5 błędów przy sprzedaży rękodzieła

56

Qrkoko.pl - 5 błędów przy sprzedaży rękodzieła

Planując stworzenie nowej pracy oczami wyobraźni widzisz każdy etap jej powstania.

Radośnie mrugasz na myśl o projektowaniu wzoru, zakupie materiałów i długich godzinach Tworzenia. Wycierasz łzy szczęścia snując wizje o gotowym dziele, w które włożyłaś mnóstwo wysiłku i serca. Jednak gdy w swojej imaginacji starasz się dostrzec jak za sprzedaną pracę napychasz kieszeń dolarami to nagle dostajesz zaćmy. Nie potrafisz przewidzieć czy na końcu podróży handlu rękodziełem Twoją ostatnio widzianą atrakcją nie będzie klient, który złamie Ci serce sprowadzając wielogodzinną pracę rąk do poziomu pstryknięcia palcem. A Twoich ręcznie robionych dzieł nie odróżni od piesków kiwających głową z taśmy produkcyjnej. Nie machaj tak jak one posłusznie głową, gdy klient potraktuje Twoją pasję jak hobby po godzinach i za Twoje prace wsypie Ci do kieszeni garść miedziaków, twierdząc, że idzie Ci na rękę. Jak nie dasz mu po łapach to ani pieniędzy ani szacunku za swą pracę na oczy nigdy nie zobaczysz.

W MARATONIE ZARABIANIA NA RĘKODZIELE SPRZEDAŻ PRACY JEST METĄ

To od Ciebie zależy kogo tam spotkasz, gdy ją przekroczysz. Wiwatujących klientów rzucających Ci do stóp bieliznę i laurowe wieńce czy gburowatych gapiów, którzy od stóp to najwyżej zmierzą Cię wzrokiem i jedyne czym rzucą to obelgą typu „drogie masz rzeczy jak na chłopca od wody”. Możesz tego uniknąć jeśli wcześniej odpowiednio poćwiczysz. Nie chodzi tu o poziom Twoich dzieł, bo jak chcesz uczestniczyć w sprzedaży to technikę musisz mieć opanowaną do perfekcji. Inaczej startujesz z przegranej pozycji. Najważniejsze jednak jest Twoje mentalne nastawienie i odpowiednie zaprezentowanie swego wizerunku. Twoje prace muszą obronić się same, ale nie ułatwisz im tego, jeśli popełnisz podstawowe błędy przy ich prezentacji. Dowiedz się co zrobić, by ich uniknąć i nie zaliczyć w tym maratonie falstartu.

1. Nie podajesz ceny prac

To podstawowy błąd Twórców, którym sprzedaż myli się flirtem w klubie Ryczących Czterdziestek, gdzie na pytanie o wiek odpowiada się „a na ile wyglądam?”. Oni również mają niskie poczucie własnej wartości, więc zamiast z dumą przykleić metkę z ceną wstydzą się wyceniać swoje umiejętności i wolą bawić się z klientem w zgadywanki typu „ile mi za to dasz?”. Klient nie zna się na Twoim fachu. Nie wie ile czasu zajęło Ci zrobienie rzeczy ani ile liczysz sobie za godzinę pracy. Jeżeli od razu nie widzi ile powinien Ci zapłacić i w dodatku zmuszasz go, by sam o tym zdecydował to jego pierwszą myślą będzie, że chcesz go oszukać. Szybko takiego klienta stracisz, bo będzie się bał, że poda zbyt wysoką cenę, której nie skorygujesz i w efekcie przepłaci, więc dla bezpieczeństwa odpuści sobie zakupy. Ewentualnie poda śmiesznie niską cenę, czym urazi Twoją dumę i też wróci z pustymi rękoma. Pamiętaj, że Twój klient zawsze musi wiedzieć ile kosztują Twoje prace. W przeciwnym wypadku one nie będą bezcenne, a bezwartościowe, a Ty nie zostaniesz zapamiętana jako ceniący się Twórca tylko handlara sprzedająca błyskotki spod płaszcza.

2. Tłumaczysz się z wysokich cen

Rękodzieło nie jest towarem pierwszej potrzeby, ani dobrem narodowym należnym każdemu. To kawałek serca i pasji Twórcy zamknięty w wielu godzinach pracy i latach nauki. To wyjątkowy produkt dla wyjątkowych ludzi. To normalne, że nie jest w zasięgu każdego portfela i Twórcy takich dzieł powinni być dumni, że ich umiejętności przekroczyły poziom bransoletek dodawanych do kolorowych gazet. Jednak wciąż wielu rękodzielników zamiast reprezentować wytwory swoich rąk z podniesioną głową to spuszczają ją w dół usprawiedliwiając się dlaczego za swą pracę chcą otrzymać godziwe pieniądze. Kiedy ktoś zadaje Ci pytanie „dlaczego tak drogo?” najgorsze co możesz zrobić to zacząć się tłumaczyć. Jeżeli ktoś podważa wartość Twojej pracy i oczekuje uzasadnienia wyceny to zwyczajnie go zignoruj. Taki klient nie dostrzega różnicy między wysokiej jakości rękodziełem, a świecidełkami ze sklepu „wszystko za 5 zł”, więc zawsze wybierze najtańszą opcję. On nie chce poznać specyfikacji Twojego rzemiosła, bo się na tym nie zna. Chce tylko nasłuchać się Twoich wywodów opisujących skomplikowanie techniki i wycenę materiałów, by na samym końcu być dla nich kropką pt. „to i tak za drogo”. Nie trać na takie osoby czasu oraz nerwów i zawsze ich pytanie „dlaczego to jest takie drogie?!” zbywaj tą samą odpowiedzią:

3. Targujesz się na jarmarkach

Wystawiając swoje prace na jarmarkach trafiasz do strefy skażenia PRL-em. W takich miejscach ludziom włącza się tryb łowcy-przekupki, w ich oczach pojawia się żądza mordu i zależy im tylko na tym by ubić największą w tych rejonach zwierzynę – interes. Uważają, że widniejąca na metce cena jest dla nich tylko drabinką, z której mogą dowolnie schodzić. Zgadzając się na jej manipulowanie utwierdzasz klientów w przekonaniu, że Twoje prace tak naprawdę nie są warte tyle ile chciałaś za nie początkowo, skoro bez zająknięcia obniżasz cenę. Żyłki handlowca klientom nie przetniesz, ale możesz się uchronić przed wykrwawieniem, jeśli nie zgodzisz się na targowanie. Ostatecznie na czas jarmarków podnieś ceny np. o 10% i tylko o tyle schodź w dół, by dać klientom poczucie dobrze wypełnionego obowiązku negocjatora, a samemu wyjść przy tym na swoje.

4. Dajesz rabat na piękne oczy

Jestem zwolenniczką jasno określanych reguł rabatowych. Nieważne czy to program lojalnościowy czy wietrzenie magazynów – zasady muszą być jasne i takie same dla każdego. Nie rozumiem podejścia rękodzielników, którzy na pytanie „ile to kosztuje?” odpowiadają „no jak dla Pani to 30 zł”. Jeżeli taka cena jest specjalnie dla mnie to znaczy, że dostałam super zniżkę na piękne oczy czy przez szkaradną twarz cena nagle wzrosła? Szastanie niejasno określonymi rabatami na lewo i prawo skutkuje tym, że będzie się pojawiać coraz więcej klientów z pretensjami o to, że ich znajomi dostali od nich większą zniżkę. A rękodzielnik zamiast zyskać nowych klientów coraz bardziej będzie tracił na wiarygodności.

5. Traktujesz klienta jak boga

Wszyscy wiemy, że klient nasz Pan i chlebodawca. To jasne, że odbiorca jest ważny i wymaga szacunku, ale istotne jest aby taka relacja była obustronna. Nie musisz skakać wokół klienta jak tresowana małpa i pokazywać mu wszystkich swoich sztuczek. Nie trzeba drukować wyciągów z poniesionych kosztów i kserować wykorzystanych wzorów, gdy zasypie nas pytaniami o użyte materiały, poświęcony czas czy sposób w jaki wykonałaś pracę. Odpowiadaj na jego pytania, ale nie bój się powiedzieć, że coś jest Twoją tajemnicą zawodową. Klient powinien dostać krótką broszurkę informacyjną. Nie rób od razu z siebie otwartej księgi.

W sprzedaży rękodzieła musisz znaleźć swój złoty środek. To Ty decydujesz na jakiej zasadzie zbudujesz swoje relacje z klientem. Jeżeli zarobek na rękodziele traktujesz poważnie to zadbaj o to, by dobrze się z tym czuć. Kiedy sprzedaż zmieni się w przykry obowiązek, a na widok klienta Twoja uśmiechnięta twarz zmieni się w grymas zniechęcenia to masz pewność, że w którymś momencie popełniłaś błąd. Jeśli go nie naprawisz to szybko zwiniesz interes. Pamiętaj, że perfekcyjnie wykonane prace, które wychodzą z Twoich rąk to tylko połowa sukcesu udanej sprzedaży rękodzieła. Oprócz nich musisz zaprezentować odpowiednio swój wizerunek, by wzbudzić szacunek i zaufanie klienta. A to już jest w Twoich rękach.

Qrkoko.pl

Polub mnie na Facebooku
I nie przegap nowych wpisów

  • Jadwiga

    Pani Agato jak zwykle świetny i pouczający artykuł!

  • Kreatywne Szydełko

    Dobrze napisane. Sama popełnialam kilka z tych błędów i przestałam robic cokolwiek, bo balam się jak ludzie zareagują jak będę chciała to sprzedać. Dałaś mi kopa do wrócenia do swojego hobby :D

    • Bardzo się cieszę. Z szydełkiem jak z jazdą na rowerze – po „pierwszej krwi” idzie już z górki :)

      • Gal_kris

        Chcę coś opisać co ma związek z sprzedażą pewnych wyrobów w określonych miejscach w Polsce, Ja jestem z Wrocławia i jak ogólnie wiadomo te miasto ma witraże, sklepów co nie miara i pracowni też trochę, jednak muszę docenić fakt że od kilku lat są spotkania wrocławianek, które czarują swoimi wyrobami z frywolitki, koronki klockowej, szydełka, filcu kto co zapragnie i tu zbliżam się do sedna togo co chciałem przekazać po co kupować skoro sami możemy zrobić. Wiem nie każdy potrafi lecz mnie chodzi o mentalność polaków, Polak przecież potrafi i przez te spaczenie mentalne polaków mamy to co mamy czyli głupie komentarze i uwagi osób które mało co wiedzą o tym ile pracy i talentu trzeba posiadać by tak na luzie robić takie cuda. Takie same zjawisko ludzkiej obojętności widziałem w Łodzi na festiwalu haftu i koronki. Trzy dni dla tych co się zapisali na kursy a właśnie oni nie za bardzo mieli ochotę cokolwiek kupować bo przecież mogą sami podpatrzeć i wykonać. Dopiero czwarty dzień pokazał gdzie był błąd tego festiwalu gdy otwarto drzwi dla ludzi z ulicy, chętnych na kursy było tylu że stały kolejki na zapisy. Wiem od wystawiających prace że ten ostatni dzień był jedynym z dochodem. Reasumując ciężko sprzedać koronkę klockową w okolicy Bobowej wsi tak samo jak witraże w dolnośląskim oraz mamy za dużo fachowców co to twierdzą że wszystkiego mogą się nauczyć i samodzielnie wykonać.

    • kasiowedłubanki

      no właśnie, też tak miałam, to może i ja kopa dostanę

  • Basia

    Świetna rada o tym , żeby zawsze podawać cenę swojej pracy. Sama miałam problem kiedy chcialam coś kupić na jarmarku i kobietka zaczęła się targować i „flirtować” zamiast podać mi cenę!!! Tak się wkurzylam, że nic nie kupiłam, a jeszcze nasłuchałam się od niej, że zawracam dupę i odstraszam klientów :(

    • Bardzo, ale to bardzo nie lubię sytuacji kiedy to ja mam zadecydować o cenie produktu, który chcę kupić. Unikam ich i nie wracam do takiego sprzedawcy. Podczas sprzedaży swoich prac trzeba być w 100% pewnym ich wartości. Jak inaczej klient ma je docenić?

  • Klaudyna Distaff

    Jest trochę racji w tym co piszesz, myślę jednak, że każdy musi na własnej skórze doświadczyć trudu sprzedaży i wyciągnąć odpowiednie wnioski.
    Nie zgodzę się z jarmarkową częścią. Sytuacja się mocno zmieniła na przestrzeni kilku ostatnich lat – teraz w większości to klient doceniający rękodzieło, znający jego wartość i często (do mnie wracający;)). Owszem zdarzają się targujące się cwaniaczki, jednak kiedy ktoś sugeruje mi, że obdarzy mnie wielką łaską kupując mój produkt np. 20% taniej, to szybko się przekonuje, że na niego nie zasługuje. ;)

    • To jest dobra postawa. Dzięki temu Tulanki mają już dobrze wyrobioną markę i reputację :)

  • Kama

    Dziękuję Ci za ten wpis. Rękodzielnicy w pierwszej kolejności powinni się nauczyć cenić samych siebie. Dopiero potem wystawiać swoje prace na sprzedaż.

  • Joanna Koba

    A co sądzisz o tym, że ktoś sprzedaje na swojej stronie np na facebooku i prosi o pytania o cenę w wiadomości prywatnej. Ja nie rozumiem dlaczego, ale wszyscy tak robią praktycznie.

    • Jeżeli ktoś decyduje się na sprzedaż prac poprzez Facebooka to najprawdopodobniej nie ma założonej działalności, więc robi to nielegalnie, czego nie popieram. Jeżeli jednak tą działalność ma to nie uważam Facebooka za odpowiednią platformę do sprzedaży, bo raczej taka forma prowadzenia handlu nie wzbudza zaufania. Jeśli zaś chodzi o podawanie propozycji cenowych w wiadomości prywatnej to w zasadzie jest to połączenie 3 opisanych przeze mnie błędów – nie podawanie swoich cen + wymaganie wyceny od klienta + niejasne reguły rabatów (bo każdy może dostać w wiadomości inną wycenę). Generalnie taka praktyka to porażka.

      • paulina

        w regulaminie fb jest napisane iż nie jest to portal do sprzedaży wiec cen nie można podawać dlatego artyści/rękodzielnicy proszą i wiadomość prywatną gdyż ich strona moze zostać zablokowana

        • Więc skoro FB nie jest portalem do sprzedaży to artyści/rękodzielnicy nie powinni go traktować jako portal do sprzedaży? Jest wiele lepszych rozwiązań jak DaWanda, Allegro, własny sklep itp., gdzie Facebook mógłby posłużyć wtedy jako forma ich promocji. I na pewno byłoby to bardziej wiarygodne dla klienta niż cwaniakowanie i zbieranie wycen po prywatnych wiadomościach.

          • Agata

            Zgadzam się z tym, że fb powinno posłużyć jako forma do promocji ale własnej strony :) Allegro a przede wszystkim rękodziełu na allegro mówimy nie. To, co klient z chęcią kupi na naszej stronie, na tym nieszczęsnym fb, w cztery oczy lub może na DaWandzie, choć portal jest mocno przeceniany. Tak na allegro wyceluje góra 2 złote i będzie trzymał kciuki, by go nie przebili. Ja sama wchodzę na allegro, by kupić tanio, porównać ceny ale na pewno produkty masowe. Sama sprzeaję i allegro pomimo to, że drogie, tak nietrafione zupełnie. Poza tym – ja chcę swoja markę promować, nie allegro czy DaWandę. Sukcesem jest własna strona, która staje się popularna.

          • Agata

            Aha – jak dla mnie podawanie cen w prywatnych wiadomościach jest tylko i wyłącznie miganiem się od płacenia podatków lub działalność jest w ogóle na czarno. Czasem podpytuje o ceny, często są wyższe niż te u sprzedawców działających „na prawo”.

  • Renata Orłowska

    Tak zdecydowanie coś w tym jest, ale powinien być jeszcze (być może jest) artykuł o tym, kiedy artysta ma prawo zarządzać wysoką cenę za swoje dzieło. Spotkałam się już wielokrotnie z przykładami wmówienia mi, że bransoletka która była stworzona z GOTOWYCH koralików jednego koloru (podkreślam, żeby nie było ze z nich był ułożony jakiś niepowtarzalny wzór) nanizanych na żyłkę i połączonych zapięciem „artysta” kazał sobie płacić jak za zboże. Bynajmniej nie były to koraliki ręcznie robione przez tą osobę tylko tradycyjna masówka. Niektórzy „artyści” myślą, że jak powielą 10001 raz ten sam wzór dodając od siebie np. kokardkę i pisząc wzór autorski” to klient się nabierze. Pomijam już fakt niestaranności wykonania. Miałam kiedyś przyjemność kupić od młodej dziewczyny (jeszcze niezmanierowanej) torebkę wykonaną z malutkich koralików i sama podniosłam cenę, bo tak która podała wydała mi się za niska. Szanujcie się, ale szanujcie też klientów, którzy ZNAJĄ się na rękodziele. :)

  • Jolanta

    Jest jeszcze inna strona medalu – nie każdy wyrób rękodzielniczy posiada poziom do oferowania go jako wartościowy produkt, a może mieć wysoką cenę. Trudna sprawa – niektórzy przeceniają swoje zdolności.

    • Asia

      W takim wypadku produktu się po prostu nie kupuje.

  • Julia Piskorska

    Ok to teraz troszke rozwieje watpliwosci. Kochane dziewczyny. Chcecie sprzedaeac na fb ? Nie ma zadnego problemu. Pobierzcie sobie DawandaWebshop. To jest swietna aplikacja, sklep macie bezposrednio u siebie na fb. Potem wykupcie na fb reklame. Nie jest droga, na poczatek zainwestujcie np 15 zl. Zobaczycie ze sie bujnie. A, jak chcecie zobaczyc to na moim przykladzie to zapraszam na fb- UNDERSTORE. Pozdrawiam i trzymam kciuki

    • Nadal nie jest to sprzedaż _bezpośrednio_ przez Facebooka, bo żeby korzystać z aplikacji Dawanda Webshop i tak musisz mieć założony sklep na Dawandzie. Więc wtedy wykorzystujesz FB bardziej jako narzędzie promocji, niż platformę do sprzedaży (tak jak w przypadku zbierania wycen po prywatnych wiadomościach).

      • Julia Piskorska

        Ok, tak czy inaczej sa efekty. Wchodzac do aplikacji widzisz wszystkie produkty, ceny, klikasz produkt i za chwile mozesz juz go zakupic. Nie jest to to samo co podawanie cen w prywatnych wiadomosciach. Troche przeczysz sama sobie, mowisz ze ceny musza byc widoczne ale tego rozwiazania nie uznajesz za narzedzie sprzedazy. I jaki to problem zalozyc sklep na dawandzie ???

        • Nie przeczę samej sobie, bo kontekst mojej wypowiedzi dotyczył zupełnie czego innego. Nawiązałaś do komentarzy, w których mówiliśmy, że sprzedaż przez Facebooka póki co jest nielegalna, więc nie powinno się tego praktykować i stwierdziłaś, że jest sposób, by sprzedawać na FB. Tymczasem podane przez Ciebie rozwiązanie nie jest sprzedażą stricte przez Facebooka równoznaczną z metodą zbierania wycen przez wiadomości prywatne (która btw. omija tym samym wszelkie przepisy handlowe). Wykorzystując aplikację Dawandy nadal sprzedajesz przez Dawandę i używasz do tego ich aplikacji, tylko umożliwiasz klientom korzystanie z niej podczas przeglądania Twojego FB. I do tego nawiązywał mój komentarz. Nie mówiłam, że korzystanie z aplikacji Dawandy na Facebooku jest złe, tylko wskazałam różnicę między tym rozwiązaniem, a nielegalnymi praktykami. Aplikacja Webshop to nie jest „sposób na sprzedaż przez FB”, tylko sposób na poszerzenie możliwości sprzedaży przez Dawandę, który Facebook Ci umożliwił :)

          • zgadzam się :) chociaż powoli przestaję ogarniać tą rzeczywistość wirtualną tym bardziej, że realną też muszę ogarniać :/ jak życ;p ?

    • ervena

      Chciałabym El Dere DZINANY RĘCZNIE ROBIONE

  • Świetny wpis! Niby oczywiste rzeczy a jednak nie dla każdego. Chyba też się odważę zrobić kilka rzeczy na sprzedażi z dumą podać cenę

  • ervena

    Swietny artykuł …w praktyce jest gorzej , ale chyba powinniśmy iść właśnie w wyżej opisanym kierunku , no nie iwerze ,że nikt nie kupi naszej pracy….ervena :)

  • Katarzyna

    Doskonale przedstawiona prawda. Tak jest. Ja tak postępuję. I to się zgadza! Jak słyszę pytanie „dlaczego tak drogo?”, odpowiadam – „złoty dwadzieścia za godzinę to jest drogo? Pracuje pan/pani za mniej?”

  • Tekst jak zwykle trafiony:)skąd Ty Agato to wszystko wiesz i zawsze praktycznie masz rację? To jest zagadka stulecia;)
    Ja chciałabym się odnieść do Dawandy…
    Dawanda od jakiegoś czasu prawdziwych rękodzielników ma w głębokim poszanowaniu, że tak to delikatnie ujmę.
    W tej chwili nastawiona jest na masową produkcję bo to przynosi zyski.Tzw.unikaty są pomijane we wszelakich formach reklamy, promocji na fb I głównej stronie platformy.
    Mam propozycję,może chciałabyś podnieść ten temat u siebie , po ówczesnym zapoznaniu się ze sprawą oczywiście.

    • Dzięki za propozycję. Co prawda mam na razie dużo innych projektów i tematów zaplanowanych w przód, ale na pewno przyjrzę się Dawandzie jak znajdę wolną chwilę :)

  • Świetny tekst :)

  • Auri

    Dzięki za te kilka punktów :) jasno i rzeczowo

  • Plachaart

    Polecam na pytanie klienta: A może jakiś rabacik? Odpowiadać: A może jakiś napwiek? ;)

  • pestunia

    pierwszy raz zgadzam się z Tobą od A do Z

  • niezdecydowana.

    A ja uważam, że warto mimo wszystko pytać klienta o to, na ile by wycenił pracę. Czasem otwiera to oczy rękodzielnikowi, który myśli, że tabliczka „ręcznie robione” daje prawo do żądania gór złota za wyrób.

    I naliczanie ceny na podstawie godzin spędzonych podczas tworzenia – słabo mi się robi jak o tym słyszę… To już wtedy nie ma nic wspólnego z rękodziełem.

    • A ja uważam, że warto mimo wszystko pytać klienta o to, na ile by wycenił pracę. Czasem otwiera to oczy rękodzielnikowi, który myśli, że tabliczka „ręcznie robione” daje prawo do żądania gór złota za wyrób.

      Jeżeli rękodzielnik nie zna wartości swojej pracy i nie potrafi jej wycenić to nie powinien ją wystawiać na sprzedaż. 90% klientów to nie są rękodzielnicy, więc nie znają się na Twojej pracy i nie będą potrafili jej poprawnie wycenić, tak byś dostała godziwe pieniądze. Pytając klienta o to ile Twoja praca jest naprawdę warta to nie poznasz odpowiedzi na to pytanie, bo każdy klient będzie chciał zapłacić jak najmniej.

  • alkippe

    Dziękuję! Trafne spostrzeżenia. Jeśli zdecyduję się na sprzedaż z pewnością będe kierować się powyższymi zaleceniami.

  • kazet

    Pomarzyć dobra rzecz….
    Podoba mi sie takie podejście i życzyłabym sobie z całego serca żeby tak sprzedawać się udało, ale obawiam się, że nie zadziała, bo klient jest już znarowiony służalczym podejściem panujacym handlu – od kilku lat jesteśmy atakowani karkołmnym włazidupstwem i sztuczna usłużnością (stosy książek napisano na temat tego jak się klientowi umiejętnie podlizać a zapoznanie się z nimi czy przeprowadzanie szkoleń na ich podstawie to bezwzględny wymóg pracodawcy wobec sprzedawców w każdym chyba sklepie niezależnie od branży) co się potem przekłada na ”pretensje” do każdego, kto coś nam oferuje i domaganie się slecjalnego traktowania i zniżek ,bo przecież ”nasz klient – nasz pan”.
    Jesteśmy – a raczej powinniśmy być bardziej artystami chyba, a rzadko który artysta z prawdziwego zdarzenia sam siebie sprzedaje przecież. Mam wtażenie, że Polacy nie są narodem koneserów. Po 1. nie jesteśmy wychowywani w poszanowaniu dla cudzej pracy na żdnym etapie naszego życia co wydaje mi się mieć kolosalny wpływ na zagadnienie, a po 2. nie mamy szansy nimi zostac zarabiając na opłaty i ”miskę ryżu” – murzyni europy jeśli chodzi o zarobki – europejskie ceny a zarobki jak w trzecim świecie – chociaż może z racji zawartości tej miski powinniśmy mówić raczej o pięcioletnich chińczykach w ciemnej piwnicy…). ={

  • „Rękodzielniczka”

    Po pierwsze: W Polsce panuje bardzo dużo pogardy dla drugiego człowieka i jego uczciwej pracy
    Po drugie: Stosunki społeczne i religia nakazują nam kajać się na każdym kroku i przepraszać, że ośmielamy się żyć.
    Po trzecie: Mentalności ludzkiej nie zmienia się w ciągu paru czy kilkunastu lat – na to trzeba kilku pokoleń.
    Po czwarte: Polacy mają małą świadomość jakości. Decydującym czynnikiem jest cena – musi być wszystko najtaniej.Nikt nie uczył ani nie uczy Polaków, że JAKOŚĆ MA SWOJĄ CENĘ!
    Po piąte: W społeczeństwie jest zbyt dużo drapieżczych nowobogackich hien, idących po trupach, którym przyświeca cel: – byle tylko zniszczyć drugiego.
    Po szóste: Nic nam nie sprawia większej radości i satysfakcji, jak nieszczęście, upadek i tragedia, która spotkała bliźniego i w najtrudniejszych chwilach staramy mu się jak najwięcej dokopać.
    Oczywiście, że to mocno powiedziane, nie można generalizować ale dokładnie tego wszystkiego doświadczyłam na własnej skórze.
    Od lat z wielką pasją tworzę w wolnych chwilach naszyjniki i korale. Wykonuję każdy projekt tylko i wyłącznie w jednym egzemplarzu i nigdy go nie powielam. Jeszcze nigdy (przez kilkanaście lat) nie udało mi się niczego sprzedać, bo „za drogo wyceniam”. Kalkulacja poniżej:
    Materiał (modelina Fimo) – 50 zł, dodatki: linka, zapięcie, lakier itp – około 5 zł. Czyli razem 55 zł. Czas poświęcony na wykonanie – około 10 godzin. Wyceniłam korale na 60 zł. Czyli chciałam zarobić 5 zł za 10 godzin pracy, czyli 50 groszy na godzinę, minus podatek do odprowadzenia! Oczywiście nikt mi tego nie kupił (wystawiałam na kilkunastu różnych dużych kiermaszach) a na dodatek posłyszałam multum pretensji (często bardzo wulgarnie wyrażonych), że to skandal tak się drożyć.
    Jasne? – Wszystko jasne, nic dodać, nic ująć!
    Więc zamiast sprzedawać swoją pracę po 50 groszy za godzinę, obdarowuję przyjaciół i składuję „na czarną godzinę”. Wkrótce idę na emeryturę i ZUS wyliczył ją na (uwaga!) – 246 zł. Dziękuję! I bardzo przepraszam, że ośmielam się żyć! Moja wina, moja bardzo, bardzo wielka wina!

    • rjan

      „Po drugie: Stosunki społeczne i religia nakazują nam kajać się na każdym kroku i przepraszać, że ośmielamy się żyć.”

      Nie wiem o jakiej wierze piszesz ale jeśli chodzi o katolicką, to w żadnym wypadku nie nakazuje się kajać i przepraszać, że ośmielamy się żyć – wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś tak uważa, to nie zna tej wiary albo źle ją pojmuje.

      Pozdrawiam :)

      • Sindarin

        Ale to nie jest forum katolickie – po co nawracanie?

    • Ewelina Sz

      Możesz pokazać swoją pracę? A poza tym możliwe, że usiłowałaś to sprzedać po prostu w złych miejscach. Wiele czynników mogło się złożyć na to, że coś się nie sprzedało. Teraz jesteś rozgoryczona i nadal nic nie sprzedasz bo masz złe podejście.

  • Mania Adamiak

    Świetny post!

  • Sindarin

    Dziękuję za ten post – bardzo przemyślany i dający do myślenia :) pozdrawiam

  • rybencja

    Rewelacyjny post. Cieszę się zeżeu trafilam :)

  • Edit

    Witam:) Trafiłam przypadkowo, ale od razu z zainteresowaniem wczytałam się w treści:) Bardzo dobry pomysł na to, by z innymi podzielić się swoimi trafnymi spostrzeżeniami:) Pozdrawiam i życzę powodzenia!

  • Zdecydowanie tak! Nawet znając się na technice często wyceniam na oko coś „powyżej” i później mam niespodziankę kiedy uda mi się wyciągnąć od Twórcy cenę, która jest np. dużo niższa.
    Bardzo też denerwuje mnie to, że na pytanie „za ile” autor nie wie lub się chwilę musi zastanowić! Zawsze mam wtedy wrażenie, że zostałam oszukana i przepłaciłam :)

  • Jeszcze przez chwilę anonimowa

    Cześć. Cieszę się ogromnie, że przekazujesz tak ważne informacje – przypuszczam, że większość osób będzie musiała tak czy inaczej przekonać się o ich prawdziwości z autopsji, o ile nie poddadzą się myśleniu katastroficznemu („rynek zepsuty i co zrobisz, nic nie zrobisz”), w gruncie rzeczy bardzo wygodnemu. Ale ja nie o tym. Pisząc sobie strategię marki (jak bezdusznie..!), a raczej szkic takiej strategii, w który wrzucam na tym etapie wszystkie spontaniczne pomysły, zawarłam taki punkcik: „Klient jako Gość, nie Pan”. Gdy zobaczyłam podobne zdanie w Twoim innym wpisie, poczułam natychmiastowe sprzężenie i kliknęło mi, że wow, jak super, że nie jestem odosobniona, to bardzo dobrze wróży dla branży, że zmienia się jej postrzeganie przez samych twórców, dzięki Tobie między innymi. Także ja tu zostaję. Nawet sobie konto na Disqusie założę. Pozdrawiam serdecznie :).

    • Rozgość się :) I dziękuję za komentarz :)

  • kAMbala Projekt

    Świetnie napisane. Miałam okazję po raz pierwszy sprzedawać swoje wyroby na kiermaszu świątecznym i wiele z tego co napisałaś była identyczna z tym co mnie tam spotkało.

  • Świetnie napisany artykuł! Zgadzam się ze wszystkim co zostało tutaj ujęte. Smutne jest to, że mnóstwo osób próbuje wcisnąć klientowi swój produkt byle by go sprzedać. Choćby za złotówkę. Jeśli chodzi o koszt rękodzieła, mnie kiedyś się już ciśnienie podniosło czytając że coś jest drogie i wysmarowałam króciutki tekst. Jeśli mogę sobie pozwolić, link zostawiam tutaj: http://www.ilovehandmade.pl/ile-kosztuje-rekodzielo/ Zawiera on nic innego jak swego rodzaju wyliczankę, co i za ile, i dlaczego tak „drogo”, by uświadomić że wszystko to, to nic innego jak piękna kompilacja czasu i pasji. Będę tu chętnie zaglądać!
    Pozdrawiam cieplutko!

  • Joanna Altewęgier

    Super tekst. Zawsze miałam problem z wyceną – szczególnie jeśli chodzi o rodzinę i znajomych :) Robiłam po kosztach, co powodowało frustracje :( Tekst pomógł mi pewne rzeczy sobie uporządkować i …. dowartościować się :) Dzięki

    • Nie ma za co, cieszę się, że mogłam pomóc :)