci, czyli nasza znajomość nie zaczęła najlepiej.

Oprócz absurdalnej godziny pokazu jeszcze jedna rzecz wywołała u mnie halucynacje doprowadzające do szaleństwa jak po użądleniu gończych os – młodzież na sali kinowej. Wiem, że grupą docelową Igrzysk Śmierci są nastolatkowie i brzmię teraz jak emerytka, która w przerwie między dzierganiem krzyczy przez okno na hałasujące z podwórka dzieciaki, ale nie sądziłam, że można aż tak wyzbyć się resztek kultury.  Do tej pory byłam przyzwyczajona do takich przejawów chamstwa w kinie jak ciamkanie czy mlaskanie, ale pierwszy raz widziałam taką masę gimbusów gadających przez telefon podczas filmu, palących e-papierosy, czy robiących sobie selfie z fleszem. To cud, że nie rozstawili tam grilla i nie puścili własnej muzyki. Potem dowiedziałam się, że na takie nocne maratony chodzi się dla zabawy, czyli na zasadzie „idziemy do kina, a nie na film” i byłabym w stanie takie zachowanie zrozumieć przez trzy pierwsze części, bo większość już je widziała, ale japy nie zamykały im się nawet na tej premierowej! Co więcej, w przerwach między kolejnymi filmami kolejka do toalety była tak ogromna, że duża część dzieciaków wchodziła do tych dla inwalidów. Nie wiem, może byli niepełnosprawni umysłowo. Zachowanie znajdującej się na miejscu ochrony też zasługuje na brawa, bo ich skuteczność w wykrywaniu na sali pijanej młodzieży, która przemyciła alkohol była niższa niż dmuchanie w balonik. To tyle, jeżeli chodzi o niesprzyjające warunki do oglądania filmu. Przejdźmy teraz do meritum recenzji.

OSTUDZONE EMOCJE PO GORĄCEJ PREMIERZE

Kiedy przeczytałam hasło zapowiadające film – „nie spodziewasz się takiego zakończenia!” przez chwilę miałam nadzieję, że reżyser poszalał z interpretacją i coś w historii pozmieniał. Niestety, był to tylko efekt ponurego żartu projektantów plakatu, którzy mają widzów za debili, co to nie wiedzą, że idą na ekranizację książki. Film sztywno trzyma się fabuły książki i nic zasadniczego w niej nie zmienia, a co gorsze – w wielu momentach ją spłyca i skraca w takich momentach, że wprowadza zamęt. Rozumiem, że cięcia w filmie w stosunku do książki są niezbędne, aby w kinie nie trzeba było nocować, ale w tym przypadku osoby, które nie czytały książek startują z gorszej pozycji, bo film nie pomoże im w zrozumieniu ważnych wątków. Można to było zauważyć np. podczas sceny, gdzie Peeta będący jeszcze pod wpływem mocarza zostaje przetransportowany na pole bitwy, a film nie uzasadnia tego w należyty sposób (co o wiele lepiej robi książka), przez co widzowi wydaje się, że ktoś tu robi z logiki pannę lekkich obyczajów. Jest dużo scen, które przez spłycenie tracą na znaczeniu, np. ślub w Dystrykcie – w książce jest ważnym dla historii elementem, który ma wielowymiarowe uzasadnienie, w filmie jest kilkuminutową imprezą bez drugiego dna, ot żeby wprowadzić do akcji sielankę. Zresztą Katniss również została potraktowana po macoszemu, bo widz nie odczuwa tego, że ogląda całą historię oczami nastolatki, która straciła ojca, dwukrotnie walczyła o życie w Głodowych Igrzyskach, jej rodzinne miasto legło w gruzach, stała się marionetką Kapitolu i musi walczyć o niepodległość całego Panem, a nie może nawet legalnie napić się piwa. W filmie cały ciężar sytuacji oparty jest na tym, że kocha się w niej dwóch chłopaków, ona nie wie komu oddać wianek, a w międzyczasie strzela sobie z łuku, bo tak jej kazali.

Qrkoko.pl - Dziewczyna igrająca z ogniem w końcu się poparzyłaWydaje mi się, że w trzech pierwszych częściach wszystkie elementy były lepiej wyważone – było trochę akcji, trochę romansu, trochę dramatu, kilka zwrotów akcji i wyjaśnianie kolejnych niuansów fabuły. Natomiast w czwartej jest to głównie efektowna akcja przeplatana wątkami miłosnymi z jednym zwrotem akcji na końcu, od którego co najwyżej skręca ze śmiechu, bo jest tak nachalnie zajawiany w każdym możliwym momencie, że nawet widz nie znający książki jest w stanie się go domyślić. Cały film to tylko strzelanie, uciekanie i całowanie. Nic co by trzymało w napięciu lub mogło zaskoczyć. Wątek miłosny został zrealizowany rodem ze Zmierzchu, czyli walczy o mnie dwóch, a ja nie wiem czy któremukolwiek kibicuję. W książce bohaterka też miała ten dylemat, bo była tylko grymaśną, niezdecydowaną i wystraszoną nastolatką, na której barkach spoczywała zbyt duża odpowiedzialność. Jednak film nie pobawił się tą konwencją i nie pozostawił niczego w sferze domysłu, dlatego jak adoratorzy Katniss dyskutują ze sobą o skomplikowanych relacjach to wprost sprowadzają dialog do poziomu wyrywania listków z kwiatka, a jak Pani Everdeen jest niepewna swoich uczuć to całuje na zmianę to Peetę to Gale’a i oni sami już nie wiedzą kto jest we friendzone. Film nie zostawia na tym polu nic do interpretacji i wszystko uwydatnia tak, by oglądające nastolatki nie miały wątpliwości kiedy wzdychać.

Qrkoko.pl - Dziewczyna igrająca z ogniem w końcu się poparzyłaNajciekawsze elementy książek jak wątki wojny domowej i zachowania znajdującego się w niej społeczeństwa, zasadności konfliktów, politycznych zagrywek, manipulacji, walki o stołki, klas społecznych, czyli wszystko to co zostawiało szerokie pole do wyciągania własnych wniosków tu zostało sprowadzone do gry w Monopoly. Choć była ku temu okazja to film nie uczy nastolatków niczego w tych sferach prócz prostych zależności, typu na wojnie są ofiary, zachłanni ludzie dążą do władzy, a tam gdzie jest nadmierne bogactwo musi być też skrajne ubóstwo. Odniosłam wrażenie, że ekranizacja mogła o wiele lepiej rozwinąć kwestie polityczne czy społeczne i przedstawić je młodym osobom w przystępny sposób. Książka dawała solidny materiał, z którego można wystrugać coś co skłoniłoby do głębszych refleksji, ale zamiast tego postanowiono wyrzeźbić patyk i postawić na prostą rozrywkę.

Qrkoko.pl - Dziewczyna igrająca z ogniem w końcu się poparzyłaJeżeli chodzi o samo wykonanie filmu to nie mam nic do zarzucenia. Kreacje i makijaże były świetne. Nawet siedząc w ostatnim rzędzie byłam w stanie dojrzeć każdy szczegół, zwłaszcza w kreacjach Kapitolskich. Choreografia walk, pułapki czy zmiechy – wszystko było bardzo płynne i ładne. Efekty specjalne to na pewno duży atut filmu. Na szczęście nie powrócono już do kręcenia trzęsącą się ręką jak w pierwszej części, co wywoływało chorobę lokomocyjną.

 

TYM RAZEM LOS NAM NIE SPRZYJAŁ

Mimo tego, że film cieszył oko to moja dusza nie była uradowana. Dla mnie druga część Kosogłosa to zmarnowany potencjał. Choć zapowiadało się na łakomy kąsek dla wszystkich fanów serii, to postawiono na pożywkę tylko dla tych najmłodszych. Przez cały czas widz karmiony jest szybką akcją przeplataną scenami miłosnymi, ale jak jest już tym przejedzony i ma ochotę spróbować czegoś bardziej wyrafinowanego to wlewa mu się przezroczysty płyn z bankietowego kieliszka, robi się miejsce na więcej i wpycha się dalej to samo.

Jeżeli Kosogłos cz.2 ma być Twoim pierwszym kontaktem z tą serią to lepiej nadrób wcześniej poprzednie części i przeczytaj książki, bo ostatni film Cię do tego nie zachęci. A jak jesteś fanem Igrzysk Śmierci to i tak pójdziesz do kina, chociażby po to żeby rozczarować się osobiście. Ja do książek będę wracać z sentymentem, ale film puszczę w zapomnienie, bo nie o takie zakończenie Panem walczyło.

.