Dlaczego rzucam kawę?

25

Będąc dzieckiem dorośli byli dla mnie wielką tajemnicą.

Nie rozumiałam dlaczego płacą za to, by do ust wkładać sobie miniaturowe kominy? Czemu wywoływałam wielkie zakłopotanie zadając proste pytanie „skąd się wzięłam?”. A przede wszystkim – jak można pić kawę? Przecież była niedobra! Gorzka i z paskudnymi fusami. Lubiłam jedynie udawać, że z nich wróżę. Szkoda, że nie zobaczyłam wtedy siebie z przyszłości, opijającej się jej rozpuszczalnym odpowiednikiem.

Smak pierwszej kawy poznałam zaczynając pierwszą pracę. Jej stałym punktem zawsze było włączenie ekspresu. Jasne, wcześniej zetknęłam się z tym napojem, jednak zawsze zostawiałam go nietkniętym lub ukradniem wylewałam do zlewu. Natomiast w pracy kawa stała się moim rytuałem. Uwierzyłam w to, że z rana tylko ona może postawić mnie na nogi. Stałam się kofeinowym zombie, które w wyciągniętych dłoniach ściskało kubek i powtarzało „mleeeka”.

Z PROCHU POWSTAŁEŚ TO I PROCHU SIĘ NAPIJESZ

Wraz ze zmianą pracy zmienił się mój nawyk. Teraz piłam w niej głównie kawę rozpuszczalną. Miałki pył z napisem „sensitive”, który z moimi jelitami wcale nie obchodził się łagodnie. Żeby mi smakowała do każdego kubka musiałam podjeżdżać TIRem wyładowanym mlekiem i cukrem. W domu piłam ten sam rodzaj kawowego puchu, więc w moim życiu ten trunek przelewał się litrami. A ja czułam niedosyt, bo im więcej go piłam tym gorzej na mnie działał.

Zresetował mnie dopiero mój rodzinny dom. Gdy go odwiedzam piję tylko mocną kawę fusiastą, przez moich krewnych zwaną powszechnie „gruntówką”. Poczułam bardzo dużą różnicę między miałkim pyłem, którym sama się raczyłam, a gęstą kawą od rodziców. Kofeina rozjaśniła mi w głowie i postanowiłam – odstawiam kawę!

Jesteśmy pokoleniem Starbucks’a. Wielki kubeł napoju o dziwnej nazwie z masą dodatków to dla nas synonim naparu z ziaren kawowca. Za domowę kawę uważamy zalany wrzątkiem pył z kawałkami tynku na zagryzkę. Rozpuszczalną kawę postrzegałam jak popularną dziewczynę na dyskotece – jest rozchwytywana i pożądana każdego dnia, ale mało kto dostrzega, że ma doklejane rzęsy, sztuczne włosy i za 8 zł może mieć ją każdy. Dobra kawa wymaga szacunku. Postanowiłam, że odstawiam ją zupełnie do momentu, aż będę mogła parzyć ją poprawnie.

RYTUAŁ PARZENIA KAWY

Będąc u ciotki w Wałbrzychu fascynował mnie jej tradycyjny zaparzacz. Od góry wlewało się wodę, zasypywało filtr rozdrobioną kawą, na dół dawało dzbanek i można było włączać. Podgrzana woda przepływała przez filtr i kawa powoli skapywała do dzbanka. Trwało to tak długo, że napój był gotowy do spożycia dopiero rok później, ale zapach był niesamowity.

Zatęskniłam do takich wspomnień. Chcę rytuału parzenia kawy. Nie wersji instant z proszku, która wmawia mi, że nie potrafię bez niej funkcjonować. Jeżeli nie jestem teraz w stanie zapewnić sobie dobrych skojarzeń z kawą to nie chcę mieć ich wcale.

NIENAWIDZISZ JEJ, BO JEST CZARNA

Wiele nawyków, które uważałam za swoje tak naprawdę nimi nie są. Biegnąc przez życie czułam się jak kula z Katamari, która na początku chwytała się wszystkiego co popadnie, rozpaczliwie szukając swojej osobowości. Teraz się oczyszczam. Dosłownie i w przenośni.

Tak naprawdę nie przepadam za smakiem kawy. Piłam ją z przyzwyczajenia, a kofeinowe pobudzenie stało się moim placebo. Uwierzyłam, że ten napój jest moim lekarstwem, które rozjaśni mi w głowie i pobudzi do działania. Odstawiam go, dopóki nie będę miała okazji przyrządzać naparu prawidłowo.

Zdecydowałam, by w wielu kwestiach w swoim życiu nie godzić się na substytuty. Rozpuszczalna kawa jest jedną z nich.

Polub Qrkoko zanim to będzie modne!