Czarny smartfon przebiegł drogę

17

Qrkoko.pl - Czarny smartfon przebiegł drogę

Żyjemy w czasach, które określamy jako nowoczesne i postępowe.

 

Telefony stały się przenośnymi komputerami wielkości desek do krojenia. Internet zrujnował naszą kondycję fizyczną udostępniając informacje z całego świata bez konieczności zbędnego spalania tkanki tłuszczowej. Gluten został znienawidzony bardziej niż terroryści, bycie zielonym nie oznacza już braku wiedzy w danej dziedzinie, a walka z głodem odbywa się poprzez klikanie lajków. Mając cybernetykę po swojej stronie z pewnością siebie podążamy swoją wyznaczoną drogą. Do czasu aż nie przebiegnie nam jej czarny kot.

 

ZAŚCIANKOWE ZABOBONY

 

Jadąc autobusem podsłuchałam rozmowę dwóch eleganckich studentek, które w przerwie między opowieściami o projektach, startupach i dedlajnach wracały do tematu najbliższego kobietom – plotkowania. A, że przy tej czynności nasz mózg zdejmuje zabezpieczenie poziomu głośności, tak razem z połową pasażerów poznałam historię obgadywanej Marioli. Jej opowieść opierała się na tym, że w drodze na egzamin szła tak, by nie nadepnąć na pęknięcia w chodniku. Według opowiadających sytuację dziewczyn, takie zachowanie było głupie i zaściankowe, a przesądy są oznaką zacofania i braku edukacji. Wniosków płynących z próżni zwanej komorą mózgową byłoby znacznie więcej gdyby nie fakt, że autobus minął pasmenterię, czym spowodował gwałtowną reakcję jeden z rozmówczyń:

– Muszę tu wysiąść i kupić czerwoną wstążkę!
Siostra urodziła chłopczyka i nie ma nic na wózek.
– I Ty w to wierzysz?
– Nieee. Ale nic nie zaszkodzi zawiązać.

Kiedy lekko zwiędły kwiat polskiej młodzieży opuścił pojazd zaczęłam się zastanawiać co jest złego w naszych zabobonach? Mając do dyspozycji wiedzę i technologię z całego świata ciągle wierzymy w coś silniejszego, nad czym nie jest w stanie zapanować żadna maszyna. Czy to już powód do wstydu? Nasze problemy w dużej mierze rozwiązuje technologia i zaawansowana wiedza, ale wciąż jedyną formą walki z mrocznymi siłami pod postacią czarnego kota czy 13-stego w piątek jest splunięcie za siebie czy przeczekanie dnia pod kołdrą. Czy to przeraża nas najbardziej?

 

TWOJE SZCZĘŚCIE W RĘKACH KOMINIARZA

 

Osobiście uwielbiam przesądy i zabobony, bo traktuję je tak samo jak legendy i baśnie. Jako urozmaicenie naszej kultury i formę rozrywki. Lubię wierzyć, że spotka mnie coś miłego kiedy chwytam za guzik widząc kominiarza. Kiedy sprzedaję cytryn klientowi, który wierzy że pomoże mu na problemy finansowe czy różowy kwarc temu z problemami sercowymi, nie prycham ze śmiechem „to tylko kamienie”. Wiem, że dla nich może to działać jak placebo, które niekiedy jest silniejsze od zaawansowanej techniki.

Powierzamy swoje życie technologii i jesteśmy pewni, że doprowadzi nas ona do rozwoju i lepszego bytu. Jednak wciąż wierzymy, że jest coś silniejszego od światłowodów, procesorów i chipów, kiedy na wszelki wypadek odpukujemy w niemalowane. I nie ma w tym nic zacofanego.

Bo wciąż dobrze powrócić do czasów, w których wierzyliśmy, że czterolistna koniczyna ma wpływ na nasze szczęście. Czasów, w których powierzaliśmy los naszej przyszłej fortuny grosikowi rzuconemu za plecy. Czasów, których teraz zaczynamy się wstydzić, wciąż jednak ukrywając za tabletem skrzyżowane palce. Tak na wszelki wypadek.


Trzy lajki za plecy i odpukać!