Drogi prezent zepsuje Twoje dziecko

18

Święta to idealny moment, by przekazać swym dzieciom odpowiednie wartości.

Wspólne kolędowanie pomoże im nauczyć się odpowiednich relacji międzyludzkich i szacunku do bliskich. Pusty talerz przy stole uczy pokory i skromności. Pozwala zrozumieć, że nie każdemu może się dobrze powodzić, więc należy nie tylko pomagać innym, ale również cieszyć się i doceniać to co się ma, a nie żyć w ciągłym niezadowoleniu, bo inni mają więcej. I tę krótką lekcję życia brutalnie kończy tępy rodzic, który łamie na kolanie kręgosłup moralny swego 5-letniego dziecka, wręczając mu pod choinkę tablet za 2000 zł.

ZDRAPKA NIE JEST NAJPROSTSZYM SPOSOBEM WYRZUCENIA PIENIĘDZY W BŁOTO

Wystarczy kupić zaawansowany technologicznie sprzęt dziecku, które ledwo opanowało technologię dłubania w nosie i wciąż zdarzają mu się błędy w działaniu, bo czasami zjada zawartość. Jasne, żyjemy w takich czasach, gdzie od małego powinniśmy uczyć dzieci Internetów, komputerów i innych bajerów, bo tego wymaga postęp, ale to nie znaczy żeby od razu maluchowi kupować tablet o wartości przekraczającej pensję jego chińskiego wytwórcy. Rzadko się słyszy o 5-letnich geniuszach, bo najczęściej w tym wieku są na etapie rozgryzania tego jak wsadzić kwadratowy klocek w okrągły otwór słonika, a nie jaki OS będzie najmniej zasobożerny. Dlatego nie wykorzystają nawet 20% możliwości swojej nowej zabawki i posłuży im ona do oglądania bajek czy grania. Czyli do czegoś co spokojnie udźwignie tablet warty 200 zł.

AUTO W PREZENCIE – TAK O, BEZ OKAZJI

Jeżeli dajesz swojemu dziecku drogi prezent jak najnowszy tablet, konsolę czy telefon nie wymagając wcześniej od niego, że musi sobie na niego zasłużyć (poprzez dobre stopnie czy pomoc w domu) to nigdy nie nauczysz go szacunku do pieniądza i motywacji do osiągania celu. Kropka. Kiedy dostanie „od ręki” prezent, który często jest nieosiągalnym obiektem marzeń innych dzieci tylko za to, że doczekał do świąt i nie musiał dokładać do tego żadnych starań, to przez to bardzo się rozleniwi i zacznie mieć wobec rodziców tylko wymagania. Stąd bliska droga, by zacząć dzwonić do Providenta, bo zabrakło na kieszonkowe, a dziecko nie odrobi lekcji jak mu nie zapłacisz.

MA JUŻ JACHT, LIMUZYNĘ I HELIKOPTER…
KOŃCZĄ MI SIĘ POMYSŁY

Nie zdążyłam się nawet obejrzeć, gdy nadeszły czasy, w których dzieci pławią się w luksusach. I nie chodzi mi o to, że im żałuję, bo każdy może robić ze swoją wypłatą co chce, ale nie sądzę, by obsypywanie dzieci od małego bogactwem było dobrym pomysłem. Bo małe dzieci przeskakujące próg radości z trafionego Tazosa w paczce czipsów do poziomu najnowszego iPhona, który przyniosła Wróżka Zębuszka są zwyczajnie rozpieszczone. Nie nauczą się doceniać tego co mają i będą wiecznie niezadowolone. Dla nich prezent, na który wielu ludzi nie jest w stanie sobie pozwolić jest zwyczajnym bajerem. Chwilową pociechą, która wyląduje w szufladzie kiedy ukaże się jej nowszy i droższy model. Nie znają przy tym wartości pieniądza, bo nie muszą na nic w żaden sposób zapracować. Po prostu dostaną to od rodziców.

Rodziców którzy są krótkowzroczni, bo na własne życzenie przyzwyczajają pociechy do luksusów i przepychu. Jednocześnie swe podarunki zaczynają od górnej półki cenowej, by wszystkim pokazać, że na dzieciach to oni nie oszczędzają, przez co sami podnoszą sobie poprzeczkę. Kończy się to tak, że w okresie komunijnym bogacą się producenci Quadów, a przy 18-nastkach właściciele salonów samochodowych, bo zwykły zegarek już nie wystarczy.

KREATYWNOŚĆ ZABITA APLIKACJĄ

Cieszę się, że elektronika weszła do naszego życia na stałe. Jestem zadowolona, że mogę umówić się do lekarza nie wychodząc chora z łóżka czy porozmawiać z przyjaciółką z drugiego końca świata bez konieczności wysyłania gołębia pocztowego. Rozumiem, że trzeba zaznajamiać z nią nasze dzieci tak, by nie były nią zaskoczone w dorosłym życiu, ale ważne jest, by tą wiedzę odpowiednio dawkować. Nie można całkowicie zrezygnować z układania klocków czy rozwiązywania krzyżówek, podtykając tylko od małego pod nos ekran tabletu mówiąc „masz tu gierkę i daj mi spokój na kilka godzin”. To zabija w dziecku kreatywność i kończy się tak, że gdy będziesz chcieć z nim porysować i zaczniesz szukać kredek, one już dawno włączy Painta.

CHCĘ DAĆ CI WSZYSTKO CZEGO MI W DZIECIŃSTWIE BRAKOWAŁO

To najczęstszy błąd popełniany przez rodziców, którym za dzieciaka się nie przelewało. Kiedy dorobili się własnego, a przy okazji trochę z bogactwa już im się ulało to chcą dziecku wynagrodzić własne ciężkie doświadczenia. I dają wszystko o czym sobie pomyśli i czego nawet jeszcze sobie nie wyśnił. To, że Tobie brakowało czegoś w młodości nie musi oznaczać, że Twoje maleństwo ma się teraz w dobrobycie utopić. Wszystko trzeba mu dawkować, bo inaczej poprzewraca mu się w pieluchach. Dzisiejsze dzieci wcale nie muszą być pokoleniem rozpuszczonych debili, jeżeli sami ich takimi nie uczynimy. Na drogi prezent dziecko powinno zapracować. Nie tylko przez dotrwanie do świąt lub urodzin. Musi nauczyć się, że nic nie przychodzi za darmo. Niech wygra jakiś konkurs czy zdobędzie czerwony pasek. Pokaż mu motywację, bo nie każde będzie się chciało rozwijać samo dla siebie – to przychodzi z wiekiem. Na początek daj mu do zrozumienia, że dla roweru czy super gierki warto już posiedzieć przy książkach, dociekać i uczyć się. Zwyczajnie postarać bardziej.

WYBIERZ PREZENT Z GŁOWĄ

Wiele osób chciałoby żyć luksusowo. Zarabiać kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, jeździć na drogie wakacje, mieć domki letniskowe i sportowe samochody. Jednak rzeczywistość mocno różni się od tej jaką przekazuje nam telewizja czy Instagram. Nie ucz swojego dziecka, że drogie gadżety im się należą za to, że oddychają lub nie zaszły w ciążę zanim skończyły gimnazjum. Niektóre rzeczy muszą być trudno dostępne, aby były docenione. Niech odłoży przynajmniej połowę sumy na komputer, uczy się dobrze przez cały rok, a nie tylko nadgania braki na koniec semestru. Musi zapracować na swoje szczęście. To Ty zadecydujesz jakim człowiekiem będzie Twoje dziecko. I uwierz mi, że nie chcesz się później za niego wstydzić jak będzie opowiadać u Drzyzgi, że na osiemnastkę chciał czarnego Mercedesa, a źli rodzice kupili mu białego.

Jeżeli już musisz kupić 5-latkowi tableta to odejmij od ceny jedno zero i kup mu takiego za 200 zł. Nie kupuj drogich prezentów tylko po to, by pokazać wszystkim w okolicy, że Cię na to stać. Twoi sąsiedzi i tak już dawno Cię znienawidzili. Teraz znienawidzą Cię rodzice dzieci, które w przedszkolu przez Twoją pociechę nabawiły się kompleksów, bo ośmieliły się wyciągnąć przy niej plastikową atrapę telefonu. Teraz przeżywają traumę, bo zanim odważą się odezwać do Twojego dziecka najpierw odgryzają kawałek jabłka i przyklejają go do swojej zabawki.

Nie psuj dziecka na własne życzenie. Na uszkodzony kręgosłup moralny nie pomoże Kosmodisk. Tak jak na braki wychowawcze nie pomoże droga zabawka. One nie określają wartości człowieka i Twoje dzieci muszą się o tym dowiedzieć od Ciebie.

⇓ Polub tekst⇓ Polub fanpage

 

  • Joanna Handmadowo

    Bardzo mądry tekst. Moi znajomi zapomnieli o takich lekcjach jak sami doczekali się potomstwa. Robią tak jak napisałaś, na dzieciach odbijają to czego im brakowało. Boję się co z takich maluchów wyrośnie, skoro już od przedszkola uczy się je, że jak zabawki to tylko markowe i to z drogich sklepów jak smyk ;/

  • Wlodic

    U mnie w rodzinie to było jeszcze gorzej. Dzieciaki nie dostały prezentów za kilka tysi, ale zostały nimi obsypane jakby zdobyły nobla. Kurcze przez cały rok tego nie wybawiają, a jakby podliczyć sumę to też by wyszła z niejedna wypłata. I na co im to? Nie lepiej odłożyć i mieć za co je wysłać na studia??

  • Kasia

    Nie mam jeszcze swoich dzieci, ale moja mama wychowała w mnie wg zasad, które opisałaś. Czuję się normalny człowiekiem, który zna wartość pracy, pieniędzy i rzeczy. Wszystko, co mam,bardzo szanuję. I chcę te wartości przekazać moim przyszłym dzieciom. Obserwuję te współczesne i jest nad czym zapłakać…

  • Jak ja byłem mały, to klocki lego zaliczały się do „ekskluzywnych” prezentów.

    Teraz to już chyba tak nie jest. Ale lego są świetne w dalszym ciągu ;)

    • Ula

      Moja córka jest na razie za mała na lego. Ale jak tylko podrośnie, to sobie kupię. Znaczy jej :)

  • Agatko, uwielbiam Cię wprost :) Sama mam dwójkę dzieci – prawie 6 lat i prawie 2 latka :) Starsza dostała tablet na urodziny wart może 200 zł i dostaje go tylko w niedziele jak młodsza śpi, no i jak w tygodniu jest grzeczna :) jak cos narozrabia to nie ma tableta, zresztą widzę, ze on jej nie jest aż tak „potrzebny” :) dla niej gorszą kara jest brak czytanej bajki na dobranoc ;) Zwykle kupuję im takie zabawki, jakimi sami z mężem bawiliśmy się w dzieciństwie i te najlepiej się sprawdzają :) teraz dostały drewniane klocki i plastikowe drugi komplet, bo okazało się, ze tamtych jest za mało :) bawią sie nimi na okrągło, a nas zadziwia wyobraźnia starszej córki i „papugowanie” młodszej :) dziś już nie tylko powstają z nich zamki, ale to też produkty w ich wyimaginowanym sklepie, klocki pełnia różniste funkcje i własciwie zastąpiły już wszystkie inne zabawki :) Choc znam matki, które gdyby tylko mogły to wsadziłyby w rece swoich dzieci najnowsze tablety i smartfony z górnej półki, ale ich sprawa – moja córka przynajmniej nie drze się na pół sklepu, że „ona chce i ona ma dostać”, wie, że musi zasłużyć sobie, że to tak jak z wypłata taty – jak nie idzie do pracy to nie dostaje wypłaty, a na te pieniądze, które mamy tata ciężko pracuje, dlatego tym bardziej trzeba szanować te pieniądze. Obie od jakiegos czasu dostaja kieszonkowe, nie są to duże kwoty, zwykle jakies drobne, które zostaja gdzieś z zakupów i zawsze tłumaczymy, że jak nazbiera to kupi sobie lalke taka jak chce, albo cos innego, jesli jej starczy :) zbiera wytrwale i co ciekawe nie dopomina się o pieniądze – cierpliwie czeka, aż sami wyjdziemy z inicjatywą, az ją pochwalimy i powiemy, że dziś w nagrodę dostaje kilka pieniążków :) Widzę, ze bardziej się cieszy z wyjścia do biblioteki, co bardzo mnie cieszy i chodzę z nią kiedy tylko chce – katre biblioteczną noszę ze sobą, niemal jak dowód ;) przestrga dla innych – nie popadać z jednej skrajności w drugą, nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe do osiągnięcia :) przecież zamiast najnowszej zabawki można dziecku zaproponować coś innego lub poprostu samego siebie :) i z tego dziecko ucieszy się najbardziej :)

  • Jedno mnie w tym tekście okrutnie boli – można dać mu tylko jeden lajk ;) Agato, ujęłaś wszystkie moje bolączki w tym temacie, które szargały mną od dłuższego czasu, ale nie potrafiłam ich w żaden sposób uzewnętrznić. Podpisuję się pod tym tekstem wszystkimi kończynami. Genialny, brawo!

  • To już jest epidemia obecnych czasów. I nawet osoby, które mówią, że im to przeszkadza, że to chore, etc. pierwsze lecą do sklepu po takie prezenty dla dziecka/chrześniaka. Mam nadzieję, że mi się w mózgu nie poprzestawia, jeśli przyjdzie mi wychowywać kiedyś moją własną latorośl.

  • Dla pięciolatka nie ma żadnej różnicy, czy ma tablet za 200 zł czy za 2000 zł.Dlatego ten droższy nie zepsuje dziecka. Co najwyżej świadczy o tym, ze rodzic jest głupi, jeśli wydaje na coś, na co go stać. Albo bardzo zamożny i taki zakup to dla niego drobiazg. Bo weź pod uwagę, że dla jednego 1000 zł to jest kwota, której wydanie się planuje, odkłada, oszczędza i zastanawia, czy na pewno można. A dla drugiego to po prostu koszt butelki alkoholu wypitej na kolacji z przyjaciółmi. Rozpieszczanie dziecka nie ma nic wspólnego z wysokością wydatków. Jeśli na każdych zakupach kupisz mu drobiazg za złotówkę, ale nie ma opcji, że niczego nie dostanie, to po miesiącu będzie się rzucał na podłogę i żądał zakupu. Zasypywanie plastikowym badziewiem może być rozpieszczaniem. A z drugiej strony można dziecku dawać przemyślane i bardzo drogie prezenty – dziecko z zamożnej rodziny może dostać własnego konia, bo rodzinę na to stać i dla nich to jest normalny zakup, niezauważalny w budżecie. Nie widzę żadnego powodu, żeby dziecko miało zapracować na drogi prezent, a na tani już nie. To tylko paradoksalnie uczy dziecko, że tylko drogie rzeczy to jest naprawdę COŚ. Moim zdaniem na prezenty nie trzeba zapracowywać. To ma być gest, którego celem jest sprawienie obdarowanemu przyjemności. Kiedy miałam urodziny, dostawałam od rodziców coś, co miało mi sprawić przyjemność. Czy to mnie zepsuło? Nie. Nauczyło mnie, że ja też obdarowuję rodziców na święta czy urodziny dlatego, że chcę im sprawić przyjemność, a nie dlatego, że „zasłużyli” i spełnili moje oczekiwania.

    • Dziecko powinno docenić każdy prezent, jednak przyjęło się, że na komunie, urodziny czy jako nagrodę za duże osiągnięcie daje się drogie podarki :) Na prezenty z okazji gwiazdki czy urodzin nie trzeba zapracować – tutaj się z Tobą zgodzę, chociaż ja nie wyczekuję tych okazji tylko ze względów materialnych. Upominki dane bez okazji, „bo dziecko wypłakało” są dla mnie bezsensem i głupotą rodziców.

      Właśnie w taki sposób można zepsuć dziecko, bo nie uczy się go wartości pieniądza. To, że rodziców stać na coś nie oznacza, że tak będzie zawsze lub, że jak ono dorośnie to ciągle będzie żyć na wysokiej stopie. To, że rodzina „biedy nie klepie” nie powinno oznaczać, że dziecko dostanie wszystko o co poprosi, bo wydatek kilku tysięcy to dla nich drobiazg.

      Tanimi prezentami można również zepsuć dziecko, zwłaszcza kiedy ich częstotliwość sprawi, że staną się one rutyną. Jednak zauważ, że napisałam o tym, że są różne zarobki i dla niektórych tablet za 2000 zł to „nic”. Ale i takim sprzętem można zepsuć dziecko, zwłaszcza kiedy będzie mu się podkreślać, że to drogi prezent. W tym wieku taka zabawka w ogóle nie jest mu potrzebna, bo jej nie wykorzysta w pełni. Zaczynając od razu z górnej półki prezentowej przyzwyczaja się je do luksusu i później może gardzić tańszymi prezentami, nawet jeżeli będą przemyślane, przecież od małego przekazywano mu, że tylko markowe i kosztowne rzeczy są jego warte. Takie zakupy wypaczają światopogląd, bo kiedy kupuje się markowe rzeczy, które nie koniecznie są dobre jakościowo „ale Cię na to stać” to w momencie kiedy sytuacja się zmieni, albo wymagania dziecka będą za wysokie rodzic obudzi się z ręką w pozłacanym nocniku.
      Oczywiście każdemu życzę zarobków na poziomie „prezent bez okazji za 10 tys to dla mnie mały wydatek”.

      W prawieniu prezentów nie chodzi o to, że nawet jeżeli jesteś zamożny to powinieneś utrzymywać dziecko „w biedzie”, bo nie daj boże się zepsuje. Niezależnie od zarobków powinno uczyć się dziecko szacunku do pieniądza i ludzkiej pracy, a nie zrobi się tego kiedy już 5-cio latek dostaje tablet za 2 tys. tylko po to aby sprawić mu tym radość. Takie dziecko będzie później czerpać radość tylko z materialnych oraz drogich rzeczy i wyrośnie na zmanierowaną osobę, która w zawodzie wpisze sobie „synek/córeczka bogatych rodziców”.

  • Kurczę, a ja byłam przekonana, że daliśmy córeczce na gwiazdkę drogi prezent: pchacz z Ikei za niecałą 100-kę! Zrobiłam listę i rodzina się do niej dostosowała: kilka drewnianych układanek, masa książeczek, zabawki do kąpieli. Do tego samowolka: jakiś pluszak, rolnik z trzodą, buciki – wszystko piękne, mała zadowolona, ja też.

    Mam w szafie schowane pudło swoich najpiękniejszych książek – wysłużonych, nie najnowszych. Mała dostaje je po trochu. Tak samo pluszaki – na mikołaja dostała mojego ulubionego kotka (i kilka innych gadgetów, bo nie mogłam się powstrzymać, wiadomo, bywa). Jej uśmiech kiedy dostaje to co chce – bezcenne. A nasze portfele – cenne, bo nadal pełne.

    Fajny post – chciałam powiedzieć, znaczy się :)

  • Mnie jako dzieciaka zasypywano prezentami typu planszówki i jakieś lalki. Najdroższa, od babci kosztowała 60 zł, taka z włosami i sukienką. Na komunię dostałam kilka książek i sporo bombonier (no i pieniądze, za które rodzice kupili laptop do domowego użytku). Nie zegarek (bo miałam taki za ok. 15 zł) i nie quad (od pójścia do szkoły unikałam wychodzenia na dwór, bo trzeba było się uczyć i mieć wyniki). Za wyniki w szkole dostawałam słodycze od rodziców i nagrodę książkową od szkoły zakupioną z „komitetu rodzicielskiego”. Na koniec czwartej klasy dostałam pierwszą torbę na ramię, taką żarówiastozieloną. Pierwszy, osobisty laptop dostałam w połowie gimnazjum, bo tata stwierdził, że jest mi on potrzebny do nauki (typu prezentacje, referaty, itp.) no i że się dobrze uczę. Na 18tkę, którą mam za kilkanaście dni zażądam pewnie albo słodyczy albo dobrego tortu upieczonego przez mamę albo dobrą książkę (dobrych książek nigdy za wiele) ewentualnie święty spokój od siedzenia z młodszym bratem. Do auta nie dorosłam no i po co mi auto, jak nie mam prawa jazdy?

  • Jak dobrze, że nie mam takiego problemu… Nie stać mnie na prezenty powyżej 100 zl ;)

  • Dodajmy jeszcze, że rodzic kupi też prezent dla siebie a nie dla dziecka ;) Bo kiedyś chciał mieć taką zabawkę, a nie mógł na przykład :)

  • O matko, ale wykład. Ale zgadzam się z tobą w 100%. Narobie teraz we własne gniazdo, ale uważam, że Twój post powinna przeczytać niejedna autorka polskiego parentingu.

  • Świetne podejście, mogłabyś napisać całą pracę na temat negatywnego wpływu rozpieszczania dzieci.
    Jak tak wspomnę, że kolega mojego brata (rocznik ’99) na komunię dostał skuter i quada, na którym musiał go wozić tata, bo to jeszcze zbyt mały dzieciak na samodzielne wojaże to mnie normalnie krew zalała. Nie z zazdrości, a z powodu niemyślących obdarowujących. No bo skoro to należy do mnie, to sam mogę się przejechać pod nieobecność rodziców i katastrofa gotowa. Nie dość, ze sprzęt rozbity, to i dziecku się krzywda stała i kolizja na drodze. A ja tam dobrze wspominam czasy, gdy z pieniążków zebranych na komunię koleżanki rodzice kupili jej stacjonarny komputer do domowego użytku, a mi rodzice meble do pokoju. Łańcuszek i kolczyki ze złota mam dalej – ot pamiątka, a słodycze pochłonęłam dawkowane przez mamę :)

    • Z komunijnych prezentów dalej mam swój zegarek, a pewnie i domek dla lalek się znajdzie :)
      Skuter czy Quad to dla mnie zbytek łaski, zwłaszcza kiedy jest tak jak piszesz – dziecko jest za małe żeby samemu jeździć. Nie każdy maluch będzie odpowiedzialny i lepiej, żeby się nie musiał uczyć na swoich błędach, że takie pojazdy są niebezpieczne.

      • U mnie meble dalej stoją – zmieniłam im gałki z dziecinnych rybek i muszelek i dalej mi służy. Ciężko mi się z nim rozstać, choć część mebli już wymieniłam.
        Skuter rodzice kupili, gdy zdałam na kartę motorowerową, poza tym mama miała nim jeździć do pracy, a tata na jagody czy grzyby. Ostatecznie mało nim jeździłam, a przysłużył mi się dopiero w ubiegłe wakacje, kiedy śmigałam nim do pracy.