Kiedyś rękodzielnicze jarmarki były naszą dumą, aż chciało się je wytarmosić za policzki. Był tam tłum utalentowanych Twórców prezentujących niepowtarzalne prace, które wyszły z ich rąk i cała rzesza głodnych klientów z apetytem spoglądających na kawałek naszej kultury. A teraz organizatorzy takich imprez uznali, że od tych pokładów kreatywności to jest za tłoczno, więc oni zrobią trochę miejsca dla wtórnych importowanych masówek. Zamiast wytargać im policzki mam ochotę je wytrzaskać.

Lubiłam chodzić na targi czy jarmarki związane z Rękodziełem i sztuką ludową. Mój organizm cierpi na niedobór wszelkich witamin znanych współczesnej medycynie, ale w takich miejscach zawsze czułam się jakoś lepiej, bo rósł tam mój poziom poczucia estetyki we krwi. Ja przyjmowałam dożylnie piękno unikalnych prac, a portfel Przedmęża przechodził na przymusową dietę i po wizycie na targu wpadał w uzależnienie, błagając o zastrzyk gotówki. Niestety, długo się nie pocieszyłam dobrym zdrowiem, bo nad jarmarkami zaczął rozprzestrzeniać się dobrze nam znany wirus – chińszczyzna. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że organizatorzy takich wydarzeń połykają tego tasiemca na własne życzenie.

___

Przez długi czas jarmarki dodawały wiatru w żagle nieznanym Twórcom, którzy mieli tam okazję wypromować swoje dzieła, a jak wiatr był pomyślny to nawet i trochę ich sprzedać. Przecież do takich miejsc napływała cała masa ludzi, którym znudziły się już takie same produkty z sieciówek zalegające na sklepowych półkach, dlatego szukali oni powiewu świeżości. Niestety, na dzisiejszych jarmarkach jest coraz mniej klientów i prawdziwych Rękodzielników, a coraz więcej gapiów i chałturników wciskających masówkę z taśm produkcyjnych. Idąc na targ powoli przestaję czuć lekką bryzę wyjątkowości, bo coraz bardziej śmierdzi tam powtarzalnością.

JARMARK JAK PUDEŁKO CZEKOLADEK

Pamiętam, że kiedyś wybierając się na jarmark zawsze wiedziałam czego mogę się tam spodziewać. Takie miejsca były moim pudełkiem pysznych czekoladek, gdzie mogłam pójść w ciemno bez obaw, że trafię na marcepan. Jednak ostatnio coś się zmieniło, bo jarmarki zaczynają przypominać mi fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. Coraz częściej idąc na rękodzielniczy targ okazuje się, że jego organizatorzy wycierają sobie gębę ideą handmade’u, bo pojawia się tam chińszczyzna, która jest całkowitym zaprzeczeniem indywidualności.

WSZYSTKO ZA 5 ZŁOTYCH

Wielokrotnie nacięłam się na sytuację kiedy przychodząc na targ, gdzie podobno miało być Rękodzieło i sztuka ludowa to oczy łzawiły mi na widok asortymentu. Nie od zachwytu czy zdumienia. Musiałam je przecierać z niedowierzania. Widziałam tam towar żywcem wyjęty ze sklepów „wszystko za 5 złotych”.

Kostki Rubika i podróbki klocków Lego. Krzywo odszyte torby i portmonetki, których bliźniacze rodzeństwo widać co trzy stoiska. „Ręcznie szydełkowane” maskotki z AliExpress. Plastikowe sygnety, które można znaleźć w automatach z kulkami. Wielkie naszyjniki ze szklanych kaboszonów, które są odlewami z gotowych form.

Co to ma wspólnego z Rękodziełem, oprócz tego, że na taki widok mam ochotę na rękoczyny? Takie jarmarki powinny być miejscem, gdzie człowiek ma pewność, że trafi na niepowtarzalne produkty najwyższej jakości, które rzeczywiście były wykonane własnoręcznie przez ekspertów w swojej dziedzinie. Tymczasem ja idę na Targi Minerałów i Biżuterii i co tam widzę? Ortopedyczne poduszki z Telezakupów Mango i maści odmładzające z Allegro.

QUO VADIS ORGANIZATORZE?

Problem z chińszczyzną na rękodzielniczych jarmarkach pojawia się wtedy kiedy organizator nie weryfikuje tego, kto będzie się wystawiał na imprezie. Jedynym kryterium jakie się dla niego liczy jest pojemność portfela wystawcy. Stać Cię na drogie stoisko? To miejsce masz zagwarantowane, niezależnie od tego czy zamierzasz sprzedawać precelki, jadalną bieliznę czy plastikowe żabki pływające w misce. W ten sposób organizatorzy wykorzystują niewiedzę i naiwność potencjalnych klientów, bo zapraszają ich na wystawną rękodzielniczą ucztę, ale w rzeczywistości serwują im masówkę z fast foodu. A potem ludzie zrażają się do całej branży handmade, bo zamiast ręcznie robionych produktów dostali to samo badziewie co mają w każdym sklepie.

Pewnie ktoś pomyśli, że organizator może stosować takie ceny za stoisko i takie kryteria doboru wystawców jakie mu się podobają, bo to jego impreza. I pewnie jakąś rację w tym ma, jednak ja uważam, że takie zabiegi to zwykła chęć wzbogacenia się na fali popularności Rękodzieła i próba oszukania klientów. Według mnie sprawa jest prosta – jeżeli organizujemy jakieś wydarzenie pod szyldem handmade, to niech faktycznie dotyczy ono Rękodzieła. Zadbajmy o to, by nie pojawiła się tam chińszczyzna i ułatwmy wstęp utalentowanym Rękodzielnikom. Przecież to ich produkty przyciągają ludzi na takie imprezy.

PASJA PRZELICZANA NA PIENIĄDZE

Chińszczyzna nie zniknie z jarmarków dopóki organizatorom nie zacznie zależeć na faktycznej promocji Rękodzieła, zamiast tylko na chęci zarobku jego kosztem. Są już imprezy takie jak Mustache Yard Sale, które mają ostrą selekcję wystawców, jednak one ze względu na swoją renomę mają też wysokie ceny za stoisko. Dlatego tym bardziej powinno być więcej targów i jarmarków, które niekoniecznie byłyby aż tak prestiżowe, ale dzięki temu więcej Twórców mogłoby zaprezentować swoje umiejętności, bez konieczności zaciągania na to hipoteki. A ludzie dzięki temu zyskaliby łatwy dostęp do unikalnych produktów bez przymusu przebijania się przez kilkadziesiąt stoisk masówki, w poszukiwaniu naprawdę czegoś wyjątkowego.

Drodzy organizatorzy – jak nie zmienicie swojego podejścia to zarazicie jarmarki chińszczyzną na dobre i Rękodzielnicy po prostu Wam z nich pouciekają. Zadbajcie o to, by tak nie było póki jeszcze macie czas. Pamiętajcie, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

 

  • Kamila

    Święte słowa! Jak ja raz poszłam u siebie na taki jarmark rękodzieła i zobaczyłam, że sprzedają tam zestaw garnków i noży to złapałam się za głowę

    • Wiem co czujesz. Ja kiedyś trafiłam na zestaw super ostrych noży z hipermarketu. „Rękodzieło”…

      • Trzeba było organizatorów tymi nożami. Witki opadają :/

        • Rzadko się na jarmarkach pojawiają, bo są zbyt zajęci liczeniem pieniędzy ( ͡° ͜ʖ ͡° )

          Ja tam nic nie mam do tego, że ktoś próbuje wcisnąć ludziom jakieś garnki czy noże, bo widocznie są na to chętni. Tylko zamiast wystawiać się z tym na rękodzielniczych jarmarkach niech idą na jakiś bazar.

  • Rosamar

    Zgadzam się w pełni z artykułem :/
    I dodałabym jeszcze do listy komentarze jakie słyszałam na temat moich ręcznie tkanych szali i toreb, że „a tam dwa stragany dalej mają po 15zł, pani chyba oszalała że chce za nie tyle pieniędzy” :/
    Miedzy innymi dlatego odpuściłam sobie próbę sprzedaży moich wyrobów i teraz robię już tylko dla siebie i rodziny :/

    • No i to jest właśnie wina organizatorów, że nie przykładają się do weryfikacji uczestników, bo ręcznie tkane szale i torby za 15 złotych powinny wzbudzić podejrzenie.

      • Rosamar

        Tamte to była normalna bazarowa masówka, ale przez taki kontrast rękodzieło sporo traci, bo wielu ludzi do dziś patrzy wyłącznie na cenę. Do dziś zresztą potrafi mi podnieść ciśnienie ot choćby moja własna ciotka, gdy z mamą pilnie wybieramy włóczkę, projekt i co tam tylko żeby zrobić coś dla dzieciaków. Bo przecież ta włóczka (wełna z alpaką!) jest taka droga, a ona kupiła bez pierniczenia za pięć dyszek na allegro jakiś „śliczny” drobiazg :/ Oczywiście obrzydliwy plastik-fantastik, który nie wytrzyma jednego sezonu w sensownym stanie, już sie siepie i kolory blakną, a o chemii jaką te cuda są nasączone to ja wolę nie myśleć. Te parę lat temu takie podejście to była jeszcze norma na jarmarkach, ale dawno nie bywałam, więc może się coś zmienia? Pocieszcie mnie że tak? Może plusem tych wszystkich szajsów na jarmarkach stanie się to że ludzie obejrzawszy masówkę, obrócą się na pięcie i zaczną bardziej doceniać dopracowane wyroby rzemieślnicze?

        • Takie podejście do kupowania „lepiej kupić taniej, ale więcej i najlepiej na zapas, bo może się przyda” jest w nas głęboko zakorzenione. Ale to się powoli zmienia, bo ludziom już brzydnie ta masówka i robią bardziej przemyślane zakupy. Lepiej kupić rzadziej, ale zainwestować w jakość. Jednak to prawda, że takie jarmarki, gdzie jest duży rozstrzał cenowy nie ułatwiają ludziom zmiany ich toku myślenia, bo skoro na jednym stoisku jest wysoka cena, a na drugim mniejsza o połowę, to instynktownie wybierają to co tańsze, a dopiero potem zastanawiają się czy aby nie kupują czegoś gorszego.

  • Katarzyna Ratajczak

    Ja niestety miałam wielką nieprzyjemność spotkać się z jeszcze jedną formą takiego jarmarkowego pasożytnictwa. Otóż natknęłam się kiedyś na stoisko z biżuterią (decoupage, filc, ceramika, metaloplastyka), którego właściciel zarzekał się, że wszystko, co ma w ofercie wykonał sam lub zrobiła żona. Po uważniejszych oględzinach okazało się jednak, że większość produktów to tandetne imitacje. Jeśli nawet wykonane ręcznie, to najprawdopodobniej niezbyt zwinnymi chińskimi rączkami. Obawiam się, że nie był to niestety odosobniony przypadek.

    • Niestety też bardzo często spotykałam się z takimi przypadkami. Najgorzej, że ktoś to będzie później kojarzyć z polskim Rękodziełem.

  • hanselowicz

    Święte słowa! Byłem w ostatnich latach w Polsce na targu raz w 2015 roku- chodzi o giełdę minerałów w warszawskim pałacu kultury. byłem przerażony. Mineraly jak to minerały – jako niepodrabiane dzieło natury są piękne. Ale biżuteria – po pierwsze większość wystawców z jakiegoś powodu robi identyczne rzeczy. Zagadka prawdziwa. Jakim cudem na sąsiednich stoiskach widnieją identyczne pierścionki i takie same broszki. Po drugie zalew chińskich symboli szczęścia, żabek z monetą na języku i innego dobra z Azji zwalił mnie z nóg. Myślałem, że cos fajnego, oryginalnego z biżuterii tam znajdę, niestety zawiodłem się, znalazłem tylko trzech, może czterech wyróżniających się twórców. Organizator przynajmniej wystawców tych żabek z monetą mógł wyeliminować, lub umieścić ich w odrębnym przedziale z wyraźnym napisem ‚made in china”

    • Ja tam się wybieram w marcu i jestem bardzo ciekawa jak wygląda to od środka.

      • hanselowicz

        To już w ten weekend. A czy na blogu pojawi się relacja? Tym razem nie mam szans być tam na zwiadach, a tez jestem ciekaw. Będzie się za to tam wystawiać znajoma znajomych, ale z całym szacunkiem, osoba profesjonalna, lecz m.z. też robi „to co wszyscy”. Mam nadzieję, że nie będzie tym razem zbyt wiele chińskich cudów.

        • Zobaczymy jak będzie. Niestety obecnie jestem chora i przykuta do łóżka, ale może do niedzieli wydobrzeję na tyle, żeby ściągnąć z łóżka to co ze mnie zostanie i wybrać się na Kaziuki :)

  • Justyna A

    Ja również spotkałam się z targami rękodzieła gdzie Pani sprzedawała miksery znanej firmy, a druga kremy odmładzające…rękodzieło jak się patrzy…ja ze swoimi pracami jeszcze nie byłam na targach. Muszę sama się wybrać (jeśli takowy znajdę) i wtedy będę mogła sama ocenić skalę problemu :)

  • Katarzyna Wręczycka

    Czytam i mam ochotę skopiować link i podesłać kilku, ba, nawet kilkunastu osobom… Zrobiłam kiedyś szeroką bransoletkę z sieczki różowego kwarcu, pięknie zaplataną na żyłce, zapięcie magnetyczne itd. Klientka zachwycona, zapłaciła mi żądaną cenę, a po kilku dniach chciała zwrócić bransoletkę, bo widziała bardzo podobną w chińskim markecie za 10 zł… Nie przyjęłam zwrotu, bo niby z jakiej racji, skoro pracowałam na jej zamówienie i pracę wykonałam, ale jej zachowanie nadwątliło nieco moją wiarę w ludzi. Dlaczego? Bo okazuje się, że rozpływają się nad tym, że „piękne, ręcznie robione, prawdziwy handmade” a jak przyjdzie co do czego, to wolą chińszczyznę z bazaru, bo tańsza :(

    • Taki już urok ludzi, którzy lubią oszczędzać ;) Dlatego warto ich na spokojnie edukować, że płacą wyższą cenę za Rękodzieło, bo zostało stworzone ręcznie w godnych warunkach, a nie za miskę ryżu i do tej kwoty wlicza się wysoka jakość wykonania. A link do artykułu śmiało podsyłaj innym ;)

  • LunaMendax

    A do tego dodajmy jeszcze chińszczyznę udającą rękodzieło. Autentyk z Silesia Bazaar – drewniane zegarki z Aliexpress, sprzedawane jako rękodzieło. Jak „TFU!rcę” złapali rękodzielnicy na kłamstwie i poinformowali organizatorów, to usłyszeli, że jedyne co organizator może zrobić, to nie zapraszać oszusta ponownie, a oni – rękodzielnicy – mają o tym (oszustwie) nie rozpowiadać. :(
    A swoją drogą ceny stoisk wołają o pomstę do nieba.

    • No i to jest ten problem kiedy organizator imprezy szybko umywa ręce przy jakichkolwiek zgrzytach, ale bardzo chętnie podepnie się pod temat rękodzieła i zbije sobie na nim trochę kasy :/