Blogerka słabo recenzuje – Autor brutalnie reaguje

14

Qrkoko.pl - Blogerka słabo recenzuje - autor brutalnie reaguje

Internet żywi się aferkami i nawet najmniejszą sprawę potrafi rozdmuchać do rangi problemów pierwszego świata. Jak ludzi nie oburzy hawajska koszula wśród szanowanych naukowców czy luksusowa torebka wśród polskich ziemniaków, to ktoś szumnie określi się recenzentem i zostanie zmieszany z błotem za nieprzychylną opinię.

Tym razem na czele afery stanęła blogerka książkowa Sylwia Węgielewska, która skrytykowała książkę Konrada T. Lewandowskiego. Afery, gdzie wzajemne wyzwiska i oskarżenia posypały się gęściej od pierza podczas trzepania pościeli.

O CO POSZŁO?

Cała sprawa rozpoczęła się od opisu książki pana Lewandowskiego na blogu Magiczny Świat Książki. Dlaczego użyłam słowa „opis” zamiast „recenzja”? Z dwóch prostych powodów:

  • książka została tylko streszczona
  • jej ocena opierała się na stwierdzeniu „nie podoba mi się, bo nie” i jeśli trafiamy na wniosek „postacie były nielogiczne” to nie dowiadujemy się dlaczego blogerka tak sądzi

Czytałam inne recenzje pani Sylwii i spora część z nich trzyma poziom. Dlatego zdziwiłam się poziomem streszczenia książki pana Lewandowskiego. Przypomina to raczej pierwszy szkic artykułu niż gotową, rzetelną recenzję.

Co do twórczości pani Sylwii mogę powiedzieć tyle, że blog jest prowadzony bardzo zachowawczo. Na 182 przeczytane i zrecenzowane książki w 2014 roku, aż 93% otrzymało notę 4 lub wyższą na 6 możliwych. Z czego, aż 105 książek zostało ocenionych na 5/6 (ok. 58%), a 37 na 6/6 (ok. 20%). Nie było ani jednej książki ocenionej na 1/6, a jedynie 5 na 2/6 (ok. 3%). Pani Sylwia ma wyjątkowy talent w wybieraniu książek, które na pewno jej się spodobają. Panu Lewandowskiemu ocena swojej książki się nie spodobała i wyraził to w mocnych słowach, wdając się w dyskusję ze światkiem internetu i blogosferą książkową, w której zagrzebał się po łokcie. Na własne życzenie.

Qrkoko.pl - Blogerka słabo recenzuje - autor brutalnie reaguje

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ OD GĘSI

Pan Konrad na swoim fb zalinkował do wpisu i okrasił to podsumowaniem:

Uwaga na spojlery! Ta gęś streściła praktycznie całą książkę.

Co stwierdzeniem było prawdziwym, ponieważ połowę oceny książki stanowiło zaspojlerowanie wszystkich wydarzeń w niej zawartych. Wypowiedź pana Konrada oburzyła Internet. Cytując wierszyk pana Tomasza Nowaczyka:

„To afera jest niewąska:
Bzdury mówi się o gąskach,
Bo o gęsi to jest ściema,
Że języka swego nie ma!„

W internecie można zostać nazwanym o wiele gorzej, jednak w najśmielszych snach nie pomyślałabym, że ktoś posunie się do tego, aby wyzywać kogoś od… drobiu! To przegięcie! Machina hejtu ruszyła, zwłaszcza, że autor wypowiedzi pojawiał się tam, gdzie o nim dyskutowano – [1] [2] [3]

CZY AUTOR MUSI BYĆ KULTURALNY?

Mój pogląd na dyskusję w Internecie jest bardzo prosty: szanuję tylko te osoby, które potrafią odwzajemnić mi się tym samym. Wszelkie hejty od anonimów kasuje lub omijam wzrokiem. Dlatego w kwestii podpisywania się pod swoimi słowami popieram pana Konrada – możemy dyskutować, jeżeli nie boisz się pokazać swojej twarzy.

Nie popieram go jednak w kwestii używania wulgaryzmów. Co nie zmienia faktu, że rozumiem jego reakcję. Niesławną „recenzję” można było odebrać jako hejt, bo na pewno nie była konstruktywną krytyką. Nie wyjaśniała czytelnikowi w klarowny sposób, dlaczego powinien omijać tą pozycję, ani nie wskazywała jej autorowi żadnych uwag co powinien na przyszłość poprawić. Pisarz miał prawo uznać ją za personalny przytyk, zwłaszcza po słowach:

Zbyt przeciętny, by zasłużyć na to, aby stanąć u boku innych powieści fantastycznych na mej półce. Mówiąc krótko – nie polecam.

Czy powinien pisać do ludzi na swoim profilu „wypierdalać”? Ja na jego miejscu użyłabym innych sformułowań. Ale ja panem Konradem nie jestem i skoro odpowiada mu taka forma prowadzenia dialogu i radzenia sobie z krytyką, to dlaczego mam go pouczać w kwestii kultury? Pan Lewandowski zdecydował się na ostrą walkę, wrzucił sporą część blogosfery recenzenckiej do jednego wora i porządnie nim wstrząsnął. Doprawił całą sytuację bluzgami i krótkimi wymianami zdań z osobami, które uznały, że jego słowa są skierowane bezpośrednio do nich.

Grono komentujących całą sytuację podzieliło się na dwa fronty – tych, którzy są fanami twórczości pana Lewandowskiego bez względu na jego wypowiedzi i tych, którzy i tak nigdy by nie sięgnęli po jego twórczość. Pan Konrad ma sporo poczucia humoru i większość jego przytyków w stronę komentujących mnie rozśmieszyła. Jako kobieta nie poczułam się urażona sformułowaniem:

To jest strona literacka, a nie wyszalnia dla pań z nieustającym PMS. I feministów też.

Rozumiem jednak tak burzliwą reakcję Internetu. Wciąż wielu ludzi nie potrafi zrozumieć, że autor i jego dzieła nie są lustrzanymi odbiciami, a pisarz nie musi z podkulonym ogonem zgadzać się z kretyńskimi opiniami na swój temat, tylko zwyczajnie ma prawo bronić swego zdania. A to, w jaki sposób to zrobi jest już jego indywidualną sprawą.

O CO CHODZI W TEJ AFERZE?

Sama do końca nie wiem do czego dąży ta cała kłótnia. Na początku było niegroźnie. Słabej jakości recenzja została nazwana hejtem, a jej autorka Gęsią. Obecnie wszystko urosło do rangi wojny między blogosferą recenzencką, a autorem książki. Powstała burza w szklance wody, do której przyczyniły się obie strony.
 
Wszystko mogło rozejść się po kościach. Pani Sylwia wyraziła opinię o książce określając ją mianem przeciętnej. Pan Konrad odbił piłeczkę i wyraził swoje zdanie o opisie książki, określając go mianem niekompetentnego i grafomańskiego tworu. Każdy mógł skwitować to wzruszeniem ramion, uznać za remis i pójść w swoją stronę. Tak się nie stało i kości zostały rzucone.

Pisarzowi puściły nerwy w chwili kiedy tłum doczepił się do „gęsi” uznając to za obraźliwe określenie. Więc autor użył słów, które na pewno obraźliwe są, tak aby nikt już nie miał wątpliwości. Blogerzy zarzucają, że zabrania im się wyrażać własną opinię, a następnie zabraniają pisarzowi używać słów, które oni uznają za niestosowne. Czy tylko ja widzę tutaj ironię?

Mogłabym zakończyć ten tekst podsumowaniem o wątpliwej jakości znacznej części „recenzji” blogosfery książkowej, która opiera się na schemacie:

streszczenie książki → opinia: jest cacy/jest be → podziękowanie wydawnictwu za książkę

Oraz o tym jak taka forma recenzji i ich niski poziom wpływa na wizerunek całego ich środowiska. Lub też napisać jak autor powinien radzić sobie z nieprzychylną krytyką i jak odpowiednio na nią reagować oraz jak walka z wiatrakami hejtu może wpłynąć negatywnie na odbiór jego twórczości. Mogłabym, ale w tym przypadku nie ma to sensu. Tutaj widać, że obie strony konsekwencje swoich działań mają zwyczajnie w dupie.

⇓ Polub tekst⇓ Polub fanpage

Zapraszam również na nowo powstałą grupę dyskusyjną Świadomych Twórców.
Wejdź na forum i porozmawiaj z nami o Rękodziele.

 

  • Kaszanqa

    Pan Lewandowski ma spore poczucie humoru i określenie pani Sylwii gęsią nie było obraźliwe. Za to potraktowanie książki po łebkach i napisanie jej na szybko mogło już pisarza urazić. Wypadałoby wyraźnie określić dlaczego się nie poleca jakiegoś tworu. Też mogę u siebie napisać, że blog Magiczny Świat Książki jest nielogiczny, a pani Sylwia pisze tylko pozytywne recenzje, żeby dostać gratisy i być linkowaną u autorów. Nie podam przykładów, bo nie muszę :D

    Ale Pan Lewandowski też nie zachował się ładnie, bo nie każdy kogo zaatakował był hejterem.

    • Też nie odebrałam określenia pani Sylwii jako „gęś” za obraźliwe. Samą nagonkę nie zapoczątkowała nawet autorka tekstu, ale ktoś inny z początku piszący z poziomu fanpage’a swojej strony.

  • Tomasz J.

    Cała
    afera jest dla mnie mocno naciągana, bo i recenzja była słaba i
    obrażanie komentujących na profilu pana Lewandowskiego nie było na
    wysokim poziomie. Twórczości pani Sylwii nie znam i nie będę się
    zagłębiać, bo to za słaby poziom, wolę innych recenzentów
    książkowych.

  • kamahandmade

    Osobiście uważam podobnie do Ciebie, że oboje są na przegranych pozycjach. Blogerka przez to, że napisała słabą imitację „recenzji” i została słusznie za to wypunktowana, a sam pisarz przez to, że wszystko wziął do siebie personalnie i zamiast tą sytuację zwyczajnie olać to sam nakręca aferę i pogarsza swój wizerunek przez chamskie traktowanie wszystkich komentujących. Owszem, wielu z nich to zwykli hejterzy, ale jednak niesmak po całej sytuacji zostanie.

  • Każdy ma swój styl pisania, no i może inaczej zawyrokować w sprawie np. książki. To, co się spodobało mnie, nie musi się podobać innym. A jak się napisze coś, czego nie jest się pewnym to powinno się a)zapisać i odłożyć oraz odczekać, aż się ostygnie bądź b)przeczytać raz jeszcze. I recenzent i twórca to ludzie. Sytuacja nieciekawa, dla niektórych może zostać dla tych, którzy chcą pisać bloga o książkach, odebrana jako coś w rodzaju „nie pchaj się w blogosferę książkową, cokolwiek napiszesz to rozpętasz burzę”. Zresztą tak chyba zawsze będzie i w każdej gałęzi blogosfery.

  • Zgadzam się z kaszanqą, „Gęś” nie była napisana z zamiarem obrażenia autorki. Ale jak mówi powiedzenie – uderz w stół, a nożyce się odezwą. Recenzja, jak wiele innych autorstwa tej blogerki była słaba. Pani Sylwia oburzyła się, bo przeczytała prawdę o swoim miernym tekściku i zaczęła ubliżać autorowi od chamów. A że środowisko blogerek jest przewrażliwione na swoim punkcie to i „wojna” powstała. Śmieszy mnie te ich podejście do autorów, gdyby nie ludzie piszący książki, one nie miały by racji bytu z tymi swoimi blogspotowymi tworami. Chcą pisać o książkach, niech robią to dobrze. Tekst Węgielewskiej jest mierny, jak większość recenzji publikowanych w sieci. Ale tego już do wiadomości nie potrafi przyjąć.

    • Ma pan rację, zacytuję tutaj Tomka Tomczyka „blogerzy to bardzo delikatne stworzenia”. Według mnie nie powinni tacy być i obruszać się jak pani Sylwia kiedy ktoś powie jej, że tekst był na słabym poziomie.
      Internet jest tworem, w którym trzeba mieć mocne nerwy, zwłaszcza kiedy bierze się za ocenę twórczości innych osób.
      Zgadzam się z pana słowami na temat zależności autor książki – recenzent blogowy. Drugi bez pierwszego nie istnieje. Nie oznacza to, że pisarzy powinno się wychwalać nawet przy kiepskich tworach, jednak krytykując wypada robić to rzetelniej niż we większości recenzji blogowych.

      • Sylwia Węgielewska

        Nie będę przyłączać się do dyskusji, bo już wiele powiedziane zostało i na moim blogu i w sieci ogółem. Sprostować muszę tylko jedno – a mianowicie to, co napisał powyżej @Łukasz Migura: „Pani Sylwia oburzyła się, bo przeczytała prawdę o swoim miernym tekściku i zaczęła ubliżać autorowi od chamów.” -> to jest jedna wierutna bzdura. W żadnym z moich komentarzy na moim blogu (bo na FB się nie udzielałam w grupach ani na stronie autora) nie padło żadne wyzwisko w stronę autora – a tym bardziej „cham”. Nie wiem, skąd Pan, Panie Łukaszu to wziął, ale to nie moje słowa. Wielu czytelników go użyło, ale proszę nie wkładać w moje usta czegoś, czego nie powiedziałam.

  • Zbyszek

    Znakomite podsumowanie „afery” , ani mniej ani więcej :)

  • Marcin Barczyński

    Może warto byłoby, żebyś zapoznała się bliżej z aktywnością KTLa w internecie, szczególnie tam, gdzie ludzie nie biją mu pokłonów za Wielkim Pisarzem Bycie.
    Chociaż nie, nie warto. Nie powinienem życzyć ci tak źle. Sam miałem pecha kiedyś wejść z nim w dyskusję i mimo moich wysiłków, aby nadać dyskusji względnie kulturalny ton, zostałem wielokrotnie zwyzywany od najgorszych. To samo dotyka każdego mojego znajomego, który z imć Przewodasem wchodzi w jakiekolwiek dyskusje, a ostatnio jeden z nich (nazwijmy go Piotrek) podrzucił mi zrzut ekranu, jaki przesłał mu jego wspólny z KTLem znajomy. Na obrazku widać było, jak KTL po moim znajomym jeździ jak po łysej kobyle, sugerując autorowi zrzutu, żeby nie zadawał się z Piotrkiem, wyrzucił go ze znajomych, bo to świr najgorszego sortu, potwór w ludzkiej skórze i osoba, znajomości z którą wspólny znajomy będzie bardzo żałował. Ton szedł już niemal w pogróżki. O tyle zabawne, że Piotrek jest jednym ze stabilniejszych psychicznie ludzi, jakich znam. Owszem, lubi się kłócić, nie ma jednak w zwyczaju być chamski – od młotka bluzgów woli ostrze ironii. Wspólny znajomy w którymś momencie wręcz musiał zasugerować KTLowi, że to on zachowuje się jak spieniony świr, a nie Piotrek…

    • W żadnym wypadku nie bronię zachowania pisarza. Rozumiem tylko jego reakcję na „recenzję”.

  • Agata, czyta się Ciebie po prostu fantastycznie – sprawiłaś że przeczytałam cały tekst z przyjemnością, mimo że temat nadawałby się na pudelka blogosfery gdyby takowy istniał.

  • Ujmę to tak. Jeśli oddajemy komuś coś do recenzji nie spodziewajmy się, że na 10 recenzji, każda otrzyma ocenę 10/10 punktów. Takie myślenie jest irracjonalne. Każdy ma prawo do krytyki o ile jest ona konstruktywna. Tak oceniany jak i oceniający, tutaj te bariery niestety zostały przesunięte i przyznaję Ci Qrkoko w pełni rację.