Dlaczego rękodzielnicy się nie cenią?

108

Qrkoko.pl - Dlaczego rękodzielnicy się nie cenią

Odpowiednia wycena rękodzieła to trudny temat. Głównie z tego względu, że rynek kreują rękodzielnicy sprzedający swoje prace nielegalnie. Rękodzielnicy, którzy najgłośniej ze wszystkich domagają się docenienia ich wysiłku, po czym sprzedają wszystko po kosztach. Rękodzielnicy, którzy na długie lata zniszczyli wizerunek handmade’u w Polsce.


Spytaj znajomych rękodzielników czy sprzedają swoje prace po cenach, na które zasługują. Odpowiedzą Ci, że ludzie kręcą nosem nawet w przypadku najniższych stawek. Spytaj znajomych co myślą kiedy kupują od znajomych rękodzielników. Odpowiedzą Ci, że robią przysługę płacąc im grosze za hobby wykonywane w piwnicy po godzinach, bo nikt inny ich amatorszczyzny z bazaru nie kupi. Kto wykreował nam taki wizerunek? My sami.

Robisz to na kolanie dla zabawy, nie zapłacę jak za sklepowy towar

To stereotyp utrzymujący się do dziś wśród ludzi nie związanych z rękodziełem. Przeciętny człowiek zapytany o rękodzieło kojarzy jedynie korale z ludowych bazarów, ewentualnie plecione bransoletki przyjaźni sprzedawane przez gimnazjalistki. Nikt nie identyfikuje rękodzieła z zaawansowanymi technikami, wyszukanymi materiałami i miesiącami nauki. Dlatego przeciętny człowiek kiedy widzi dopracowaną pracę ale sprzedawaną przez rękodzielniczkę bez działalności nie myśli o tym jak o wysokojakościowym produkcie ze sklepu ale jak o wyciągniętych spod lady paciorkach walających się wśród guzików, zużytych chusteczek i starych miętusów. Tylko dlatego, że ich praca nie miała metki. Co w takiej sytuacji robi rękodzielnik? Byle tylko nie wrócić z pustymi rękoma obniża cenę do poziomu dna i wodorostów.

Sprzedajesz się za darmo

Kiedy wchodzę na allegro, darmowe galerie, grupy na Facebooku czy wszędzie tam gdzie można sprzedawać prace bez działalności gospodarczej, widzę ceny przyprawiające o zawał serca.

Qrkoko.pl - Dlaczego rękodzielnicy się nie cenią

Wszystkie prace sprzedawane po kosztach. Najtańsze  nawet po 10 gr. Nielegalni „rękodzielnicy” nie ponoszą żadnych kosztów prócz materiałów, więc kierując się zasadą nie ważne ile, ważne aby zarobić, ustalają najniższe ceny gwarantujące 50 groszy zysku i cieszą się, że będzie na lizaka. Nie poruszam nawet tematu psucia rynku, bo on gówno ich obchodzi. Powiem więc coś co trafi bezpośrednio do nich. Sprzedając po śmieciowych cenach śmiecisz sobie we własnym ogródku.

Niska cena = niska jakość

Stara jak świat zasada, mająca wyjątki w regule, jednak w przypadku rękodzieła pokrywająca się w 100%. Nie ma i nie będzie taniego rękodzieła artystycznego. Rękodzieło jest indywidualną sztuką, każda praca jest inna i wiąże się z wieloletnim treningiem, umiejętnościami i specjalnie dobranymi materiałami. To wciąż sztuka wychodząca z naszych rąk i dopóki tak jest zawsze będzie wiązało się to z kosztami. Niskie ceny rękodzieła gwarantują jedynie chińskie rączki i taśmy produkcyjne. I ty, nielegalny „rękodzielniku” przyczyniasz się do zalania rynku „chińskimi masówkami”. Możesz sprzedawać pracę nawet najwyższej  jakości ale ustalając najniższe ceny zawsze będą kojarzyły się z tandetą. Nie zdziw się kiedy po latach sprzedawania tanizny zechcesz sprzedać coś droższego  i nikt do Ciebie nie przyjdzie. Przez lata sam zaśmiecałeś swój ogródek sloganami „wszystko po 5 złotych” i na drogerię tego szybko nie zamienisz.

Qrkoko.pl - Dlaczego rękodzielnicy się nie cenią

Zapłata za rękodzieło powinna być przyjemnym skutkiem ubocznym wszystkich lat pracy, a nie celem samym w sobie. Jeżeli masz zamiar sprzedawać swoje prace za wszelką cenę, czyli najczęściej za tę najniższą i zalać rynek jednorazówkami i masówkami to daruj sobie od razu.

Qrkoko.pl - Dlaczego rękodzielnicy się nie cenią

Niedawno jedna ze stałych klientek na szybko potrzebowała kompletu: bransoletka + naszyjnik. W sklepie nie robimy biżuterii na zamówienie, ale była to jedna z pierwszych osób, która u nas kupowała więc zmiękłam. Podałam cenę najmniejszą jaką mogłam: 100 zł. Za bransoletkę i naszyjnik robiony na szydełku z koralików TOHO. Co usłyszałam? ZA DROGO!

Dlaczego rękodzieło jest takie drogie?

Ceny ustalane przez nielegalnych rękodzielników całkowicie spaczyły wizję ludzi „z zewnątrz” ile to wszystko jest warte i ile powinno kosztować. Jak już wcześniej wspomniałam sprzedawcy bez DG nie są zobowiązani do żadnych opłat, więc mogą pozwolić sobie na dowolność. Nieliczni, którzy mają resztki honoru, rozumu w głowie, chcą uczciwe postępować ale nie stać ich na DG i ogólnie są na wymarciu trzymają się utartego już schematu:

Koszt materiałów  +  czas*12zł(lub więcej) + 20% kosztów zmiennych(w zależności od techniki pracy, wykończenia, czasu poświęconego na dobór elementów itp.)

Jakiego schematu trzyma się reszta nielegalnych?

Olać wszystko i sprzedać taniej niż konkurencja

I kończy się na tym, że jeden przebija drugiego, szkoda tylko, że cena idzie w dół plasując się na poziomie paczki zapałek. Haftowane kolczyki za 20 zł? Sutasz za 15? Nie dziwcie się potem, że osoby, które mają DG, żyją z tego i ponoszą wszystkie opłaty wieszają na Was psy. To już nie jest tylko Wasza piaskownica, Wasze foremki i Wasze babeczki, które możecie zniszczyć, sprzedać lub oddać za darmo. Piaskownica i piasek są wspólne.

To ile powinno kosztować rękodzieło?

Przypomnijmy sobie wcześniejszy schemat:

Koszt materiałów  +  czas*12zł(lub więcej) + 20% kosztów zmiennych(w zależności od techniki pracy, wykończenia, czas poświęcony na dobór elementów itp.)

i dodajmy do tego VAT + ewentualne prowizje, jeżeli sprzedaż odbywa się przez galerie/sklepy internetowe. Otrzymasz wtedy cenę za rękodzieło, która jest prawidłowa.

Oczywiście Twoim świętym prawem jest szukanie tańszych opcji, w tym kupowanie u osób bez działalności. Jednak zastanów się nad tym, o czym pisałam w notce Jak kupować rękodzieło w sieci: Dowód sprzedaży jest podstawą reklamacji. Pomyśl, czy nie lepiej wesprzeć kogoś, kto żyje z rękodzieła, zna się na tym, gwarantuje jakość i reklamacje, i dopłacić 20-30 zł więcej.

Rękodzieło nie jest dla każdego

Jeżeli nie umiesz go docenić i chcesz kupić „byleco bylemieć” to zrezygnuj bo się zawiedziesz. Rękodzieło to zawsze najwyższej jakości materiały, 100% precyzja, technika i niepowtarzalne dzieła sztuki, a nie maszynowo wykonane produkty. 80 zł za szydełkową maskotkę to dla Ciebie za dużo? Zostaw rękodzieło w spokoju i kup sobie pluszaka za 5 zł u chińczyka. Jeżeli nie umiesz docenić sztuki to wybierz rzemiosło i idź do sieciówki.

Połowa moich rękodzielniczych znajomych sprzedaje bez działalności. Większość z nich okazyjnie – wśród rodziny czy znajomych. Połowa z tego żyje i stara się robić to tak, żeby się opłacało i nie szkodziło. Ja nie sprzedaję. Swoje prace wymieniam z innymi lub daję w ramach prezentów urodzinowych. Nie mam jeszcze działalności, więc nie chcę szkodzić rynkowi, osobom z działalnością i swojemu nazwisku. Jeżeli zdecyduję się na działalność i sprzedaż, chcę być kojarzona z marką i jakością wartą swej ceny, a nie stosem tych samych rzeczy, na którą stać każdego. Póki co odsyłam potencjalnych kupców do znajomych rękodzielników lub tutoriali jak samemu to zrobić.

Potencjalny nabywco – zanim zaczniesz narzekać na ceny rękodzieła to idź do sklepu, kup materiały, naucz się i zrób coś sam. Przekonasz się, że to nie jest tylko hobby a prawdziwy artyzm i zrozumiesz dlaczego to tyle kosztuje.

Potencjalny rękodzielniku – nie zabronię Ci sprzedaży po kosztach czy bez działalności, od tego jest US. Nie rozkażę Ci również po pierwszej bransoletce lecieć do urzędu i zakładać działalność. Proszę Cię tylko o jedno. Zastanów się co jest Twoim priorytetem:

Satysfakcja czy pieniądze?

  • Święta racja. Z masażem i fizjoterapią jest tak samo. Ale ja swoją cenę trzymam. Stawów za darmo sobię rozwalać nie będę – amortyzację też trzeba wliczyć w koszta.

    • Bałabym się pójść do masażystki, która nie ma żadnego dyplomu czy poświadczenia umiejętności, a co dopiero do fizjoterapeutki!

      • Tak teraz czytam i wychodzi, że komuś stawy rozwalam i jestem bez wykształcenia. Reedit: Z masażem i fizjoterapią jest tak samo. Ceny zaczynają się od groszy, czasem u domorosłych znachorów. Ja swoją cenę trzymam. Stawów sobie przy pracy za darmo zużywać nie będę – amortyzację też trzeba wliczyć w koszta.

  • Zawiedziona

    Dokładnie… Ludzie nie doceniają handmade’ow:(

  • BeBauty

    Szkoda, że tak jest. Ludzie kupują najtańszy towar z myślą, że jakiś unikat, ręcznie robiony, itd. Potem rozwala się im i psioczą na wszystkie tego typu rzeczy :/ Wystarczyło pomyśleć…

  • meds5

    Rozumiem Cię. W końcu cena=jakość.

  • KrystynaM

    Zawsze staram się wspierać takie osoby. Gdy chcę kupić jakąś biżuterie komuś to właśnie kupuje taki handmade. Przynajmniej wyjątkowe jakieś, nie każdy takie może mieć:)

  • Gośka K.

    Ogólem to samo z rynkiem pracy. Młodzi się pchają i żeby ich zatrudnili obniżają płace… Ciężko się wybić..

  • Pentelqa

    I jak się tu utrzymać z pasji jak Ci taki dowali ceną?…

  • guest

    Co się dziwić, że ludzie wybrzydzają w cenach jak się nauczyli że wszystko po grosze

  • spiralkaM.

    jeśli chodzi o ceny to sytuacja na rynku rękodzielniczym to rratragedia!

  • anonim

    ZAWSZE SATYSFAKCJA!

  • Karolina

    Założenie działalnośći gospodarczej w polsce i wyżycie z rękodzieła jest ciężkie ale to co tu widze to przechodzi pojecie. sprzedawanie po tak zaniżonych cenach ani nie zapewnia godziwego zarobku, ani nie wplywa dobrze na ludzi i na nas. potem zaden czlowiek nie zaplaci godziwej ceny za prace jak u kolezanki to on kupi taniej, a pani to kiedys mi sprzedawala za grosze a teraz to jakies pieniadze powazne chce. sami sobie szkodzimy ludzie!

  • OneStepCloser

    jestem ciekawa ile warte sa dla nich ich prace jak oddają je praktycznie za darmo. to po co to robic, wyceniac i sie bawic w sprzedaż?lepiej od razu na ulice wyurzucić niech ktoś podniesie

  • Anonimowy

    Panie premierze jak żyć?! Skoro każdy może sprzedawać na lewo, zaniżać ceny i nawet nie wiedzą, żę wpływają na nas wszystkich! Ludzie się nauczą, że rękodzieło jest nic nie warte, skoro to groszowe sprawy i potem tego nie zmienimy. Każdy kto nie bedzie sklepem nie bedzie mial szans na wybicie się jak będą na niego krzywo patrzeć kiedy da wysoką cenę. Opanujcie się i skończcie te nieuczciwe zagrywki

  • Aga

    Szkodzą sami sobie..

  • Delfinek1

    Takie masówki są beznadziejne! Zero jakiejś oryginalności…

  • CHODAKRUL!!!

    Z każdym zawodem teraz tak jest..

  • Magda2

    Dobrze, że podałaś ten schemat :) Teraz przynajmniej będę mogła patrzeć czy uczciwa cena :)

  • Lampanocna

    Szkoda mi teraz ludzi którzy nie zaniżają ceny, przerąbane mają :/

  • demka

    Dziewczyny po co to robicie? Jak chcecie być traktowane profesjonalnie jak artystki to nie zachowujcie się jak przekupki z bazaru co krzyczą, że u nich taniej. Potem jak nas widzą tak nas piszą i będzie tragedia.

  • AŚŚ

    Do tych sprzedających na czarno i afiszujących się z tym to powinna się jakaś kontrol dobrać. Człowiek próbuje zgodnie z prawem działać i wyżyć ze swojej działalności to nie ma szans przebić się przez TONĘ tańszych i najczęściej gorszych jakościowo prac.

  • UlaBikus

    Aż szok, że takie tanie;o przez cenę już samo w sobie wydaje się tandetą..

  • Vis10

    Mam nadzieję, że chociaż Ci się uda wykreować jakąś markę kojarzoną właśnie z dobrą jakością i świetnymi produktami:)

  • KrystynaM

    Boże to straszne. Za sztukę trzeba płacić!

  • Kasia

    Podoba mi się ten wpis. Niestety, z ogromną przykrością muszę przyznać, że należę do grupy osób krytykowanych. Lubię robić biżuterię. Bardzo chętnie założyłabym DG. Równie chętnie podniosłabym ceny bo nie jestem zachwycona gdy bransoletkę która robiłam np 2 h wystawiam za ok 15zł. Ale problem polega na tym, że nawet za 15zł mam problem by to sprzedać. Na początku miałam niskie ceny by zachęcić do kupna a teraz gdy je podniosłam o 3-4zł już są narzekania, że za drogo :/
    Niestety jestem w tak beznadziejnej sytuacji, że każdy grosz sie dla mnie liczy więc wychodzę z założenia, że lepiej sprzedać za nieco mniej ale sprzedać niż nie sprzedać w ogóle.
    Myślę, że problem polega też na tym, że dużo osób po prostu chce mieć coś ładnego i nie zastanawia się nad tym, że jest to oryginalna, jedyna taka rzecz… Jeśli powiem za wysoką cenę to usłyszę, że za drogo i gdzieś tam było taniej..Robię biżuterię jakiej wiele (normalne bransoletki, kolczyki a nie sutasz czy coś jeszcze bardziej skomplikowanego :))
    Pozdrawiam

    • Dużo osób popełnia ten błąd ustalając na początku niskie ceny, wtedy przyzwyczajeni ludzi zauważą nawet najmniejszy wzrost cen i choćby były to groszowe różnice to będą się wykłócać. Cały problem tkwi teraz w świadomości ludzi, którzy stawiają na ilość, a nie jakość. Wolą kupić dużo „bylemieć” niż zainwestować w droższą rzecz z lepszych materiałów. Pozostaje trzymać kciuki, że to się wkrótce zmieni.

    • CraftyKhajitt

      Za takie pieniądze to bardziej się opłaca ulotki rozdawać, mój brat miał z ulotek 8zł/h na czysto.

  • Kiedy zaczynałam swoją DG podzieliłam się wątpliwościami ze znajomym, czy ja wyżyję z rękodzieła? Na co on powiedział: „cepelia tyle lat jest na rynku to i Ty sobie poradzisz” :) Prawda jest taka, że nawet na ZUS „promocyjny” nie zarabiam. Kiedy organizowane są jarmarki w pasażach handlowych to z rękodziełem – może być tylko jedno stoisko – „bo wie Pani, to za duża konkurencja” (????) Ostatnio wystawiając się na okazyjnym kiermaszu przy Akademii Trzeciego Wieku, podeszły do mnie Panie zachwycając się etui na okulary. Ile to kosztuje? padło pytanie – 20zł. 20zł ??????????????? wzrok zabójcy, mlaskanie pod nosem, parę cierpkich uwag – poszły. Pod koniec podeszła inna Pani – obejrzała podkładki pod kubeczki – wzięła komplet 4szt ze słowami – „niestety rękodzieło nie jest w Polsce doceniane”. Ile jest takich osób? Prawdą jest też to, że poza chińczykami rynek niszczą też rękodzielnicy z doskoku. Mając stały dochód gdzie indziej a robiąc „przy okazji” coś dodatkowego – nie mają czasu czegoś domalować, dolakierować, dospawać, zaszyć. Sprzedają to w sieci zachwalają swój produkt jako idealne, 100% rękodzieło, Niestety często się okazuje, że jest to fuszerka
    Ten problem dotyczy także warsztatów. 120 za warsztat????? Chyba Pani oszalała, mogę najwyżej dać 30zł. A wiedza? czas? materiały?
    Pierwszy rok oficjalnej działalności kończy mi się w lipcu. Co dalej? Nie znam na tyle języka, żeby śmigać na zagranicznych aukcjach … Jak powiem że to kocham, to wyda się to banałem. Ale ja naprawdę tym żyję, chciałabym tylko jeszcze z tego wyżyć.

    Pozdrawiam
    Miłka

    rękodzielnik z wyboru

    • 20zł za ręcznie robione etui na okulary to cena minimalna, te panie były naprawdę wredne! Z warsztatami też jest problem – tak jak pisałaś. Ludzie myślą, że skoro sama się czegoś nauczyłam to powinnam swoją wiedzę udostępnić za darmo. Co z tego, że ułatwiam im sprawę i zaoszczędzam wielu godzin szukania schematów, filmików czy dowiadywania się od źródła? Dodatkowo od ręki odpowiadam na pytania i poświęcam swój czas, dlaczego to ma kosztować tylko 30zł, najlepiej z wliczonymi materiałami?

  • Wojtek

    Polak zawsze był debilem….ale cóż mamy społeczeństwo takie na jakie sobie zasłużyliśmy…

  • Lidja

    Mi właśnie minął okres preferencyjnego zusu i pewnie niedługo będę zamykała działalność… Przez te 2 lata bywało różnie, ale przynajmniej nie musiałam dokładać, żeby na zus starczyło. Ale niestety często spotykałam się z kopiowaniem moich pomysłów przez osoby bez działalności, które nie ponosząc moich kosztów, proponowały podobne rzeczy w cenach znacznie niższych. A dodatkowo wykonywane były niedbale i z najtańszych elementów. Niestety nadal dla wielu „klientów” najważniejsza jest cena, więc przy zusie na poziomie 1000zł dla mnie nie ma już miejsca na tym rynku…

    • ZUS na poziomie 1000 zł wykończył wiele osób, dlatego tak ostro traktuję zalewaczy rynku tanizną, bo to przez nich między innymi Ci co odważyli się spełniać marzenie i „pójść na swoje” często nie mogą się utrzymać. Nielegalni rękodzielnicy przyzwyczaili ludzi to tanizny, a inni muszą przez to cierpieć.

      • tatsu

        Mnie ZUS dobił zupełnie :( musiałam zawiesić działalność, bo wciąż mam nadzieję, że „wyjdę na swoje” i będę mogła znów cieszyć się własną firmą. Nie mniej jednak pracuję nad ulepszeniem technik już poznanych, uczę się nowych, zdobywam wciąż wiedzę i podpieram to praktyką. Nie mam żadnych dochodów, bo nawet pracy na tzw. etat znaleźć nie mogę od dwu lat, więc wszystko, co robię, „zabiera” pieniądze. Jeśli ktoś ze znajomych chce mi za moje rękodzielnicze produkty zapłacić, podaję mu cenę uwzględniając ilość poświęconej pracy, koszty materiałów oraz stopień zażyłości. ;) Do tego porównuję ceny podobnych produktów u innych osób, o których wiem, że byle czego nie robią i z tego wyciągam odpowiednie wnioski na przyszłość.
        Przy tym niektórych rzeczy nie da się wycenić tak, by otrzymać odpowiednią za to zapłatę. Na przykład taka haftowana ręcznie sakiewka średniowieczna, której samo wyhaftowanie zajmuje mi średnio 70h (do tego uplecenie ręczne sznureczków, zrobienie frędzli, ręczne zszycie i ozdobienie dziurek – to kolejne ok. 10h). Mamy więc 80h pracy nad małym przedmiotem, który wedle powyższych obliczeń powinien kosztować co najmniej 1200 zł. I teraz pytanie: kto mi za to tyle da? :P A jakby dał, to ja zaraz mogę siadać i haftować następne, bo za taką cenę, to ja wszystko popłacę: i ZUS, i US, i księgową, i wakacje, i opłaty zrobię…. na cud-miód-orzeszki! ;)
        Na razie pozostaje mi się chwalić osiągnięciami na blogu i na fejsie w różnych rękodzielniczych grupach. I tylko chwalić.

  • Katarzyna

    Wiele razy słyszałam westchnienia „ładne…. ale za drogo”. Wolę podarować komuś w prezencie swoje dzieła niż sprzedać komuś coś za tzn bezcen. Nie można się zniżać do poziomu byle jak, byle mieć, byle sprzedać. Nie to jest sensem i istotą rękodzieła. Rękodzielnicy muszą się cenić! Przecież to przede wszystkim Wasz czas, Wasz pomysł, zaangażowanie, kreatywność. Ja swoją biżuterię tworzę przede wszystkim dla siebie, dla własnej satysfakcji, wkładam w swoją twórczość dużo serca, staram się dopieszczać każdy element tak abym była w pełni zadowolona z efektu. Nie ma lepszej „zapłaty” niż widok zadowolonej i zaskoczonej twarzy obdarowywanej osoby, która z niedowierzaniem w głosie cichutko szepce – „to naprawdę dla mnie, jakie śliczne, sama to zrobiłaś?” Być może moje podejście wynika z faktu, że nie prowadzę sprzedaży swoich prac i nie jest to moim źródłem utrzymania. Lubię robić to dla siebie, lubię uczyć się nowych technik, doskonalić te wcześniej poznane, dobierać kolory, dodatki. Przede wszystkim lubię spędzać czas przy tworzeniu rękodzieła, to mnie relaksuje i odprężą, pozwala choć na chwilę zapomnieć o codziennych zmartwieniach i ludziach uprzykrzających życie :)

    • Dlatego uwielbiam robić maskotki i dawać je dzieciom! Tam emocje nie są udawane! Popieram w 100% twoje podejście – robić mniej, ale z sercem. Dopieszczać i wykańczać. Czy takie prace nie są piękniejsze, a prezenty bardziej intymne?

  • Gigi L. Gilmore

    Znam to doskonale. Najpierw zachwycają się bransoletką, której uszycie zabrało około 20 h, a potem jak słyszą cenę to rzucają nią o stolik i pytają zdziwieni „za takie coś?” Masz rację, że tacy pseudorękodzielnicy psują rynek. Sprzedają za bezcen, a czasem jeszcze nie mając wyrobionej techniki. W sutaszu, którym się zajmuje często się zdarza, że sprzedają taki gniot, że brak słów. Ja nie lubię też słowa rękodzielnik, brzmi tak samo jak chałupnik, hydraulik czy mechanik. Zobaczcie po angielsku będzie np. jewerly artist. Artysta to już inaczej brzmi, a rękodzielnik to właśnie z jakiś byle jakich paciorków na coś wyplata na kolanie. Trzeba uświadamiać klientów i młodych twórców, bo czasem po prostu nie wiedzą, że robią źle. Jak zaczęłam u siebie na blogu serię Sutaszowe ABC i zaczęłam opisywać co jest ok a co jest niedopuszczalne to się okazało, że ludzie nie wiedzieli lub nie zdawali sobie sprawy z pewnych rzeczy.

    • Faktycznie nazewnictwo ma znaczenie i lepiej odbieralne i kojarzone jest określenie „artysta”. Jednak od nazwy ważniejsze są czyny. Artysta czy rękodzielnik – oboje nie powinni psuć rynku złym towarem i cenami. A co najważniejsze i przez nich nie dostrzegane – wpływają tym na wizerunek nas wszystkich. Również jednym z moich celów jest edukowanie i zmiana świadomości społeczeństwa odnośnie naszej dziedziny.

    • Kiedyś na swoim kiermaszowym stoisku usłyszałam, że mam za idealne kartki okolicznościowe i za drogie. Takie chińskie (???) bo jak rękodzieło to cena musi być niższa, bo nikt nie kupi no i może taka trochę „na odwal się” – tu kwiatek, tam tasiemka. Tłukło się to we mnie bardzo długo, aż w końcu nie wytrzymałam i też zrobiłam takie ABC moich kartek. Cóż, trafia to tylko do tych, którzy czytają bloga – niestety nie do wszystkich :(

      Nie czuję się jak artysta, bo … zawsze artyści kojarzyli mi się z ludźmi po plastykach, ASP, itp. A ja cóż, szary człowieczek, który to robi z pasją, sercem, tworzę własnymi rękami różne rzeczy, często z zarwanymi nocami … podobno mam talent :) ale to nie zmienia faktu, że wciąż jestem rękodzielnikiem. Niestety w spisie PKD nie ma rękodzieła, jest obróbka korka i drewna, sprzedaż tego i owego, a rękodzielnik wciąż kojarzy się z kołem gospodyń wiejskich, babcią na rynku z kapciami z włóczki, itp (mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam), które robią to tylko dla przyjemności albo po kosztach. Może trzeba znaleźć nowe słowo określające charakter tej sztuki (?), pracy …. który nakreśli jakieś normy do spełnienia o ile takowe można nakreślić.

      Tylko tak naprawdę co to zmieni? Ta cała dyskusja jest tylko w necie, trafia do tych, których to bezpośrednio dotyczy i nie zmienia postrzegania naszej pracy przez osoby trzecie :(

  • Crist

    Zabijecie mnie, ale i tak napisze
    Z jednej strony ok, zaniżane ceny niszczą ogólne pojęcie hand-made a z drugiej tylko na poważnie wskażcie mi co najmniej 200-300 realnych, istniejących osób (miesięcznie – i będących na stanowiskach – kasjerka, sprzątaczka, urzędniczka najniższej instancji,) które kupią bransoletkę szydełkową z koralików Toho z wzorem za 40 i więcej zł. Załóżmy że w jednym miesiącu zarobimy

    8 000 zł i trzeba je przeznaczyć przy prowadzeniu działalność czy firmę bo idzie to podatek Vat, Zus – po podajże 2 latach ulgi minimum 1000zł trza płacić + zdrowotne itp, zakupić materiał, opłacić wynajem pomieszczenia (nawet jak w domu robi to musi się w parę dodatkowych rzeczy zaopatrzyć), prąd, telefon i podobne a to co zostanie na życie. I tu mówię bransoletkach w cenie 40 zł czy naszyjnikach z tej samej metody za 120 zł sztuka

    Sama chciałabym prowadzić DG, problem polega że w obecnej sytuacji made in Pl i z coraz trudniejszym utrzymaniem się w ciągu miesiąca to jest awykonalne zadanie. i nie piszcie mi tu o kredytach bo to ja będę musiała je spłacać nieważne czy interes wypali czy nie

  • Nie wolno popadać też ze skrajności w skrajność. Tak jak pisałam ciężko utrzymać DG wyłącznie ze sprzedaży rękodzieła. To JESZCZE nie te czasy. Jednak sprzedaż masowa tanich rzeczy jest krótkowzrocznym rozwiązaniem. Zarobek z tego nie będzie wielki, ryzyko wpadki na nielegalnej sprzedaży rośnie z dnia na dzień, a w dodatku wpływamy negatywnie nie tylko na cały rynek ale też na własne nazwisko. Jeżeli zaczynamy od niskich cen i je utrzymujemy przez dłuższy czas, to później będzie bardzo ciężko podnieść cenę jeżeli zajdzie taka potrzeba. Rękodzieło to wciąż powinna być sztuka, więc korzystniej byłoby doskonalić własne umiejętności i sprzedawać rzadziej ale za rozsądną cenę. Jeżeli kogoś nie stać na ręcznie wykonane przedmioty, a koniecznie chce je mieć zawsze może sam spróbować swoich sił i się nauczyć. Trzeba umieć znaleźć sobie złoty środek i własne rozwiązanie.

  • Justyna Jurczyk

    6 zł za godzinę pracy + 20% = 7,20 zł. 7,20 zł za godzinę x 8 godzin dziennie = 57,60 zł. 57,60 zł x 20 dni roboczych w miesiącu = 1152 zł. SERIO?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    ZUS = 1200 zł. Dla początkujących przedsiębiorców 360 zł. 200 zł księgowa. 100 zł telefon. 200 zł paliwo do samochodu. To daje razem 860 zł miesięcznych kosztów stałych. Przy pełnym ZUSie 1700 zł. 6 zł za godzinę roboty, to może sobie policzyć gimnazjalistka na shamballe, a nie osoba prowadząca działalność gospodarczą. Liczenie mniej niż 20 zł za godzinę pracy to SAMOBÓJSTWO. Pozdrawiam.

    • Dlatego napisałam 6 zł (LUB WIĘCEJ), bo rozbieżność w technikach jest bardzo duża. Przy shamballach 20 zł za godzinę to za dużo, a przy haftowanych bransoletkach 6 zł to zdecydowanie za mało. Każdą technikę powinno wyceniać się indywidualne, ale nie to było sensem postu., więc schemat jest bardzo uogólniony.

      • Anna Klatka

        Też nie wiem co to znaczy ” czas*6zł(lub więcej) + 20% kosztów zmiennych”

        Może napiszę jak wygląda moja kalkulacja :)

        1.KOSZTY STAŁE, płatne każdego miesiąca
        ZUS 1042,46 zł *
        Czynsz+media 500zł **
        Internet , serwer + telefon 120zł
        Księgowa 200zł
        Razem: 1862,46zł
        Na te koszty muszę zarobić w 21 dni ( średnio w 2014) . Oczywiście jak każdy mam prawo do urlopu ( koszty stałe w czasie urlopu również ponoszę), przysługuje mi go 26 dni .
        W skali miesiąca to ok 2 dni pracy. Pozostaje więc koszty stałe rozłożyć na 19 dni roboczych. Przy założeniu , że nie będziemy chorować.

        1862,46zł : 19 dni = 98zl dziennie…czyli na moją godzinę pracy wypada 12,25zł

        do tego parę uwag
        *WAŻNE!!! Jeśli ktoś płaci niższy ZUS, to nie wymyślono tej niższej stawki , po to aby obniżyć ceny produkowanych towarów, ale po to, aby za różnicę zainwestować w swoją firmę czyli przygotować ją do stawki normalnej.
        Jak zainwestować…to znowu dłuższy temat np. w reklamę, w promocję swojej marki, w urządzenie warsztatu, naukę nowych technik czy zainwestowanie w droższe materiały.
        ** pracujesz w domu? …to też pamiętaj , że masz związane z tym koszty.

        2.KOSZTY OKRESOWE
        zakup urządzeń i narzędzi np. komputer, drukarka, aparat fotograficzny oraz materiałów np zakup tonera, papieru do drukarki , serwis kasy fiskalnej, żarówek itp
        Ja dodaję 2 zł do godziny ( tj ok 300 zł miesięcznie , chociaż wg mnie jak przyjdzie mi za kilka lat wymienić komputer z nowym oprogramowaniem czy zepsuje mi się aparat fotograficzny…to nie wiem czy taka kwota mi wystarczy)

        3.Następnie liczę CZAS PRACY na który składa się
        Projektowanie ok.0,5h
        wykonywanie produktu ( zależne od wzoru )
        wykończenie zależne od wzoru )
        wyszukanie i zamawianie materiałów ( 4×0,5-1h /miesiąc)
        korespondencję z klientami ok0,5-1h / dzień
        fotografowanie pracy i obróbka zdjęć 2h/ produkt (zamiennie można przyjąć koszt ok 4 zdjęć produktowych wykonanych u fotografa) .
        promocja, czyli wstawienie pracy z opisami na blogu, FP , swoim sklepie, Galeriach internetowych itp. 1-2h / produkt
        po sprzedaży zapakowanie i wysyłka ( inny czas przy zamawianiu kuriera ok 0,5h, inny przy wysyłce przez Pocztę Polska ok.1,5h, trzeba swoje odstać w kolejce;).
        raz w miesiącu wizyta u księgowej ok.1,5h
        i czas na zakupy w sklepach stacjonarnych ok.1,5h
        edukacja ok.2h

        Należy pamiętać , że każdy czas poświęcony pracy należy wkalkulować w cenę produktu.

        Podsumowanie.**
        CZAS PRACY x 12,25 zł(KOSZTY STAŁE) + 2zł (KOSZTY OKRESOWE) + opodatkowana stawka za godzinę czyli mój zarobek na rękę (WSTAWIĆ GODNIE WG UZNANIA) + koszty materiałów*
        i dodajmy do tego VAT( w przypadku gdzie kosztem głównym jest praca, w dużej części Vat jest odprowadzany do US, NIE ZOSTAJE w kieszeni twórcy) + ewentualne prowizje, jeżeli sprzedaż odbywa się przez galerie/sklepy internetowe.
        *koszty materiałów- ważne, aby dodać rozłożone proporcjonalnie koszty wysyłki
        ** Obliczenie przy założeniu , że podczas każdej godziny poświęconej pracy , produkuję coś co się sprzedaje i przynosi nam zysk.
        Normalnie każdy posiadający firmę dodaję odpowiedni % na różne straty, np zniszczenie produktu, zrobienie stanu magazynowego czy chociażby związane z czasem pracy, np przerwę na chorobę:(

        Mam nadzieję, że moje obliczenia komuś pomogą.

        Dodam tylko że osoby bez DG powinny powiększyć obliczoną sumę o zryczałtowany podatek w wysokości 75 proc. który zgodnie z prawem zapłacą od dochodów z nieujawnionych źródeł. Dlaczego powinni?…z prostego powodu…nie sprzedają już tylko na swoim podwórku, ale są widoczni ( ich sprzedaż ) publicznie, łatwo ich znaleźć, rozpoznać i zarchiwizować… i tylko patrzeć jak twórcy walczący o swoje „być albo nie być” to zaczną wykorzystywać.

        • Wersety

          Ja nie zajmuję się tego typu rzeczami, sama tylko trochę szydelkuję i robię na drutach dla zabawy. Czasem wpadam na strony i blogi z rękodziełem żeby poszukać inspiracji i przekonuję się wtedy że…. to czysta amatorszczyzna. Ciężko jest znaleźć coś ładnego za to pełno jest brzydkiej biżuterii i ubrań. Czasem przytrafi się jakaś osoba która robi rzeczy piękne z dobrej jakości materiałów po cenach wysokich i ma wyprzedaną połowę asortymentu. Natknęłam się na dziewczynę która robi piękne rzeczy w srebrze i kamieniach połszlachetnych i inną, która szyje ubrania inspirowane folklorem Podhala i koszula u niej zaczyna się od 200 złotych, czeka się około 2 tg. Pełno jest wyrobów papierniczych, filcowych ozdób, galanterii i ubrań po których na pierwszy rzut oka widać, że nikt tego nie kupi! Dziewczyny, życzę Wam wszystkim jak najlepiej ale jako osoba prowadząca działalność gospodarczą zastanawiam się czytając fora tego typu, czy Wy wiecie, że nie ma klientów na tego typu towar? Może to wcale nie jest tak, że ktoś Wam psuje rynek, może np monstrualny naszyjnik w technice decoupage z akrylowymi i szklanymi paciorkami, którego wykonanie zajmuje 2 tg nie jest wart 1200 złotych?

    • Bead Land

      zgadzam się Aniu, 6 zł za godzinę pracy to jałmużna, ja nie mam dg, ale nie mam zamiaru psuć rynku na wypadek jeśli ją kiedyś założę, liczę sobie 15 zł za godzinę pracy, to że jest to mój czas wolny, nie znaczy, że mam go oddać za darmo

    • wanda

      Dodam, że jeszcze należy kupić kasę fiskalną po osiągnięciu obrotu 20.000 rocznie – minimum 900 zł netto, oraz opłacać VAT – 23 % – prawie jedną czwartą ceny, podatek dochodowy – kolejne 18%, należy doliczyć też koszty wynajmu lub mediów ( np. w przypadku ceramiki prąd zabiera kilkaset złotych miesięcznie przy niedużym piecu, aaaa… i zakup pieca minimum 24.000 netto :( )
      Jestem jak najbardziej za tym, żeby WSZYSCY rękodzielnicy mieli te same prawa i obowiązki. Nie uważam, że od razu każdy powinien zakładać DG, ale od każdej sprzedaży powinien płacić i VAT i podatek dochodowy ( w myśl zasady: chcesz sprzedawać , a sprzedawaj na zdrowie, tylko płać podatki) – w innym przypadku konkurencja jest po prostu nieuczciwa. I to nie z winy rękodzielniczek bez DG – żeby było jasne – tylko z winy wadliwego prawa.

  • uoss

    To już lepiej w ogóle nie zaczynać z rękodziełem jak od razu nastawiacie się na szybki zysk i sprzedaż wszystkiego co tylko macie. Nie o to tu chodzi ogarnijcie się!

  • shesjewellery

    Ja tam robię tylko dla siebie czy mamy i nie przejmuje się wyceną czy psuciem rynku mnie to nie dotyczy haha. A tak na serio to nigdy nie sprzedawałabym czegoś nad czym poswięciłam mnóstwo czasu energii i serca po to zeby się o to targować z ludźmi i sprzedać potem za 10 zł

  • Elżbieta

    witajcie!Opowiem wam historię z życia. Jestem maniaczką robótek szydełkowych i tych prostych jak firanka czy serwetka i skomplikowanych jak kwiaty, maskotki, torebki, sukienki, swetry obrusy, ozdoby itp.. Nie sprzedaję lecz obdarowuję rodzinę i znajomych ku ich wielkiej aprobacie i zadowoleniu!!!!. Jakiś czas temu jedna z sąsiadek poprosiła bym zrobiła jej bukiet słoneczników na prezent. Od razu policzyłam w głowie cenę nici, drucików, czas wykonania 1 kwiata (3 godziny), potem usztywnianie itp… podałam cenę 35zł za kwiat i usłyszałam, że jestem wredna baba, która chce żerować na innych, że takie byle co może max 5zł kosztować…. Nie dyskutowałam .. po prostu zamknęłam za nią drzwi. Potwierdzam! Ci co nic nie umieją myślą , że wszystkie ręcznie wykonane rzeczy robi się w mgnieniu oka i za darmo!!!!! pozdrawiam

  • Asia

    Agatko, przeczytałam twój artykuł i zgadzam całkowicie w kwestii zbyt niskich cen, które w ogólnym odczuciu psują obraz polskiego Rękodzieła. Chociaż w moim odczuciu to nie cena powinna być punktem wyjścia do wyciągania takich wniosków a jakość jaką się oferuje klientowi oraz nastawienie klienta do oferowanego towaru. Sama zresztą odpowiedziałaś sobie na pytanie jak sprzedać rękodzieło :” Jeżeli zdecyduję się na działalność i sprzedaż, chcę być kojarzona z marką i jakością wartą swej ceny, a nie stosem tych samych rzeczy, na którą stać każdego.” Jeśli ktoś raz kupi „byle-co” to drugi raz po to nie wróci, wróci natomiast do porządnie wykonanego produktu i nie będzie kwestionować jego ceny. Głównym odbiorcą taniej biżuterii są przede wszystkim młode uczące się dziewczyny a one i tak nie kupią niczego innego bo tego nie potrzebują, pewnie nawet nie stać ich, ale to problem poboczny. Młoda dziewczyna chce się ubierać modnie i co dziennie inaczej. Powiesz pewnie, że starsza kobieta też marudzi nad ceną, otóż jeśli tak jest to nie jest twój docelowy odbiorca, to rzecz gustu, przyzwyczajeń i ogólnego nastawienia. W ogóle nie przejmowałabym się pokazanymi przez Ciebie przykładami „tanizny” bo tak naprawdę to nie ona psuje polskie rękodzieło. Klient, który w życiu nie zrobił nic sam NIGDY nie doceni rękodzieła. Koniec kropka!

    Z kolejną rzeczą absolutnie się z Tobą nie zgodzę – nie ma czegoś takiego jak NIELEGALNY rękodzielnik! Rękodzielnikiem się jest albo nie jest, rękodzieło albo jest dobre albo jest do bani, to kwestia jakości. Sprowadzanie definicji Rękodzielnika do osoby posiadającej działalność gospodarczą jest absurdem i ogromnym krzywdzeniem artystów, którzy DG nie mają. Myślę, że chodziło Ci o to, że osoby sprzedające bez DG robią to nielegalnie? Otóż to kolejny błąd zapewne wynikający z niewiedzy. Można sprzedawać i to nie tylko rękodzieło nie posiadając DG, w tym roku można sprzedać za 3091,00 nie płacąc podatku.

    Kolejna rzecz: „Dowód sprzedaży jest podstawą reklamacji” a i owszem, ale wiedziesz musisz, że koszt zakupu i obsługi kasy fiskalnej to spory wydatek i jeśli nie przekraczasz rocznego obrotu na poziomie 20.000 to takowej nie musisz zakładać, zatem pozostaje wystawienie innego dowodu zakupu, a wydać go może każdy nawet nie posiadający DG. Każda odręcznie sporządzona umowa sprzedaży jest wiążąca i uprawnia do reklamacji, można też skorzystać z pośrednika w postaci jakiejś galerii czy portalu np. Allegro by uzyskać takie zabezpieczenie. Jednakże to i tak kwestia uczciwości bo nie raz każdemu zdarzyło się kupić coś z paragonem a procedury trwały miesiącami. Druga rzecz, najważniejsza, jak coś się popsuło i klient był niezadowolony, marne szanse, że do Was wróci niezależnie od tego czy macie DG czy nie.

    Głównym, zasadniczym i zapewne jedynym powodem dla którego rękodzielniczki nie zakładają DG lub po wielu rozczarowaniach ją likwidują jest nie chińszczyzna, nieceniące się gimnazjalistki na allegro czy w przerwach między lekcjami, ale PRAWO i to je powinniście zmieniać zamiast szukać kozłów ofiarnych w postaci osób sprzedających bez DG (bo to nie jest nielegalne –
    powtarzam).

    Jaki jest cel myślenia, że rękodzieło stanie się pojęciem godnym swego miana, jeśli sprzedawać je będą tylko osoby z DG, która z góry skazana jest na niepowodzenie z powodu zaporowych opłat? Państwo zabija drobnych przedsiębiorców od lat, ale czy ich stan się poprawi przez takie myślenie? Zastanówmy się jakie skutki będzie miało przekonywanie klientów, że należy kupować rękodzieło tylko u osób z Działalnością Gospodarczą? Po pierwsze i najważniejsze, rękodziełem przestaną się zajmować osoby traktujące to jako swoje hobby, sprzedaż ich wyrobów najczęściej drobna i okazjonalna pozwala pokryć koszty zakupu materiałów. Jeśli przestaną mieć taką możliwość (a powtarzam, że takową mają i nie łamią bądź co bądź ale absurdalnego prawa) bo za chwilę ktoś je podkabluje do US, albo zacznie przekonywać nieznającego się klienta, że jest przestępcą kupując u nich, to dziewczyny zarzucą swoje hobby, lub zaczną sprzedawać jeszcze taniej. Co się stanie jeśli zabawa w koraliki zacznie być ryzykowna? Sklepy z koralikami stracą swoich głównych klientów! Padną kolejne działalności gospodarcze. Ceny pójdą w górę i Wasze rękodzieło osiągnie wręcz niebotyczne ceny.

    Twoje myślenie jest absolutnie nierynkowe, w kontekście DG o której tu piszesz, rozumiem Twoje przesłanie i idee jakimi się kierujesz, ale z biznesem nie ma ono nic wspólnego. Nikt, kto ma głowę na karku nie buduje swojego finansowego bytu na życiu z rękodzieła, a już tym bardziej w Polsce, ZUS go wykończy a nie tania konkurencja. Konkurencja jest potrzebna, ale nie konkuruje się ceną (bo konkurowanie ceną przy tak niskim progu wejścia jest niemożliwe) a jakością i marką, jedynie stworzenie renomy jest w stanie utrzymać się na rynku. Na pewno rozwiązaniem nie jest stworzenie monopolu! Tiffani nie jest w niczym lepszy od innych jubilerów, ale ma markę i nawet stu panów Heńków złotników, nie jest w stanie mu zagrozić.

    Dziewczyny, apel do was wszystkich, które oskarżacie osoby bez DG o to, że psują wam biznes – poczytajcie najpierw o biznesie, ale nie bzdury, które wciska Wam do głów system.

    • „Można sprzedawać i to nie tylko rękodzieło nie posiadając DG, w tym roku można sprzedać za 3091,00 nie płacąc podatku.”

      To jest maksymalny dochód, jaki możesz osiągnąć będący kwotą wolną od podatku. Nie omija on jednak innych przepisów określających przymus założenia działalności m.in. sprzedaż o charakterze ciągłym. Przepis jest różnie interpretowany, więc już dwukrotne wystawienie rzeczy na sprzedaż może być potraktowane, jako sprzedaż ciągła. Jedyna możliwość sprzedaży rękodzieła bez DG to korzystanie ze sprzedaży komisowej bądź umowy o dzieło/zlecenia.

      „Głównym, zasadniczym i zapewne jedynym powodem, dla którego rękodzielniczki nie zakładają DG lub po wielu rozczarowaniach ją likwidują jest nie chińszczyzna, nieceniące się gimnazjalistki na allegro czy w przerwach między lekcjami, ale PRAWO i to je powinniście zmieniać zamiast szukać kozłów ofiarnych w postaci osób sprzedających bez DG (bo to nie jest nielegalne – powtarzam).”

      Stwierdzić, że prawo polskie jest do zmiany jest tak oczywiste jak to, że paliwo drogie, pracy mało i wszędzie lepiej jak u nas. Tylko czy takie marudzenie coś zmienia? Nie. Natomiast fakt, że duża część rękodzieła jest sprzedawana na czarno i poniżej cen rynkowych zmienia dużo. Do kogo pretensje mają mieć osoby, które żyją ze sprzedaży rękodzieła, jeżeli ich prace tracą na wartości w obliczu zalania rynku tanizną? Do samych rękodzielników, którzy nie ponoszą żadnych opłat, więc mogą manipulować ceną czy do Państwa, które swoimi przepisami zmusiło do takich działań? To tak jakby prowadzić swój sklep i zostać okradzionym, ale przymknąć na to oko, bo w kraju bieda i pewnie ten ktoś potrzebował twojego towaru. I sprzedaż bez DG w takiej formie jaka jest opisana w poście – powtarzam – jest nielegalna.

      „rękodziełem przestaną się zajmować osoby traktujące to jako swoje hobby”

      Jeżeli przez ograniczenie im sprzedaży porzucą swoje hobby to znaczy, że wcale nim nie było. W poście nie mówimy o okazjonalnej sprzedaży, która wg polskiego prawa i tak jest ciężka do interpretacji, więc nie wiadomo, kiedy dziewczyna sama siebie wkopie. Mówimy tu o całym procederze, który nie ma już tylko lokalnego zasięgu, jak sprzedaż raz na jakichś czas pracy koleżance. Wejdź na darmowe galerie czy popatrz na pozakładane profile na FB sklepów, które na papierze nie istnieją. Osoba, która sprzeda coś na boku nie ma takiego zasięgu i szkodliwości by było to zauważalne. Natomiast osoby, które wręcz ZALEWAJĄ towarami o niskiej jakości i cenie, czują się bezkarne i niekiedy imitują sklep, psują rynek. To takie osoby, które uznały, że akurat one nie muszą sprzedawać legalnie wykształciły ten rynek. I to przez takie osoby padają rękodzielnicy na działalności, którzy działają w tej samej branży, w której na dużą skalę naświnili im ci nielegalni. I to jest nieuczciwe, że osoby, które chcą żyć z rękodzieła i robić to legalnie nie będą mieli szansy się utrzymać, jeżeli klient z zewnątrz porówna niedorzecznie niskie ceny uzyskane przez brak opłat z rozsądnymi cenami proponowanymi przez osoby z działalnością i uzna tych drugich za nienormalnych.

      Patrz trochę szerzej, a nie tylko w barwach Państwo złe – to Państwo oszukam każdym sposobem, nie zwracając uwagi, komu przy tym szkodzisz najbardziej. Bo nie Państwu.

  • Nuna Nuxy

    Zgadzam się w 100% z poniższym wpisem użytkownika ASIA. Dodam do tego, że wieszanie psów na rękodzielnikach bez DG nie ma kompletnie sensu, już lepiej promować rękodzieło i pilnować jakości. A to możemy same w swoich grupach.
    Problem w tym, ze rynek za 5 zł zalewają podróbki rękodzielnicze, osoby które ściągają pomysły od innych wykonując masówkę oraz tandetnie wykonywane rękodzieło. To psuje wizerunek. To trzeba piętnować!
    I należy rozgraniczyć tych którzy żyją ze swojego rękodzieła i tych, którzy traktują je jak hobby. Rękodzieło to nie zawsze zarobek, rękodzieło to sztuka a sztuka nie zawsze się opłaca.
    Jeśli ja wykonuję lalkę, którą projektuję przez 3 miesiące a wykonuję następne 3 nie muszę zakładać od razu działalności. To moje hobby, pasja, życie. W roku wykonam jedną, 2 sztuki, dlaczego mam jej nie sprzedać, jeśli ktoś chce kupić?
    Niestety na polskich grupach obserwuję ogromną zawiść, brak wsparcia, nieżyczliwość. Gdybyśmy potrafili się jednoczyć, wspierać, tworzylibyśmy grupy, które były by w stanie wyznaczać trendy w tym także ceny, jakość i rugowało by się podrabiaczy.
    Przy takich grupach często zrzeszają się również potencjalni nabywcy. Twórzmy środowiska artystyczne. Czy to możliwe tylko za granicą?
    Prawdziwy artysta nie boi się konkurencji.

  • Maria

    Prawo nikomu nie każe sprzedawać rzeczy które są warte o wiele więcej za grosze! potem przez takich durni co sprzedają wszystko żeby tylko sprzedać to ja nie mogę sprzedać swoich rzeczy za rozsądną cenę. I ja mam jeszcze im przyklaskiwać, że super że sobie radzą w ciężkich czasach i coś sprzedają? Niedoczekanie. Ja prowadzę działalność i też muszę sobie poradzić i nie stosuję żadnyuch nieuczciwych zagrywek żeby tylko utrzymać się na rynku. Pewnie mogę sobie założyć profil na darmowych stronach, pchać tam masę rzeczy za dosłowne grosze, cieszyć się że sprzedaję i trząść przy okazji portkami czy ktoś na mnie nie doniesie do US. I ani przy tym żaden zarobek a potem mnie widzą jak wieśniaka kiedy proponuję rozsądne ceny, bo przecież wczesniej było taniej to teraz drożej on nie kupi! Prawo prawem ale rękodzielnicy, którzy uważają że są ponad wszystkimi to największa szkodliwość. Ludzie nie znają się na rękodziele, nie wiedzą co jest dobre a co złe i kupują najtańsze badziewie o zerowej jakości ale jest taniej. I jak potem wytłumaczysz tym ludziom, że kupuje chińszczyzne i taka cena nie ma prawa na rynku istnieć bo ledwo zwraca się koszt materiałów (o ile w ogóle się zwraca)?! Myślcie troche ludzie a nie patrzycie tylko na własny nos, byle sprzedać na masę rzeczy. Potem wy kreujecie naszą wspólną przyszłość. BRAWO WAM!…

  • Rzemieślnik

    Artykuł bardzo fajny, podoba mi się jego ostrzejszy ton. Przyczepię się do jednego zdania, a konkretniej do użytego w nim słowa „Jeżeli nie umiesz docenić sztuki to wybierz ‚rzemiosło’ i idź do sieciówki”. Produkty rzemieślnicze również wykonywane są ręczne i potrzebują dużo umiejętności, czasu, cierpliwości oraz stosu narzędzi. Wiem o co tutaj chodziło, ale słowa zostały trochę niefortunnie dobrane.

  • Agnieszkaa

    Czyli skoro zaczynam zajmować się rękodziełem a nie mam DG to nie mogę sprzedawać? (szyję z filcu) . Cenię swoją pracę i jeśli ktoś nie chce kupić za cenę którą oferuję to trudno. Nie będę jej zaniżać, skoro nad ręcznie szytym pokrowcem siedzę pięć godzin.
    Trochę niesprawiedliwy twój wpis, mam wrażenie że skoro nie mam DG to się nie liczę

    • nik@

      Mozesz sprzedawać (jeśli sprzedaż jest okazjonalna i nie ma charakteru ciągłego) do wysokości kwoty wolnej od podatku, jakieś 3091 pln w 2104 (liczą się wszystkie źródła dochodu) ale UWAGA! masz obowiązek wykazać to w zeznaniu podatkowym za dany rok !!!! Jeśli sprzedaż ma charakter ciągły to wymagana jest DG bez względu na wysoskość przychodów.

      Wpis jest jak najbardziej sprawiedliwy.

      Cytat: „mam wrażenie że skoro nie mam DG to się nie liczę” -hmmm liczysz się jako artysta rękodzielnik (oczywiście jeśli twoje prace mają walory artystyczne i jakościowe) ale nie liczysz się dla mnie jako uczciwy obywatel, ani partenr biznesowy jeśli sprzedajesz nie spełniając w/w warunków.

  • Problem w tym, ze rynek za 5 zł zalewają podróbki rękodzielnicze, osoby które ściągają pomysły od innych wykonując masówkę oraz tandetnie wykonywane rękodzieło. To psuje wizerunek. To trzeba piętnować!

    Wyciągnęłaś dobre wnioski z wpisu :)

    Jeśli ja wykonuję lalkę, którą projektuję przez 3 miesiące a wykonuję następne 3 nie muszę zakładać od razu działalności. To moje hobby, pasja, życie. W roku wykonam jedną, 2 sztuki, dlaczego mam jej nie sprzedać, jeśli ktoś chce kupić?

    Oczywiście, że możesz to zrobić, jeżeli to faktycznie są 1-2 sztuki roczne. Wtedy jest to sprzedaż okazjonalna. Jednak i tak zawsze lepiej zadzwonić do US i upewnić się jak oni to postrzegają.

    Prawdziwy artysta nie boi się konkurencji.

    Prawdziwy artysta nie boi się UCZCIWEJ konkurencji, która może być motywująca.

  • Czyli skoro zaczynam zajmować się rękodziełem a nie mam DG to nie mogę sprzedawać? (szyję z filcu).

    Jeżeli planujesz sprzedawać w sposób ciągły, to według prawa niestety nie możesz.

    Cenię swoją pracę i jeśli ktoś nie chce kupić za cenę którą oferuję to trudno. Nie będę jej zaniżać, skoro nad ręcznie szytym pokrowcem siedzę pięć godzin.

    O to właśnie chodzi żeby nie zaniżać cen :)

  • Im częściej będziemy interweniować i edukować tym szybciej się to zmieni.

  • Olka

    Założyłam działalność i sprzedaję swoje prace to czemu mam cierpieć z tego powodu, że ja jestem uczciwa i ponoszę opłaty a ktoś chce sobie dorobić i zaniża ceny. Ja też mam rachunki i muszę coś jeść. Kto im dał przyzwolenie na okradanie mnie i psucie rynku?!

  • Oburzona

    Te wasze sprzedawanie po kosztach dla własnej rozrywki byle tylko się zwróciły koszty za materiały doprowadziło do tego, że sama musiałam zawiesić swoją działalność. W moim mieście byłam jedyną legalnie sprzedającą rękodzielniczką, a mnóstwo moich znajomych kupowało biżuterię często porażająco niskiej jakości albo śmiesznie tanio. Jak pytałam w jakim sklepie to w żadnym! po prostu córki koleżanek albo sąsiadki z domu obok sprzedają na boku, bez żadnych rachunków, VATów itp. To by mi nie zaszkodziło, ba! nawet by mi pomogła taka promocja rękodzieła, gdyby były to sporadyczne przypadki. Tymczasem jedna z drugą mi się chwalą, że robią po 50 bransoletek i sprzedają każdą za 20 zł. Potem cały rynek jest już zapchany tymi rzeczami, a nikt nie chce nawet spojrzeć na moje prace. Nie interesuje ich technika, wykonanie, dopracowanie itp. tylko ciągle patrzą na cenę. Jak coś jest droższe niż 20 zł to patrzą krzywym okiem, marudzą i wychodzą. Tak się przyzwyczaili przez te osoby sprzedające na czarno. Przez nie splajtowałam. I to tylko sytuacja w moim mieście, nawet nie zaczynam mówić co się dzieje, jak ktos chce sprzedawać w internecie. Więc się zastanówcie drogie panie, komu na co przyzwalacie i komu przyklaskujecie. Nawet nie wiecie ile osób przez was straciło pieniądze na chleb. Jak was nie stać na materiały do tworzenia i musicie sprzedać wszystko żeby mieć na następne to lepiej się nie bierzcie za rękodzieło, bo to hobby jest dla was za drogie. A do wszystkich rękodzielników, którzy takie działania pochwalają to póknijcie się w głowy! Nie dość, że wszyscy się śmieją z rękodziełą i patrzą na dziadostwo przez takie właśnie osoby, że czasami wstyd się przyznać, że żyje się z rękodzieło to w dodatku nie macie żadnych szans walki z takimi osobami. Jak chcecie z nimi wygrać skoro one nie liczą się z nikim i ustalą cenę taką że przebija was kilkukrotnie. A szary klient jest nie wyedukowany i różnicy mu nie zrobi co kupuje tylko pójdzie tam gdzie jest taniej. Takim sposobem z rękodzieła-sztuki zrobicie zwykły przemysł. TO JEST CHORE LUDZIE! I co mnie obchodzą dziewczyny co je tak zachwalacie, że sobie dorabiają tylko i chcą dobrze i chcą sobie wyżyć z tego. Ja też chcę wyżyć a robię to godnie i zgodnie z prawem. A raczej robiłam…

  • Anna Klatka

    Myślę, że problemów w polskim rękodziele jest wiele i można rozpatrywać to w różnych płaszczyznach.
    Pozytywne jest to, że coraz częściej o tym rozmawiamy.
    Internet jest źródłem informacji, dla wielu jedynym… i znajdziemy w nim tutoriale czy kursy jak coś zrobić, ale już nie tak prosto znaleźć w internecie informacje jak to co zrobimy możemy sprzedać.
    Kto ma edukować rękodzielników i przyszłych rękodzielników?
    Kto ma nam w jasny i przejrzysty sposób powiedzieć jak sprzedawać by nie narazić się na karę lub najzwyklej w świecie jak nie być złodziejem?
    Mogłabym zapytać koleżankę, która sprzedaje. Ale którą?…tą co sprzedaje nielegalnie, czy tą co ma DG ? Bo z pewnością, dostanę dwie różne odpowiedzi.
    Chciałabym, aby wszystkie platformy sprzedażowe rzeczy nowych, które z założenia, chcą podpisując umowę z twórcą sprzedawać jego prace w sposób ciągły, wymagały od niego posiadania DG.
    Chciałabym, aby oni ( Galerie internetowe, platformy sprzedażowe itp) jako pośrednicy czerpiący zyski z nielegalnej sprzedaży, tak samo odpowiadali karnie/skarbowo.
    Chciałabym, aby wszyscy kupujący zdawali sobie sprawę, że kupując coś z nielegalnego źródła, tak naprawdę szkodzą wszystkim.
    Chciałabym…tylko czy ja mam na to wpływ większy niż pisanie o tym publicznie?
    Więc skoro nie mam, może najwyższy czas, aby zamiast „krytykować” tych co sprzedają nielegalnie lub za tanio, po prostu zacząć ich edukować. Bombardować między innymi takimi artykułami:)
    Mam wrażenie, szczególnie po przeczytaniu niektórych komentarzy, że branie na litość, sprzedając tanio niszczysz legalnie działających twórców lub informowanie, sprzedajesz bez DG – ryzykujesz karę, na nic się zda.
    Dlatego myślę, że pisanie krok po kroku jak założyć DG to jedyna droga, aby „odcinać ostatnie wagony” i pomoc tym, którzy chcieliby sprzedawać legalnie, ale nie wiedzą jak się za to zabrać.
    Drugie, to uczenie ludzi kalkulacji , wyceny tego co robią, tak by nie ustalali swoich cen obniżając o 1zl czy 10zł cenę podobnej rzeczy widzianej u konkurencji.
    Trzeba też pisać o jakości rękodzieła i że, aby cokolwiek sprzedać praca musi reprezentować odpowiedni poziom…chociaż zauważyłam w internecie już kilka inicjatyw, które mają za zadanie promować dobre rękodzieło np Poland/Handmade ( społecznie), Cech rzemieślników Artystów ( płatne) , więc myślę, że powoli pokazując dobre przykłady, wiedza o tym co jest dobre jakościowo u kupujących też się poprawi.

  • Justyna Jurczyk

    No to jeszcze raz:
    Jeśli nie stać mnie na BMW X5, to czy firma BMW ma dla mnie obniżyć cenę tego cuda z 300 000 zł do ceny 5 letniego Fiata Panda?
    Hmm….????????????
    Nie stać mnie na BMW X5, to go nie kupuję. Brylantów od Tiffanego też nie noszę……
    Amen!

  • Marta Myszkusia

    Bardzo ciekawy artykuł!!!! Przeczytałam wszystko! Komentarze też!!!!
    Jestem artystą, plastykiem, projektantem, rękodzielnikiem…. No i co z tego jak prawie nikt już takich ludzi nie docenia. Pracuje jako projektant(obecnie jeszcze wypoczywam z dzieciem w domku), i nie wyobrażam sobie sytuacji, że komus za darmo zrobie projekt, a najlepiej jeszcze dojade do inwestora na swój koszt a on z tym projekcikiem sobie śmignie do znajomego garażowego co mu wg projekciku mebelki skleci :) Niestety raz mi się zdarzyła taka sytuacja i nigdy więcej!!!!!! Jestem teraz w domku mam więcej czasu na swoje hobby i głupotki:)
    Pewna Pani zobaczyła mój prezent a dokładniej haftowana kartkę z życzeniami dla młodej pary i tez chciała, by jej taka wykonać, oczywiście wypisać też bym mogła bo „pani ma taki piękny charakter pisma”… ale wiedziałam, że jak jej powiem cenę to sobie pójdzie i kupi na poczcie za 3zł a nie za prawie 100:) Powiedziałam jak wykonuje taka kartkę co potrzebuję(kanwa,muliny, nici metalizowane, koraliki). Powiedziałam ile czasu potrzebuje na wykonanie i podałam cenę gotowej kartki (podobne wyliczenia jak wg twojego schematu) i wyszło 82zł. Kartka formatu a4.
    Zasugerowałam pani drogiej, że zawsze może zakupić materiały a ja jej wykonam kartkę i dopłaci mi „za czas”… Pani poleciała do pasmanterii wg. mojej potrzebnej listy i wróciła…. To jest taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakie drogie????????????????
    A ja w duszy jej odpowiadałam uśmiech pokazując: A coooooooooooo?????????? za darmo????????????????????????????????????????? A to ona pomyśli…..

    bo córki koleżanka w sumie tez haftuje….. No i temat powrócił po kilku miesiącach jak usłyszałam od Jagienki mojej (pani miała za długi jęzor i nie wiedziała, że przyjaciółka mi powtórzy ), że jestem wyzyskiwaczka, że żeruje na cudzej biedzie, że jej ktoś podobną kartkę zrobił za 15zł, ale nie taka tylko podobną…..i młodzi ją wyśmiali!!!!!! Ze lepiej mogła na poczcie kupić….. hi hi hi…. Ja się tym nie przejęłam, zaoszczędziłam swój czas i przyszłe nerwy bo pewnie bym zrobiła najlepiej jak potrafię, a ona dalej by wymyślała, ja bym siedziała, poprawiała….wiecie jak to jest…..
    Miałam założyć swoją działalność, ale niestety- póki nie odłożę dolara to będę wolała robić na kogoś,ale będę miała określony miesięczny dochód. Gdyby nie dzieci-może bym zaszalała, a co tam…. Ja jestem niestety z tych MAŁP okropnych co nie zaniżą ani o cencik swojej pracy.
    Nauczyłam się tego i będę się trzymać. Nie sprzedam za grosze- wolę dać w postaci upominku!!!! Radość szczególnie na buzi dziecka szczera i bezcenna- dla takich chwil warto robić swoje głupotki!!!!
    No nic rozpisałam się chyba za bardzo, ale teraz wiem, że zakładanie firmy z głupotkami to ogromne przedsięwzięcie i ogromne ryzyko:)
    Napisze jeszcze cosik póki pamiętam- kilkanaście lat temu zaczęłam sama odlewać gipsowe aniołki- teraz w necie i na alle….o pełno tego.
    Kiedy sprzedawałam po 1,50szt było oki tylko do czasu- 3miesiące później zagłębiłam się w net,bo aniołki już nie chciały się sprzedawać- ja patrze i co widzę??? identyczne ale nie opiłowane, nie wykończone, nie zapakowane po 39gr!!!!!!!!!!! Jakież było moje zdziwienie! Spoko-ja też po tyle mogłam sprzedać ale ja wkładałam w każdą sztukę kawałek serduszka- nie dałam ułamanych, z pęcherzykami powietrza- każdy był dopracowany…..
    Teraz wiem i rozumiem dziewczyny, których inne „gimnazjalistki” podrabiają kopiują a potem trzeba zamykać swoje serduszko, wszystko to co się kochało robić…..

    Pozdrawiam serdecznie i już nie marudzę….

    Ceńcie siebie!!!!!!!! Nie oddawajmy swoich prac za darmo!!!!!

    Jeśli sprzedajecie swoje prace po groszu to same jesteście tyle warte:)

  • Marcin Barczyński

    Bardzo ciekawy artykuł, ale jak definiujesz „nielegalnych rękodzielników”? Jedyne sensowne znaczenie słowa „nielegalny”, jakie przychodzi mi do głowy, to „prowadzący niezarejestrowaną działalność”. Tak się składa, że razem z narzeczoną dłubiemy swoje rękodzieło, bez założonej działalności (bo nasza poprzednia próba skończyła się koniecznością płacenia ZUSu i podatków wyższych, niż przychody), a wkładamy w nasze wyroby dużo serca i cenimy się, wystawiając je na sprzedaż (co kończy się cała szafą wyrobów i brakiem klientów – bo „co tak drogo?”).

    • jak definiujesz „nielegalnych rękodzielników”? Jedyne sensowne
      znaczenie słowa „nielegalny”, jakie przychodzi mi do głowy, to
      „prowadzący niezarejestrowaną działalność”.

      Tak, określenie „nielegalni rękodzielnicy” odnosi się do osób sprzedających swoje prace bez założonej działalności gospodarczej.

      • Marcin Barczyński

        Dobra, przeczytałem też komentarze. W tej sytuacji pokuszę się o rozwinięcie tematu.

        W poprzedni biznes zainwestowaliśmy kilkanaście tysięcy złotych, długi spłacamy do dziś, nie możemy założyć kolejnej DG (ona ma jeszcze na karku ZUS, a ja mam pracę i wolałbym, żeby szefostwo nie przerzuciło nam mnie płacenia składek, bo zdechniemy z głodu). Równocześnie oboje lubimy dłubać i tworzyć, a narzeczona nie ma pracy, więc ma więcej czasu, niż ja. Robi rzeczy ładne, co prawda głównie jedną techniką, ale za to z ręcznie malowanymi przez nią koralikami (a to kosztuje). Problem w tym, że sama nie ma jak, kiedy i po co nosić tak olbrzymiej ilości biżuterii, zresztą nie wszystko, co zaprojektuje, pasuje akurat do niej. Owszem, można rozdać trochę znajomym – ale nie prowadzimy bujnego życia towarzyskiego.

        W rezultacie mamy od groma biżuterii, ilość rośnie. Na raty, ale poszło w to sporo kasy. Powiedziałbym, że w tej chwili mamy kilka tysięcy złotych zamrożonych w rozmaitym rękodziele. Zgodnie z twoją filozofią, oznaczałoby to, że mimo naszej pasji nie zasługujemy na to, żeby te kilka tysięcy z powrotem upłynnić poprzez sprzedaż – tylko dlatego, że nie możemy sobie pozwolić na założenie działalności gospodarczej. I że sam fakt tego, że próbujemy mimo to sprzedawać naszą biżuterię – nie za śmieszne grosze, tylko zgodnie z jej prawdziwą wartością – i tak stawia nas na pozycji wrogów „prawdziwych, legalnych i jedynie słusznych rękodzielników”. Czy tak?

        • Zgodnie z twoją filozofią, oznaczałoby to, że mimo naszej pasji nie zasługujemy na to, żeby te kilka tysięcy z powrotem upłynnić poprzez sprzedaż – tylko dlatego, że nie możemy sobie pozwolić na założenie działalności gospodarczej.

          To nie jest moja filozofia ale wymogi prawne. Wiele ludzi tworzących jest w trudnej sytuacji finansowej, jednak to nie daje im przyzwolenia do łamania prawa. Każdy rękodzielnik zasługuje przynajmniej na zwrot kosztów, ale nie to nie znaczy, że może postępować nieuczciwe w stosunku do osób mających działalność. Sam miałeś DG, więc wiesz jakie to są koszta. Chociaż Cię rozumiem, ja sama nie mogę sobie pozwolić jeszcze na założenie działalności i swoich prac nie sprzedaję.

          I że sam fakt tego, że próbujemy mimo to sprzedawać naszą biżuterię – nie za śmieszne grosze, tylko zgodnie z jej prawdziwą wartością – i tak stawia nas na pozycji wrogów „prawdziwych, legalnych i jedynie słusznych rękodzielników”. Czy tak?

          Nie. Wpis dotyczy osób, które dzięki temu, że nie prowadzą działalności i omijają wszelkie opłaty z tym związane, mogą sobie pozwolić na dowolne manipulowanie ceną, w związku z tym również na zaniżanie cen rynkowych i psucie wizerunku rękodzieła. Jeżeli tak jak piszesz sprzedajecie biżuterię po cenach zgodnych z jej prawdziwą wartością to nie stajecie się wrogami legalnych rękodzielników i wpis nie dotyczy Was. Jesteście wtedy poniekąd równą konkurencją, która nie stosuje nieuczciwych zagrywek np. obniżając cenę rynkową do groszy. Piszę poniekąd bo prawdziwą konkurencją są wciąż Ci, którzy prowadzą działalność. I mimo, że przyjmując taki cennik działacie uczciwe wobec naszego rynku i nas samych, to według przepisów wciąż łamiecie prawo i jeżeli prowadzicie sprzedaż ciągłą to nie możecie tego robić bez działalności gospodarczej.

        • zmija37

          A czy w tym czasie, kiedy mieliście działalność, też mieliście takie stanowisko wobec tych, co sprzedają, tylko bez działalności, bez podatków, czy też irytowało Was to? Bo mnie mimo wszystko irytuje. I w moim słowniku nie ma czegoś takiego jak prowadzenie nielegalnej działalności – działalność jest legalna, a nielegalne to lewizna, a nie działalność. Kwestia tego, że przepisy ludzi do tego zmuszają, to już na inny temat i tu w pełni się zgadzam, że to rozbój w biały dzień, kiedy opłaty samego zus przewyższają miesięczne zarobki z działalności ( a gdzie reszta opłat ), ale to i tak nie zwalnia nas od przestrzegania. Niestety.

        • nik@

          Oczywiścnie, ze nie macie prawa tej biżuterii sprzedawać. A w interesach niestety tak bywa, raz są udane i przynoszą dochody a czasami okazują się kompletną klapą. Przykro mi, ze Wam się nie powiodło. Nikogo jednak nie interesuje to, ze macie tyle towaru „w szafie”. Ponadto nie rozumiem-skoro biznes nie udał się, macie masę towaru, który tzreba upłynnić to po co tworzycie dalej i płączecie, ze jakoś trzeba to sprzedać? Nie trzeba tego robić nielegalnie. Można oddać w komis, podpisać umowę o dzieło, umowę zlecenie itp. Są galerię, które działają na takiej zasadzie, pobierając przy tym niewielką prowizję. Możliwosci są-trzeba tylko chcieć z nich korzystać.
          Trzeba umieć oceniać realnie, skoro się nie opłaca to tego nie robię. To tak jak w życiu-bardzo bym chciała mieć buty Gino Rossi, ALE MNIE NA NIE NIE STAĆ, więc kupuję w CCC.
          I jeszcze jedna ważna rzecz, którą mało kto rozumie lub ma to zwyczajnie w dupie- sprzedając nielegalnie oszukujesz Państwo, a Państwo równa się my-obywatele, którzy ciężko charujemy LEGALNIE, odprowadzajac podaki i inne składki abyś ty mógł z nich korzystać w postaci publicznych placówek, chodników, autostrad. Wszystkiego co jest finansowane z budżetu Państwa, na który pracują między innymi podatnicy!
          Tobie wydaje się, że to tak „niska szkodliwość czynu”? bo co tam, zarobicie paredziesiąt pln an tydzień?miesiac? A teraz pomnóż sobie przez tysiące nielegalnie sprzedających! Bo pseudorękodzielników jest teraz masa! Najlepiej jest zwalic na przepisy, rząd i ogólny burdel w kraju. Ale kto go tworzy??????……………………………..

  • b

    Niedawno rozmawiałam z właścicielką sklepu z rękodziełem, powiedziała coś, co zapadło mi w pamięć: trzeba robić takie rzeczy, żeby się nie narobić i sprzedać. Takie rzeczy przyjmuje do swojego sklepu i takich rzeczy szukają u niej klienci, zazwyczaj są to rzeczy w cenie do 20 zł. Zdziwiło mnie to, co powiedziała, ale myślę, że to zależy od klienteli, jaką ma sklep. Do niej przychodzą głównie osoby nastawione na drobne upominki po kilka złotych. Totalnie mnie zadziwiło, jak się dowiedziałam, że wzięcie mają kolczyki zrobione z ziarenka kawy+ zapięcie albo kawałek gipiury+ zapięcie, to wszystko po kilka złotych (z dodaną już do ceny marżą). Cena wyjściowa pewnie około 2-3 zł, może trochę więcej, ale dziewczyna, która to robi rzeczywiście się nie narobi, bo przyklejenie ziarenka kawy do zapięcia to nie jest zbyt ciężka robota.

    • Rozumiem podejście kobiety prowadzącej sklep, związane jest z jej profilem klientów. Nie stać ich na wymyślne i czasochłonne rękodzieło, ale i tak chcą mieć coś ładnego. Skoro sklep nie zaniża cen produktów (ponieważ one i tak wyjdą tanie) to taka sprzedaż jest na miejscu, nikomu nie szkodzi, a są na nią chętni.
      Jednak i tak miałabym w sklepie kilka droższych i bardziej pracochłonnych rzeczy na wypadek, gdyby kiedyś znalazł się klient i na nie. Przyklejenie ziarenka kawy do sztyftu to faktycznie nie rękodzieło :)

      • Mag

        „Jednak i tak miałabym w sklepie kilka droższych i bardziej pracochłonnych rzeczy na wypadek, gdyby kiedyś znalazł się klient i na nie”

        – z tego zdania wnioskuję, że nie masz sklepu….bo w sklepie handlowiec nie może mieć artykułów, które kiedyś, może się sprzedadzą….handlowiec musi mieć rzeczy, które już teraz się sprzedają…….leżący latami towar to niepotrzebny koszt…..mówi Ci to handlowiec – 30 lat w branży.

        • A jaki ponosisz koszt posiadania kilku zaawansowanych prac
          dla klientów, którzy szukają bardziej luksusowych towarów od tych najprostszych? Magazynowania?

          Prawie każda branża ma w ofercie „chodliwe” towary,
          najczęściej najtańsze, oraz te z wyższej półki, które są droższe. Nie znam takiego sklepu, który w ofercie ma tylko hot towary, schodzące z półek jak świeże bułeczki i nic poza tym. Wtedy sklep miałby ograniczony towar, stargetowany na jeden rodzaj klientów i świeciłby pustkami od dostawy do dostawy. Gdyby sprzedawać tylko te rzeczy, na które już teraz jest popyt i nie mieć nic innego ofercie, to prosta droga do ograniczenia swojego asortymentu i zawężenia klientów. Sprzedajność towarów zależy od pory roku, mody, trendów,
          zmieniających się gustów klientów, zbliżających się świąt itp. Nie da się tych wszystkich potrzeb zaspokoić jednym towarem, który akurat się sprzedaje, bo to wszystko na bieżąco się zmienia i to, co dzisiaj się nie sprzedaje za miesiąc może być hitem. Właśnie po to wymyślono magazyny by m.in. trzymać tam w zanadrzu towar dla różnych grup klientów, a nie domawiać na bieżąco jeden chodliwy typ towarów i nie patrzeć w przyszłość.

          W dodatku mówimy tu o sklepie z rękodziełem, gdzie ponosisz jedynie koszt wykonania takiej pracy. Potem taka praca nie ma terminu ważności i może czekać latami na właściwego klienta czy napływ mody. Jeżeli robiłabyś tylko prace, które na bieżąco by Ci się sprzedawały to miałabyś dyskont cenowy z bransoletkami na gumce, a nie sklep z rękodziełem. W przypadku takiego sklepu trzeba mieć rozbudowaną ofertę żeby pokazać swoje umiejętności i być dostosowanym do różnych gustów klientów.

          Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że może masz 30 lat w branży, ale nie w branży rękodzielniczej.

  • Lucyna

    Dlatego robię sama dla siebie biżuterię, z resztą dałam sobie spokój.

  • pomi

    Główny problem polega na tym, że mnóstwo osób, zajmuje się handmadem. Kilkanaście lat temu stało się to niezwykle popularne i powiedzmy sobie krótko, każdy kto jest cierpliwy i ma zdolności manualne może to robić. Po co mam kupować rękodzieło, skoro sama mogę je zrobić?

    Kiedyś nie każdy mógł być rzemieślnikiem, bo całość była sformalizowana, kolejne stopnie ucznia, czeladnika itd. Przeciętny śmiertelnik w tym czasie harował w polu.

    Teraz jest tylu rękodzielników, że nie ma co się dziwić sprzedawaniu za bezcen, to po prostu następstwo wysokiej podaży.

  • No właśnie odpowiadając na ostatnie pytanie: satysfakcja jest ważniejsza, więc równie dobrze mogę sprzedać po kosztach albo taniej ;)
    Ale tak poważnie – to nie jest tak proste, każdy kij ma dwa końce… Ja również zajmuję się rękodziełem – to jest moje hobby. Dokładnie wiem o czym piszesz, dlatego raczej nie sprzedaję moich prac – nie miałoby to sensu. Coś muszę robić z nimi, no nie? Inaczej mnie przygniotą ;) Nie mam nawet tyle rodziny i znajomych żeby to wszystko rozdać – poważnie. Nawet nie liczę na zarabianie na tym, dla mnie satysfakcją jest to co robię (koszty jakie ponoszę na swoje hobby dla mnie są tym co niektórzy wydają na papierosy czy imprezy – oni też nic z tego potem nie mają tylko wydane pieniądze, ja tak samo patrzę na moje hobby – rękodzieło), a potem… potem już tylko chcę się tego pozbyć bo jestem minimalistą :P
    Zwykle sprzedaję na aukcjach WOŚP – chociaż cel szczytny.

    • Taka postawa jest godna pochwały. Nie usprawiedliwiasz siebie, że musi Ci się zwrócić koszt materiałów, więc musisz sprzedać prace za wszelką cenę. Rozumiesz, że pieniądze wydane na hobby to inwestycja w siebie i nie od razu musi się zwracać – ja traktuję to tak samo.

      Zwykle sprzedaję na aukcjach WOŚP – chociaż cel szczytny.

      To bardzo dobry pomysł. Możesz też spróbować sprzedaży w lokalnych komisach albo wymian z innymi rękodzielnikami.

  • Pingback: Parę słów o kupowaniu… - Bransoletki z Muliny()

  • Cara

    wydaje mi się że jedynym rozwiązaniem przy aktualnym nastawieniu polskiego konsumenta, jest sprzedaż za granicę. Moja bliska przyjaciółka prężnie działa w dziedzinie kolczykowej (i z dość dobrym skutkiem, gdyż udało jej się wskoczyć ze swymi wyrobami w pewną konkretna niszę ) i na zagranicznych portalach nie bierze za parę mniej niż 10 euro. Efekt jest taki że w dobrych miesiącach z rękodzieła potrafi sobie wyskubać drugą pensję. O ile wiem, dawno już zrezygnowała ze sprzedaży na rynku polskim, na portalach typu allegro. Takie są niestety realia.

    • Sprzedawać za granicę można bez względu na lokalizację i nie widzę w tym żadnego rozwiązania problemu sprzedaży na rynku polskim. Nie zrzucałabym wszystkiego na realia, bo przez nie owszem jest ciężko, ale nie przekreślają one całkowicie szans na wybicie się czy utrzymywanie z rękodzieła. Teraz trzeba po prostu bardziej kombinować, być bardziej elastycznym i zorientowanym na rynku niż kiedyś. Teraz nie wystarczy tylko wiedzieć jak Tworzyć. Trzeba jeszcze wiedzieć jak tą twórczość sprzedać.

  • MM

    Trochę widzę tu niezrozumienia sytuacji. Wiele osób produkuje rzeczy, które po prostu nie znajdą nabywcy. Są być może piękne i włożono w nie wiele pracy, ale koszt ich wyprodukowania powoduje, że nie ma dla nich rynku. Tak jest we wszystkich branżach – nie produkuje się wszystkiego, co jest możliwe do wyprodukowania, bo niektóre rzeczy są kompletnie nieopłacalne. Istnieją na przykład technologie pozwalające całkowicie zapobiegać wypadkom samochodowym. Świat byłby lepszy, gdyby weszły na rynek. Ale nie wchodzą, bo koszty są zbyt wysokie – nikogo nie byłoby stać na ich zakup, a producent nie może przecież dokładać do szczęścia ludzkości. To samo jest z leczeniem wielu chorób – jest możliwe, ale tak drogie, że się go nie prowadzi. Bo kto miałby za to zapłacić?
    Rękodzieło jest biznesem jak każdy inny. Produkt musi znaleźć nabywcę. Dopóki nie znajdzie, nie ma żadnej wartości. Możemy sobie tłumaczyć, że bransoletka, nad którą siedziałyśmy miesiąc, powinna kosztować 2000 zł. Ale prawdopodobnie nikt jej za tyle nie kupi. To znaczy, że nie ma sensu jej produkować na sprzedaż. Albo też trzeba poszukać tańszej techniki, materiałów, albo jakoś inaczej obniżyć koszty. Narzekanie nic nie da. Można też wypracować markę i sprzedawać drogo nie samą rzecz, ale legendę, wizerunek, prestiż. Tylko że to trwa, jest dla cierpliwych szczęściarzy.
    Nie oceniałabym też zbyt surowo tych, którzy sprzedają nie dzieląc się z państwem. Być może jest to nielegalne, ale niekoniecznie niemoralne. Niemoralne jest raczej żądanie przez państwo wpłaty 1000 zł miesięcznie na konto ZUS. To są pieniądze, których już nigdy nie zobaczycie. A musicie na nie pracować niekiedy cały miesiąc. To jest haracz, który zabiera się wam pod przymusem, bez żadnej nadziei na cokolwiek. Gdyby robiła to mafia, podniósłby się straszny raban. Ale robione to jest w majestacie prawa. Trzeba pamiętać, że w majestacie prawa zrobiono w historii już dużo zła, więc legalność nie jest szczególnie poważną kategorią etyczną.
    A jeśli ktoś ma dylemat etyczny, że sprzedaje „na boku” i nie płaci podatku, niech 10% zysku odda na społecznie użyteczny cel. Wniesie w ten sposób swój wkład w życie wspólnoty lokalnej czy narodowej, omijając kieszenie rozmaitych Rychów i Zbychów, którzy lubią dzielić się tym, co w majestacie prawa zedrą z rękodzielników i innych swoich ofiar :)
    Uważam, że sprzedaż bez ZUS i podatków jest rozsądnym wyjściem w sytuacji, gdy państwo straciło rozsądek i uczciwym, pracowitym ludziom uniemożliwia czerpanie dochodów ze swoich talentów, pomysłów i ciężkiej pracy. Ale nie powinien to być dla nikogo powód do dyktowania dumpingowych cen. Można sprzedawać „nielegalnie” (żaden wstyd), ale po uczciwych cenach.

    • Moralnością możesz zasłaniać się w każdej sytuacji. Możesz wybić w sklepie szybę i ukraść stamtąd towar, tłumacząc się, że towar nie jest tyle wart i sklep nakłada na niego zbyt dużą marżę, co jest niemoralne. Tak samo jest w przypadku rękodzieła. Tak, wiem, że podatki są wysokie i jest to zwykłe pakowanie pieniędzy w dziurę budżetową. Tak, wiem, że wszystkim byłoby lżej gdyby opłaty były niższe. Ale póki co tak nie jest i usprawiedliwianie się, że złamiesz prawo, zepsujesz rynek i zaszkodzisz osobom z działalnością gospodarczą, bo państwo Cię do tego „zmusza” jest bzdurnym argumentem. Przejdź się do rękodzielnika z założoną DG i powiedz mu, że sprzedajesz od niego taniej unikając wszelkich opłat, bo podatki nałożone przez kraj są niemoralne.

      I nie, sprzedaż bez opłaty podatków nie jest rozsądnym wyjściem w sytuacji, w której państwo Ci na to nie pozwala. Jak już obskoczysz rękodzielników to skocz od razu do Urzędu Skarbowego i powiedz im, ze możesz sprzedawać nielegalnie, jeżeli robisz to po „uczciwych” cenach. Wstyd to Ty dopiero wtedy poczujesz.

      • MM

        Chyba trochę przesadziłaś, droga autorko, naskakując na mnie. I chyba niedokładnie przeczytałaś. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale mogłabyś polemizować argumentami, a nie emocjonalnymi wrzutkami.
        Po pierwsze, nie piszę o sobie i niepotrzebne są takie osobiste wycieczki. Po drugie, napisałam, że sprzedawać trzeba po uczciwych cenach – czyli takich, które nie są dumpingowe, niższe niż u osób prowadzących działalność gospodarczą. To pozwala na uczciwą konkurencję i nie psuje rynku. Jaka jest wtedy różnica pomiędzy osobą, która płaci ZUS, podatki i inne haracze a tą, która tego nie płaci, a sprzedaje w tej samej cenie? Otóż żadna. Może tylko taka, że ta druga może sama rozporządzić swoim dochodem. Odłożyć na emeryturę w formie takiej, w jakiej jej to odpowiada. Dołożyć na te cele społeczne, które uzna za godne wsparcia. Albo przepić lub przegrać w karty. Czy wolność rozporządzania owocami własnej pracy jest godna potępienia? Nie jest. Wszyscy instynktownie uznajemy prawa własności. Jest to konwencja społeczna, która stworzyła naszą cywilizację i wciąż jest jej fundamentem. Zatem jest to zupełnie słuszne postępowanie i nawet gdy jest nielegalne, będzie się cieszyło moim uznaniem. Wiele rzeczy bywało nielegalnych – do niedawna jeszcze nielegalne było kupowanie taniej i sprzedawanie drożej. Nazywało się to spekulacją i było niezgodne z prawem, karane więzieniem albo i gorzej. I też były osoby, które wygłaszały płomienne mowy przeciwko tym zbrodniarzom, którzy ośmielili się prowadzić to, co dziś nazywamy po prostu handlem. Nazywano ich spekulantami żerującymi na społeczeństwie i tak dalej.
        Dlatego nie można utożsamiać tego co legalne z tym, co słuszne i co powinniśmy robić. Ustawy norymberskie też były legalne i wprowadzone drogą demokratyczną. „Zasłanianie się moralnością” jest więc normalnym zachowaniem zgodnym z ludzką naturą, a zasłanianie się literą prawa niekoniecznie takim bywa.
        Ale wracając do tematu: co z osobami, które prowadzą działalność gospodarczą pracując jednocześnie na etacie lub jego części? Płacą wtedy tylko składkę zdrowotną (niecałe trzysta złotych, o ile pamiętam), a więc moga mieć znacznie niższe koszty stałe działalności. Czy im w takim razie pozwolimy konkurować ceną? Skoro sprzedają oficjalnie, płacą podatki (nieduże), to nie ma chyba powodu, żeby nie stosowały dowolnie niskich cen, które dają im satysfakcjonujący ich dochód?

        • „Po drugie, napisałam, że sprzedawać trzeba po uczciwych cenach – czyli takich, które nie są dumpingowe, niższe niż u osób prowadzących działalność gospodarczą. To pozwala na uczciwą konkurencję i nie psuje rynku. Jaka jest wtedy różnica pomiędzy osobą, która płaci ZUS, podatki i inne haracze a tą, która tego nie płaci, a sprzedaje w tej samej cenie? Otóż żadna.”

          Zacznijmy od tego, że Ty swój obraz rynku rękodzielniczego i chyba całej rzeczywistości kreujesz na podstawie wymyślonej przez siebie utopii. Dlaczego osoba, która mogłaby sprzedawać bez działalności miałaby ustalać ceny na poziomie podobnym do tych ustalanych przez jej konkurencję z działalnością? Skoro może ominąć wszelkie opłaty to logicznym będzie, że ustali ceny niższe od konkurencji żeby ją przebić. Co taką osobę obchodzi dobro ogółu i wpływ na rynek rękodzielniczy? Właśnie po to każdy kto chce w sposób ciągły sprzedawać rękodzieło musi mieć założoną działalność, aby takich praktyk nie było. Po to by firmy nie mogły konkurować ze sobą cenami na poziomie „obniżka o 200% taniej niż u konkurencji”, bo im się to zwyczajnie nie będzie opłacać. Dlatego teraz walka o klienta odbywa się poprzez zwiększanie jakości czy asortymentu. Uważasz, że osoba, która miałaby przyzwolenie na sprzedaż bez płacenia podatków zachowywała się uczciwą w stosunku do konkurencji z działalnością? Ktoś tu oglądał za dużo Robin Hooda.

          „Zatem jest to zupełnie słuszne postępowanie i nawet gdy jest nielegalne, będzie się cieszyło moim uznaniem.”

          Jak obrabujesz bank i rozdasz pieniądze biednym to również spotkasz się z uznaniem. Co nie znaczy, że będzie to legalne.

          „Wiele rzeczy bywało nielegalnych – do niedawna jeszcze nielegalne było kupowanie taniej i sprzedawanie drożej. Nazywało się to spekulacją i  było niezgodne z prawem, karane więzieniem albo i gorzej.”

          Może najpierw doczytaj dokładniej czym jest spekulacja.

          „Dlatego nie można utożsamiać tego co legalne z tym, co słuszne i co powinniśmy robić.”

          Bo każdy co innego uważa za słuszne?

          „Co z osobami, które prowadzą działalność gospodarczą pracując jednocześnie na etacie lub jego części? Płacą wtedy tylko składkę zdrowotną (niecałe trzysta złotych, o ile pamiętam), a więc moga mieć znacznie niższe koszty stałe działalności. Czy im w takim razie pozwolimy konkurować ceną? Skoro sprzedają oficjalnie, płacą podatki (nieduże), to nie ma chyba powodu, żeby nie stosowały dowolnie niskich cen, które dają im satysfakcjonujący ich dochód?”

          To przecież mają wtedy założoną działalność. Nie zrozumiałaś poruszonego tematu. Mówię tu o osobach, które sprzedają swoje prace „z ręki do ręki” i w życiu nie poniosły z tego względu żadnych opłat. To takie osoby psują rynek, bo chociażby tam gdzie firmy do ceny produktu muszą doliczyć podatek VAT, to nielegalni sprzedawcy tego robić nie muszą. W związku z tym mogą sprzedawać po niskich cenach, które sklepy nie mają szans ustanowić. A to w jaki sposób ktoś obniża sobie podatki nie ma żadnego znaczenia póki robi to zgodnie z prawem. Jeżeli może sobie pozwolić na obniżanie ceny i w dalszym ciągu to mu się opłaca to pozostaje tylko pogratulować przedsiębiorczości.

          Twój problem w zrozumieniu tematu polega na tym, że jesteś oderwana od rzeczywistości. Wciąż powtarzasz jak to być powinno, jakie to państwo jest złe i jak mamy postępować, by zagrać mu na nosie. A tymczasem sytuacja jest inna i przepisy nie pozwalają na ciągłą sprzedaż bez działalności. Nikogo nie obchodzi jak bardzo uważasz takie działanie za niesprawiedliwe. Albo dostosowujesz się do prawa i obmyślasz jak utrzymać się na rynku albo nie tykasz się sprzedaży rękodzieła. I bujanie w obłokach jak powinno wyglądać Państwo nic tutaj nie zmieni. Przepisy dotyczą każdego i nie wiem dlaczego uważasz, że Twoje argumenty typu „powinniśmy nie płacić podatków, bo Państwo na to nie zasługuje” mają rację bytu.

  • MM

    Mam nadzieję, że moja rzeczowa polemika będzie jednak umieszczona, bo blog wydawał mi się miejscem, gdzie można wyrazić własną opinię i zadać pytania. Jeśli się myliłam, to przepraszam, więcej się tu nie zabłąkam.

    • Nie nazywaj absurdalnych argumentów rzeczową polemiką ;)

  • crusia

    ZUS jest niemoralny, zabawne. Właśnie jakby wszyscy uczciwie płacili to może by nie trzeba było wprowadzać takich wysokich opłata, a tak uczciwi ludzie muszą utrzymywać pracujących na czarno rękodzielników, bo im się nie opłaca zakładać działalności. Irytuje mnie strasznie ta kultura kombinatorstwa i obnoszenia się z tym, że się coś robi na lewo, bo „tylko głupi płaci podatki”. Szkoda, że nie uznaje się tego za obciachu. Może wtedy dałoby się wiele rzeczy naprawić i ludzie nie byliby spychani do szarej strefy właśnie przez takich cwaniaczków.

  • crusia

    ZUS jest niemoralny, zabawne. Właśnie jakby wszyscy uczciwie płacili to może by nie trzeba było wprowadzać takich wysokich opłata, a tak uczciwi ludzie muszą utrzymywać pracujących na czarno rękodzielników, bo im się nie opłaca zakładać działalności. Irytuje mnie strasznie ta kultura kombinatorstwa i obnoszenia się z tym, że się coś robi na lewo, bo „tylko głupi płaci podatki”. Szkoda, że nie uznaje się tego za obciachu. Może wtedy dałoby się wiele rzeczy naprawić i ludzie nie byliby spychani do szarej strefy właśnie przez takich cwaniaczków.

    • Małgorzata Liles

      Nie lubię bajkopowiadaczy którzy głoszą bujdy o mniejszych składkach jeśli wszyscy będziemy je płacić. Wystarczy prześledzić ostatnie 20 lat na podstawie dostępnych materiałów by stwierdzić, że im więcej legalnych podatników tym większe obciążenia państwo na nich nakłada. Bardzo dokładnie widać to na wykresach. Wzrost wpływów od podatników, lekki rozpęd gospodarki i nagle lawinowo rosną obciążenia. Gospodarka przysiada, po jakimś czasie się odbija i znów jest dogniatana obciążeniami. Największy rozkwit był za czasów ustawy Wilka, no ale żeby to zrozumieć należałoby się z tymi faktami i danymi zapoznać a nie głosić mainstermowe prawdy, półprawdy i gównoprawdy.

  • Joanna

    Właśnie trafiłam na ten wpis. Zgadzam się z autorką w całej rozciągłości. Po zapoznaniu się z komentarzami stwierdzam, że droga daleka przed większością do zrozumienia poruszonego tematu.
    Generalnie na to co robią „lewi” rękodzielnicy jest już słowo. To DUMPING. I dumping jest karany i piętnowany w każdym kraju z gospodarką wolnorynkową.

    „Dumping, ujęty jako sprzedaż towarów i usług poniżej kosztów ich
    wytworzenia lub świadczenia albo ich odsprzedaż poniżej kosztu zakupu w
    celu eliminowania innych przedsiębiorców, stanowi według ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 16 kwietnia 1993 r. [2] czyn nieuczciwej konkurencji, będący jednym z opisanych przykładów utrudniania innym przedsiębiorcom dostępu do rynku.”

    Tyle w temacie. Pozdrawiam serdecznie autorkę.

  • MelP

    Windowanie ceny ponad cenę rynkową to pierwszy problem. Psucie rynku przez sprzedawanie za grosze to drugi problem. Przyzwyczajanie społeczeństwa do tego, że handmade może cenowo konkurowac sieciówkami i chińszczyzną jest bez wątpienia złe. Zgadzam się z autorką bloga, że rękodzielnici powinni wyceniać wysoko swoje dzieła będące efektem pracy twórzczej i kreatywnej. Zastanawiam się tylko, kto z prawdziwych twórców chciałaby sprzedawać swoje prace po kosztach? Myślę, że nikt. Pytanie jakie możliwości sprawia ten już podpsuty rynek – tego nie wiem. Zastanwiam się tylko na formułą, którą zasugerowała Agata. Skąd 6 zł za godzinę? Z ciekowości postanowiłam to odnieść do średniej krajowej czyli z definicji do płacy średnio atrakcyjnej. Obecnie płaca brutto wynosi ok 4 tys zł brutto czyli ok. 2,8 tys zł netto. Co w skali miesiąca daje 17,5 zł za godzinę netto. Stawka 6 zł za godzinę stawia rezultat pracy daleko poniżej średniej a przecież tak nie powinno być. Abstrachując od tego na co pozwala rynek, 6 zł to stawka za godzinę roznoszenia ulotek! Wyceniłam sobie kiedyś bransoletkę, którą robiłam 8h na 105 zł. Pudełko:180 zł. Wszyscy w Polsce mówią, że za pudełko daliby może 50 zł a bransoletkę 30 zł. Przeciez takie pudełko w Ikeii (!!!) kosztuje jakieś 30 zł. Nie kupią wiadomo – ale ja za mniej nie sprzedam. Bo mam dobrą pracę z której się utrzymuję a rynku poszukam za granicą. Najwyżej sama będę nosić i nikt takiej mieć nie będzie :):):)

  • rekodzielniczka na legalu

    najgorsze jest to ze ludzie sprzedaja bez firm nie płaca zus podatkow aby zraobic na zus trzeba a rekodziele tyrac po 18 h na dobe brak czasu dla rodziny dzieci wymeczenie totalne a inni bez firm sprzedaja o zgroza za grosze! jak urzedy skarbowe moga na to zezwalac tez najlepiej zamkne firme i bede na lewo jak wszyscy moga czemu nie ja tyram nocami na opłąty zus i inne dla mnie zostaje niewiele za prawie 20 h pracy zero weekendow i swiat

  • Gabi

    Trafiłam na Twojego bloga pół godziny temu i przepadłam… Piszesz wprost i bez ogródek o wszystkim, co mnie dotyczy i zgadzam się z tym co piszesz w 100%!
    Jednak tu musiałam się zatrzymać… Powaliła mnie stawka godzinowa, którą podajesz za rękodzieło… 6 zł… Taką stawkę miałam ponad 10 lat temu pracując jako kelnerka w Pizza Hut i była to jedna z gorszych na rynku… Ale może po ASP i mnie poprzewracało się w głowie… Jednak pracując 8h dziennie, przez 5 dni w tygodniu, przy stawce 6 zł/h wychodzi 240 zł tygodniowo!!!
    Czyli miesięcznie około 1000… Pod warunkiem, że wszystko sprzedasz… A tyle wynosi sam ZUS… Jak tu utrzymać siebie i firmę, a do tego zainwestować ponownie w drogie materiały za takie pieniądze? No… Chyba, że jest to hobby bez DG i zajmuje się tym człowiek w wolnym czasie, a na utrzymanie zarabia na etacie gdzie indziej…

    • Po pierwsze – to jest tylko schemat, który od dawna był stosowany, a nie realna wycena dostosowana do dzisiejszych czasów :)
      A po drugie to ja tam widzę

      czas*6zł(lub więcej)

      :)

      • Gabi

        OK, już rozumiem :)

        Zrozumiałam to jako „kilka złotych więcej”, a nie „dwa razy więcej i więcej” i naprawdę się przestraszyłam, że rękodzieło ceni się poniżej najniższej krajowej :) A właśnie jestem na etapie wyceniania swojego rękodzieła i uruchamiania sklepu internetowego, więc uczciwa stawka za rękodzieło bardzo mnie interesuje.
        Wszystkie moje prototypowe prace trafiały do siostrzenic i mojej córki. Jeśli zdecydowałam się coś sprzedać znajomym czy sąsiadce, to miałam poczucie, że jestem nie w porządku wobec siebie i za taką cenę, to lepiej więcej uwagi poświęcić dziecku niż robić coś dla czyjejś przyjemności… Z czasem zaczęłam pokazywać swoje prace na blogu i już po miesiącu wiedziałam, że bez DG się nie obejdzie… Trzy miesiące później zarejestrowałam firmę i sprzedaż nie przyprawia mnie już o mdłości :)
        Blog świetny :) Podoba mi się sposób w jaki piszesz :)
        Pozdrawiam!

  • Marta Przewodowska

    w zupełności się zgadzam z tym artykułem, rękodzieło nigdy nie będzie u nas poważane jeśli sami nie będziemy się cenić. ludzie – klienci niestety mają bardzo wypaczony pogląd na naszą pracę

  • Pingback: Wycena rękodzieła. | Polskie Rękodzieło()

  • Warto zadać sobie pytanie czy lepiej sprzedać 10 bransoletek po 2 zł czy jedną po 20 zł :) Warto to przemyśleć.

    • Ten temat poruszaliśmy już podczas naszego live’a, ale zrobię tez o tym osobny wpis :)

  • Dalia

    Dzień dobry…Tak przeczytałam Twój artykuł i komentarze pod nim i się zastanawiam… Mam dwie wprawne w szydełkowaniu ręce, mam już 20letnia praktykę w tej technice(27 lat mam), czasem myślałam o tym by sprzedać coś co sama zrobiłam, szczególnie kiedy jest potrzebna gotówka…. I tak sie zastanawiam, że jesli będę sobie sprzedwac swe wyroby bez DG to co? Będę/ Jestem złym człowiekiem? Bo chcę zarobić trochę pieniędzy wykonując coś co lubię i potrafię? Bo takie odnoszę wrażenie, że każda osoba która zostaje zmuszona do zarabiania w taki sposób będzie przez was traktowana jak oszust, którego trzeba zamknąć w więzieniu…

    • Po pierwsze to nikt nie zostaje zmuszony do zarabiania na Rękodziele, bo robi to z własnej woli. A już pisałam o tym, że próba dorabiania na sprzedaży prac nie jest najlepszym sposobem na podreperowania domowego budżetu – http://qrkoko.pl/czy-musisz-sprzedawac-prace/

      Po drugie – nikt nie twierdzi, że jesteś lub staniesz się złym człowiekiem jeżeli zdecydujesz się na nielegalną sprzedaż. Mówimy tylko o tym, że jeżeli będziesz sprzedawać po zaniżonych cenach to postępujesz nieetycznie względem Rękodzielników, którzy założyli firmy i próbują utrzymać się ze sprzedaży prac legalnie. Poza tym każda kolejna osoba sprzedająca nielegalnie pogłębia tylko zjawisko szarej strefy, niedoceniania Rękodzieła ze strony klientów i nieuczciwej konkurencji, która wyniszcza legalne biznesy.

      Po trzecie i chyba najważniejsze – jeżeli decydujesz się na nielegalną sprzedaż to na własne życzenie sprowadzasz na siebie ryzyko poniesienia tego konsekwencji – http://qrkoko.pl/rekodzielo-bez-dzialalnosci/

  • Cześć Agato! Ponadczasowy artykuł. Poleciłam u siebie. http://www.antywieszak.pl/pikowana-poduszka/ Pozdrawiam i jeśli to zorganizowana akcja – dołączam! :)

  • nn

    Ja się zroczarowałam najbardziej tym, że kiedy już klientka miała kupić witraż za całe 65 zł mąż odciągnął Ją od stoiska przeliczając to na kilogramy szynki. O czym mówić. Ludzie biedni. To nie Anglia, że daje się zarobić innym tu zarabia się żeby żyć a nie żyje żeby wydawać. I wszytsko mówimy drogie , nawet nie używamy słowa kosztowne.

    • Akuku

      Oj, z ta Anglia to tez bym nie przesadzala. Wlasnie widzialam nowy, recznie robiony na drutach sweter z welny (nie z akrylu) na ebay wyceniony na 20 funtow. Minimalna stawka godzinowa pracy to troche ponad 7 funtow, welna tez ma swoja cene. Ja nie umiem wydziergac swetra w niecale trzy godziny z niczego. To juz nie jest nawet wycena po kosztach. W malych sklepikach widze sweterki dla dzieci dziergane przez emerytki (z akrylu co prawda) sprzedawane po 5 funtow! Nowe, dopiero z drutow zdjete.
      Czasem prawie obcy ludzie pytaja, widzac jakas rzecz (czapka, szalik), czy im zrobie, rzecz jasne za darmo, a welne sobie ostrzyge z owiec chyba.

  • FelicjaGato

    Znam ten ból… Niedawno założyłam działalność i widzę jak jest ciężko. Każdemu zawsze za drogo… Bo inni szyją taniej itp. Ale co zrobić. Takie czasy. Nie poddaję się. Próbuję utrzymać się na rynku, nie szyjąc przy tym po kosztach. Powoli handmade przestaje być dobrem luksusowym. Ceny rękodzielników są coraz częściej na poziomie sieciówek typu Pepco i trudno z tym konkurować. Liczę jednak na to, że znajdą się osoby które docenią jakość. Mam taką szczerą nadzieję, bo kocham to co robię i z ciężkim sercem było by się poddać na korzyść tych którzy nie płacą podatków i Zusów…
    Dziękuję za ciekawy post.

  • Pingback: Wszyscy lubimy ładne rzeczy | Fistaszek()