Dlaczego wbiłam kij w mrowisko?

39

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Niektóre nie powinny jeśli są zwyczajnie tępe.

Za każdym razem kiedy poruszam ważny dla mnie, a drażliwy dla rynku temat rękodzieła to dzielę rękodzielników na dwa obozy. Tych, którzy mają dość archaicznych poglądów i praktykowanych przez lata szkodliwych zwyczajów, oraz tych, którzy kurczowo się ich trzymają i nie dopuszczają do siebie żadnych argumentów. Nie inaczej było w przypadku kiedy poruszyłam temat tak bardzo tabu, że wściekłym na mnie rękodzielnikom spuchły palce, ale tym razem nie od robótek, a od pisania na mnie hejtów. Przez połowę tego światka zostałam znienawidzona po tym jak ośmieliłam się powiedzieć, że przywłaszczanie cudzych wzorów i rozpracowywanie schematów ze zdjęć cudzych prac jest złe. I przewidziałam, że tak będzie.

Qrkoko.plPrzesłanie wpisu było klarowne, a sam tekst był skonstruowany w tak prosty sposób by dotarł do każdego. Nawet zajawka została stworzona w tak prowokacyjnym stylu, by każdy zapoznał się z tematem i nie przeszedł obok niego obojętnie. Bo temat jest ważny dla każdego z nas. Kiedy licznik użytkowników na stronie gwałtownie skakał do góry, a licznik powiadomień na Facebooku zdążył stworzyć niezłą kompozycję techno zauważyłam pierwszy problem. Mimo, że we wpisie jest jasno powiedziane do kogo jest skierowany:

 

Qrkoko.pl

to jednak wciąż wiele osób wzięło go do siebie osobiście nawet jeżeli ich nie dotyczył. Myślałam, że oburzyły się tylko te osoby, które mają coś na sumieniu, ale okazało się, że wciąż dla wielu słowo pisane jest zbyt trudną w odbiorze formą przekazu i zamiast zaznajomić się z tematem wyrabiają sobie o nim zdanie na podstawie nagłówków:

Qrkoko.pl

Chociaż wiele z komentujących osób jest już w średnim wieku to jednak umysłowo zatrzymali się na poziomie przedszkola. Więc specjalnie dla osób, którym przeczytanie kartki tekstu przysporzyło nie lada trudności napisałam streszczenie. Zanim założymy gumofilce i zaczniemy się babrać w głupocie „kontrargumentów” rękodzielników przypomnijmy sobie:

O CZYM BYŁ TEKST?

+ Możesz korzystać z udostępnionych w sieci wzorów, tutoriali czy poradników, bo do tego celu zostały stworzone.
Nie możesz bez zgody autora przywłaszczyć sobie cudzego wzoru/tutorialu/poradnika, dlatego, że go przetłumaczyłeś na ojczysty język lub zwyczajnie ukradłeś i podpisałeś swoim imieniem licząc, że nikt się nie zorientuje
Nie możesz bez zgody autora wrzucać zdjęć jego prac i prosić o rozszyfrowanie schematu, bo skoro sam autor go nie udostępnił to widocznie nie chce, by jego praca została rozłożona na czynniki pierwsze, a jego proces twórczy rozdany bez jego wiedzy dla ludzkości

Wydaje się proste prawda? Nie dla niektórych rękodzielników. Nawet jeżeli ktoś porozumiewający się w ich narzeczu próbował to im wytłumaczyć bardziej łopatologicznie, to nie byli w stanie tego do końca zrozumieć.

Qrkoko.pl

Nadal upierali się, że tekst wyraźnie im mówi, że samo korzystanie z tutoriala jest kradzieżą, chociaż w poście jest kilka fragmentów, które temu przeczą.

Qrkoko.pl

Nadal twierdzili, że neguję wykorzystywanie zamieszczonych w internecie wzorów, chociaż jak wół napisałam, że jest inaczej.

Qrkoko.pl Qrkoko.pl

Postanowiłam po raz kolejny wyciągnąć do nich pomocną dłoń i streścić streszczenie za pomocą pisma obrazkowego.

JAKIE WNIOSKI WYCIĄGNĄĆ PO TEKŚCIE?

Qrkoko.pl

TO JEST CACY

  • Tworzysz pracę na podstawie czyjegoś wzoru czy tutoriala i zamieszczasz o tym adnotację
  • Konsultujesz się z autorem poradnika czy możesz go przetłumaczyć, przerobić itd. jeżeli nie umieścił on już wcześniej takiego pozwolenia

Qrkoko.plTO JEST BE

  • Tłumaczysz zagraniczny tutorial na ojczysty język i podpisujesz się pod tym swoim imieniem bez zgody prawowitego autora
  • Prosisz o rozgryzienie wzoru na podstawie cudzych zdjęć prac bez konsultacji z prawowitym właścicielem

Skoro wyjaśniliśmy sobie sens wpisu to mogę Wam teraz powiedzieć po co wbiłam kij w mrowisko. Zrobiłam to ponieważ miałam już dość tego jak wygląda dzisiejsze rękodzieło. Dosyć tego, że kradzież prac jest na porządku dziennym i nocnym, a rozszyfrowywanie wzorów stało się nową, kreatywną zabawą. Wiem też, że wiele osób myśli podobnie do mnie, ale są w mniejszości, dlatego boją się zabrać głos. Tylko, że nie macie się czego bać, bo Wy również kreujecie ten rynek i Wasze zdanie liczy się w jego kształtowaniu. Nikt nie chce się wychylać, ponieważ przez wiele lat nic się nie zmienia i większość trzyma „władzę” w rękach dyktując co można robić, a czego nie. Niekoniecznie mając rację. Przyjrzyjmy się dlaczego poglądy wielu rękodzielników na wyżej wymienione kwestie nie zmieniają się od lat.

PRZEZ ICH NIEŚWIADOMOŚĆ

Jedna z czytelniczek idealnie podsumowała zachowanie rękodzielników, którzy przyzwalają sobie na kradzież. To pozostałości po czasach PRL-u, gdzie nie było niczego, więc każdy dzielił się tym co zdobył. Przez to nie są w stanie pojąć, że rozszyfrowując z cudzych zdjęć schematy ingerują w prawa autorskie do pracy ich właścicieli. Ten temat jest dla nich zupełnie obcy i niezrozumiały, przez co ich jedynymi argumentami obrony są banały w stylu „gdyby nie inspiracje to mieszkalibyśmy w norach” czy „dzieci ściągające pracę domową z Internetu też są złodziejami? To najlepiej spalmy komputery!”.

Qrkoko.pl

 

Qrkoko.pl

 

⇐ Ci, którzy resztkami rozsądku uświadamiają sobie, że źle postępują wykręcają się nieznajomością prawa tłumacząc, że „odnośnie rękodzieła jest zbyt zawiłe, by brać je pod uwagę”. I dalej robią swoje.

 

 

 

 

Qrkoko.pl

 

 

 

⇐ Część z nich ma mentalność typowego dresa, o której pisałam poprzednio. Uważają, że autor sam jest sobie winien jeżeli nie zabezpieczy swoich prac przed plagiatem i to daje im wolną rękę do podkradania. Pojęcie „pochwalenia się umiejętnościami” jest dla nich abstrakcją, bo wszystko co ląduje w sieci jest po to, by się tym podzielić. I według nich wszystko co trafia do Internetu automatycznie traci prawa autorskie.

 

 

 

Ciężko im cokolwiek uświadomić, bo nie potrafią rozsądnie odpowiedzieć na argumenty, a jedynie powtarzają w kółko te same absurdy lub kompletnie zmieniają temat rozmowy. Potrafią nawet temat rękodzieła zmienić w dział kulinarny.

Qrkoko.pl

 

BO DOBRZE IM TAK JAK JEST

Ten pogląd wygłaszany jest przez tych rękodzielników, których problem kradzieży najbardziej dotyka. Qrkoko.plSwoje działania praktykują od lat, więc z czystej wygody nie chcą nic zmieniać. Tworzą wzajemne kółka adoracji, gdzie przyzwalają między sobą na rozszyfrowywanie cudzych prac czy skanowanie gazet.

 

 

Qrkoko.pl

 

 

⇐ Dzielą się wiedzą, nawet tą pozyskaną nielegalnie, a wszelkie machlojki pozostają „w rodzinie”. Nie przemawia do nich żaden argument, a jakakolwiek próba dyskusji kończy się agresją i oskarżeniami. Twierdzą, że skoro coś Ci nie pasuje to tylko Twój problem i sam na pewno tak postępujesz tylko jesteś „o coś zazdrosny”.

 

 

 

 

Qrkoko.pl

 

 

⇐ Kiedy ktoś z ich własnych członków pójdzie po rozum do głowy i stara się dowiedzieć dlaczego w sumie przyzwalają sobie na kradzież, powód okazuje się prosty – lenistwo. Im po prostu nie chce się szukać prawowitych autorów, czy samemu dochodzić do tego „jak to jest zrobione”. Wolą zapytać o to członków swoich zamkniętych stowarzyszeń i mieć wiedzę podaną na tacy. Na każde „ale” odpowiadają tylko „nie chce mi się” lub „tego się nie da zrobić”.

 

 

 

 BO BOJĄ SIĘ DYSKUSJI

Mój post po burzliwych dyskusjach został na wielu grupach usunięty razem ze mną. W wielu przypadkach nawet nie miałam szansy na polemikę, bo kiedy przychodziłam gotowa na merytoryczną dyskusję zastawał mnie taki widok:

Qrkoko.pl

Qrkoko.pl

 

 

 

 

 

 

 

⇐ Tacy ludzie zwyczajnie boją się zmian, dlatego zamiast zmierzyć się z dyskusją wolą do niej w ogóle nie dopuścić. Tym samym dalej trwają w zamkniętych środowiskach święcie wierząc, że u nich wszystko gra i każdy jest tam ze wszystkiego zadowolony. Jednak jeśli tak nie jest i ktoś się wykrusza zostaje natychmiast sprowadzony na ziemię „jak się nie podoba to wypad”. Ich jedyną reakcją na jakikolwiek argument jest „to nie miejsce na dyskusję”.

 

 

 

 

 

 

Cieszyłam się kiedy wiele osób, które pierwszy raz widziałam na oczy myślały podobnie do mnie i chciały ten pogląd skonfrontować z osobami od lat ich nie zmieniającymi. Niestety często takie posty były usuwane, a ich użytkownicy banowani. Administratorzy takich miejsc wciąż są przekonani o nieomylności swoich przekonań i nie liczą się z niczyim głosem. W ich oczach zawsze będziecie za młodzi, za starzy, za mądrzy i za głupi, by coś powiedzieć. Według nich nie macie prawa się wypowiadać, bo nie jesteście KIMŚ. Każdy Wasz pogląd będący odmiennym od nich zostanie wyśmiany i potraktowany jako bzdura. Chociaż wcale tak nie będzie.

Qrkoko.pl

 

BO SĄ OPORNI NA ARGUMENTY

Jeżeli ktoś będzie oporny na jakiekolwiek argumenty to nie przekonacie go nawet do największych oczywistości jak to, że wrzucanie zdjęć autora bez jego wiedzy i próby rozszyfrowania schematu są ingerencją w jego prawa autorskie. Zamiast z Wami polemizować spróbują obrócić dyskusję w kilka różnych kierunków.

Qrkoko.plMożna na przykład zarzucić, że poruszając ważny temat szukasz tylko poklasku i popularności. Więc wydrukuj post i rozlepiaj go po mieście, albo zamilcz i nie nabijaj sobie wyświetleń.

 

 

Możesz też zostać zasypana przez „śmieszków” bzdurnymi przykładami, ale opierając się na nich i próbując przenieść ich sens na poruszany przez Ciebie temat spotkasz się tylko z niezrozumieniem. Tam gdzie przegrywa logika cuda może zdziałać już tylko magia.

Qrkoko.pl

Qrkoko.plWyczekując magicznego zwrotu „pokaż swoje prace!” już wiesz, że zamiast prowadzić dyskusję cała nienawiść zostanie skierowana przeciwko Tobie.

Kiedy skończą im się argumenty (co następuje dość szybko) postanawiają się bronić. Najlepszą obroną jest atak, więc zamiast trzymać się tematu dyskusji próbując problem znaleźć w Tobie na zasadzie „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Tym sposobem wyciągają wniosek, że „skoro czepiasz się tematu kradzieży wzorów to pewnie sama to robisz!” i zaczynają przeszukiwanie bloga w poszukiwaniu dowodów. Pomijając fakt, że nie potrafili znaleźć prac, które są na głównej stronie bloga, nie znajdują nic sensownego. Postanawiają drążyć dziurę w całym. Znajdują Twoją pracę wykonaną Twoim autorskim wzorem i wmawiają Ci, że nawet jeśli jej nie sprzedajesz, ani nie czerpiesz dzięki niej korzyści chociażby z reklam to nadal wykorzystujesz dobra materialne twórcy maskotki.

Qrkoko.pl

Pal licho z tym, że wyraźnie zaznaczasz na podstawie czego jest stworzona maskotka i nigdzie nie piszesz, że sama ją wymyśliłaś. Ważne, że absurd udowodniony!

Dyskutujący idą o krok dalej i spamują Ci maile oraz fejsbuki wmawiając, że kradniesz zdjęcia wstawione na blogu. Pal licho z tym, że wszystkie zdjęcia, które nie są Twojego autorstwa, są kupione, wstawiane na zasadzie licencji CC lub za zgodą ich autorów. Ważne, że temat został obrócony przeciwko Tobie i nie musimy go więcej poruszać! A to, że nie mamy racji już nie jest ważne.

 

PODSUMOWANIE

Cała akcja odbyła się po to, by pokazać Wam wszystkim w jak zakłamanym środowisku możecie nieświadomie współtworzyć. Wielu z Was pewnie nawet nie wiedziało, że nie mają prawa głosu jeżeli nie jest to głos zgodny z większością. Za swoje poglądy zostajecie zmieszani z błotem przez społeczność, która ponoć tworzy nasze hobby, pasję i styl życia – rękodzieło. Zrobiłam to po to by pokazać Wam jak skażone i skostniałe jest środowisko handmade. Jak wiele przestarzałych poglądów wciąż w nim funkcjonuje. Jestem z dumna z wszystkich osób, które mimo tego, że są w mniejszości miały odwagę podjąć dyskusję i powiedzieć, że nie wszystko w naszej społeczności działa tak jak powinno. Cieszę się, że wśród tej burzy, którą wywołałam zaczęliście się nad sobą zastanawiać.

Qrkoko.pl

I jeszcze jedno. Wielu z Was choć jest zadowolonych z tego, że zaczęliśmy rozmawiać o kondycji rękodzieła to wciąż powtarza, że i tak niczego to nie zmieni. Jesteście w błędzie. Można wszystko zmienić jeżeli zaczniecie się temu sprzeciwiać. Krok po kroku, osoba po osobie. Aż będzie nas coraz więcej, a wszelkie praktyki, które teraz są „normą” staną się tymi „godnymi potępienia”.

I jeżeli w tym tłumie hejtujących przyznałeś mi rację i poczułeś się samotny to wiedz, że szykuję dla Ciebie miejsce. Bo społeczność rękodzieła trzeba na nowo odbudować.

Qrkoko.pl

 

 POLUB FANPAGE, ABY BYĆ POINFORMOWANYM O NADCHODZĄCYM PROJEKCIE

  • P.

    Współczuję Ci, że musiałaś się tyle pierdół naczytać… Ludzie są niereformowalni i nie chcą się dowiadywać i uczyć nowych rzeczy. Bo najczęściej większość nie wierzy, że prawa autorskie chronią każdą pracę bez wykupowania patentów itp.Nie wyobrażam sobie być na Twoim miejscu wczoraj i czytać te wszystkie wpisy, bo czułabym ogromną potrzebę edukacji każdej osoby, a to „Syzyfowa Praca”… Życzę siły na przeglądanie dzisiejszych komentarzy, które się pewnie pojawią pod tym wpisem od urażonych dziewczyn (które znajdą swoje komentarze w printscreen’ach ;p).

    • Też odczuwałam potrzebę edukacji, ale administratorzy za pomocą bana szybko uświadomili mi, że moje potrzeby nawet nie kwalifikują się do ich piramidy potrzeb „rękodzielnika” ;)

  • Spalona

    Czytając komentarze z fb aż mnie coś środka skręca. Takiej ilości bezsensu i udawania, że nic się nie dzieje to ja dawno nie widziałam. Od niedawna (niestety, wcześniej sama byłam nieświadoma, że dokonuje kradzieży, ale udało mi się z tego wybrnąć i jestem na etapie oczyszczania :P ) brzydzę się wszelką działalnością polegającą na przekopiowywaniu czyichś wzorów i sprzedaży tego.

    Jakiś czas temu przeglądałam pewien blog modeliniarki, gdzie chwaliła się co ona za wzór to nie wymyśliła. Byłam pod wrażeniem, bo to co zrobiła było świetne. Ale później włączyłam sobie pinteresta i zobaczyłam baardzo podobną pracę rosyjskiej rękodzielniczki. Aż daty sprawdziłam publikacji. I co? Nasza rodzima machnęła śliczny plagiacik. :|

    • KamaHandmade

      Dokładnie, to jest jeden z głównych problemów. Nikt jej nie broni zrobić takiej pracy, zwłaszcza jeżeli jej autorka udostepniła wzór lub ona sama rozgryzła metodę robienia na podstawie samego zdjęcia, ale nikt jej nie kazał pisać kłamstw, że to jej autorski wzór. Zwykła chęć podreperowania ego i popularności.

    • Aga Ta

      nie trzeba szperac po blogach, wystarczy wejsc na dawande albo inne platformy handlowe.. „artysci” jak to szumnie się mianują w wiekszosci przypadków to nic innego jak plagiatorzy…

  • Aga Ta

    heh no ja sie przyznaję,ze dalam się wkrecic w dyskusje( mam pojutrze egzamin na prawko i to pozwoliło mi chwile o tym nie myslec haha).. moje spostrzezenia..
    *ty mowisz o bialym , rozmówca o czarnym.. juz nie wspominając o tym,ze w pewnym momencie zaczeto wylewać na mnie pomyje myląc mnie z Tobą.w koncu czy wazny taki drobny szczegół ,że moga być dwie rozne Agaty o podobnych poglądach:)
    *Ludzie nie lubią dyskutować, bo trzeba ruszyc zwoje mozgowe.. poza tym to moze wyrwać ich ze slodkiej strefy komfortu…
    * Ludzie nie umieją czytać ze zrozumieniem..
    najlepszy komentarz jaki przeczytalam.. to prosba o usuniecie postu , bo wlasnie sprawial czytającej dyskomfort psychiczny..
    szczyt beszczelnosci…. zaraz pod dyskusją kolejny post z linkiem do bloga polskiej rękodzielniczki dzianin i oczywiscie pytanie do kolezanek, czy nie mają wzoru na czapke z linku… czyli zero jakiejkolwiek refleksji…
    konkluzja…. bić po łapach, zgłaszać plagiaty do autorów.. a jesli jestes autorem wzoru, ktory jest rozpowrzechniany bez twojej wiedzy.. nawiązać przyjaźń z prawnikiem..

    • Jestem dumna z takich komentarzy i tak Świadomych Twórców :)

  • Mól Książkowy

    Czytanie ze zrozumieniem nie boli. Komentarze z fb to udowadniają.

  • Joanna

    O mój Boże, wierzyć się nie chce, że ludzie tak myślą. Dobił mnie komentarz o znalezionym portfelu, jak można w ogóle rozważać kwestię przywłaszczenia go? Jeśli coś znajdujesz a nie było wcześniej twoje, to nadal nie jest twoje! Należy do kogoś kto to zgubił, koniec dyskusji. Jeśli zatrzymasz ten portfel to go przywłaszczasz, bezprawnie zresztą. Portfel, list, psa, dziecko :) znalezione trzeba zaprowadzić na Policję lub najbliższego urzędu, urzędnik państwowy ma obowiązek nadać tok sprawie. No fakt, trzeba się trochę nachodzić, ale to się nazywa UCZCIWOŚĆ! Podobnie jest z każdą inną rzeczą, z rękodziełem w szczególności. Owszem, student ASP kopiuje dzieło innego artysty by nauczyć się rzemiosła, ale nie trąbi później, że to jest autorki pomysł, a wprawka, zresztą nie na każdej pracy może się uczyć w ten sposób, bo autor sobie na przykład nie życzył.
    Jeśli korzystam z pomysłu innego twórcy, zawsze się upewniam czy mogę i zawsze robię adnotację pod pracą, nikt nie musiał mnie tego uczyć, robię tak od zawsze bo tak nakazuje uczciwość. Gdybym na studiach oddała pracę bez przypisów to by jej nie przyjęto. Czy ktokolwiek obronił pracę magisterską bez przypisów i bibliografii? Wątpię, ale na blogach roi się od prac bez jakichkolwiek adnotacji, co każde mi przypuszczać, że jest autorskim projektem blogera, choć znam dany wzór i wiem, że tak nie jest.
    Aż strach brać udział w zlotach czy spotkaniach z niektórymi rękodzielnikami, zostawisz torebkę i ci z niej wszystko wyciągną ;) po osobach udzielających takich wypowiedzi jak w artykule tego właśnie bym się spodziewała.
    Wiem Agata, że masz określony stosunek do kościoła katolickiego ;), ale kościół właśnie określa mentalność takich ludzi mianem ubóstwa duchowego i upadkiem moralnym, pasuje na tę okoliczność jak ulał :)) choć nie Twoje klimaty.

    • Określenie „upadku moralnego” pasuje tutaj idealnie :)

    • Zmrokova

      Droga pani, nie trzeba być wierzącym, żeby uznawać zasadę elementarnej uczciwości. Całkowicie się z panią zgadzam w tej kwestii – przykład z portfelem i pracami domowymi zerżniętymi z internetu poraził mnie, to świadczy o moralności tych osób. Niestety to coraz częściej spotykane poglądy :(.

      • Joanna

        To prawda, nie trzeba, ale dobrze by było aby wszyscy wierzący ją wyznawali :) Ja wierzę i wyznaję i nie powiem by mi było z tym lżej żyć w naszym społeczeństwie, natomiast zdecydowanie lepiej sypiam. Czyste sumienie daje mi więcej satysfakcji niż świadomość, że potrafię skopiować pracę od projektanta czy wzór stworzony przez kogoś innego.
        Niestety mamy taką ohydną narodową przywarę – kombinatorstwo, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Kradniemy z pracy spinacze, z WC papier toaletowy, popielniczki z pubów, prace semestralne z internetu, piracimy muzykę, filmy, wyłudzamy zasiłki. Nie twierdzę, że każdy, ale niestety można to już podciągnąć pod normę. Znalezione nie kradzione, a kradzione nie tuczy, przecież wszyscy tak robią, przecież to nic takiego. I chyba dlatego jest jak jest, społeczne przyzwolenie na nieszanowanie cudzej własności, bo przecież wszystko powinno byś wspólne, kolektywne. Nie szanujemy przedsiębiorczości, gardzimy „kapitalistyczną świnią”, jeśli ktoś do czegoś doszedł to na pewno nie ciężką pracą, pierwszy milion przecież trzeba ukraść. Smutne to :(

  • pichalczuk

    Wielkie brawa dla Pani za wytrwałość i konsekwencję w zmienianiu wizerunku rękodzieła. Trzymam kciuki i pozdrawiam.

  • Justyna Sobotka

    Pani Agato – przyznam, że faktycznie wywołała Pani burzę, ale to wina nie Pani, tylko naszego zaściankowego, i jednak jakkolwiekby tego nie ująć „ciemnego” narodu. Wczytałam się mam nadzieję ze zrozumieniem i akurat bardzo się z Pani poglądem zgadzam (dla mnie sprawa jest oczywista). Sama w wielu przypadkach publikując zdjęcia swoich prac nie podałam konkretnie skąd pomysł na nie wypłynął, mogło to też wynikać chwilami z braku czasu, albo nawet lenistwa, a przecież nie mogę powiedzieć że prace są całkowicie przeze mnie wymyślone, bo byłoby to kłamstwem. Po przeczytaniu Pani wpisu wiem, że muszę swoje wszystkie zaległości w tej materii nadrobić, żeby faktycznie ktoś sobie nie pomyślał przeglądając prace, że są mojego pomysłu. Także i sama muszę nad sobą jeszcze popracować. Popieram jak najbardziej, wspieram w dalszej konsekwentnej działalności w tym temacie i dołączam się. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

  • Lore Art

    Wiesz dobrze mam nadzieję, że ja Ci kibicuję całym sercem i uwielbiam gdy wbijasz kij w mrowisko, choć czasami oczy bolą jak widzę kolejne hejty i komentarze. Kiedy czytam twoje wypowiedzi mam ochotę pociągnąć temat, ale czuję, że nie ma już nic do dodania, mogę entuzjastycznie przytakiwać, przyklaskiwać i wyrażać aprobatę. Kiedyś chciałam nawiązać do Twojego arytykułu na blogu w ramach akcji ‚doceńmy rękodzieło’, ale co bym nie napisała, musiałam kasować bo czułam, że Cię powtarzam. Cóż.. wyczerpujesz tematy, nic dodać nic ująć. ;)

    • Nawet jeżeli powtórzymy swoje myśli to warto rozsądne poglądy szerzyć dalej.

  • Ja tak sobie skromnie uważam, że plagiatu dopuszczają się wyłącznie osoby, które nie mają pomysłu na siebie, na to co tworzą i chcą przedstawić. Nie mówię tutaj oczywiście o inspirowaniu się czyimiś pracami, bo osobiście uważam, że to normalne i zdrowe. Natomiast złe, brudne i niemoralne jest kopiowanie projektów innych osób, nawet nie wspominając, kogo to pomysł. Sama nie byłabym zadowolona, gdyby ktoś podszywał się pod moje prace. Z tym trzeba walczyć !

    • Często plagiatorzy mogliby wpaść na coś swojego, gdyby nie byli tak leniwi.

  • Kasia

    Szkoda tylko, że tych podobnie myślących jak Ty wciąż jest tak mało.
    Ostatnio korzystałam z tutorialu na naszyjnik. Zanim jeszcze zabrałam się do pracy to spytałam autorkę czy zdjęcie swojej pracy mogę zamieścić na blogu z linkiem do tutka.
    Życzę by udało Ci się przekonać jak najwięcej osób chociaż podejrzewam, że będzie to bardzo trudne.

    • Spokojnie, jest nas już coraz więcej. :)

  • tatsu

    Kurczę, ja już się zupełnie pogubiłam w tym wszystkim. Bo np. nigdy nie podpisałam się pod czyimś pomysłem, że on jest mój, ale jak nie odnajdę autora wzoru, to nawet o autorstwie wzoru nie wspominam: ani nie podaję siebie, ani nikogo innego. Mam wiele wzorów/grafik ściągniętych, kiedy internet działał na modem podłączony do telefonu. Za nic nie dojdę, kto je zrobił i kiedy :( I mam teraz moralny problem… korzystać, czy zapomnieć?
    Zwykle korzystam z wzorów historycznych, dostępnych w zbiorach muzeów archeologicznych, czy też na obrazach lub rzeźbach. Bawiąc się w rekonstrukcję historyczną, muszę podpisać swoją pracę, skąd czerpałam „inspirację” do stworzenia tego, czy owego. Nawet jak korzystam z Pinteresta, to w opisie dodaję co najmniej stronę internetową, z której ściągnęłam zdjęcie/wzór. I nigdy nie wydawało mi się to dziwne. Ot, lepiej wiedzieć skąd się ma to, co się ma.
    Ale co na przykład z wzorami ludowymi? Jeśli utkam bieżniczek w kurki i choinki, których to wzorów nauczyłam się sama, podglądając inne tkaczki przy pracy na warsztatach lub korzystając z pomocy dostępnej w Internecie za darmo (np. na YT) i chciałabym go zamienić na jakąkolwiek walutę, to dokonuję wtedy kradzieży? Nie powinnam takich rzeczy wymieniać na gotówkę?
    Przepraszam za infantylne pytania, ale mnie to męczy, a do tej pory nikt nie był w stanie w ogóle poruszyć tego tematu.

    • Jeżeli korzystałaś z płatnych wzorów/tutoriali to doczytaj czy ich licencja pozwala na użytek komercyjny. Jeżeli korzystasz z ogólnie dostępnych i darmowych wzorów/tutoriali to najczęściej ich autorzy zgadzają się na sprzedaż prac powstałych w oparciu o ich poradniki, a jeżeli tak nie jest to na pewno umieszczą o tym adnotację.
      Generalnie jeżeli chodzi tylko o publikację prac to zawsze warto podawać źródło, a jeżeli chodzi o ich sprzedaż to wszystkie informacje znajdziesz w opisie licencji.

  • Włos mi się zjeżył, jak przeczytałam przedstawione przez Ciebie komentarze z FB. Takiej kompilacji bezsensu i ignorancji dawno nie czytałam. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że z taką zaściankowością możemy się spotkać w każdej dziedzinie, nie tylko w przypadku rękodzieła.

    • Chociaż spodziewałam się takiego poziomu komentarzy to z lekka przeraziła mnie skala zjawiska.

  • zgadzam się z Tobą w 100%, niestety :( Świat rękodzielników na przełomie tych 5-ciu lat odkąd tworzę zmienił się drastycznie :( kiedyś było nie do pomyślenia, żeby cokolwiek kopiować, teraz to niejako norma :( Sama znalazłam się w sytuacji, kiedy wymyśliłam inne zastosowanie sutaszu – skomponowałam je do etui na komórki – nie widziałam, żeby ktokolwiek cos takiego robił. Cieszyłam się z tego, bo etui cieszyły się popularnością, do momentu aż nie zostałam zasypana wiadomościami typu „jak to zrobiłaś” a jakiś tutek zrobisz? itp. Odmówiłam, bo stwierdziłam, że jeśli wymyśliłam to nie muszę się dzielić, sama dochodziłam jak prawidłowo ściągnąć wymiary tela, żeby było ok. Niestety moje odmowy spotkały się z negatywnymi skutkami w postaci negatywnych komentarzy i stwierdzeniami, że jestem „hapolem”, ale czy muszę się dzielić wszystkim co wymyślę?? było to przykre :( później moje etui pojawiły się jako pomysł do pewnej akcji i ktoś czuł się świetnie, że na to „wpadł” :( nikt nawet nie wspomniał, kto tak naprawdę przemycił sutasz do etui :( sama tez spotkałam się ze stwierdzeniem, że jak publikuję w sieci to wszyscy mają do tego prawo – gó****o prawda, ale cóż, nie wiele myśli w ten sposób co ja czy ty, czy garstka na podobnych :(

    • Dlatego jestem zdania, że należy odbudować społeczeństwo rękodzielników i powoli ku temu zmierzam.

  • Zmrokova

    Podpisuję się pod twoim artykułem wszystkimi rękoma, nogami, mackami… Nie myślałam, że na tych wszystkich „cudownych” grupach rękodzielniczych siedzą ludzie z takimi poglądami. A fakt, że aż tylu się oburzyło i wzięło to do siebie pozwala domniemywać, jaka jest skala zjawiska. Pominę już brak czytania ze zrozumieniem oraz kompletny brak znajomości prawa autorskiego (tego powinni uczyć dziś w szkołach obowiązkowo). Taka piękna polska przypadłość: złodziejstwo, lenistwo (po co szukać autora w necie, lepiej powiedzieć, że odnalezienie go jest możliwe – bzdura!), ignorancja. Temat, który nie dotyczy wyłącznie środowiska rękodzielników, zjawisko ma bardzo szeroką skalę.

  • Adam Turzyński

    Dzień dobry! :)
    Widzę, że Koleżanka poświęciła duuużo czasu na obronę swoich racji, do prawa do ich wyrażania w sferze publicznej. Ja to rozumiem. Pewnie podobnie bym zrobił. Szkoda tylko weekendu na nerwy, co? ;-)
    Odniosę się natomiast do jednego z „misusów”, które są powyżej. Moje zdanie oprę na codziennej zwykłej praktyce rynkowej.
    „Nie możesz bez zgody autora
    wrzucać zdjęć jego prac i prosić o rozszyfrowanie schematu, bo skoro
    sam autor go nie udostępnił to widocznie nie chce, by jego praca została
    rozłożona na czynniki pierwsze, a jego proces twórczy rozdany bez jego
    wiedzy dla ludzkości”
    Właśnie… chyba konflikt nie tyle wartości, co „przywiązania” do środowiska.
    Wyobraź sobie, że jesteś konstruktorem samochodów w BMW, a Mercedes wypuścił tydzień temu najnowszy model S-klasy. Bierzesz BMW, rozbierasz je ze swoimi ludźmi na czynniki pierwsze i patrzycie, jak oni to zrobili. Ok, to kiepskie, to fajne, ale mają na to patent, to nawet, nawet, lecz by za bardzo przypominało rozwiązanie z Mercedesa, zatem lekko to zmienimy, bo możemy. Pół roku potem sprzedajecie nowy model BMW 750 na przykład.
    Tak można, tak trzeba, nie da się inaczej.
    Drugi przykład. Jestem fotografem i zrobiłem (ups!) świetne zdjęcie kilku drzew. Dałem je na stronę, wydrukowałem, sprzedałem jako płótno. Koledzy po fachu czujnym okiem oceniają dzieło zastanawiając się, jakich ustawień użyłem, jak wyglądał workflow, o której godzinie padł strzał i co to jest za filtr użyty na niebie? Trzech z nich zadało pytanie na forum, linkując moje zdjęcie, 2 z nich poszło w to miejsce, gdzie i ja byłem, a ponieważ były ślady butów i statywu, to i tam się ustawili. Aha! Pojawił się czwarty użytkownik forum, który widział u kolegi na ścianie w salonie moje dzieło, pstryknął je swoim aparatem i wrzucił na forum pytanie „jak autor to zrobił? jakieś porady?”
    I co teraz? ;-)

    • no właśnie „”co teraz?” :) Sama też trochę fotografuję i jak się odnieść do praw autorskich w takim przypadku? nie mam bladego pojęcia, ale dobrze, ze ten temat został poruszony :)

      • Adam Turzyński

        Karolina – wszystko zależy od przypadku. Podaj konkretny przykład, może pomogę. ;-)

        • niedawno na jednej z grup, pewien fotograf wstawił zdjęcie swoje w dwóch „odsłonach”. Jak się później okazało ktoś skopiował sobie jego fotkę i nie co przerobił kolory – powstał obrazek trochę surrealistyczny. Podpisał swoim nazwiskiem i pokazał światu jako swój „twór”. Miał pecha, bo właściwy autor zobaczył to i wszem i wobec ogłosił światu, że to plagiat :)

          • Adam Turzyński

            Jeżeli w grę wchodziły pieniądze, to należy się odszkodowanie.

  • Kiedy zabrałam się za frywolitkę jedną z pierwszych stron na jaką trafiłam w celu znalezienia informacji „jak to działa?” była strona pana Jana Stawasza i jego walka z piractwem. Szkoda, że po kilku latach temat nadal aktualny, ale cieszę się, że go poruszyłaś. Dziękuję za refleksję na weekend i postawienie przede mną pytania „jakim rękodzielnikiem chcesz być”.

    W tej rozmowie uderzyło mnie (między innymi, ale chyba i najbardziej) to, że osoby wypowiadające się to osoby w wieku 18+, wielu z nich ma już własne dzieci, a nawet wnuki – czy chcemy uczyć następne pokolenie, że kradzież jest w porządku? Czy taki wizerunek świata chcemy kreować?
    Pozostaje refleksja nad sobą i swoim postępowaniem, dbałość o własne działania i pilnowanie ogródka, żeby się przypadkiem chwasty nie zalęgły.
    A wpis dodam sobie do zakładek, przyda się na przyszłość, żeby co jakiś czas sprawdzić czy na tej rękodzielniczej łajbie trzymam się właściwego kursu.
    Dziękuję i pozdrawiam :)

  • MM

    A ja zgadzam się z Coco Chanel, która mawiała, że niech kopiuja, bo kopiuje się tylko najlepszych. Chciałabym, żeby mnie ktoś kopiował, najlepiej masowo. Ale jeszcze bardziej bym chciała, żeby tłumy chciały kopiować, ale nie potrafiły, bo takie moje rzemiosło wyrafinowane! Ale niestety…
    Zatem wnioski są dwa:
    1. Jeśli ktoś Was kopiuje, to może całkiem niezłe jest to, co robicie.
    2. Jeśli ktoś Was kopiuje, to może całkiem niezłe jest to, co robicie, ale nie takie znowu niezwykłe, żeby ktoś inny tego nie zrobił równie dobrze.
    Rękodzieło w większości przypadkach to nic takiego niesamowicie oryginalnego, żeby chronić to prawami autorskimi, niestety… To znaczy, owszem, można, ale to jak zamykać brzydką córkę w wieży, żeby jej kto nie zbałamucił (ha, ha!).

  • Oj, Agata. Długo ta Twoja walka będzie trwała, ja bym nie miała siły.

  • Ludzie bez wyobrazni, których myślenie boli i na dodatek są leniwi piszą takie komentarze, co gorsza nazywają siebie rękodzielnikami a powinni nazywać się po prostu kserokopiarkami. Straszne jest jeszcze to, że często swoje prace nazywają autorskimi…wstyd i hańba , psują rynek prawdziwych rękodzielników a w swoich działaniach nie widzą nic złego.
    Życzę Ci Agato wytrwałości w swoich działaniach, to co robisz jest potrzebne.Brawo.

  • Mads

    Czytając oba teksty głęboko zastanowiłam się z jakich źródeł korzystam Ja- czy są na pewno legalne, czy to dobre źródła. Szczerzę mogę powiedzieć tylko, że nie wszystkich jestem pewna. Przykre, bo jestem raczej odtwórcą, niż twórcą ze względu, że wciąż się uczę. Nie sprzedaję swoich prac, chcę i mam je dla siebie. Nie mam takiej wiedzy żeby rozszyfrować gotową pracę i nigdy nie przyszło mi do głowy prosić o to innych, więc staram się szukać autorskich tutoriali, filmów, w większości są to zagraniczne- po prostu szukam wzorów które ktoś udostępnił, opisał i przede wszystkim zezwolił kopiować. Tu mi się nasuwa pytanie jak mogę sprawdzić czy dany tutorial jest oryginałem czy kopią kopii kopii?
    Jako odbiorca jak mam dojść czy coś jest legalnym źródłem czy tylko marną podróbką, piątą wodą po kisielu- w dodatku robioną bez zgody właściciela oryginału?
    Pozdrawiam

  • Zanim skomentujesz:

    – przeczytaj pierwszą część wpisu – http://qrkoko.pl/licencja-na-kopiowanie/

    – oraz mój wywiad z prawnikiem specjalizującym się w prawie autorskim -> http://qrkoko.pl/prawo-autorskie-w-rekodziele/